ODPOWIEDZ
26 y/o
For good luck!
166 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
I know a girl who can't sleep at night
Nothin' that she does is ever right
God, she's just a waste of space and time
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Nadal nie mogę uwierzyć, że nasza drużyna naprawdę wygrała. No dobrą kłamię, bardzo dobrze wiedziałam, że wygramy. Stell pomógł naszej drużynie wygrać, ale to było prawie wiadome. Mówiło przez się, czyż nie? Zresztą jest kapitanem, więc jakby nie miał doprowadzić swojej drużyny do zwycięstwa, grając w lidze hokejowej. Oczywiście, że oglądałam cały mecz, jakbym tego nie mogła zrobić? Na początku tylko siedziałam na ławce, czytałam książkę. Jednak z czasem, nawet polubiłam ten mecz i trochę rozumiałam wszystkie podania, kartki i przyłożenia. Teraz częściej obserwuję lodowisko, niż kartki w moich książkach. Poczekałam, aż każdy mu podziękuję i poklepie go po ramieniu. Zaraz kierowali się w stronę szatni, a przy okazji wpadnie jak zawsze dla mnie. Wolę dać mu chwilę, aby cieszył się ze zwycięstwa z innymi. Na mnie też przyjdzie czas, czyż nie? Zajęłam swoje miejsce, aby nikomu nie przeszkadzać w biegu lub przejściu. Niestety teraz będzie większe lub mniejsza zainteresowanie, zwłaszcza jak nasza drużyna dostała się do dalszej ligi.
— Gratulacje kapitanie, w ostatnich minutach zdobyłeś najwięcej punktów. Awansowaliście dalej, a to oznacza wielką karierę dla ciebie — Zagryzłam dolną wargę. Zarzuciłam ręce na jego ramiona, ciesząc się z tego wszystkiego. Będzie mógł wyjechać, osiągnąć jeszcze więcej niż w naszej szkole. Zignorowałam krzyczących chłopaków w naszą stronę. Mimo tego, że mam na sobie jego koszulkę z numerem to nie czuję skrępowania, wiele dziewczyn tutaj tak robi. Dodatkowo lubię się wyróżniać, a tylko ja mam naszyjnik z literką jego imienia oraz kij hokejowy. Zbliżyłam twarz do jego, musiałam stanąć na palach i pocałowałam do. Nie spieszyłam się za bardzo, miałam gdzieś fakt, że go ciągle wołali. To mój czas z nim, a nie ich. Mieli go przecież przed chwilą na lodowisku, też chcę go na chwilę.
— Słyszałam, że ma być jakaś impreza. Podejrzewam, że musimy na nią iść? — Upewniłam się tylko. Gdyby się tam nie pojawił, pewnie narzekaliby. Nieraz zrezygnował z imprezy, ponieważ nie chciałam na nią iść. Mimo naszego związku, imprez… jego imprezy i znajomi raczej do mnie nie pasują. Każdy o tym dobrze wie i nie zawsze jestem też zapraszana. Stellan sam mnie w sumie zabierał ze sobą, a ja? Cóż, spędzałam czas z nim, czasem z przyjaciółkami, które przypadkowo też tam były. Zresztą jest kapitanem, wygrał grę i cała impreza jest stworzona dla jego drużyny, dziwne byłoby, gdyby się nie pojawił. Nie może ze wszystkiego rezygnować, ponieważ ja tego nie chcę. — Idź do nich, inaczej ciągle będą udawać nas — Kątem oka, zauważyłam jak dwójka z nich udawała nasz pocałunek. Mam to szczerze gdzieś, ale jest to irytujące. W szkole zawsze ktoś nas obserwuje, jakbyśmy byli ich tematem do plotkowania.

Stellan Thompson
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
27 y/o
For good luck!
182 cm
złodziej kradnie co popadnie
Awatar użytkownika
ze Złotego Chłopca do rynsztoka.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

005



Stellan zdjął kask zaraz po syrenie kończącej spotkanie i zjechał do boksów, słysząc wokół ryk kibiców i okrzyki z trybun. Wygrali, co gwarantowało im przejście do wyższych rozgrywek krajowych, ale w jego głowie liczyła się w tamtej chwili zupełnie inna sprawa. Zignorował uściski kolegów z lodu, odrzucił kij na stojak i skierował się prosto w stronę wyjścia z tafli, gdzie w pobliżu barierek stała blondynka. Obserwował ją kątem oka już podczas ostatnich minut meczu. Fakt, że zaczęła pojawiać się na trybunach, znaczył dla niego więcej niż sam puchar. Zrobił kilka kroków w jej stronę, czując, jak mokry od potu sprzęt ciąży mu na ramionach. Zatrzymał się tuż przy metalowej barierce oddzielającej widownię od przejścia dla zawodników.
- Wygrana była obowiązkiem, nie niespodzianką - odpowiedział, wypuszczając powietrze i patrząc jej prosto w oczy. Jego głos był niski, lekko chropowaty po wyczerpującej grze. Złapał ją za rękę i delikatnie ścisnął jej dłoń, gdy przerwała pocałunek, by zadać pytanie o dalszą część wieczoru. Znał jej stosunek do imprez i wiedział, jak bardzo męczyło ją przebywanie wśród tłumu hokeistów.
- Jeśli nie chcesz tam iść, po prostu wrócimy do domu - powiedział stanowczo, nie rozglądając się za siebie, mimo że z korytarza wciąż dobiegały okrzyki jego kolegów. - Zwycięstwo zaliczone, reszta nie ma znaczenia.
Nie chciał zmuszać jej do przebywania w otoczeniu ludzi, którzy często traktowali ją jak obcą osobę. Doskonale pamiętał wcześniejsze sytuacje, gdy musiała szukać ucieczki w rozmowach z kilkoma znajomymi, bo środowisko sportowców zupełnie do niej nie pasowało. Dla niego sprawa była prosta: jej komfort stawiał wyżej niż obowiązki kapitanatu na potańcówce. Kiedy spojrzała w bok i wskazała głową na dwóch obrońców, którzy przedrzeźniali ich gesty, głośno przy tym narzekając, Stellan odwrócił głowę i posłał obydwu surowe spojrzenie, po którym ci natychmiast przyspieszyli krok i zniknęli za drzwiami szatni. Nie lubił, gdy ktokolwiek z drużyny przekraczał granicę i robił z ich relacji powód do kpin.
- Mają się zająć sobą - rzucił zachrypniętym głosem, wracając wzrokiem do jej twarzy. - Potrzebuję dziesięciu minut na zmianę ubrań i prysznic. Poczekaj na mnie przy wyjściu.
Odrzucił na bok chęć dłuższego dyskutowania z trenerem i zamiast tego odwrócił się i poszedł prosto pod prysznic. Potem ubrał się szybko, spakował sprzęt do torby i bez zbędnych rozmów z zespołem wyszedł, wrócił do Isabelli, ujął jej dłoń i poprowadził w stronę samochodu zaparkowanego na parkingu.
- Nie idziemy na żadną imprezę. Teraz decyzja należy do ciebie. Jak chcesz spędzić ten wieczór i na co masz ochotę? Wracamy do domu, jedziemy coś zjeść, czy masz zupełnie inny plan?
Isabella Hunter
Ostatnio zmieniony czw wrz 03, 2026 2:13 pm przez Stellan Thompson, łącznie zmieniany 1 raz.
pączek
ktoś prowadzi moją postać bez ustaleń, nudy, braku rozwoju fabuły
26 y/o
For good luck!
166 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
I know a girl who can't sleep at night
Nothin' that she does is ever right
God, she's just a waste of space and time
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Nie lubię jak zmienia wszystko pod moją osobę. Czuję się w takich momentach winna, okropnie winna. Zresztą mogą mnie nie lubić, dobra może jest parę osób, które trochę mnie tolerują. Jednak naprawdę nie chcę zabierać im kapitana, który powinien pojawić się na tej głupiej imprezie. Jeśli nie przyjdzie, to będzie wiadomo, przez kogo ich ulubieniec się nie pojawił. Ich imprezy są… inne od tych, które ja znam. Są bardziej szalone, niepasujące do mojego poukładanego życia. Ja zazwyczaj muszę się zastanowić, a dopiero potem to zrobić. Jego otoczenie jest inne, ale trzeba zaakceptować obie strony. Naprawdę nie chcę ustawiać go pod siebie. Czasami mimo tych całych imprez, mogę uciec do jakiegoś pokoju i poczytać książkę. Schować się, pokazywać co jakiś czas. Ewentualnie poszukać swoich znajomych, którzy również przyszli na te głupie imprezy.
— Właśnie, że idziemy. Wybrałam dwie sukienki, które będą pasować i musisz się tam pojawić. Nawet jeśli uważasz inaczej. Schowam się u Jake, mam tam parę książek. Zawsze będziesz mógł do mnie przyjść, nawet pogadam z twoimi znajomymi — Zaproponowałam. Usiadłam po stronie pasażera, odwróciłam się w jego stronę, poprawiając jego mokre końcówki włosów. Wolałabym z nim zostać w tym aucie, nawet wspiąć się na dach i pooglądać gwiazdy na niebie. Jednak to jego chwila, która powinna być dość mocno świętowana. Przecież dobrze grał cały ten cholery sezon, musi też się trochę wyszaleć. Raczej przy moich książkach, znajomych tego nie uda mu się osiągnąć. Czasami wręcz zastanawiam się jak to możliwe. Jesteśmy totalnym przeciwieństwem, a jesteśmy jednak razem. Cholernie akceptuję to, że potrafi zaakceptować mój spokój i czasami zbyt poważne podejście do życia. Nie powiem lubię jego zmienianie zdań, szalone podejścia do życia oraz stanowczość. Jednak tym razem, chodzi o imprezę stworzoną dla niego. Niegrzecznie byłoby się tam nie zjawić.
— Co powiesz na taki układ. Pojawimy się tam na parę godzin, a potem pojedziemy do naszej ulubionej knajpki? Oddam swoją porcję ciasta, a wiesz jak lubię od nich słodycze. Dodatkowo lubię twój zachrypnięty głos, złoty chłopczyku — Dotknęłam palcem jego nos. Zaśmiałam się na swoje słowa, przez co mój własny głos rozniósł się po jego aucie. Chcę też zmienić ubranie, nie chcę pojawić się tam w bluzce z jego numerem. Raczej trzeba jakoś lepiej się przygotować na imprezę, zwłaszcza jak potem mamy pójść coś zjeść. Wiem, że dla niego mogę mieć worek po zmiemniakach, na sobie i jemu będzie to pasować. Ja wolę jednak jakoś się ładnie ubrać, bardziej pasując do tamtego towarzystwa.
— Stellan nie musisz rezygnować ze swojego stylu życia. Lubię jak wprowadzasz zmiany, zmieniasz mój mały grafik w głowie. Zresztą musisz zobaczyć obie sukienki, wybierzesz którąś. Ruszaj — Poklepałam go po udzie. Rany pamiętam go jak jeszcze nie grał. Był chudy, strasznie chudy. Dopiero jak zaczął ćwiczyć to jego całe ciało się zmieniło, nawet potrafi zjeść to, co ja nie dam rady zjeść. Chyba każdy hokeista je za parę osób, a może mi się tylko tak wydaje? Wysiadłam z auta, ciągnąć go do swojego pokoju. Mógł teraz sobie leżeć, siedzieć co chciał. Poleciałam po pierwszą sukienkę, była czarna bez ramiączek. Po prostu zwykła sukienka. Miałam też czerwoną na ramiączka. Jednak kątem oka zauważyłam, że posiadam gorsetową bluzkę, która jest czarna i pasująca spódniczkę. Wybrałam ją, zrobiłam szybkiego kucyka. Jedynie, co się za bardzo rzucało w oczy to mój biust. Nie mam z nim problemu, nie mogę narzekać na jego brak. Jednak gorset ma swoje plus i minusy. Były bardziej widoczne, mimo to dobrze się z tym czułam, chociaż Stellan raczej, a na bank nie będzie z tego zadowolony.
— Więc tak… to co mam teraz na sobie… czy tamta sukienka bez ramiączek — Okręciłam się dodatkowo. Sięgnęłam po sukienkę i przyłożyłam do swojego ciała.

Stellan Thompson
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
27 y/o
For good luck!
182 cm
złodziej kradnie co popadnie
Awatar użytkownika
ze Złotego Chłopca do rynsztoka.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Stellan patrzył na nią w milczeniu, zirytowany tą sytuacją. Widział jej spięcie i to, że znowu mocno zastanawia się nad odpowiedzią. W jego ocenie sprawa była prosta i nie wymagała analiz. Odrobił swoje na lodzie, wygrali mecz, a impreza całkowicie go nie obchodziła. Zrezygnował z niej sam, z własnej woli. Wkurzała go jednak sama myśl, że ona może teraz brać to do siebie i uważać się za winną jego nieobecności. Nie chciał, żeby martwiła się opinią chłopaków z szatni, bo zdanie reszty zespołu na temat jego relacji nie miało dla niego żadnego znaczenia. Domyślał się, że znowu próbuje szukać kompromisu i dostosowywać się do jego środowiska. Nie po to spakował torbę i wyciągnął ją spod hali, żeby teraz patrzeć, jak ona zmusza się do przebywania wśród ludzi, których nawet nie lubi.
Stellan słuchał jej, czując jak złość i zniecierpliwienie ustępują miejsca rozbawieniu. Jej decyzja była całkowitym zaprzeczeniem tego, co jeszcze przed chwilą sugerował, ale w jej głosie usłyszał dobrze znany, uparty ton. Zamiast po raz kolejny odrzucać pomysł pojawienia się w klubie, wrzucił bieg i ruszył, włączając się do miejskiego ruchu.
- Pokażemy się tam, zrealizujesz swój plan z chowaniem się u Jake’a, ale jeśli po godzinie będziesz miała dość, zbieramy się bez dyskusji. - Sprawa jej komfortu wciąż była dla niego ważniejsza niż feta.
Kiedy dotknęła palcem jego nosa, drgnął kącik jego ust, choć utrzymał powagę. Propozycja oddania jej ulubionego ciasta była z jej strony ogromnym ustępstwem i dobrze o tym wiedział, biorąc pod uwagę jej słabość do słodyczy z tamtego lokalu. Określenie, którego użyła pod jego adresem, sprawiło jedynie, że wypuścił powietrze i bardziej docisnął dłoń do kierownicy.
- Trzymam cię za słowo w kwestii tego ciasta - odpowiedział chropowatym głosem, nie odrywając wzroku od ulicy. - Parę godzin to maksimum. - Przystał na jej warunki, bo układały się w plan, który pozwalał im zaliczyć obowiązkowe wyjście bez przedłużania.
Stellan wysłuchał jej słów o braku potrzeby rezygnowania ze swojego stylu życia i odwrócił w jej stronę głowę, wypuszczając wolno powietrze.
- Z niczego nie rezygnuję, po prostu wolę spędzić ten wieczór po swojemu - odpowiedział szorstko, zanim zdążyła poklepać go po udzie. Nie zdążył zaprotestować przeciwko wchodzeniu do środka, bo wyciągnęła go z samochodu bez czekania na jego reakcję. Kiedy weszli do jej pokoju, rzucił się bez słowa na łóżko, opierając plecy o ścianę i skrzyżował ręce na piersi. Przyglądał się w milczeniu, jak krząta się przy szafie.
- Miały być dwie sukienki, a wyciągnęłaś gorset - powiedział, patrząc jej w oczy. - Znasz tych kolesi i wiesz, jak reagują. Jeśli zamierzasz w tym iść, nie odstępujesz mnie na krok i zapominasz o chowaniu się w pokoju u Jake’a, bo nie mam zamiaru uganiać się za kimś, kto będzie na ciebie gapić.
Przyglądał się jej z nieprzeniknioną miną, krzyżując ręce na piersi. Przeniósł wzrok z gorsetu na sukienkę bez ramiączek.
- Sukienka - rzucił krótko, bez cienia wahania w głosie. - W gorsecie wyglądasz świetnie, ale nie mam zamiaru spędzić całej imprezy na odganianiu od ciebie wzroku połowy drużyny i pilnowaniu, żeby nikt nie strzelił jakiegoś durnego tekstu. - Nim zdążyła w ogóle odłożyć sukienkę czy zripostować jego wybór, poderwał się z łóżka i podszedł do niej. Zanim zorientowała się w sytuacji, zamknął ją w ramionach i bez ostrzeżenia wpił się w jej usta, całując namiętnie. Kiedy w końcu odsunął twarz, przechylił głowę w bok, przyciągnął ją mocniej do siebie, po czym zniżył głos, pozwalając, by chropowaty mruk rozszedł się tuż przy jej uchu, a jego usta delikatnie musnęły płatek. - Chyba, że… - wymruczał, skubiąc lekko jej ucho, po czym złożył przy nim miękki pocałunek. - Nie musimy nigdzie iść. Możemy tu zostać i bawić się równie dobrze, a nawet lepiej.
Isabella Hunter
pączek
ktoś prowadzi moją postać bez ustaleń, nudy, braku rozwoju fabuły
26 y/o
For good luck!
166 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
sweet tea in the summer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Nawet jeśli wiem jak oni zareagują, to i tak będę na górze. Lubię tak spędzać jego imprezy, nawet on nie ma nic przeciwko. Dodatkowo on będzie wiedział, gdzie mnie znaleźć. Ma też tam łazienkę, więc nie mam czego się obawiać. Zresztą otwieram tam drzwi, tylko jak poda się hasło, które znają tylko wybrane osoby z naszego otoczenia, teoretycznie to dość normalny hokeista, który naprawdę lub ze mną rozmawiać. No, i to dość normalnie, patrząc na resztę jego ekipy.
— Może nie będzie, aż tak źle? Przecież jak tam zostanę to już do końca. Zresztą potem idziemy na randkę, więc parę godzin jakoś damy radę wytrzymać, nie? — Zwróciłam na to jego uwagę. Jedynie nie spodziewałam się, że zaraz się przy mnie pojawi. Wypuściłam powietrze z ust. Naprawdę tego się nie spodziewałam, przez co sukienka upadła na ziemię. Spojrzałam się w jego oczy i przechyliłam głowę w bok. — Mogę zarzucić na siebie sweter i nie będzie problemu — Nawet mam gdzieś w szafie pasujący do tego wszystkiego sweterek w kolorze kremowym. Idealnie zakryje gorset i nie wygląda jak dla babci. Jest nowoczesny, ale jednocześnie uroczy. Chyba głównie, dlatego go kupiłam. Stellan go chyba nie widział, a może tak? Zresztą nieważne. Na początku, kiedy zaatakował moje usta, nie odpowiadałam na jego pocałunki. Byłam dalej w leciutkim szoku, jeszcze przed chwilą był na moim łóżku. Zachował się dosłownie jak Edward ze Zmierzchu. Dopiero po chwili zaczęłam oddawać mu pocałunki, hormony to jedno. Zachowanie jego to drugie, a trzecie to głupia impreza, gdzie jednak on musi być. Mimo tonu jego głosu, który tak uwielbiam po jego meczach, tak trzeba trochę opanować każde z naszych zachowań.
— Przestań mnie rozpraszać, Stell — Jęknęłam niezadowolona. Naprawdę chcę iść potem na randkę, chwilę pojawić się na głupiej imprezie i spędzić z nim czas. Wygrał naprawdę ważny mecz, raczej nie tak powinien to świętować. — Teoretycznie musimy się tam pojawić za godzinę. Odliczając jazdę czterdzieści pięć minut — Odliczyłam ubranie się oraz jadę samochodem. Bo mimo wszystko potrafi on szybko jeździć i bezpiecznie, nie muszę się obawiać o własne życie. Jestem ubrana, wystarczy tylko poprawić włosy oraz makijaż. Tylko jeśli przez tyle minut, będziemy się macać na moim łóżku to pewnie się spóźnimy.
— Pewnie nie będzie Ci przeszkadzać, że się tam spóźnimy, prawda? — Zarzuciłam ręce na jego ramiona. To nas bardzo, ale bardzo różni. Lubię mieć plan i się go trzymać. Wiedzieć, że jeśli o danej godzinie muszę tam być, no to jestem. Zacisnęłam mocniej palce, oparłam czoło o jego. Miłość jest taka głupia, ponieważ pozwala na zaakceptowanie swojej wady u drugiej połówki. Ten fakt mnie irytuje, ale już i tak z nim nic nie zrobię. — W sumie… wygrałeś. Więc należy Ci się nagroda. Możesz wybrać, co będziemy robić i gdzie — Cmoknęłam go w usta, ręką poprawiłam jego włosy. Wzrok zjechał mi na jego koszulkę, zmarszczyłam czoło. Oberwał tak mocno teraz, na ćwiczeniach, czy się z kimś bił? Opuszkami palców zaczęłam trochę dotykać fioletowego siniaka?
— Thompson… czemu nic nie powiedziałeś? Mam Nadzię, że to z ćwiczeń. Muszę to sprawdzić — Nie z bójki, nie z dzisiaj, a z jakiegoś innego głupiego dnia. Westchnęłam. Jestem przyzwyczajona do tego widoku, ale jednocześnie jest mi tak źle jak to wszystko widzę. Nie lubię też jak to ukrywa. Nie lubię jak jest poszkodowany, zwłaszcza jak uderza całym ciałem o zimny lód! Pociągnęłam go w stronę mojego łóżka, aby na nim usiadł. — Tylko się upewnię i możemy kontynuować twoją nagrodęobiecałam. Chcę być spokojniejsza, nawet jeśli przesadzam i trochę niszczę cały nastrój.

Stellan Thompson
moonlight_13
27 y/o
For good luck!
182 cm
złodziej kradnie co popadnie
Awatar użytkownika
ze Złotego Chłopca do rynsztoka.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Stellan nie odsunął się, kiedy Isabella wypuściła powietrze z ust, a sukienka zsunęła się z jej palców wprost na podłogę. Wybita z rytmu jego nagłą bliskością i tym niespodziewanym pocałunkiem, wyglądała na zaskoczoną. Chłopak nawet nie drgnął, by podnieść upuszczone ubranie. Zamiast tego jego dłonie wciąż spoczywały na jej biodrach, trzymając ją pewnie przy sobie.
- Jakoś wytrzymamy - powtórzył za nią tonem sugerującym, że wcale nie spieszy mu się do wyjścia. - Pod warunkiem, że w tym klubie naprawdę nie będziesz znikać mi z oczu. Bo jeśli mam tam siedzieć tylko po to, żeby odhaczyć obecność, to wolę mieć cię blisko. - Rozluźnił uścisk na tyle, by pozwolić jej na ruch, ale nie cofnął się.
Poczuł, jak jej oddech przyspiesza, a odpowiedź na pocałunek, choć spóźniona, była dokładnie tym, czego potrzebował, by upewnić się, że ma na nią taki sam wpływ, jak ona na niego.
- Sweter nic nie da - mruknął, a jego głos wciąż był niski i szorstki od zmęczenia po spotkaniu na lodzie. - Dobrze wiesz, że i tak go tam zdejmiesz, bo będzie za gorąco, a wtedy wrócimy do punktu wyjścia. - Doskonale znał swoich kumpli z drużyny i wiedział, że sweter nie powstrzyma ich przed durnymi komentarzami. Zaraz zrobiłoby się jej gorąco, sweter wylądowałby na kanapie, a on spędziłby resztę nocy na pilnowaniu, czy ktoś nie gapi się na nią zbyt bezczelnie albo nie próbuje zagadać, kiedy on na chwilę odejdzie.
- Nie przestanę - wymruczał prosto w jej skórę, a jego dłonie na jej biodrach przesunęły się minimalnie wyżej. - I wcale nie muszę tam świętować. Już ci mówiłem, że wolę spędzić ten czas po swojemu. Z tobą. - Odsunął się tylko po to, by spojrzeć jej głęboko w oczy i sprawdzić, jak bardzo jego słowa i bliskość mieszają jej w głowie.
Podobało mu się, jak praktycznie do tego podchodziła, choć on sam w tym momencie miał ochotę po prostu olać to. Skoro jazda miała zająć czterdzieści pięć minut, a na miejscu musieli być za godzinę, mieli wolny kwadrans. Uniósł lekko kącik ust. - Czyli zostaje nam piętnaście minut - zauważył, celowo przeciągając słowa, by sprawdzić, jak zareaguje.
- Ani trochę mi to nie będzie przeszkadzać - mruknął, patrząc prosto w jej oczy. Jego kciuki powoli pogładziły boki jej talii. - Jake i reszta przeżyją, jeśli kapitan pojawi się trochę później. - Nawet nie próbował ukrywać bezczelnego uśmiechu. Ta impreza interesowała go tak mało, że spóźnienie o godzinę czy dwie uznałby za osobisty sukces.
Kiedy cmoknęła go w usta, a jej dłoń wplątała się w jego włosy, mruknął z zadowoleniem. W głowie od razu ułożył mu się plan na to, jak wykorzysta tę obietnicę, gdy tylko wrócą z tej nieszczęsnej imprezy.
- Bardzo dokładnie wybiorę miejsce - odpowiedział rozbawiony, nachylając się ku niej, jakby chciał ponowić pocałunek. - To nic takiego - mruknął, opuszki jej palców musnęły materiał koszulki. Delikatnie, ale stanowczo przechwycił jej dłoń, zanim zdążyła mocniej nacisnąć obolałą skórę. Splótł ich palce i odciągnął jej rękę, po czym uniósł ją do swoich ust, składając uspokajający pocałunek na jej kostkach.
- Zwykła pamiątka z końcówki meczu. Gość nie umiał przegrywać i docisnął mnie do barierki. Normalna sprawa, naprawdę. Nic mi nie jest - dodał, próbując zbagatelizować sprawę i spojrzał jej prosto w oczy, żeby sprawdzić, czy uwierzyła. Dla niego ten sport był całym życiem, a ból stanowił konsekwencje. Nie chciał jednak z nią dyskutować, widząc, jak bardzo potrzebuje spokoju. Wypuścił powietrze i uniósł koszulkę, ściągnął ją przez głowę po czym rzucił niedbale gdzieś obok siebie na kołdrę. Na jego boku przy żebrach, odznaczał się ciemnofioletowy siniak. - Oglądaj, skoro musisz - westchnął cicho.

Isabella Serrano
pączek
ktoś prowadzi moją postać bez ustaleń, nudy, braku rozwoju fabuły
26 y/o
For good luck!
166 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
sweet tea in the summer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Wiem, że tylko przy mnie pokazuje swoją prawdziwą twarz. Czasem nawet małego chłopca, który jest mega uroczy i czasem zawstydzony. A z naszej dwójki to zawsze jednak ja jestem zawstydzona, większością naszej rozmowy lub czynów. Chociaż nie mówiłam tego otwarcie, lubię czasem ten układ między nami.
— Lubię twoje mruczenie, brzmisz jak kotek. Twoją zazdrość też, ale czasami musisz odpuścić. To ciebie kocham Stell. Tylko nie bądź zaborczym mężem, dobrze — Zaśmiałam się. Lubię jak się mną opiekuje, jest przy mnie i akceptuje moje natręctwa życiowe. Raczej mało kto, by to zaakceptował, a może raczej toleruje? Prawdopodobnie. Cieszę się, że ze znajomości przeszło to do związku.
Tego momentu szczerze nienawidzę. Głównie przez fakt, że zawsze po wszystkim dzieje mu się krzywda. Jednak to jego hobby, gdzie czuje się najlepiej. Ja wolę spokojniejsze rzeczy robić i mniej się sforsować. Chociaż i tak moje serce nie pozwala mi, aż tak bardzo szaleć. Czasami chciałam być jak inni rówieśnicy w moim wieku, zaszaleć. Jednak mam pewnie ogranicznik, który muszę dość mocno pilnować. Przez co wychodzę na nudną i bardziej odsuniętą od grupy, która może szaleć i niczego się nie obawiać. Większy wysiłek jest dla mnie wizytą w szpitalu, dlatego zaczęłam stopniowo uciekać od wymagającego sportu lub szybszego trybu życia.
— Lubię oglądać jak grasz, ale nie lubię siniaków i złamań na twoim ciele, Stell — Wypuściłam powietrze. Nie zmienię jego hobby, nie zmienię też tego, aby był bezpieczniejszy. Na lodzie wszystko może się stać, lód jest trudnym rywalem, zwłaszcza jak nie można się zatrzymać na lodzie z rozpędu. Sama byłam może dwa razy, wywaliłam się za każdym razem na swoje cztery litery. Nie jest to za miłe uczucie, a on? Na bank obrywa o wiele mocniej, zwłaszcza jak dodamy silny rozpęd przeciwnika. Mogłabym posmarować to maścią, ale zaraz wszystko przejdzie jej zapachem i raczej on tego, by nie chciał. Sięgnęłam po przeciwbólowe tabletki i podałam mu opakowanie. Należały do niego, są cholernie mocne. Przepisane przez jego lekarza, który się nimi opiekuje. Sama również zapomniałam mu o tym powiedzieć. Ja nie mogę ich brać, kolidują z moim lekami na serce. Wspólne połączenie, sprawi moje szybsze położenie się do ziemi. Podałam też dla niego wodę, ciągle go obserwując.
— Zapomniałam, że je u mnie zostawiłeś. Raczej to na razie jest lepsze, potem możemy posmarować to maścią. Jednak weź, chociaż to, nie będziesz czuł bólu — Delikatnie dotknęłam fioletowego śladu i pocałowałam delikatnie. Moja mama zawsze tak robiła, jak miałam siniaki. Chyba to mi po niej zostało, a wydaje mi się też miłe. Jednak w gronie naszych znajomych, nie mogłabym tego zrobić. Tu jesteśmy sami, więc problemu, jednak nie ma. Zabrałam rękę i ponownie usiadłam na jego kolanach. Rany. Mimo tego, że musimy się, chociaż tam pojawić, bardziej podoba mi się nasza wspólna randka.
— Jak wyzdrowiejesz pójdziemy na lodowisko, nauczysz mnie łyżwiarstwa. Trochę ruchu mi nic nie zrobi, a chciałabym spróbować — Pamiętam, jak była wycieczka szkolna na lodowisko. Nauczycielka była tak zestresowana, że moja jazda z pingwinkiem skończyła się na chwilowym pokazaniu się na lodzie. Nie jestem pewna, czy Stellan to pamięta. Jednak potem przez większość czasu, siedziałam na ławce. Musiałam oglądać jak każde dziecko mogło się bawić, ganiać i cieszyć się z jazdy. Ja nawet nie mogłam tam zostać i siedzieć na głupim pingwinku. Wiem, że on raczej wolałby zostać tutaj.
— Jeśli mamy nie iść na imprezę, raczej tutaj nie możemy zostać. Mój tata nie lubi jak zostajesz u nas na noc, od kiedy zauważył, że biorę tabletki antykoncepcyjne — To takie żenujące, zaczęłam je brać od tamtego miesiąca. Jest trochę dziwnie, ponieważ jak to powiedziała lekarka to winna moich leków i ciała, aż się przyzwyczai. Mama nic nie powiedziała, ale ojciec sam zauważył jak raz pojechał odebrać moją receptę. Przez dobry tydzień słuchałam o tym, on ma u nas nie nocować. Ja w sumie też nie mogę, ale znalazłam rozwiązanie. Zazwyczaj mówię, że idę nocować do Sophie. Idealnie działa, a ja mogę być z nim. Nawet nie jestem pewna, czy mu o tym mówiłam, a co dopiero o tabletkach.
— W sumie dalej masz nagrodę do odebrania, więc decyzja dalej należy do ciebie. Tylko nie tutaj — Spojrzałam się na niego swoimi brązowymi oczami, czekając na jego odpowiedź. Teraz chyba już całkowicie zrezygnuje z tej imprezy, może to i nawet lepiej? Spędzimy resztę czasu, tak jak on tego naprawdę chce, a nie jak inni chcą tego od niego?

Stellan Thompson
moonlight_13
27 y/o
For good luck!
182 cm
złodziej kradnie co popadnie
Awatar użytkownika
ze Złotego Chłopca do rynsztoka.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Stellan uśmiechnął się, słysząc te słowa, a na jego twarzy pojawił się ten chłopięcy błysk, który rezerwował tylko dla niej. Przyciągnął ją odrobinę bliżej i oparł podbródek na jej głowie, wdychając zapach jej włosów.
- Nie jestem zazdrosny - mruknął z przekorą, chociaż uścisk jego dłoni na jej talii na sekundę stwardniał. - Po prostu dbam o to, co moje. - Uniósł głowę, żeby spojrzeć jej w oczy, a w jego spojrzeniu pojawiło się miękkie, zawstydzone ciepło. Ciepło, którego nigdy nie pokazałby nikomu innemu. - I nie obiecuję, że odpuszczę. Ale też cię kocham.
Doskonale wiedział, gdzie przebiega jej niewidzialna granica i jak wysokie ryzyko niosła ze sobą każda próba jej przekroczenia. Dla niego siniaki po meczu, obite żebra czy rozcięta warga były po prostu codzienną ceną za wyrzut adrenaliny na lodzie. Ale dla niej każdy nieostrożny ruch, chwila przeciążenia czy za dużo emocji oznaczały zagrożenie i od razu wizytę na oddziale szpitalnym. Patrzył na nią bez śladu pobłażliwości czy zniecierpliwienia - jej ostrożność i dystans do szalejących rówieśników nigdy nie były dla niego nudą. To była po prostu jej codzienność i bez mrugnięcia okiem przyjmował ją razem z nią.
Wziął od niej tabletki oraz butelkę z wodą. Sama obecność tych leków w jej delikatnych dłoniach wywoływała u niego skurcz w żołądku. Doskonale pamiętał ostrzeżenia lekarza i wiedział, jak tragicznie mogłaby się skończyć jakakolwiek pomyłka z jej własnymi lekami na serce. Pilnował tych spraw bardziej, niż kiedykolwiek dałby po sobie poznać i zawsze dbał o to, by jego leki leżały osobno.
- Lód po prostu nie wybacza błędów - rzucił, wrzucając pigułki do ust i popijając łykiem wody. - Ale przynajmniej mam pewność, że na widok krążka nie spanikuję tak jak ty na łyżwach. - Odstawił butelkę na szafkę i popatrzył na nią, czując, jak rozlewające się zmęczenie po meczu powoli miesza się z radością, że wreszcie jest przy niej. - Siniaki zejdą, złamania się zrosną. Dopóki przychodzisz na mecze i podajesz mi końskie dawki po powrocie, daję sobie radę.
Kiedy dotknęła fioletowego śladu na jego ciele i delikatnie go pocałowała, przeszedł go przyjemny dreszcz, a w środku zrobiło mu się ciepło. Poczuł ogromną ulgę, gdy znowu usiadła na jego kolanach.
- Nie musisz się powstrzymywać, kiedy jesteśmy sami - powiedział cicho, obejmując ją w pasie i przyciągając do swojej klatki piersiowej. Oparł brodę o jej ramię, patrząc na jej profil. - Sam fakt, że tu jesteś i robisz ten swój trik z pocałunkiem, działa lepiej niż te leki. Czy my naprawdę musimy iść na tę durną imprezę? Bo wygląda na to, że oboje wolimy naszą własną randkę.
Jako hokeista wiedział, jak niebezpieczny potrafi być lód i sama myśl o jej upadku uruchamiała w nim panikę. Z drugiej widząc w jej oczach tę skrywaną od lat chęć spróbowania czegoś zwyczajnego, nie potrafił odmówić. Nie chciał być osobą, która będzie jej wszystkiego zabraniać.
- Wynajmę całą taflę tylko dla nas, żeby nikt na ciebie nie wpadł. Będziesz trzymać się mnie, a ja nie pozwolę ci się zachwiać - powiedział, a jego głos zauważalnie zmiękł. Przesunął dłonie na jej talię, ściskając ją pewniej, jakby chciał przekazać jej całą swoją pewność siebie.
Chwilę później, kiedy powiedziała o tabletkach antykoncepcyjnych i zakazie nocowania od jej ojca, aż pokręcił głową z rozbawieniem. Nagle wszystkie te podchwytliwe spojrzenia jej taty z ostatniego miesiąca nabrały sensu. Gdy jednak spojrzała na niego tymi swoimi brązowymi oczami i przypomniała mu, że nagroda czeka na niego dopiero PO imprezie, cały jego misterny plan zostania w domu i odpuszczenia sobie reszty wieczoru błyskawicznie legł w gruzach.
- Jesteś bezlitosna, serio - rzucił z rozbawieniem, opuszczając na moment głowę na jej ramię i kręcąc głową z niedowierzaniem. - Doskonale wiesz, co powiedzieć, żebym poczłapał za tobą na imprezę, której z całego serca nie chcę. - Zsunął ją ostrożnie ze swoich kolan na podłogę, po czym zgarnął z szafki kluczyki do samochodu. - No dobra, niech ci będzie - powiedział, patrząc na nią z wyraźną niecierpliwością w oczach. - Godzina. Ani minuty dłużej. Ty pijesz swój soczek, ja przybijam piątki z chłopakami, a potem znikamy.
Isabella Serrano
pączek
ktoś prowadzi moją postać bez ustaleń, nudy, braku rozwoju fabuły
26 y/o
For good luck!
166 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
sweet tea in the summer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Uśmiechnęłam się jak głupia na jego słowa. Strasznie lubię jak to do mnie mówi. Czuję się ogłupiała z miłości, ale kochana. Może to przez fakt, że biologiczna matka mnie porzuciła. Przygarnęła mnie inna rodzina, ale kochają mnie jak rodzoną córkę. Dodatkowo uwielbiam jego błysk w oczach, jak przy mnie, chociaż na trochę jest małym chłopczykiem. Wtuliłam się w niego, słuchając jego słów. Zaczęłam bawić się nitką od jego spodni.
— Ja jedynie pilnuje, abyś je brał. Zresztą nie na każdym meczu dam radę być, niedługo zaczynam mieć dodatkowe spotkania związane z klubem. Podejrzewam, że będzie to kolidować ze sobą — Skrzywiłam się, ale zaraz skrzywienie zniknęło z mojej twarzy. Lubię być w tym klubie, omawiamy książki i pomagamy w sprawach szkolnych. Teraz mamy omówić jakąś imprezę, która zostanie zorganizowana dla nauczycieli i uczniów. Czeka nas dużo pracy, zwłaszcza z organizacją oraz dopilnowaniem każdego szczegółu. Zwłaszcza takich, które będą omawiane z dyrektorem. Jego drużyna też ma pomóc, ale przy noszeniu trudnych rzeczy, ich trener do tego zgłosił, ale pewnie nic im jeszcze o tym nie powiedział.
— Muszę… Mój tata wie, że tutaj jesteś. Nie chcę, żeby ciebie stąd wywalił, przez nakrycie nas. Dlatego jak się stąd ewakuujemy, nie będę musiała się powstrzymywać — Pokiwałam głową rozbawiona, ale jednocześnie zażenowana. Mogłabym powiedzieć, że zawsze można spróbować. Jednak wolałabym, aby mój chłopak miał prawo jeszcze mnie odwiedzić w domu. Bez otwartych drzwi, bez sprawdzania, czy nie robimy czegoś złego. Dlatego ostatnio wolę spędzać czas w jego domu, tam częściej kogoś nie ma. Dodatkowo nie muszę obawiać się, że ktoś niespodziewanie otworzy drzwi do jego sypialni. Jego rodzina chyba mnie lubi, a może nie? Lubię czasem porozmawiać z jego mamą, nawet jeśli to tylko chwilowa wymiana słów. Wywróciłam oczami na jego słowa, cmoknęłam go ostatni raz w usta i wstałam. Sięgnęłam po plecak i wrzuciłam do niego jakieś ubrania oraz leki. Nie musiałam brać za dużo ubrań i rzeczy, ponieważ trochę zostawiłam ich u niego. Sophie nieraz była przykrywką do nocowania u niego. Zazwyczaj to robiliśmy, jak jego dom był całkowicie pusty. Jakoś do tej pory nikt nie zauważył, że jedna szuflada w jego pokoju jest zajęta przeze mnie.
— Zawsze piję soczek, czasem cole — Wywróciłam ponownie oczami. Poprawiłam jeszcze włosy, wychodząc jedynie krzyknęłam, że jadę do Sophie i usiadłam w jego aucie. Plecak rzuciłam na tył auta i nuciłam piosenkę pod nosem. Wypuściłam powietrze z ust, jak byliśmy już na miejscu. Wyskoczyłam z auta sięgnęłam po tabletki, schowałam je do kieszonki i splotłam nasze palce razem. Poprawiłam jeszcze kosmyki włosów i skierowaliśmy się do domu, gdzie już odbywała się impreza. Przywitałam się z każdym, nawet z jego znajomymi. Zauważyłam, że nawet Nelli pojawiła się na tej imprezie. Pomachałam do niej na przywitanie.
— Idę do pokoju Jakę'a. Mam wszystko, co powinnam mieć, a kluczyk wiesz, gdzie znaleźć — Pocałowałam go w usta, nie musiałam się już ograniczać, dlatego, pocałowałam go mocniej niż w domu. Odsunęłam się od niego i skierowałam się w stronę swojego azylu. Zamknęłam drzwi i wzięłam książkę, którą już dawno miałam skończyć. Sięgnęłam po swój sok i połknęłam wszystkie leki. Położyłam się na łóżku i wciągnęłam się w czytanie powieści, którą zapragnęłam dzisiaj skończyć. Machałam nogami, nawet nie wiem, ile czasu zajęło mi to czytanie, aż ktoś nie zaczął otwierać drzwi. Stellan.
— Już się stęskniłeś? Myślałam, że więcej czasu spędzisz ze swoimi przyjaciółmi — Nie chciało mi się wstawać, więc dalej leżałam na łóżku. Wyciągnęłam ręce w jego stronę, licząc, że do mnie dołączy. Odłożyłam książkę na komodę, zachichotałam. Czyżby trochę wypił? Mówiłam, że nie skończy się na samym pojawieniu się, a na czymś więcej. Jednak upewnię się, jak będzie zupełnie przy mnie.

Stellan Thompson
moonlight_13
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”