W opanowaniu Quentina było coś cholernie podniecającego. Val lubił go drażnić, to ten sam przypadek co z Theo. Naciskać tak długo, aż wreszcie coś trzaśnie i wypuści na wolność gwałtowne emocje. Jednak z Queen'em było trochę trudniej. Zamykał się w skorupie tak szczelnej, że gdyby Val go nie znał, nie dostrzegłby, że robi na nim wrażenie. Że cokolwiek go rusza. Chwilami nawet, lubił najbardziej właśnie to, że tak trudno było go rozgryźć. I że były momenty, gdy naprawdę nie dawał się sprowokować i skutecznie przejmował kontrolę nad całą przestrzenią, łącznie z nim. To było imponujące. Zderzyć się z pożarem, a potem objąć go ramionami i zdusić do równo płonącego płomienia. Tylko dla niego.
Val rozumiał ten mechanizm. Jego fascynację, swoją fascynację. Ich potrzeby i swoje. Cały ten impas. Rozumiał więcej niż po sobie pokazywał, bo wygodniej było wybierać łatwiejsze wyjście. I tym był dla niego seks - prostą drogą do satysfakcji tam, gdzie była zagrożona. A teraz była. W jego mniemaniu.
Chwycony za kark, zacisnął mocniej palce na jego fiucie. Mógłby na jajach, ale nie chciał zrobić mu krzywdy. Nigdy by tego nie zrobił. Prowokacje miały swoje granice. Poza tym, zajebiście dobrze było czuć, jak mimo wszystko, mimo tego poważnego, zimnego tonu, tam na dole jest gorący i twardy.
–
Och, skończ z tą terapeutyczną gadką - wywrócił oczami, a potem potarł go przez spodnie, skupiając spojrzenie na ustach, jakby dla niego rozmowa już się skończyła i zamierzał przejść do przyjemniejszy rzeczy. Queen był jednak niewzruszony. Wwiercał w niego to swoje intensywnie błękitne spojrzenie, zaglądając mu w duszę przez wszystkie warstwy dusznego pożądania. Tam, gdzie mieszkało w Valentinie to bezbronne coś, co chronił przed światem, a często nawet przed nimi.
Ale Val nie chciał ustąpić. Zamruczał, nie kryjąc satysfakcji, gdy wyczuł ruch, na potwierdzenie gorącego wyznania.
Przysunął się bliżej.
–
Więc skończ pierdolić i zrób to, na co masz ochotę - wszedł mu w słowo z tą samą brawurą i bezczelnością z jaką sięgał w życiu po wszystko, czego chciał. Nie zamierzał rozmawiać o tym, co komu wystarczało i jak widzieli miłość. Pieprzyć to wszystko. Był pewien, że kiedy się spuszczą, rzeczywistość wyda się prostsza, piękniejsza i łatwiejsza do udźwignięcia.
Nie spodziewał się jednak gwałtownej reakcji, dlatego dał się podejść. Queen bardzo szybko przypomniał mu, że jest od niego silniejszy i przeszedł policyjne szkolenie. A na pewno to, że powinien wreszcie iść na siłownię, jeśli nie chciał żeby chłopcy traktowali go jak cherlawego szczeniaka. Którym niestety był.
Sapnął, szarpiąc się tylko trochę. Musiał przyznać, że znalezienie się w tej pozycji trochę go bawiło. No i było całkiem podniecające.
–
No już już, panie władzo. Będę grzeczny.
Queen musiał wiedzieć, że kiedy Val tak mówi, to będzie zupełnie odwrotnie, ale o dziwo nie szarpał się prawie wcale. Pochylił jedynie głowę, wystawiając kark na pieszczotę ust i wcisnął mu tyłek w biodra, podpierając się o blat wolną ręką.
–
Miłość zawsze jest egoistyczna - mruknął, przez chwilę jeszcze spięty i wkurzony. Wyglądało na to, że Queen mu jednak nie odpuści. Jakby naprawdę nie mógł zostawić tego w spokoju.
Val westchnął ciężko i prostując się, przylgnął do jego ciała. Wolną dłoń na moment zanurzył w perfekcyjnie ułożonej fryzurze, burząc ją bez grama wyrzutów sumienia.
–
Puść - powiedział na tyle miękko, by uwierzył i puścił. Przecież nie zamierzał się z nim szarpać.
–
O co ci dzisiaj chodzi? - zapytał, odwracając się i patrząc mu prosto w oczy, nie próbując go już ani sprowokować ani uwieść. Nie był skończonym dupkiem i wyczuwał granice, kiedy do nich docierał.
–
Masz wszystko, Queen. Obaj macie. Możecie się, kurwa, zadowalać całym mną. – Rozłożył ramiona, pokazując swoją zajebistość. -
Kiedy chcecie, jak chcecie. Jestem na każde zawołanie. Cokolwiek by się działo, będę przy was. Mieszkam z wami. Staram się być obecny, jak tylko mogę. Głaszczę was po główkach jak wam smutno, masuje stopy, planuję wspólne wypady. Kurwa, odkąd jesteśmy razem, chłopaki z Reliq rzygają już moimi kawałkami o miłości. A ty sugerujesz, że mylę pieprzenie z miłością?
Pokręcił głową, bo nie rozumiał skąd mu się to wzięło. Ale olśnienie przyszło szybko, w końcu nie był idiotą.
–
Co, chodzi o to, że zamiast gadać wolę się ruchać? Bo jestem, kurwa, zmęczony, Queen. Bo to wałkowanie ciągle tego samego. Nie chcę, rzygam tym. Gadka nic nie zmieni, a tak przynajmniej wszystkim jest dobrze. Już nie rób ze mnie takiego nieczułego potwora. Ja pierdole. - Przetarł oczy, starając się zdusić w sobie irytację, bo gdyby znów dał jej dojść do głosu, Queen zamiast rozmowy czy nawet ruchania, miałby zatrzaśnięte za nim drzwi.
Quentin Emerson