25 y/o
For good luck!
163 cm
muzykuję w klubach Toronto
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjipierwsza osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Can't keep my hands to myself
Think I'll dust 'em off, put 'em back up on the shelf

No dobrze... To nie był szczyt marzeń na występ, ale zawsze to koncert. Co z tego, że lokal bardziej przypominał dom kultury niż klub, a scena była nią głównie z nazwy. Koncert to koncert. Przynajmniej poza Emptiness, które przechodziło mały remont po pożarze. Koncert to koncert...
Przez moment Rae patrzyła sceptycznie na starszą parę siedzącą w pierwszym rzędzie, na składanych krzesełkach, ale chwilę potem pozwoliła sobie na to, by odpłynąć w swój własny występ.
- Ooh woo, I'm a rebel just for kicks, now
I've been feeling it since 1966, now
Might be over now, but I feel it still

Widownia na moment przestała istnieć, kiedy emocje same zaczęły wypływać, a Rae poruszała się w rytm piosenki. Zadziorna, odrobinę zmysłowa. Ale przede wszystkim prawdziwa, dokładnie w tym momencie, w którym była. Ludzie sami wstawali z krzeseł, przytupując przy tym, jakby jej głos, uśmiech i spojrzenia były najlepszą zachętą do dobrej zabawy na koncercie. Publiczność zadziwiająco szybko reagowała, jakby przyszła tutaj także dla niej, a nie tylko dla zespołu, który miał grać po Rae. Utwór w jej wykonaniu nakręcał się coraz bardziej, aż przy ostatnim wybuchu refrenu nie było już w klubie ani jednej osoby, która nie byłaby w tym koncercie, zamiast na nim.

Emocje powoli opadły, a cały koncert okazał się naprawdę udanym. Małe afterparty zmieniło się w szum, który dla niej był trudny do zniesienia. Ale musiała tu być. Chociażby dlatego, że od czasu do czasu ktoś potrzebował z nią pogadać. Tak zwany networking, nawet w branży muzycznej, a może szczególnie w niej? Komplementy, które niewiele dla niej znaczyły, bo znacznie prawdziwiej brzmiało, kiedy ktoś mówił, że przychodzi na prawie każdy jej koncert. Uśmiechy i gratulacje świetnego występu. „Jesteś tak inna na scenie” — kwitowane tajemniczym uśmiechem.
Tak naprawdę na scenie była prawdziwa. Teraz udawała kogoś, kim nie była. Czujna. Próbująca nawigować w gąszczu ludzi, słów i uśmiechów.

Jasper Porter
40 y/o
For good luck!
189 cm
muzyk który gra wszędzie, gdzie go zechcą
Awatar użytkownika
We'll sneak out, while they sleep
And sail off in the night
We'll come clean and start over the rest of our lives
When we're gone, we'll stay gone
Out of sight, out of mind
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

feel it still
'Cause a good song never dies
It’s just reminds of where you were
The first time it made you cry
The first time you felt alive

Tak, to nie był szczyt marzeń, ale Jazz przecież nigdy nie miał zamiaru wdrapać się tak wysoko. Tranzac Club i jego scena były proste, niewymagające, niezbyt przyciągające wzrok. Przypominało mu o tych wszystkich przeszłych pseudo-koncertach, które dawał jako szczeniak, za zapłatę otrzymując jedynie nielegalny alkohol i zbyt mocne poklepanie po plecach. Wtedy to wystarczało, motywowało młodego i nieugiętego ducha, by walczył dalej, o lepszy kawałek desek, o większą publiczność, o sowitszą zapłatę. Czemu teraz więc miałoby być zbyt małe i nieznaczące? To miejsce wzbudzało w nim pewną nostalgię, która sprawiała, że się uśmiechał. Nie odmówił występu, bo coś kazało mu przyjąć propozycję, pokazać swoje umiejętności za półdarmo, a później spędzić kilka godzin z innymi artystami na małym afterparty, które zapewne miało wynagrodzić kiepską ofertę. Zagrał kilka dobrze znanych, niewymagających kawałków, które miały porwać tłum. Klasyki zawsze dobrze brzmiały, ludzie starzy przypominali sobie o młodości, a ci młodzi dostrzegali zupełnie nową energię. Dawał z siebie wszystko, jak zawsze, bo nie chodziło o miejsce czy dobór repertuaru – chodziło o ludzi i ich odczuwanie muzyki. O falujące ciała i błyszczące oczy, zdarte gardła, szerokie uśmiechy.
Nie był jednym, który się starał. Z Rae Westlake miał okazję grać już wcześniej. Miała w sobie masę energii, której ciężko było się oprzeć. Kochała to co robiła, a muzyka stanowiła nie tylko jej pasję. Na scenie przez moment wydawała się aktorką, która spektaklem zachęcała do interakcji, ale wkrótce show schodziło na drugi plan. Liczyły się tylko dźwięki i emocje, a ona była w tym jak najbardziej prawdziwa. Nie rozmawiał z nią zbyt wiele, ale w jakiś sposób wiedział, że są do siebie podobni. Może właśnie dlatego, gdy nadeszła pora imprezy po imprezie, a artyści zebrali się, by nawzajem łechtać swoje ego, udał się w jej kierunku. Dawno nauczył się ignorować ludzi, którzy próbowali go zaczepiać. Proces wyglądał dokładnie tak samo po każdym koncercie. Nie potrzebował pochwał ani biznesowych ofert. Jego czas, jeśli kiedykolwiek nastał, dawno się skończył. Miał swoje pięć minut w Angeles, które minęły w dwie.
Dosiadł się do stolika, przy którym akurat na chwilę spoczęła Rae. Zajął miejsce na rozkładanym plastikowym krzesełku i podsunął dziewczynie butelkę zimnego piwa, którą zwędził z baru.
Tranzac powinien zapłacić ci ekstra za rozkręcenie imprezy. Brakło im miejsc, co prawdopodobnie tutaj nie zdarza się zbyt często. — Uśmiechnął się i odkręcił kapsel własnej butelki, łykając alkohol. — Tam miałaś swój świat. Czasami szkoda, że trzeba wracać do tego, co? — Wskazał palcem na otaczających ich ludzi, którzy korzystali z uroków imprezy.


Rae Westlake
sheriam
nic co ludzkie nie jest mi obce
25 y/o
For good luck!
163 cm
muzykuję w klubach Toronto
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjipierwsza osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To nie był szczyt marzeń, to prawda. Ale granie w Emptiness, mimo że wiązało się z wieloma przyjemnymi wspomnieniami, sentymentem i wygodą, też marzeniem nie było. Marzeniem była trasa... Tylko o czym niby miała być, skoro Rae nie pisała swojej muzyki?
Siedziała na tym chybotliwym, wysłużonym krzesełku w szpitalnym kolorze, trzymając jedno kolano prawie pod brodą, prawie nieruchomo, mimo falującego i szumiącego tłumu wokół niej. Myślami i emocjami była gdzieś indziej, pozwalając ochłonąć sercu. Uspokajając układ nerwowy, który odbierał aż nadto dużo bodźców.
Kiedy przysiadł się do niej, zmarszczyła brwi i spojrzała na niego z wyrazem powątpiewania na twarzy. Na jej ustach pojawił się niewielki, kpiący uśmieszek, kiedy wspomniał o premii za rozkręcenie imprezy, a potem spojrzała pobłażliwie na butelkę piwa, na szkle której już pojawiły się pierwsze skropliny. Pokiwała głową, w końcu uznając drugą część jego komplementu.
- Mam kilka koleżanek, które chętnie przychodzą, jak śpiewam... - bo przecież nie na koncert.
Sięgnęła ospale po butelkę, na moment przybierając pozycję, która wydawała się niemożliwa dla ludzkiego ciała. A potem przyjrzała się etykiecie. Nie oceniając prezentu, tylko wyciszając tło.
Tam miałaś swój świat. Czasami szkoda, że trzeba wracać do tego, co?
Przez dwie nutki na jej twarzy odbiło się coś trudnego do uchwycenia. Zaczepny wyraz twarzy zmiękł, brwi się wygładziły i nieco uniosły w górę, kiedy orzechowe oczy uniosły się ku jej rozmówcy i po raz pierwszy skrzyżowały z jego spojrzeniem. Kolejne kilka uderzeń metronomu upłynęło na tej intensywnej rozmowie oczu. Wreszcie jednak uciekła spojrzeniem, uśmiechając się pod nosem. Tyle że tym razem to był zupełnie inny uśmiech.
- Wypiję za to! - stwierdziła, znów się nachylając, by sięgnąć przez długość stołu i stuknąć w jego butelkę swoją.
Dopiero teraz uniosła ją do ust, uśmiechając się szerzej.
- Cholernie dobry tekst na podryw. - zauważyła żartobliwie i zwilżyła wargi piwem. - Więc co taki kaliber jak Ty robi jako gwiazda wieczoru w Tranzac?
Omiotła spojrzeniem wnętrze pomieszczenia, nie próbując nawet kryć na twarzy swojego rozczarowania miejscem, w jakim wylądowała. Kiedy wjeżdżała do Toronto na resztkach paliwa, nie przypuszczała, że za siedem lat będzie niemal w tym samym miejscu co wtedy. No, może trochę wygodniej było z kasą.

outfit
Jasper Porter
40 y/o
For good luck!
189 cm
muzyk który gra wszędzie, gdzie go zechcą
Awatar użytkownika
We'll sneak out, while they sleep
And sail off in the night
We'll come clean and start over the rest of our lives
When we're gone, we'll stay gone
Out of sight, out of mind
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Podobno marzenia nie tyczą się świata, ale serca. Dlatego właśnie, gdy się spełniają, nie okazują się tak wspaniałe, znacznie częściej przynosząc rozczarowanie i gorycz. Gdzieś w środku, w fantazjach i wizjach, wszystko miało wyglądać zupełnie inaczej. Marzenia spełnione nie są już snami, przekształcają się w rzeczywistość, a rzeczywistość potrafi być nieczuła i chłodna. I już nie ma dokąd uciec, nie ma pragnień, o których myśli pocieszają strapioną duszę. Dlatego właśnie Jasper nigdy tak naprawdę nie dążył do zrealizowania marzeń. Był pewien, że dzięki temu uniknie rozczarowania. Im mniej oczekujesz, tym mniej może pójść źle. Ludzie mogli nazwać go leniwym, mało ambitnym czy tchórzliwym. Może, może taki właśnie był. Nauczył się jednak mieć ludzi i ich zdanie w głębokim poważaniu.
Przez moment wydawało mu się, że Rae tak naprawdę nie ma ochoty na jego towarzystwo. Sięgnęła po piwo od niechcenia (nic dziwnego, było beznadziejne) i patrzyła na niego w taki sposób, jakby podobne teksty słyszała dzisiejszego wieczoru już setki razy. Otaczała ją aura zniechęcenia i wydawało się, że ta impreza była ostatnim miejscem, w którym chciała być.
Jasper jednak w końcu trafił w czuły punkt, a wyraz jej twarzy zmiękł. Popatrzyła na niego, a nie przez niego. Oczywiście, że nie chciała brać udziału w tej szopce, tak samo jak nie chciał tego on. Byli tu, bo wypadało, bo może i tak nie mieli nic lepszego do roboty, bo warto było wyrobić o sobie jakieś zdanie, by móc grać dalej na scenach nieco większego kalibru. A może sami nie wiedzieli co wciąż trzymało ich na tych niewygodnych plastikowych krzesełkach, ale prawdę mówiąc nie musieli. Przecież ludzie zazwyczaj są sprzeczni i nielogiczni.
Pozwolił wznieść jej toast i stuknął szkłem o szkło. Upił kilka łyków, niemal krztusząc się piwem, gdy powiedziała o tekście na podryw. Zaśmiał się i pokręcił głową, unosząc brew.
Mój był niezły? — Oparł łokcie o stolik, nachylając się w jej stronę. — Twój jest lepszy. Nazywanie faceta takim kalibrem z pewnością łechce mu ego. — Zażartował, ponownie opierając się o oparcie krzesła, które nieprzyjemnie wbijało się w łopatki. — Jeśli jestem gwiazdą wieczoru w Tranzac to nie wróżę swojej karierze zbyt dobrze. — Wzruszył ramionami. — Tak naprawdę nie ma znaczenia gdzie gram, ważne że gram dla ludzi. To miejsce to dziura, ale każdy wielki muzyk zaczynał od dziury. Do dziur dobrze się wraca żeby nabrać dystansu. — Kolejny łyk piwa. — I przypomnieć sobie dlaczego na pierwszym miejscu w ogóle to robimy. — Oglądnie Rae na scenie zdecydowanie mogło zainspirować wielu muzyków, również tych bardziej znanych, do zastanowienia się nad własną sztuką. Była oddana muzyce, nawet jeśli – a dało się to stwierdzić z całą pewnością – nie była tam, gdzie chciała być.

Rae Westlake
sheriam
nic co ludzkie nie jest mi obce
25 y/o
For good luck!
163 cm
muzykuję w klubach Toronto
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjipierwsza osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Bo nie chciała tu być... Wolała grać w bezpiecznej przystani Emptiness, ale tam nie mogła. Pożar na jakiś czas wykluczył możliwość występów. Nie grała też w żadnym innym miejscu. Tak naprawdę to właśnie boleśnie się przekonała, jak bardzo NIC nie zrobiła ze swoją karierą. Osiadła w bezpiecznym miejscu i teraz musiała występować tutaj. Słuchała go, chociaż jej oczy skakały po elementach wystroju. Aż do momentu, kiedy wspomniał o ego. Przewróciła oczami, wypuszczając szybciej powietrze nosem.
- Twoje jest aż tak kruche, że potrzebujesz komplementów od nieznanej i nic nieznaczącej piosenkarki? - przeniosła na niego spojrzenie, które wraz z uniesioną brwią rzucało wyzwanie. - Widziałam kilka Twoich koncertów w klubach w mieście.
Wyjaśniła w końcu, by na końcu przygryźć górną wargę i pozwolić spojrzeniu znowu uciec przed jego dociekliwymi oczami.
Jeśli jestem gwiazdą wieczoru w Tranzac to nie wróżę swojej karierze zbyt dobrze.
- To prawda... - odparła z rozbawieniem, ale znów skupiła na nim swoją uwagę. - Tym bardziej byłam zaskoczona.
Jej brwi się zmarszczyły, kiedy tak dobitnie przyznał, że to miejsce jest dziurą. Dziurą, w którą sama wpadła czy wepchnęła się. Najgorsze jednak było to, że przez te kilka chwil, kiedy dostała tę fuchę, naprawdę cieszyła się, że coś osiągnęła. Sama nie wiedziała, co było gorsze: że to nie była duża scena czy jak bardzo się z niej cieszyła jeszcze kilka dni temu.
Wyraz twarzy Rae złagodniał, kiedy Jasper dalej mówił o muzykach zaczynających w dziurach. Podniosła na niego uważne, orzechowe spojrzenie, krzyżując je z jego oczami. Chwilę wpatrywali się w siebie w milczeniu.
- Okej... To czemu Ty to robisz? - zapytała, tym razem nie pozwalając sobie na unik, którego jej ciało teraz żądało. Ale lekko zmarszczone brwi i ściągnięte usta mówiły jasno, że jemu też nie pozwoli na żadną ucieczkę przed tym pytaniem.

Jasper Porter
40 y/o
For good luck!
189 cm
muzyk który gra wszędzie, gdzie go zechcą
Awatar użytkownika
We'll sneak out, while they sleep
And sail off in the night
We'll come clean and start over the rest of our lives
When we're gone, we'll stay gone
Out of sight, out of mind
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przyjął jej spojrzenie, które rzucało wyzwanie, z niemal nienaturalną powagą. Przyglądał się jej uważnie, między męskimi brwiami pojawiła się zmarszczka konsternacji. Chwila napięcie zniknęła jednak szybciej niż się pojawiła. Roześmiał się i wzruszył ramionami, odchylając się odrobinę na krzesełku. Plastik zatrzeszczał ostrzegawczo, ale nie przejął się tym.
Wydaje mi się, że próbowałaś mnie obrazić, ale równocześnie umniejszyłaś siebie? — Pokręcił głową, nadal będąc rozbawionym tą przedziwną sytuacją. Wydawało się, że w jednej chwili prawią sobie komplementy, by w kolejnej znaleźć miejsce na nieco ostrzejsze docinki. — Moje ego ma się w porządku, dziękuję.
Zaciekawiła go mocniej, gdy powiedziała, że widziała jego koncerty. Na pewno miała szansę zobaczyć go na scenie, gdy zdarzyło im się grać razem. Nie wiedział jednak, że obserwowała go częściej – przypadkowo czy też nie, liczył się sam fakt. Przechylił głowę zaciekawiony, odpuszczając kolejne żarty. Przez moment chciał spytać co o nim sądziła, ale zaniechał tej próby, jeszcze stwierdziłaby, że miał zbyt duże ego i szukał pochlebstw. Poza tym, podczas ich krótkiej wymiany zdań, wydawało się, że doceniała jego doświadczenie w branży, nawet jeśli nie mówiła tego wprost. Wciąż z nim rozmawiała i pytała o jego zdanie, nawet jeśli cała impreza nie sprawiała jej żadnej przyjemności.
Czemu to robię? — Wziął łyk piwa, na chwilę odwracając od niej spojrzenie. Zastukał palcami w ciemne szkło butelki, jakby zastanawiał się nad trafną odpowiedzią. — Bo mam to we krwi. Bo to było marzenie małego Jaspera. Bo dorosły Jasper prawdopodobnie sądzi, że to jedyne w czym jest dobry. — Zaśmiał się krótko sam do siebie. — Bo sztuka jest miłością uprawianą publicznie, a na świecie brakuje miłości. — Kolejny większy haust piwa i krzywy uśmiech, jakby sam stwierdził, że zabrzmiał nazbyt poetycko. — Na scenie nie ma ograniczeń. Nie musi być sensu, powodu, nie ma dobrych i złych emocji. — Skinął głową w jej kierunku, unosząc brwi. — A ty? Czemu to robisz?

Rae Westlake
sheriam
nic co ludzkie nie jest mi obce
25 y/o
For good luck!
163 cm
muzykuję w klubach Toronto
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjipierwsza osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zmarszczyła brwi, a po jej twarzy przemknął wyraz bólu. Jego słowa boleśnie trafiły w miejsce, o którym nawet nie wiedziała, że było naciągnięte, a może nawet naderwane. Przez zaledwie jeden takt miała w sobie to samo, co miała na scenie. Dopiero po chwili przywołała na twarz sceniczny uśmiech, który nie miał nic wspólnego z jej sceną.
- Good for you! - uniosła butelkę niby do toastu, kiedy wspomniał o tym, że jego ego ma się dobrze.
Pokręciła głową z rozbawieniem i upiła kolejny łyk piwa, tylko tym razem skrzywiła się, patrząc na butelkę. Po chwili przełknęła napój i odstawiła butelkę na stół. Wyprostowała się, odstawiła nogę na podłogę i oparła się łokciami o blat, by dłońmi zacząć powoli obdzierać butelkę z rozmokłej etykiety, kawałek po kawałku.
Czemu to robię?
Uniosła na niego smutne oczy, by lekko je zmarszczyć, kiedy zaczął opowiadać o małym Jasperze, a później tym dorosłym. Parsknęła krótkim śmiechem.
- Pornografia chyba radzi sobie z tym lepiej... - zauważyła kąśliwie, ale jej twarz złagodniała chwilę potem.
Na scenie możesz być tym, kim chcesz być... Kim jesteś. Nie musisz się dostosowywać, udawać kogoś innego, słuchać z zainteresowaniem... Znów delikatny śmiech, bardzo króciutki... Innego muzyka, który nie zrobił wielkiej kariery. Spojrzała na niego cieplej, biorąc w dłonie butelkę, by przyjrzeć się swojemu obdartemu dziełu.
Uniosła brwi przy kolejnym pytaniu, ale tym razem utrzymała swoją maskę na reszcie twarzy. Wpatrywała się w resztki etykiety długo. Ale ta cisza nie była niezręczna. Rae po prostu szukała odpowiedzi. Albo słów, w które mogłaby ubrać to, co czuła.
- Myślę... - w jej oczach pojawiła się na chwilkę iskierka. - Że to pytanie bardziej do whisky niż piwa.
I zgasła równie szybko, jak się pojawiła. Uniosła spojrzenie na swojego rozmówcę, uśmiechając się do niego jednym kącikiem ust.
- Smutne... - złapała jego spojrzenie i na chwilę umilkła. - To, co powiedziałeś o dorosłym Jasperze. Chyba wolałabym robić to dlatego, że chcę, a nie dlatego, że nie umiem nic innego.
Tylko czy umiała? Na chwilę obecną miała poczucie, że wręcz nie umiała robić nawet tego, bo niby jak zrobić karierę, kiedy nie potrafi się napisać nawet jednego tekstu, który byłby w miarę dobry.
- Chyba śpiewam, bo ci ludzie, którzy przychodzą na moje... występy... - koncerty nie mogło jej przejść dzisiaj przez gardło. - wcale nie muszą. Tylko chcą mnie słuchać.

Hey, Old Jazzman
40 y/o
For good luck!
189 cm
muzyk który gra wszędzie, gdzie go zechcą
Awatar użytkownika
We'll sneak out, while they sleep
And sail off in the night
We'll come clean and start over the rest of our lives
When we're gone, we'll stay gone
Out of sight, out of mind
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tak sądzisz? — spytał, gdy wspomniała o tym, że pornografia radzi sobie z miłością uprawianą publicznie lepiej. Oczywiście, że nie mogła się powstrzymać przed kolejną falą złośliwości, najwidoczniej był to ich przedziwny sposób na komunikację. Może chcieli rozluźnić atmosferę i nie zaprzątać sobie głowy całokształtem dzisiejszego wieczoru. — W takim razie musisz podesłać mi linka. Widocznie znasz jakieś niezłe filmy, które wywołują tyle samo emocji co muzyka. Ja takich nie widziałem, ale może za mało szukałem — odgryzł się, z przekornym uśmiechem na twarzy. Pociągnął łyk piwa, kończąc pierwszą butelkę. Postawił ją na stół, nietkniętą, w przeciwieństwie do tej Rae, która została obdarta z przemokniętej etykiety. Widział, że patrzyła na niego odrobinę inaczej, wystarczyło tylko kilka szczerych słów. Iskry złośliwości zmieniły się w nieco przyjemniejsze ciepło. Jakby gdzieś tam może mu współczuła, a może go rozumiała. Może widziała go teraz nieco wyraźniej. Jasper nosił wiele masek, robił to każdy artysta, a jednak pozostawał tak szczery jak mógł. Mówił otwarcie o swoich uczuciach, nawet tych negatywnych, nie widząc potrzeby ich ukrywania. Gdyby to robił, zamykając w sobie jakiekolwiek emocje, nie mógłby pozostać autentyczny na scenie – trawiony od środka przez spychany żal, gniew czy smutek.
Sądził przynajmniej, że niczego nie ukrywał. Zazwyczaj jednak wiemy o sobie mniej, niż zakładamy.
Zgadzam się, whisky brzmi bardziej przekonująco. — Uśmiechnął się. Skorzystał z chwili jej zawieszenia, by faktycznie przynieść dwie szklanki z bursztynowym płynem. Lód się skończył – czego można było się spodziewać – ale wciąż była to lepsza alternatywa niż piwo. — Chcę to robić. Przynajmniej zawsze chciałem. Po prostu teraz wiem, że po tylu latach nigdzie indziej bym się nie odnalazł. Już nie potrafię nic innego. Żyć inaczej. Jestem równocześnie kowalem własnego losu i więźniem własnych wyborów. — Wzruszył ramionami, upijając whisky. — Nie wiem czy to smutne. Mnie nie smuci. Smutno będzie, gdy nie będę w stanie grać na scenie. Co wtedy mi pozostanie? — O tym wolał nie myśleć. O nadchodzącej przyszłości. Teraźniejszość, nawet utaj, w Tranzac Club wydawała się lepsza. — Masz coś swojego? Coś, co chciałbyś, żeby ludzie usłyszeli, skoro chcesz żeby słuchali? — Nie miał pojęcia, że wkraczał na drażliwy temat. Skoro oboje byli muzykami, kwestia pisania własnych kawałków wydawała się oczywista. Oni wszyscy próbowali przelać część siebie na papier, a później przekuć to w muzykę.

Rae Westlake
sheriam
nic co ludzkie nie jest mi obce
25 y/o
For good luck!
163 cm
muzykuję w klubach Toronto
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjipierwsza osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przewróciła oczami z lekkim westchnieniem, próbując ukryć to, że poczuła się zbesztana i mała. Rzeczywiście rzucała się do gardła za byle co, trochę jak szczeniak, który nie ogarniał, że jest za mały, żeby z kimś walczyć. Inną kwestią pewnie było to, dlaczego facet naprzeciwko niej z miejsca stał się wrogiem? Na pewno przestawał nim być w tych krótkich chwilach, kiedy się odsłaniał.
Uniosła brwi, kiedy wstał po whisky i uśmiechnęła się pod nosem przy komentarzu o braku lodu. Ale nie chodziło o to, że Tranzac zawiódł po raz kolejny. Uśmiech był ciepły, znów na ułamek sekundy. Ktoś pomyślał o niej...
Podniosła spojrzenie, przekrzywiając nieco głowę. Z zaciekawieniem słuchała jego słów, nieświadomie pozwalając opaść butnej masce nastolatki. Zdecydowanie była już za dużą dziewczynką, by udawać naburmuszoną nastolatkę.
- Ta świadomość... Przynosi raczej ulgę czy jest ciężarem? - zapytała, bujając szklanką tak, że bursztynowy płyn odbijał się od jednej krawędzi szkła do drugiej.
No właśnie, a co kiedy to się skończy? A co jeśli to się skończy, zanim w ogóle się zacznie?
Jej oczy rozszerzyły się w panicznym wyrazie zaskoczenia, kiedy zapytał o coś jej własnego, a potem zapadła cisza. Cięższa niż ta, która trwała chwilami między nimi. Trafił w miękkie. Do tego stopnia, że Rae nie była w stanie podrzucić grzywki ani rzucić mu kolejnego hardego spojrzenia. Milczała, wpatrując się w swoje dłonie i szklankę. Długo...
- Coś tam piszę... - ale nic na tyle dobrego, żeby móc się tym podzielić.
Skrzywiła się, jakby złapały ją mdłości i położyła teatralnie dłoń na swoim brzuchu, po czym odstawiła nawet nieruszoną szklankę alkoholu.
- Chyba whisky mi dzisiaj nie służy... - stwierdziła, a nogi jej krzesła zgrzytnęły nieprzyjemnie po podłodze.
Z ociąganiem podniosła się ze swojego miejsca, tocząc wewnętrzną walkę między chęcią zostania w tej rozmowie a ucięciem jej. Sapnęła przez nos z niezadowoleniem, po czym rzuciła mu nonszalanckie spojrzenie i uśmiech.
- Może się jeszcze kiedyś spotkamy na scenie... Będę wypatrywać Twoich plakatów.
Jasper Porter
40 y/o
For good luck!
189 cm
muzyk który gra wszędzie, gdzie go zechcą
Awatar użytkownika
We'll sneak out, while they sleep
And sail off in the night
We'll come clean and start over the rest of our lives
When we're gone, we'll stay gone
Out of sight, out of mind
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie zwykł traktować ludzi młodszych od siebie protekcjonalnie. Niejednokrotnie obracał się w gronie ludzi, których życiowe doświadczenie różniło się od jego własnego. Zawsze słuchał ich z uwagą, bo sądził, że nawet stary wyga mógł wiele nauczyć się od młodych umysłów. Często były dużo bardziej otwarte, jeszcze nie do końca zepsute przez branżę. Myśleli idealistycznie, a on lubił idealistów. Lubi marzycieli i ludzi wolnych. Przez lata popełnił wiele błędów, ale nie oznaczało to, że spokorniał. Wciąż sięgał po to, czego nie mógł mieć. Wciąż szarpał się z rzeczywistością. Wciąż szukał nowych ścieżek, nawet jeśli ta, którą podążał, wydawała się bezpieczna.
Nie wiem czym jest — odpowiedział szczerze, przełykając ciepłe whisky. — Przynosi to, co akurat chce. To zależy od dnia. Nic nie jest stałe i nic nie jest pewne. Zamiast to określać, wolę z tym płynąć… nie wiem czy rozumiesz. — Może on sam nie do końca rozumiał? Chciał brzmieć, jakby pogodził się z własną niewiedzą, poudawać trochę, że potrafił dostosować się do wszystkiego. Z pewnością jednak tak nie było.
Cisza, która zapadła między nimi, zbiła go z tropu. Zaskoczyło go to, jak Rae przygasła, tak nagle, jak knot świeczki ściskany między palcami. Nie było zaczepnych spojrzeń i ciętych słów. Nawet nie uniosła na niego wzroku, wbijając go w swoje dłonie. Zmarszczył brwi.
Coś? — powtórzył, a później niemal od razu pożałował, że się odezwał. Dziewczyna podniosła się z krzesła, wyglądając jakby faktycznie poczuła się źle. To przez niego? Przez to co powiedział? Nie sądził, że proste pytanie o własne kompozycje, tak typowe dla artystycznego środowiska, tak ją spłoszy. — Hej, poczekaj. — Wstał za Rae, choć nie próbował na siłę jej zatrzymać. Próbował odszukać na jej twarzy odpowiedzi na te wszystkie pytania, których jeszcze nie zadał – i zapewne nie zada – choć bardzo chciał to zrobić. — Nie musisz tego robić. Wycofywać się. — Miał nadzieję, że posłucha, a jednak coś w jej uśmiechu, który na powrót stał się nonszalancki, mówiło mu, że to głupia wiara. Znów założyła maskę, ale tym razem zupełnie w nią nie wierzył.

Rae Westlake
sheriam
nic co ludzkie nie jest mi obce
ODPOWIEDZ

Wróć do „Tranzac Club”