28 y/o
For good luck!
186 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Nie miał zamiaru przyznawać tego na głos, jednak Carmen była faktycznie zabawną osobą. Nie dostrzegał tego wcześniej, jednak miał wrażenie, że dziewczyna po prostu nie dawała mu takiej możliwości. Tyle miesięcy darli między sobą koty, tylko po to, aby teraz przekonywać się, że potrafią ze sobą normalnie porozmawiać? Dziwne. Wiedział, że wina leżała głównie po stronie Carmen, która zwyczajnie nie potrafiła zaakceptować go w roli chłopaka Summer, jednak – aby być kompletnie szczerym – Wes często i z czystą przyjemnością po prostu ją podpuszczał. Tego popołudnia robił podobnie, lecz mniej złośliwie i nawet dobrze mu to wychodziło. Za dobrze. — Nie jesteś dla mnie żadną konkurencją — powiedział pewnie, a uśmiech nie opuszczał jego twarzy. Miała potencjał, jednak nie aż taki.

Austen podniósł się z tafli lodu, by – tak jak mówił - zacząć już się zbierać. Przez tę chwilę kończyny mu trochę zdrętwiały, a on do tych temperatur był już przyzwyczajony. Zastanawiał się więc jak to będzie z Carmen, która ewidentnie jeszcze gorzej sobie z tym radziła. — Ja miałbym się martwić o ciebie? — prychnął. — Nie sądziłem, że potrzebujesz mojej troski — dodał, a w tym czasie dziewczyna podniosła się i chwiejnie ruszyła w stronę zejścia. Wesley podążył za nią. Żeby na pewno po raz kolejny nie wylądowała na lodzie.

Zeszła z lodowiska, a Welsey tuż za nią. Była dość mocno zmarznięta. Przez chwilę Wes nawet pomyślał, że zbyt długo ją na tym lodzie przetrzymał, szczególnie gdy tak dygotała. — Widzisz, taki ze mnie zimny drań, że niskie temperatury mi nie przeszkadzają — powiedział dumny ze swojego żartu. — Masz jeszcze jakąś kurtkę albo bluzę? — zapytał, kierując się do swojej szafki, z której wyciągnął buty na zmianę. Szybko je przebrał i pozbył się hokejowych akcesoriów, które wrzucił do torby. Nie narzucał na siebie bluzy. Wziął ją do ręki i wrócił do Carmen, która - tak jak się spodziewał - dalej siedziała na ławeczce. Rzucił jej bluzę dodając: Jak się przeziębisz, to nie będę za ciebie brał zmian — usprawiedliwiając swoje zachowanie. Bo tylko to go obchodziło. Chociaż teoretycznie więcej pracy potrzebował, to niekoniecznie w ten sposób chciał ją sobie łatwić. — Przy wyjściu są automaty. Napijesz się jakiejś kawy albo czekolady — dodał, poprawiając torbę, która powoli spadała mu z ramienia. Praktycznie zawsze po grze kupował sobie kubek gorącej czekolady – taka jego mała tradycja, którą - w ramach wyjątku - mógł z Carmen się podzielić. Skoro uchroniłoby go to od dodatkowych zmian. — Chyba nie muszę się bać o miejsce w drużynie, skoro tak źle znosisz niskie temperatury — powiedział z lekkim uśmiechem. — Chyba że dobierzemy ci lepszy sprzęt. Chociaż w stroju innym niż na randkę też byś lepiej to zniosła — skomentował. Odwrócił się w stronę wyjścia i ruszył w tym kierunku. Zerknął jeszcze przez ramię i widząc, że Carmen nie zbiera się, odezwał się: Długo mam na ciebie czekać? — Przytrzymał nawet bramkę, aby przeszła tuż przed nim.

Carmen Torres
25 y/o
For good luck!
165 cm
nauczycielka hiszpańskiego || szkoła językowa
Awatar użytkownika
It's 2 AM
You and I used to talk until the morning
It's day and night hurry now
Baby let's just take it slowly today
I don't wanna miss out on much today
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Spoglądając na jego uśmiech, Carmen przechyliła głowę do boku, stukając paznokciami o taflę lodu. — Mam tak piekielną ochotę, udowodnić ci, jak wiele tracisz, kompletnie mnie nie doceniając, że nawet sobie tego nie wyobrażasz — westchnęła teatralnie. Torres była uparta; jakby chciała i zawzięła się sama w sobie, to mogłaby samodzielnie podszlifować swoje umiejętności. Wiedziała jednak, że nie było to możliwe, choćby ze względu na brak czasu. Nie miała zbyt wiele wolnych wieczorów — takie dni jak te były wyjątkowe i rzadkie, choć najwidoczniej wypchany kalendarz Carmen, nie był dla Summer wystarczającym powodem, żeby pojawić się na umówionym spotkaniu. No cóż, już i tak nie było do czego wracać; bądź co bądź, Austen zajął jej trochę czasu i oderwał myśli od tego, jak wystawiła ją jej własna przyjaciółka. Jakkolwiek paradoksalnie i nierealnie to brzmiało, spisał się chłopak.

Dziewczyna nie radziła sobie tak dobrze z temperaturą na lodowisku, ale w końcu na dłuższą metę była ciepłolubna. Poza tym to był pierwszy raz od dawna, gdy jeździła na łyżwach; zdążyła zapomnieć, że łatwo można zmarznąć. Nie przygotowała się do tego za bardzo, ubierając się po prostu ładnie i wygodnie, ale nadal dość lekko; well, she’s just a girl, right? — Oczywiście, że nie potrzebuję. Zgrywam się, pendejo rzuciła, wywracając przy tym oczami. Carmen była przecież dorosłą, niezależną kobietą, która nie potrzebowała wsparcia i troski, a już w szczególności od żadnego mężczyzny. A już w szczególności od Wesleya. Słysząc jego tematyczny żart, Torres parsknęła z niedowierzaniem pod nosem. — Masz strasznie kiepskie poczucie humoru — stwierdziła, spinając swoje włosy w koka, czując jak skostniałe były jej palce. Może za długo leżała na tym lodzie. — Nie mam, ale jest okej — mruknęła; niska temperatura nie sprawi, że nagle rozchoruje się albo zacznie się nad sobą użalać. Twarda baba. Carmel w ostatniej chwili złapała jego bluzę w locie. Spojrzała na niego podejrzliwie, jakby zamiast ubrania podał jej tykającą bombę. Przez chwilę znów miała ochotę pokierować się swoją nieznośną dumą i oddać mu bluzę, ale ostatecznie zacisnęła mocno wargi, wsuwając w nie swoje ramiona i naciągając kaptur na łepetynę. No było lepiej, zdecydowanie. Dziwnie miły gest jak na niego, ale doceniła to. — To rozkaz? — zaśmiała się na wspomnienie o automatach. Chwyciła swoją torbę, ruszając zaraz za nim. — Zaraz zadbam o to, żebyś zaliczył też glebę na stałym gruncie, pendejo rzuciła, szturchając go łokciem w bok. Odsunęła zbyt duży kaptur z czoła, krocząc z nim ramię w ramię.

— Jestem z Meksyku. Wolę wyższe temperatury — przypomniała mu, zaraz zatrzymując się przy automacie i odwracając się do niego przodem. Oparła się o maszynę, posyłając mu nieco rozbawione spojrzenie. — Poza tym, jeśli myślisz, że to właśnie tak ubieram się na randki… To jestem ciekawa, co byś powiedział, jakbyś zobaczył co noszę na realne randki — zaśmiała się, zaraz wsuwając monety do automatu, wybierając gorącą czekoladę; zupełnie przypadkowo. — Na szczęście tobie to nie grozi — rzuciła za swoje ramię. No, bo przecież nigdy nie pójdą razem na żadną randkę. Broń boże. Gdy napój był już gotowy, wcisnęła go do rąk chłopaka, a sama wybrała sobie kawę w tej najmniejszej formie. — To za miękki upadek. Wyglądasz jak dzieciak, który lubi czekoladę — powiedziała z rozbawieniem, owijając palcami kubek, by nieco ogrzać swoje palce.

pendejo
28 y/o
For good luck!
186 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Wesley zostawił jej swoją bluzę, jednak zakładał, że dziewczyna z niej nie skorzysta. Zdążył już nieco z jej charakterem się zapoznać i wiedział, że odrzucenie jego pomocy mogłaby potraktować jak zrobienie mu po prostu na złość i tym samym marznąć w imię własnego honoru. Zaskoczyło go więc, gdy niemalże od razu zarzuciła na siebie bluzę. Nie skomentował tego werbalnie, bo wiedział, że zaraz by mu złośliwie odpowiedziała. Za dużo miłych słów między sobą już dzisiaj wymienili, więc nawet by się nie powstrzymywała. Musiał przyznać, że wyglądała pociesznie w tej za dużej bluzie, której kaptur dodatkowo zarzuciła na głowę. Uśmiechnął się pod nosem na ten widok, przepuszczając ją w przejściu. — Wiedziałem, że zbyt długo byłaś za miła — skomentował jej jawną groźbę. Dziwnie brzmiała ona z ust kogoś dwadzieścia centymetrów niższego od niego, jednak zdążył się już do tego przyzwyczaić. — Poza tym, błagam, angielski! — dodał. Lubiła wtrącać słówka po hiszpańsku – większość nawet zaczynał rozumieć. Gorzej było, gdy całe zdania mówiła w języku mu obcym. Wówczas kompletnie tracił wątek po kilku pierwszych słowach i dopraszał się o zrozumiały dla niego dialog. Rzadko udawało mu się ją do tego nakłonić, jednak czasami potrafiła znaleźć w sobie na tyle litości.

Podeszli do automatu. Wes rzucił swoją torbę na bok i chciał zamówić ciepłe napoje, jednak dziewczyna stanęła tuż przed nim. — Tak cię to zastanawia, co bym powiedział na twój wygląd? — prychnął pod nosem. Nie zastanawiał się nad tym nigdy, aczkolwiek teraz przez chwilę, przez dosłownie ułamek sekundy przeszło mu to przez myśl. Zdążył już zauważyć, że brzydka nie była, a co więcej - wzrok innych mężczyzn potrafiła przykuć, nawet z jego grupy, co paru się odwracało z maślanymi oczami. On na nią w taki sposób nie patrzył, bo nigdy takiej potrzeby nie miał plus bycie w nieformalnym związku moralnie mu na to nie pozwalało. Mniejsza jednak, chodziło o to, że przy takiej twarzy, nieważnym prawdopodobnie było, co takiego by na siebie założyła - i tak swoją potencjalną randkę by ujęła. Chyba, że przebrałaby się w jakiś kostium klauna albo innego dziwacznego stwora. W podstawówkach tak robili, prawda? Może jej uczniowie jakieś zdjęcie nawet mieli. . .— Nie sądziłem, że aż tak moje zdanie jest dla ciebie ważne — dodał żartobliwym tonem. — Ale mogę kiedyś ocenić, jeżeli tak bardzo tego potrzebujesz. Poza tym, realna randka? — wtrącił jeszcze. — Czym jest realna randka?

Już chciał ją przeganiać sprzed automatu, jednak nim zdążył to zrobić, dziewczyna go ubiegła. Zamówiła gorącą czekoladę, która prędko wylądowała w jego dłoniach, a nie na nim – jak mógłby się po niej spodziewać. Dzisiaj naprawdę do zaskakiwała. — A lubię. W szczególności po takim czasie na lodzie — stwierdził, biorąc łyka. To było mu zdecydowanie potrzebne. — Ale co to ma być? — zapytał, patrząc na jej wybór. Był tym wielce zawiedziony. — Po lodowisku powinna być gorąca czekolada, a nie jakaś tam kawa! — zaprotestował. — Czy to jakieś kolejne meksykańskie nawyki? — zapytał, wiedząc, że swoim pochodzeniem wiele była w stanie wytłumaczyć.

Carmen Torres
25 y/o
For good luck!
165 cm
nauczycielka hiszpańskiego || szkoła językowa
Awatar użytkownika
It's 2 AM
You and I used to talk until the morning
It's day and night hurry now
Baby let's just take it slowly today
I don't wanna miss out on much today
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Carmen wzięła jego bluzę tylko dlatego, że naprawdę zamarzała i nie planowała brać zwolnienia, przez głupie przeziębienie. I to jeszcze spowodowane niewłaściwym ubiorem na lodowisko! Co za żenada, jakby była nieodpowiedzialną nastolatką, która wolała wyglądać, zamiast przygotować się jakkolwiek praktycznie do tej zabawy. Schowanie dumy do kieszeni, nie było w tym wypadku proste, bo pomimo dobrze spędzonego czasu, to nadal był Wesley Austen, tak? Uprzykrzanie mu życia, krytykowanie go i dogryzanie, stanowiło jej ulubioną część ich znajomości. A więc w każdej innej sytuacji, po prostu odrzuciłaby tę bluzę, zgrywając wielce niedostępną i samowystarczalną, ale tym razem... robiła to dla swojego dobra. — Dzień dobroci dla zwierząt już się skończył — rzuciła, uśmiechając się przy tym krzywo. Zignorowała zapach jego perfum, unoszący się na bluzie, chociaż bardzo jej się podobał. Na miłość boską, dlaczego musiała zwracać uwagę na takie detale? Tak czy inaczej.
— Nie uczyłeś się zbyt przykładnie w szkole, huh? — rzuciła na wspomnienie o powrocie do angielskiego, unosząc przy tym brew. Zaraz jednak poszerzyła złośliwie swój uśmiech, spoglądając mu przy tym prosto w oczy. — Eres un idiota, aunque hoy hasta me caes bien — powiedziała płynnie, ciesząc się w duchu, że poza tym jednym, kluczowym słowem, najpewniej nic nie zrozumiał.

— Sama nie wiem, czy chciałabym wiedzieć. Jeszcze się zakochasz i będziesz mieć ogromny problem — zaśmiała się, bo na ten moment ta wizja była nierealna. Ani dla jednego, ani dla drugiego. Nie dość, że ze względu na jego obecny związek, to jeszcze na ich zawiłą relację. No, bo przecież nadal się nie znosili, racja? Pomimo tego, jak miło spędzili wieczór. — Realna randka to taka, na której ciebie nie ma — stwierdziła, wytykając w jego stronę język. O tak, dobra passa dogryzania sobie nawzajem, zdecydowanie wróciła. Świat powracał na swoje miejsce.
Carmen kochała kawę bardziej niż cokolwiek innego, dlatego ten wybór w gruncie rzeczy wcale nie był zaskakujący. Torres uniosła kubek do ust, wzruszając niewinnie ramieniem. — Żadne meksykańskie, tylko moje nawyki — parsknęła, upijając spory łyk gorącego napoju. — Oddam ci bluzę na kolejnej zmianie — obiecała, przysiadając na chwilę na ławeczce przy automatach. Zerknęła na niego pobieżnie, a potem przeniosła wzrok na lodowisko; uch, co to za dziwne uczucie?

wesley
ODPOWIEDZ

Wróć do „Scotiabank Pond”