ODPOWIEDZ
26 y/o
For good luck!
189 cm
operator kamery freelancer
Awatar użytkownika
there are too many options, there is no consolation.
i have lost my illusions, what i want is an explanation.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia osoba :)
czas narracjiczas mieszany :)
postać
autor

#3


Jonas lubił kino.
Z ludźmi, którzy lubili kino, bywało różnie.
Jeszcze trzy godziny wcześniej wydarzenie w Fox Theatre wydawało mu się świetnym pomysłem. Stare kino miało dokładnie ten rodzaj charakteru, którego nie dało się odtworzyć kolejną renowacją za kilka milionów dolarów: lekko wytarte fotele, światło przygaszone wystarczająco mocno, żeby ukrywać niedoskonałości wnętrza, i ekran pamiętający zapewne więcej dobrych filmów niż większość obecnych na sali ludzi. Tego wieczoru zamiast regularnego repertuaru pojawił się na nim mało znany europejski film sprzed kilku dekad, po którym zaplanowano rozmowę o obrazie, świetle i czymś określonym w programie jako wspomnienia pamięci kinografii.
Brzmiało wystarczająco pretensjonalnie, żeby go zainteresować.
I przez pierwszą godzinę rzeczywiście był zainteresowany.
Jeden z zaproszonych operatorów powiedział nawet kilka rzeczy, które Jonas zapisał sobie w telefonie. Później była dyskusja. Potem pytania z sali. Potem pytania do pytań z sali. Wreszcie ktoś w trzecim rzędzie rozpoczął wypowiedź od to właściwie nie jest pytanie, bardziej obserwacja i Forstner zrozumiał, że sytuacja wymknęła się spod kontroli.
O dwudziestej drugiej miał już za sobą dwie rozmowy o obiektywach anamorfotycznych, jedną o śmierci taśmy filmowej i wyjątkowo długą konwersację z człowiekiem w golfie, który przez prawie kwadrans tłumaczył mu, dlaczego kino cyfrowe nigdy nie będzie prawdziwym kinem. Jonas pracował na cyfrze. Nie uznał za stosowne o tym wspominać.
Kiedy wreszcie udało mu się uwolnić, odruchowo sięgnął do kieszeni kurtki. Prostokąt paczki papierosów pod palcami przypomniał mu o potrzebie, którą ignorował już od dobrych czterdziestu minut.
Potrzebował pięciu minut.
Papierosa. Powietrza. Najlepiej również całkowitego zakazu prowadzenia z nim rozmów.
Dotarcie do drzwi wejściowych okazało się jednak zadaniem bardziej skomplikowanym, niż zakładał. Najpierw zatrzymał go ktoś, kogo kojarzył z jednego z festiwali. Później kobieta, z którą pracował kiedyś przy krótkim metrażu. Przy samym wyjściu dostrzegł jeszcze człowieka w golfie, który najwyraźniej nie powiedział mu wcześniej wszystkiego, co miał do powiedzenia o upadku współczesnej kinematografii. Jonas zatrzymał się w pół kroku, spojrzał na drzwi, a potem na niego i zawrócił. Nie był z tego dumny, a już tym bardziej nie z kroków podjętych w następstwie.
Kilka minut później stał w jednej z kabin starej toalety Fox Theatre i po raz trzeci upewniał się, że pod sufitem rzeczywiście nie znajduje się żaden czujnik dymu. To było idiotyczne i doskonale o tym wiedział. Ponadto jawiło się to też jako niegrzeczne, potencjalnie kosztowne i było dokładnie tym rodzajem zachowania, za które normalnie patrzyłby na innego człowieka z niemym pytaniem, czy naprawdę nie potrafił wytrzymać dziesięciu minut. Najwyraźniej sam nie potrafił.
Fantastisch — mruknął do siebie. Opuścił klapę sedesu i usiadł na niej, wyciągając z kieszeni paczkę. Już sam trzask zapalniczki przyniósł mu absurdalną ulgę. Pierwszy dym wypuścił powoli w stronę uchylonego okna, o ile szczelinę szerokości kilku centymetrów można było w ogóle nazwać uchylonym oknem. Drugi zatrzymał w płucach nieco dłużej.
Cisza.
Wreszcie.
Przez następne trzydzieści sekund nikt nie chciał poznać jego opinii na temat przyszłości kina. Nikt nie pytał, na czym ostatnio pracował. Nikt nie opowiadał mu, że prawdziwa faktura obrazu skończyła się wraz z Kodakiem. Mógłby tutaj zamieszkać.
Pociągnął kolejny raz papierosa i właśnie wtedy usłyszał skrzypnięcie drzwi. Zamarł. Przez chwilę naiwnie liczył, że ktokolwiek wszedł do toalety, zrobi to, po co normalni ludzie przychodzili do toalety, i równie szybko wyjdzie. Żar papierosa tlił się między jego palcami, a Jonas widział, jak smuga dymu zdradziecko wspinała się ponad drzwi kabiny.
Scheiße.
Kroki ucichły.
Sekunda ciszy, a potem czyjaś dłoń nacisnęła klamkę dokładnie jego kabiny.
Zanim cokolwiek powiesz — zaczął spokojnie. — chciałbym zaznaczyć, że sam jestem sobą rozczarowany.

Connie Ainsleigh
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
excitin'
jak jest nudno
ODPOWIEDZ

Wróć do „Fox Theatre”