ODPOWIEDZ
21 y/o
For good luck!
171 cm
Studentka na wymianie i aspirująca influ
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Szkoda, że życie nie było takie proste jak w Simsach, gdzie dało się kodami podrasować dosłownie wszystko. Nie żeby żeby jakoś specjalnie dużo grała w nie, bo wola budować domy i je meblować. Mimo wszystko fajnie móc tak na przykład wpisać kod na zaspokojenie podstawowych potrzeb życiowych jak głód czy pragnienie. Niestety się nie dało, więc takim oto sposobem znalazłszy sensowne miejsce ze stolikiem do jedzenia, Sunny opadła na ławkę.
Na zakończenie zajęć jej samej już dość mocno zaczynało burczeć w brzuchu, a ostatnie czego chciała to przypału na wykładzie. Więc wciągała brzuch, jakby to mogło jej w jakikolwiek sposób pomóc. I trwała z nadzieję, że będzie mogła w taki oto sposób dotrwać. Fakt faktem, że gdy się na coś czeka to czas leci masakrycznie długo. Już myślała, że zejdzie tam z głodu i trafi do studentów medycyny, którzy bedą na niej robić sekcję zwłok.
Ale dotrwała i oto taki sposobem właśnie miała miała właśnie możliwość rozpoczęcia konsumpcji swojego lunch boxa, który kupiła po drodze. Gotownie nie było jej mocną stroną, więc nie zamierzała tracić na nie czas. Po to oferowano w sklepach czy innych lokalach gastronomicznych gotowe posiłki, by z tego nie korzystać.
Dzisiaj próbowała kolejnego w stylu koreańskim poszukując w ten sposób smaków z rodzinnych stron. Niestety jeszcze nic nie było aż tak dobre, by ją zadowolić i spełnić oczekiwania. Jednak nie poddawała się i nieustannie poszukiwała tego właściwego smaku, jednak na razie wciąż pozostawał on po za jej zasięgiem. Być może już takiego nie znajdzie,, ale nie chciała tracić nadziei do samego końca.

Giselle Hastings-Wells
22 y/o
For good luck!
165 cm
Studiuje i pracuje na pół etatu w Karen's Diner
Awatar użytkownika
Ice is life...or so they say
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Giselle spędziła ten dzień w rytmie, który od dawna był jej codziennością, choć tego ranka wszystko wydawało się bardziej intensywne, jakby świat przyspieszył o pół kroku. Wyszła z mieszkania jeszcze przed wschodem słońca, z kubkiem kawy w dłoni i ciężką torbą przewieszoną przez ramię. Powietrze nad Toronto było chłodne, a ona czuła w nim coś pobudzającego, obietnicę dnia, który miał ją zmęczyć, ale też wypełnić satysfakcją. Na kampus dotarła szybkim krokiem, jak zwykle zbyt wcześnie. Lubiła te puste korytarze, w których echo jej kroków brzmiało jak jedyny dźwięk. Usiadła w sali, rozkładając notatki, i przez chwilę patrzyła na swoje odbicie w ciemnym ekranie laptopa. Wyglądała na skupioną, ale w środku czuła lekkie napięcie, mieszankę ambicji i niepewności, która towarzyszyła jej od początku studiów dziennikarskich.

Pierwsze zajęcia minęły szybko. Profesor omawiał analizę materiałów źródłowych, a Giselle notowała z intensywnością, która wyróżniała ją na tle grupy. Zadawała pytania, czasem zbyt szczegółowe, ale właśnie dzięki temu czuła, że naprawdę rozumie temat. W pewnym momencie uśmiechnęła się pod nosem, miała świadomość, że jej dociekliwość bywa męcząca dla innych, lecz dla niej była naturalna, wręcz konieczna. Kiedy zajęcia dobiegły końca, poczuła narastające zmęczenie. Głowa bolała od skupienia, a żołądek przypominał o tym, że od rana wypiła jedynie kawę. Wyszła na zewnątrz, gdzie kampus tętnił już życiem. Studenci rozmawiali, śmiali się, biegli na kolejne wykłady. Giselle szła powoli, z zamiarem znalezienia spokojnego miejsca, w którym mogłaby zjeść przygotowany wcześniej posiłek.
-SUNNY! - zawołała z dystansu nie będąc pewną czy ją usłyszy. Przyspieszyła kroku na ile jej nogi pozwalały aż plopnęła obok koleżanki ze studiów. - Hej nieznajoma! Powiedz mi pod jakim kamieniem się ukrywałaś ode mnie tym razem? Nie widziałam cię od tygodni! No dobra to przesada ale długo! - dodała uśmiechając się od ucha do ucha. Jej oczy przykuł kupiony lunch w dłoniach Sunny, wiele nie myśląc wyciągnęła własny. Częściej niż nie, korzystała z uniwersyteckiej stołówki ale czasami lubiła zmiany.


Sunny Song
21 y/o
For good luck!
171 cm
Studentka na wymianie i aspirująca influ
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Życie na obcej ziemi miało to do siebie, że niby wszystko się już wstępnie ogarnęło. Jednak cały czas coś było nie tak jak powinno. Najprościej byłoby po prostu rzucić to wszystko i wrócić w rodzinne strony, ale za dużo zachodu było z tym wszystkim. Poza tym zdala od rodziców mogła wreszcie przekonać się jak to jest żyć prawie na własny rachunek. Najgorsze w tym wszystkim było pilnowanie aby zjeść wyznaczonej porze. Niestety z tym bywało u niej różnie, czego nie pozwalałaby mama.
Akurat była walką plastikowym wieczkiem od lunch boxa, kiedy do jej uszu znajomy głos. Przestała tej nierównej walki i podniosła głowę, by chwilę później zobaczyć znajomą twarz koleżanki.
- Najchętniej bym się pod jakimś kamieniem szlachetnym. Diament lub coś podobnego - jeszcze odpowiedzi na powitanie.- Na pewno nie znajdziesz mnie pod pierwszym lepszym leżący byle gdzie kamieniem na chodniku czy w parku.
Grunt to się cenić, ale nie za bardzo przesadnie. Niestety Sunny chyba ceniła się bardzo wysoko, czego na pewno nie wyniosła z rodzinnego domu. Jakoś jej to jednak nie przeszkadzało w życiu,a czasami nawet pomagało.
- Widzę, że nie tylko mnie dopadł głód - zauważyła, gdy Giselle wyciągnęła swój zestaw do konsumpcji. - Co u ciebie dzisiaj serwują? - Zapytała, wyciągając jeszcze od siebie picie, kambuche. Jak już szaleć w azjatyckim stylu to na całego.
Prawdą było, że już była taka pora na jedzenie, więc grzechem byłoby teraz nie oddać się tej czynności i nie jeść. Posiłkowi bogowie by się czuli oburzeni, że nie jedzą, gdy jest ku temu okazja. Żeby w jakiś takich wierzyła.
- Jaki kamień zatem ciebie skrywał, że jakoś tka nie udało nam się złapać nawet na korytarzu tego samego uniwerka?

Giselle Hastings-Wells
22 y/o
For good luck!
165 cm
Studiuje i pracuje na pół etatu w Karen's Diner
Awatar użytkownika
Ice is life...or so they say
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Giselle uśmiechnęła się szeroko, zanim jeszcze zdążyła odpowiedzieć, jakby sama obecność Sunny zdejmowała z jej ramion część ciężaru ostatnich dni. W ostatnich tygodniach rzeczywiście wyglądało to tak, jakby ukrywała się pod jakimś kamieniem, choć w jej przypadku był to raczej ciężki, nieco przytłaczający głaz, który sama sobie narzuciła. Od pewnego czasu żyła w rytmie, który z zewnątrz wydawał się uporządkowany, lecz w środku był pełen napięcia i niepokoju. Natrafiła na dokument, który nie powinien był trafić w jej ręce, a jednak wpadł jej w oczy podczas rutynowych poszukiwań materiałów do jednego z projektów. Od tamtej chwili próbowała zrozumieć, co właściwie zobaczyła i czy powinna była to drążyć, choć wiedziała, że jej dziennikarska ciekawość nie pozwoli jej tak po prostu odpuścić. Nie powiedziała jednak owych słów na głos. Nie chciała wciągać w to innych osób gdy sama nie wiedziała co to w ogóle było.
- Gdybym miała się chować pod kamieniem, Sunny, to na pewno nie pod takim zwykłym z chodnika. – zaśmiała się, poprawiając torbę na kolanach. - Ale prawda jest taka, że ostatnio zakopałam się raczej pod czymś ciężkim i mało szlachetnym. Pod własnymi myślami. - dodała otwierając puszkę mrożonej kawy. Wskazała głową na swoją torbę gdyby Sunny chciała jedną, Giselle zawsze miała kilka w torbie i mogła się poczęstować.
- Widzę, że obie jesteśmy ofiarami głodu. - mruknęła z uśmiechem.- U mnie dziś makaron z warzywami. Nic wielkiego, ale przynajmniej nie jest to kolejna kawa zamiast śniadania. Mama by mnie zabiła, gdyby wiedziała, jak często jem o złych porach.- Mimo całego zamieszania poczuła ogromną ulgę, gdy zobaczyła Sunny. Jej obecność sprawiła, że wszystko, co przez ostatnie dni wydawało się ciężkie i skomplikowane, nagle straciło ostrość. Giselle musiała przyznać, że może właśnie tego potrzebowała, rozmowy, śmiechu i zwykłego lunchu z kimś, kto potrafił wyrwać ją spod tego metaforycznego głazu, pod którym tak długo tkwiła. Zdawała sobie sprawę że obraz jej własnych nawyków, jakie się tworzyły u niej, w ostatnim czasie wymknęły się spod kontroli. Wiedziała, że zbyt długo siedziała z nosem w laptopie, jakby ekran był jedynym źródłem światła w jej życiu, zapominając, że poza migającymi oknami dokumentów istniał jeszcze świat, ludzie, rozmowy, a nawet zwykłe potrzeby, takie jak sen czy jedzenie.
- Mów co u ciebie się dzieje ostatnio! Jakieś ciekawe randki? Ktoś na choryzoncie? - wyrzuciła z siebie pytania niczym z karabinu maszynowego rozsiadając się wygodnie.


Sunny Song
21 y/o
For good luck!
171 cm
Studentka na wymianie i aspirująca influ
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- Zawsze zakopuj się albo chowaj pod jakimś odpowiednim kamieniem, żeby nie ginąć w tłumie jak zwykły żwirek. Trzeba się jednak cenić i to najlepiej wysoko - wyraziła te zdanie jakby było nie wiadomo jak dużą mądrością życiową, lub motywem, którym najlepiej kierować się w życiu. - To nie wróży dobrze. Nie żebym ci źle życzy. Może w takim razie weź rzuć ten kamień i znajdź sobie inny?
Po nierównej walce udało jej się zdjąć pokrywkę od boxa. Zapachniało przyjemnie, tak trochę w domowym klimacie, co dawało nadzieję, że może tym razem się uda.
Odłożyła plastik po tej stronie, aby nie przeszkadzał jej czy koleżance. Chociaż był raczej czysty, to nie ma co się na siłę brudzić. Następnie wyciągnęła z torebki swoje pałeczki,, które przywiozła ze sobą z Korei. Jakoś nie potrafiła przekonać się do posługiwania się nożem i widelcem.
- Wiesz ile byśmy kasy i czasu zaoszczędziły, gdybyśmy nie musiały jeść? Nie liczyłam dokładne, w sumie to, w cale, ale pewnie wyszłoby to dużo czasu i kasy, które bezpowrotnie przepadają - znów popisała się swoją pokręconą mądrością spod domowego kapcia. - Dobrze, że moja mama jest na innym kontynencie i nie zrobi mi najazdu tak zupełnie znienacka.
Sunny nie wytrzymałaby. Zamknięta w czterech ścianach tylko ze sprzętem elektronicznym. Chociaż była poniekąd trochę od niego uzależniona. Jednak wyjść do ludzi potrzebowała, samotność jej nie służyła na dłuższą metę.
Poza tym wszystkie ciężkie i potencjalnie niebezpieczne tematy raczej omijała szerokim łukiem. Tak jej podpowiadał instynkt przetrwania, więc c się go słuchała. Poza tym była za piękna oraz za młoda, aby jeszcze opuszczać ten świat nim on zdarzył się nią nacieszyć.
- Szykuje się na spotkanie z osobą poznaną przez apkę randkową - mając pozwolenie sięgnęła po jedne z napojów, którymi dysponowała Giselle. - Nieco starsza ode mnie kobieta, pilot samolotów, a do tego sądząc po fotach w sieci dość majętna, więc raczej nie wykosztuje się na drinkach.


Giselle Hastings-Wells
22 y/o
For good luck!
165 cm
Studiuje i pracuje na pół etatu w Karen's Diner
Awatar użytkownika
Ice is life...or so they say
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Giselle uśmiechnęła się pod nosem, kiedy Sunny po raz kolejny zaprezentowała swoją pokręconą filozofię życiową. W jej spojrzeniu pojawiło się coś pomiędzy rozbawieniem a lekką troską, jakby każde słowo przyjaciółki było jednocześnie zabawne i niepokojąco trafne. Przez chwilę obserwowała ją w milczeniu, pozwalając, by jej własne myśli ułożyły się w coś na kształt odpowiedzi
-Sunny, ty naprawdę masz talent do tworzenia życiowych zasad, które brzmią jakby były wyjęte z jakiegoś poradnika dla zagubionych dusz. „Zakopuj się pod odpowiednim kamieniem”, powiem ci, że gdyby to była maksyma na kubku, to pewnie by się sprzedawała. Ale wiesz co? Masz rację w jednym: czasem człowiek musi znaleźć sobie miejsce, w którym nie czuje się jak zwykły żwirek. Tylko że ja ostatnio chyba wybrałam kamień, który bardziej mnie przygniatał, niż chronił.-wyrecytowała niemalże na jednym wyddechu co było imponujące, przynajmniej dla niej.
Patrzyła, jak Sunny walczyła z tym swoim lunch boxem, i miała wrażenie, że to jest metafora życia. Najpierw walka, potem zapach, który przypomina dom, a na końcu satysfakcja, że jednak się udało. U Giselle ostatnio było odwrotnie: najpierw zapach problemu, potem walka, a satysfakcja… cóż, jeszcze jej nie znalazła. - Twoje pałeczki z Korei zawsze mnie rozczulają. Jakbyś nosiła ze sobą kawałek świata, który cię ukształtował, nawet jeśli czasem próbujesz udawać, że jesteś już całkiem tutejsza. I masz rację, gdybyśmy nie musiały jeść, pewnie oszczędziłybyśmy fortunę. Ale wtedy nie siedziałybyśmy tu razem, nie gadałybyśmy o kamieniach, pilotkach i życiowych mądrościach. A to byłaby strata większa niż pieniądze.-zamilkła na chwilę szukając odpowiednich słów, aż ją natchnęło i kontynuowała swój słowotok.
- Wiesz co? Czasem myślę, że twoja mama na innym kontynencie to błogosławieństwo, ale też trochę przekleństwo. Bo choć masz wolność, to jednak brakuje ci tego głosu, który mówi: „Sunny, zjedz coś porządnego”. Ale może właśnie dlatego masz mnie. Nie jestem twoją mamą, ale mogę być kimś, kto czasem przypomni ci, że życie to nie tylko aplikacje, randki i kambucha.- Kiedy Sunny wspomniała o spotkaniu z pilotką, Giselle uniosła brwi z wyraźnym zainteresowaniem. Wyobraziła sobie elegancką, pewną siebie kobietę, która widziała świat z wysokości, o jakiej one mogły tylko marzyć. Uznała, że Sunny miała talent do pakowania się w sytuacje, które wyglądały jak scenariusz filmowy — nie tani romans, lecz dramat z nutą komedii. Zastanawiała się, jak ta pilotka zareaguje na energię Sunny, jej spontaniczność i niepowtarzalny chaos.A skoro już o randkach mowa…
- Pilotka? Starsza? Majętna? Sunny, ty naprawdę nie umiesz żyć nudno. To jest materiał na film. I to nie jakiś tani romans, tylko pełnoprawny dramat z nutą komedii. Wyobrażam sobie ją: elegancka, pewna siebie, z tym spojrzeniem ludzi, którzy widzieli świat z wysokości, o której my możemy tylko marzyć. I ty z pałeczkami, kambuchą i filozofią kamieni. Wchodzisz w jej życie jak kolorowy akcent, którego nie da się zignorować. - zawołała wesoło będąc pozytywnie nastawioną na miłosne przygody przyjaciółki. Co jak co, ale zawsze starała się być wspierająca przede wszystkim.
-Podoba mi się, że mówisz o tym tak spokojnie. Bez paniki, bez dramatów. Jakbyś naprawdę była gotowa na coś nowego. A może to jest właśnie ten moment, w którym ty wychodzisz spod swojego kamienia? - zakończyła swój swowotok zamykając się poprzez swoją mrożoną kawę. Czasami zdecydowanie za dużo gadała, musiała nauczyć się nad tym pamować.


Sunny Song
21 y/o
For good luck!
171 cm
Studentka na wymianie i aspirująca influ
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Giselle nie powinna poduwać Sunny takich pomysłów,, bo jeszcze naprawdę była gotowa je wykorzystać w celu promocji swojej osoby na gwiazdę , a nie przepraszam twórczynię internetową. Będzie znana jako ta od filozofii kamieni.
- Jak wyprodukują mi pierwszy kubek z tym mottem, to dostaniesz go z autografem. Poza tym nikt nie zwraca uwagi na zwykły żwir czy płyty chodnikowe, chociaż są takimi codziennymi elementami wędrówki każdego człowieka. Dlatego aby być zauważonym, trzeba być dużym szlachetnym kamieniem, który wzbudza podziw u innych kamieni. Ty moja droga, powinnaś jak najszybciej porzucić te ciężkie i przytłaczające kamienie, żebyś nie stała sama jednym z nich. Trzeba błyszczeć, a nie dać się porwać morzu żwiru.
Wychodziło na to, że za bardzo wkręca się w swoją filozofię kamieni. Z drugiej strony jeszcze nie słyszała, żeby ktoś taką rozpowiadał więc może to jest jej, by zaistnieć? Od czegoś trzeba zacząć nawet jeżeli dla wielu byłaby to czysta głupota i naciąganie ludzi na kasę. Zresztą mało było takich, co to wciska zarabiali grube tysiące?
- Masz talent od ubierania w barwne opisy zwykłej czynności jak wyciąganie pałeczek do jedzenia. Ale to tak miło brzmi, prawie jakbym czytała jakaś powieść, gdzie wiem, że się wzruszę - powiedziała zgodnie z prawdą, spoglądając z uśmiechem na Giselle. Nigdy nie patrzyła tak barwnie na swoje pałeczki. Były elementem każdego posiłku i nic innego, a tu taka opowieść wokół nich urosła. - To fakt. Mama pilnowała, żebym jadła porządnie, bo inaczej mi mózg nie miał prawidłowo funkcjonować. Więc w sumie mogę ci mówić mamo? - Mrugnęła do Giselle.
Zabrała się za jedzenie, bo już faktycznie była mocno głodna, a znów poniosła ją filozofia kamieni. Dlatego przez chwilę skupiała się tylko i wyłącznie na jedzeniu słuchaniu koleżanki. Miała ona taki nietypowy sposób opisywania prostych rzec jakby to było niezwykle ważne wydarzenie.
- To dopiero pierwsze spotkanie i nie nastawiam się na płomienny romans. Idę miło spędzić czas i może poznać jakąś interesującą osobę, a jak dalej się to potoczy to już się zobaczy. Wiesz, wychodzę z założenia, że nie ma co się zadawać ze zwykłymi nudnymi ludźmi, którzy są po prostu nudni. Życie masz jedno, trzeba z niego korzystać, żeby być jak jeden z miliona kamieniu, w hałdzie. Żwiru przy której stoi cieć.

Giselle Hastings-Wells
ODPOWIEDZ

Wróć do „University of Toronto”