ODPOWIEDZ
25 y/o
Welkom in Canada
188 cm
chwilowo zawieszony student psychologii więc pracuje jako mechanik samochodowy
Awatar użytkownika
„Najgorzej nie jest wtedy, kiedy coś czujesz. Najgorzej jest wtedy, kiedy wiesz, że nie powinieneś — a i tak nie potrafisz przestać.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

009
Siedział przy stoliku od jakichś dwudziestu minut, gapiąc się na szklankę z gównianą colą za piętnaście dolców i czuł zdenerwowanie. No po prostu cyrk. Wybór tej knajpy kosztował go tyle stresu, że łeb mu pękał. Nie chciał wyjść na jakiegoś jebanego sknerę, co zabiera dziewczynę na kebsa w budzie z dykty, ale z drugiej strony – no bez przesady. Nie będzie się pchał do ekskluzywnego lokalu dla nowobogackich, gdzie za porcję wielkości kapselka musiałby zapłacić pół wypłaty, a kelner patrzyłby na niego jak na śmiecia, bo ma za mało eleganckie buty. Wybrał coś pomiędzy, menu całkiem normalne, ale ceny i tak mają takie, że głowa mała. Chciał wypaść dobrze, pokazać klasę, ale nie pajacować. A wszystko przez to, że laska totalnie rozjechała mu mózg.
I pomyśleć, że zaczęło się zupełnie niewinnie od rozwalonego auta. Pracował w warsztacie, kiedy wjechała na plac. No i w tym momencie, kurwa, po prostu go odcięło. Cassiopeia. Co to w ogóle za imię? Brzmiało jak jakaś nazwa choroby albo gwiazdy, ale pasowało do niej idealnie. Zderzak był w strzępach i już myślał, że zaraz zacznie ryczeć, że nie ma kasy na naprawę, ale nie. Okazało się, że potrąciła zwierzę, ona spanikowała, uderzyła w barierkę, a ten ranny zwierzak gdzieś uciekł. Normalnie to by ją olał. Rzuciłby cenę za naprawę, kazał podpisać papiery i spadaj mała, zgłoś się za tydzień, ale jak spojrzał w te jej przerażone oczy, to coś mu przeskoczyło w głowie. Olał robotę, zamknął warsztat na klucz, chociaż w kieszeni wibrował telefon od wściekłego klienta. Miał to głęboko w dupie. Powiedział tylko, żeby wsiadała do wozu. Jazda do lasu to był jakiś totalny absurd. Co chwilę zerkał na nią z boku. Czuł więź, chociaż w ogóle się nie znali. I w końcu go znaleźli. Pomógł jej go wyciągnąć, zapakować do auta i zawieźć do weterynarza. Myślał, że po takiej akcji są już prawie parą. No bo przecież przeżyli coś razem, nie? Gówno prawda.
Kiedy odbierała kluczyki, uśmiechnęła się, podziękowała, a Noah z uśmiechem, udając luzaka, rzucił, że może wyskoczą na jakąś kawę, to spławiła go tak szybko, że aż go zatkało. Coś tam palnęła, że nie ma czasu, że praca. No dobra, pomyślał, nie to nie. Nie będzie się narzucał. Wytrzymał może z dwa dni, a potem zaczął pisać, zwykłe pytania, czy auto dobrze chodzi, czy z psem wszystko w porządku. Odpisywała po kilku godzinach. Z każdym kolejnym koszem czuł, jak jego męska duma krwawi, ale jednocześnie chciał jej jeszcze bardziej. Pisał do niej codziennie. Wiadomości pewnie wyglądały już jak od jakiegoś psychola. Wtedy obiecywał sobie, że usuwa jej numer, że pieprzy to, ma swoją godność, a potem przychodził wieczór, wypijał piwo i znowu pisał. W końcu chyba pękła. Odpisała krótko: Dobrze. Piątek o dwudziestej. Wybierz miejsce.
No i siedzi tu, czując się jak totalny idiota, a serce mu napierdala, dłonie mu się pocą, więc co chwilę wyciera je o spodnie, żeby nie zauważyła, jak bardzo jest zestresowany. Cała historia od momentu, gdy zobaczył ją po raz pierwszy w warsztacie, aż po te tygodnie żałosnego skomlenia o randkę, sprowadza się do jednego wieczoru. Właśnie otwierają się drzwi do restauracji, unosi głowę, czując, jak zaciska mu się żołądek. To była Cassiopeia i szła prosto w jego kierunku.
Cassiopeia Deveraux
Ostatnio zmieniony czw wrz 03, 2026 1:48 pm przez Noah Beaumont, łącznie zmieniany 1 raz.
pączek
ktoś prowadzi moją postać bez ustaleń, nudy, braku rozwoju fabuły
27 y/o
For good luck!
175 cm
Modelka Branża modowa
Awatar użytkownika
"Nie chciałam być najjaśniejszą gwiazdą na niebie. Wystarczyło mi świecić tak, żeby ktoś w ciemności odnalazł drogę."
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn, jego
typ narracji1 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

004. Wpisanie się w grafik na siłę | Outfit
Już w chwili, kiedy wysiadłam z samochodu i spojrzałam na szyld lokalu, to poczułam lekkie rozczarowanie. Stałam przez chwilę przy aucie i zastanawiałam się, czy na pewno dostałam właściwy adres. Wyciągnęłam więc telefon z torebki i ponownie otworzyłam wiadomośćć, chociaż doskonale wiedziałam, że się nie pomyliłam. Niestety to było tutaj.
Westchnęłam sobie cicho. Co prawda nie oczekiwałam restauracji z trzema gwiazdkami Michelin oraz prywatnego stolika na dachu wieżowca i kelnera, który będzie mi podawał szampana kosztującego więcej niż przeciętny samochód. Naprawdę nie byłam aż tak oderwana od rzeczywistości. Potrafiłam wypić kawę w zwyczajnej kawiarni i zjeść lunch w miejscu, którego nazwy nie znała połowa miasta. Mimo wszystko istniała pewna granica pomiędzy skromnym miejscem a lokalem, który już od wejścia sprawiał na mnie wrażenie takiego, do którego przychodziło się tylko dlatego, że wszystkie lepsze miejsca były akurat pełne.
Być może byłam niesprawiedliwa i prawdopodobnie byłam. Nie zmieniało to jednak faktu, że to on miał wybrać miejsce. To była właściwie jedyna rzecz, o którą go poprosiłam. I już na starcie zaczynałam żałować, że nie zrobiłam tego sama. Poprawiłam pasek torebki na ramieniu i ruszyłam w stronę wejścia. Starałam się nie patrzeć na wszystko aż tak krytycznie, bo przecież nie przyszłam tutaj oceniać restauracji. Chociaż zdecydowanie miałam na to ochotę.
Nie chciałam nazywać tego randką, nawet w myślach. Samo słowo wydawało mi się zdecydowanie zbyt zobowiązujące w stosunku do czegoś, na co się zgodziłam głównie dlatego, że po którejś z kolei wiadomości uznałam, że łatwiej będzie spotkać się z Noah raz niż przez następne tygodnie regularnie odpisywać mu, że jestem zajęta. Nie byłam zresztą pewna, dlaczego tak bardzo zależało mu na tym spotkaniu.
Nasze pierwsze zetknięcie trudno było przecież nazwać idealnym. Owszem, pomógł mi, a ja nie zamierzałam tego umniejszać. Gdyby wtedy go przy mnie nie było, prawdopodobnie kompletnie bym się rozsypała. Nie musiał odkładać swoich spraw i jechać ze mną i zdecydowanie nie musiał angażować się w poszukiwania. A jednak to zrobił, dlatego zgodziłam się na dzisiejsze spotkanie.
Problem polegał jednak na tym, że wdzięczność nie sprawiała automatycznie, że zapominałam o wszystkim innym. Noah był gburowaty. Miał w sobie coś, co od pierwszych minut działało mi na nerwy. Jego sposób mówienia, zachowania i odnoszenia się do świata sprawiał, że czasami miałam ochotę spojrzeć na niego i zapytać, czy naprawdę musi traktować wszystko tak, jakby cały świat osobiście zrobił mu jakąś krzywdę. Być może dla kogoś było to urocze. Może nawet istniały kobiety, które uważały podobne zachowanie za niezwykle męskie. Ja nie należałam do żadnej z tych grup. Byłam przyzwyczajona do mężczyzn, którzy potrafili zachować się odpowiednio do sytuacji.
Noah był… inny i wcale nie byłam jeszcze pewna, czy w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Kiedy weszłam do środka, to niemal od razu wiedziałam, że moje pierwsze wrażenie dotyczące lokalu było zdecydowanie zbyt łagodne. Rozejrzałam się dyskretnie po wnętrzu i przez moment naprawdę zastanawiałam się, czy nie powinnam po prostu napisać, że coś mi wypadło. Mogłam przecież wymyślić coś wiarygodnego, na przykład, że sesja zdjęciowa przeciągnęła się do późna, albo że mój agent zadzwonił w pilnej sprawie, albo że samochód znowu się zepsuł. Ostatnia wymówka byłaby nawet zabawna. Tym bardziej że tym razem przynajmniej wiedziałabym, do kogo go odstawić. Prawie się uśmiechnęłam na własną myśl, ale szybko odsunęłam ją na bok.
Skoro już tutaj przyjechałam, to zamierzałam zostać. Dostrzegłam Noah przy jednym ze stolików i zatrzymałam się na moment, zanim ruszyłam w tamtym kierunku. Przez te kilka sekund próbowałam jeszcze raz odpowiednio się nastawić, bo może byłam wobec niego zbyt surowa. Podeszłam do stolika i odsunęłam krzesło. - Cześć - powiedziałam, zanim usiadłam.
Położyłam torebkę obok siebie i przez moment rozejrzałam się jeszcze po restauracji. Naprawdę próbowałam się powstrzymać. Wiedziałam, że wypadałoby przemilczeć swoje pierwsze wrażenie, uśmiechnąć się i zamówić coś do picia. Problem polegał na tym, że nigdy nie byłam szczególnie dobra w udawaniu zachwytu. Uniosłam lekko brwi.
- Muszę przyznać, że dokonałeś… interesującego wyboru. - przesunęłam spojrzeniem po wnętrzu, po czym ponownie skupiłam wzrok przed sobą. - Naprawdę długo zastanawiałeś się nad tym miejscem czy po prostu wybrałeś pierwsze, które pojawiło ci się w Google?
Na moich ustach pojawił się delikatny uśmiech, chociaż nie byłam pewna, czy całkowicie ukrywał moje rozczarowanie. Prawdopodobnie nie. Z drugiej strony Noah zdążył już poznać mnie w sytuacji, w której byłam spanikowana, roztrzęsiona i właściwie niezdolna do racjonalnego myślenia. Mógł więc równie dobrze zobaczyć mnie teraz trochę bardziej taką, jaka byłam na co dzień.
Sięgnęłam po menu i przez chwilę przeglądałam kolejne pozycje, próbując znaleźć coś, na co rzeczywiście miałabym ochotę, ale moje myśli bardzo szybko wróciły do prawdziwego powodu, dla którego się tutaj znalazłam. Zamknęłam więc kartę i oparłam dłonie na jej powierzchni.
- Żebyśmy mieli jasność… - zaczęłam, po czym zawahałam się na moment, bo nie chciałam zabrzmieć niewdzięcznie. Złagodziłam więc trochę ton. - Zgodziłam się przyjść głównie dlatego, że nadal pamiętam, co wtedy dla mnie zrobiłeś - przyznałam szczerze. - Nie musiałeś mi pomagać, a jednak pojechałeś ze mną szukać tego zwierzaka. - Przejechałam palcem po krawędzi menu. - Więc jestem ci za to wdzięczna. - dodałam ciszej.
Zamilkłam na kilka sekund. Właściwie to powinnam na tym zakończyć, ale tego nie zrobiłam. - Ale muszę też przyznać, że bardzo długo zastanawiałam się, czy w ogóle powinnam się z tobą spotykać. - Odchyliłam się lekko na krześle. - Jesteś trochę… - Urwałam, szukając odpowiedniego słowa, chociaż właściwie znałam je od początku - gburowaty.
Skrzywiłam się lekko. - Właściwie „trochę" jest tutaj bardzo uprzejmym określeniem. - Tym razem nie potrafiłam powstrzymać krótkiego uśmiechu. Nie mówiłam tego po to, żeby zrobić mu przykrość. Po prostu nie widziałam sensu w udawaniu kogoś, kim nie byłam. Skoro już miałam spędzić z nim wieczór, to wolałam przynajmniej wiedzieć, na czym stoję. - Dlatego potraktujmy dzisiejszy wieczór jako okazję do tego, żebyś przekonał mnie, że moje pierwsze wrażenie było błędne – powiedziałam i ponownie sięgnęłam po menu. - Chociaż wyborem restauracji zdecydowanie sobie nie pomogłeś.

Noah Beaumont
Monsieur Morrible
Nie lubię nadmiernego poganiania o posty :)
25 y/o
Welkom in Canada
188 cm
chwilowo zawieszony student psychologii więc pracuje jako mechanik samochodowy
Awatar użytkownika
„Najgorzej nie jest wtedy, kiedy coś czujesz. Najgorzej jest wtedy, kiedy wiesz, że nie powinieneś — a i tak nie potrafisz przestać.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kiedy Cassiopeia w końcu dotarła i rzuciła proste cześć, po czym odsunęła krzesło i usiadła, miał jeszcze cień nadziei. Złudzenie, że może ta jej niedostępność to tylko pancerz, z którym weszła do lokalu, a teraz, kiedy już tu byli, spróbują porozmawiać jak dwoje dorosłych ludzi. Szybko jednak sprowadziła go na ziemię, zanim w ogóle zdążył otworzyć usta, żeby odpowiedzieć na powitanie, ona już przejechała chłodnym spojrzeniem po sali, po czym uderzyła prosto we niego. Bezczelnie, prosto z mostu, kwitując wybór miejsca z takim politowaniem, jakby przyprowadził ją do baru mlecznego i zapytała, czy wybrał pierwszą lepszą knajpę z Google. Zrobiła to z tym swoim wyższym tonem, z minimalnie uniesioną brwią, dokładnie w taki sposób, w jaki ludzie z wyższych sfer dają do zrozumienia, że nie dorasta się im do pięt.
W głowie Noaha rozpętało się piekło. Czuł jak duma, ta sama, którą i tak mocno nadszarpnął, prosząc ją tygodniami o spotkanie – zaczyna się pękać. Wściekłość mieszała się z upokorzeniem. Chciał po prostu, żebyś zjedli w miłej atmosferze, a ona od pierwszej sekundy postanowiła ustawić go w roli tego gorszego. Przełknął ślinę i musiał zapanować nad oddechem, żeby nie pokazać jej, jak mocno go trafiła. Zacisnął dłonie na kolanach pod stołem, a potem podniosł wzrok.
Interesującego wyboru? – powtórzył za nią. Głos miał spokojny, wręcz chłodny, chociaż w środku wszystko w nim buzowało. Patrzył jej prosto w oczy. – Nie pytałem Google’a o radę, ale myślałem, że docenisz intencje, a nie ekskluzywność.
Zamiast odpowiedzieć sięgnęła po menu. Czekał, aż atmosfera trochę zelżeje, aż jego słowa jakoś na nią wpłynią. Złudzenia. Kiedy zamknęła kartę i oparła na niej dłonie, wiedział już, że zaraz wymierzy kolejny cios i nie mylił się. Wyłożyła karty na stół mówiąc, żeby mieli jasność – zgodziła się tu przyjść wyłącznie z wdzięczności, bo pamięta, co dla niej zrobił, bo nie musiał jej pomagać.
Wdzięczność. Nie ma chyba na świecie bardziej upokarzającego słowa dla faceta, który ma na punkcie kobiety totalnego bzika. Z trudem powstrzymał chęć parsknięcia gorzkim śmiechem. Przechylił się powoli przez stół, opierając łokcie o blat. Nie zamierzał uciekać wzrokiem.
Cassiopeio... – zaczął. – Jeśli jesteś tu tylko dlatego, że czujesz wewnętrzny przymus i po prostu zrobiło ci się głupio odmawiać w nieskończoność, to naprawdę nie musimy tego ciągnąć. Wolę jasną sytuację niż spotkanie wymuszone z litości czy wdzięczności.
Kobieta narzuciła zasady gry, łaskawie oznajmiając, że dzisiejszy wieczór to jego szansa, żeby udowodnić jej, iż się myli. Uważała, że ustawiła go do pionu, że będzie teraz skakał wokół niej, zabiegał o uśmiech, silił się na żarty i próbował zrzucić z siebie łatkę gbura, grając rolę dżentelmena, żeby tylko zasłużyć na jej aprobatę. Czuł gniew, ale jednocześnie coś jeszcze. Adrenalinę. Zrozumiał, że to jest gra. Gra o dominację, o kontrolę, o to, kto pierwszy mrugnie. Rozparł się wygodniej na krześle, założył ręce na piersi i spojrzał na nią z lekkim uśmiechem, który miał ukryć to, jak bardzo w środku jest spięty.
Gburowaty? – Zacisnął zęby, powtarzając to słowo. – Może po prostu nie mam w zwyczaju rzucać tanich komplementów i udawać kogoś, kim kompletnie nie jestem, tylko po to, żeby przypodobać się drugiej osobie od pierwszych minut. Nie jestem z twojego świata. Reaguję konkretnie wtedy, kiedy trzeba działać i brać się do roboty, a nie wtedy, kiedy trzeba robić pierwsze wrażenie na salonach przy drinku z palemką. - Przerwał na moment, spoglądając na nią. – Skoro jednak już tu jesteś i wspaniałomyślnie dałaś mi tę swoją szansę... to powiedz mi jedno – kontynuował cicho, wwiercając się w nią spojrzeniem, od którego nie mogła uciec. – Naprawdę uważasz mnie za takiego potwornego gbura, czy po prostu wygodniej ci trzymać mnie na dystans pod maseczką oceniającej księżniczki, bo najzwyczajniej w świecie boisz się sprawdzić, jaki jestem naprawdę? - Słowa zawisły w powietrzu, a Noah patrzyłem na nią bez mrugnięcia okiem, ale w głowie rozpętał mu się chaos. Co ty, kurwa, robisz, Noah? Każda normalna dziewczyna wyszłaby w tym momencie! – wrzasnął głosy rozsądku gdzieś z tyłu głowy. Ona nie była każdą normalną dziewczyną. Zaryzykował wszystko i jeśli w tej chwili zabierze torebkę i odwróci się na pięcie, zostanie tu sam z poczuciem, że spalił jedyną szansę, jaką dostał od losu, ale jeśli zostanie... jeśli chociaż na moment podejmie rękawicę, to znaczy, że nie pomylił się co do niej ani trochę. Siedział więc w milczeniu, z wyzywającym uśmiechem, i czekał na odpowiedź.
Cassiopeia Deveraux
pączek
ktoś prowadzi moją postać bez ustaleń, nudy, braku rozwoju fabuły
27 y/o
For good luck!
175 cm
Modelka Branża modowa
Awatar użytkownika
"Nie chciałam być najjaśniejszą gwiazdą na niebie. Wystarczyło mi świecić tak, żeby ktoś w ciemności odnalazł drogę."
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn, jego
typ narracji1 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Przez kilka pierwszych sekund patrzyłam na Noaha i próbowałam zdecydować, która część jego wypowiedzi zirytowała mnie najbardziej. Intencje zamiast ekskluzywności? Litość? Salony? Czy może ta oceniająca księżniczka, którą najwyraźniej zdążył sobie ze mnie zrobić po jednym spotkaniu i paru wiadomościach? Musiałam jednak przyznać, że to ostatnie określenie trafiło zdecydowanie najcelniej, chociaż nie w taki sposób, w jaki zapewne zamierzał.
Rozprostowałam plecy i oparłam się wygodnie o krzesło. Następnie spuściłam na chwilę wzrok na zamknięte menu. Najpierw chciałam odpowiedzieć równie ostro i powiedzieć mu, że skoro przez tyle czasu tak bardzo zależało mu na spotkaniu, to mógł przynajmniej nie zachowywać się teraz tak, jakby robił mi przysługę samym faktem, że wytrzyma ze mną dłużej niż pięć minut przy jednym stoliku. Mogłam również przypomnieć mu, że to on pisał do mnie niemal codziennie, mimo że moje odpowiedzi raczej nie pozostawiały szczególnie dużo miejsca na interpretację. Tylko, że właśnie wtedy zrobiłabym to, o co właśnie mnie oskarżał. A tak właściwie to nie chciałam go oceniać, zanim dałabym mu szansę cokolwiek pokazać. Być może wcześniej postąpiłam zbyt pochopnie.
Westchnęłam cicho i postukałam palcami na brzegu menu. - Wiesz co? - zaczęłam spokojniej. - Z tą restauracją rzeczywiście przesadziłam. - Nie przyszło mi łatwo przyznawanie się do tego, że zachowałam się niewłaściwie, szczególnie komuś, kto jeszcze chwilę temu nazwał mnie księżniczką. Mimo wszystko nie zamierzałam udawać, żeby było inaczej. Sama forma nie podobała mi się ani trochę, ale kiedy odsunęłam na bok urażoną dumę, to musiałam przyznać, że w jednej kwestii miał rację.
- To miejsce nie musi mi się podobać, ale mogłam zachować swoją opinie dla siebie. To było niegrzeczne z mojej strony. - Podniosłam na niego wzrok. - Więc za to cię przepraszam. - Przez krótką chwilę zacisnęłam usta, bo zanim się dalej wypowiedziałam, to musiałam dokładnie przemyśleć to, co miał usłyszeć. - Ale nie przeproszę za to, że powiedziałam ci prawdę o tym, dlaczego tutaj przyszłam.
Nie chciałam być okrutna. To właśnie dlatego wielokrotnie wcześniej odmawiałam, zamiast zgodzić się na spotkanie i udawać zainteresowanie, którego wtedy zwyczajnie nie czułam. Nie wiedziałam też, czego Noah ode mnie oczekiwał. Być może miałam uznać jego wiadomości za romantyczne albo miałam nagle zapomnieć, że przy pierwszym spotkaniu zdążył mnie kilka razy zirytować tylko dlatego, że później zachował się przyzwoicie. Pomoc, którą mi zaoferował, naprawdę wiele dla mnie znaczyła. Tyle, że nie chciałam, aby kiedykolwiek pomyślał, że coś mu za nią byłam winna.
- Wdzięczność to nie litość - powiedziałam. - Gdybym się nad tobą litowała, to nie siedziałabym teraz tutaj. Napisałabym ci kolejny raz, że jestem zajęta, a potem przestałabym odpowiadać. Przyszłam, bo zrobiłeś dla mnie coś ważnego i pomyślałam, że być może oceniłam cię zbyt szybko. To chyba całkiem spora różnica. Poza tym byłam wtedy bardzo zestresowana i mogłam niektóre rzeczy odebrać w zupełnie inny sposób niż były faktycznie. - Przechyliłam lekko głowę. - I skoro mówimy już o jasnych sytuacjach, to możemy być naprawdę szczerzy.
Poczułam, że moje wcześniejsze rozdrażnienie zaczynało powoli ustępować. Nadal irytował mnie sposób w jaki się wypowiadał oraz to, że próbował sprowadzić moje zachowanie do pieniędzy i jakiejś wymyślonej wersji mnie, której prawdopodobnie nawet nie znałam. Jednocześnie po raz pierwszy od początku spotkania miałam wrażenie, że rzeczywiście rozmawialiśmy.
- Nie potrzebuję też tanich komplementów i nie oczekuję, że będziesz przede mną udawał kogoś, kim nie jesteś. Gdybym tego chciała, to pewnie umówiłabym się z kimś, kto przez cały wieczór będzie mi opowiadał, jaka jestem piękna, a później zapyta, ilu mam obserwujących na Insta.
Sama myśl o tym sprawiła, że lekko wywróciłam oczami. Podobnych mężczyzn poznałam już wystarczająco wielu. Może właśnie dlatego Noah tak bardzo mnie drażnił, bo nie zachowywał się jak ludzie, do których byłam przyzwyczajona. Nie próbował mnie oczarować za wszelką cenę i najwyraźniej nie zamierzał również tolerować wszystkiego, tylko dlatego, że podobał się mu mój wygląd. Nie wiedziałam jeszcze, czy było to zaletą, ale pierwszy raz dopuściłam do siebie możliwość, że mogło nią być.
- Natomiast nie podoba mi się, kiedy ktoś, kto prawie mnie nie zna, sprowadza mnie do "mojego świata", pieniędzy i drinków z palemką - dodałam już poważniej. - Do o mnie też nie wiesz wystarczająco dużo, żeby stwierdzić jaka jestem.
Pytanie o to, czy trzymałam go na dystans z powodu strachu nadal siedziało mi gdzieś z tyłu głowy. Było absurdalne, a przynajmniej tak chciałam sobie powiedzieć. Nie bałam się go, tylko raczej tego, że mogłabym się pomylić. Znacznie łatwiej było uznać go za gburowatego mechanika, z którym nic mnie nie łączyło niż zastanawiać się, dlaczego mimo jego irytujących wiadomości nigdy nie zablokowałam numeru. Ta myśl zirytowała mnie jeszcze bardziej niż wszystko, to co powiedział.
- I nie - odezwałam się w końcu. - Nie boję się sprawdzić, jaki jesteś naprawdę. - Uniosłam lekko brwi. - Po prostu na razie większość dowodów rzeczywiście wskazuje na gbura. - Kącik moich ust drgnął w delikatnym uśmiechu, którego tym razem nie próbowałam ukrywać. - Ale przyznaję, że ta cała przemowa była bardziej interesująco niż twoje pierwsze wrażenie.
Ponownie otworzyłam menu i przejrzałam kilka pozycji, tym razem już bez demonstracyjnego oceniania wnętrza. - Więc zostaję - dodałam po chwili. - Tylko przestań traktować to jak rozmowę kwalifikacyjną, podczas której musisz przekonać, że zasługujesz na kolejną rundę. Ja też nie zamierzam przed tobą niczego udowadniać. - Przesunęłam wzrokiem po karcie i zmarszczyłam lekko nos. - Chociaż nadal uważam, że moglibyśmy pójść gdzieś indziej. Tego akurat nie cofam.

Noah Beaumont
Monsieur Morrible
Nie lubię nadmiernego poganiania o posty :)
25 y/o
Welkom in Canada
188 cm
chwilowo zawieszony student psychologii więc pracuje jako mechanik samochodowy
Awatar użytkownika
„Najgorzej nie jest wtedy, kiedy coś czujesz. Najgorzej jest wtedy, kiedy wiesz, że nie powinieneś — a i tak nie potrafisz przestać.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W środku czuł, jak serce bije mu mocno ze stresu, ale na zewnątrz starał się utrzymać maskę pewnego siebie faceta. Czekał na wybuch, na to, że Cassiopeia wstanie i wyjdzie, zostawiając go. Czuł satysfakcję, że zdołał przebić się przez jej chłód i zmusić ją do reakcji, nawet jeśli była to irytacja. Noah zobaczył, że Cassiopeia w końcu się opiera i patrzy na menu. Kamień spadł mu z serca. Przez ten cały czas był pewny, że dziewczyna zaraz rzuci mu w twarz, jak bardzo był namolny przez ostatnie tygodnie, po czym wyjdzie. Ta cisza z jej strony kompletnie go zaskoczyła. Zaczął zdawać sobie sprawę, że jego słowa chyba naprawdę podziałały, a najgorszy moment ma już za sobą.
Był w szoku, że dziewczyna potrafiła przyznać się do błędu. Kompletnie się tego po niej nie spodziewał i w tym momencie bardzo mu tym zaimponowała. Rozluźnił zaciśnięte pod stołem dłonie, spojrzał na nią łagodniej.
- Doceniam, że to mówisz. Dzięki. Nie spodziewałem się, że to usłyszę - powiedział, uśmiechając się do niej lekko zdezorientowany.
Patrząc na nią i słuchając tych słów, czuł, jak jego początkowy zachwyt jej szczerością znowu miesza się z irytacją. Docenił krótkie przeprosiny za zachowanie, ale ostatnie zdanie o prawdzie i wdzięczności uderzyło w jego męską dumę. Choć atmosfera zrobiła się luźniejsza, to w głowie wciąż miał myśl, że przyszła tu z przymusu, a to psuło mu humor.
- Przeprosiny przyjmuję - odpowiedział, a jego głos, choć spokojny, znowu stał się nieco twardszy. - Ale z tą prawdą o wdzięczności dalej mocno przesadzasz. Skoro tak bardzo boli cię to spotkanie, to po co w ogóle marnujesz swój wieczór? - Siedział nieruchomo, obserwując jej twarz i czekając na jakąkolwiek reakcję. W głowie wciąż krążyły myśli o tym, jak bardzo go upokorzyło jej gadanie o długu wdzięczności. Czuł się fatalnie z myślą, że dziewczyna, na punkcie której oszalał, widzi w nim jedynie natręta albo faceta, który oczekuje zapłaty za to, że zachował się jak człowiek i jej pomógł. Ta przeciągająca się cisza tylko pogłębiała jego frustrację i poczucie, że to spotkanie od samego początku było skazane na porażkę.
- Skoro mamy być szczerzy, to powiem ci pierwszą rzecz: pisałem do ciebie codziennie, bo od naszego pierwszego spotkania kompletnie zawróciłaś mi w głowie. I wcale nie oczekiwałem wdzięczności za to, co dla ciebie zrobiłem. Chciałem po prostu sprawdzić, czy pod tym pancerzem, który teraz nosisz, jest ta sama dziewczyna, którą wtedy poznałem. - Kamień spadł mu z serca, bo zrozumiał, że ona naprawdę nie przyszła tu z litości. Patrzył na nią, czując, jak złość przegrywa z fascynacją, która nie pozwalała mu o niej zapomnieć przez ostatnie tygodnie. Skoro zaproponowała szczerość, nie zamierzał stać z boku i czekać na jej ruch.
Przez głowę przemknęła mu myśl, że ta kłótnia była im potrzebna, bo zamiast rzucania sztucznych uprzejmości w końcu pogadali jak dorośli ludzie. Poczuł ulgę i satysfakcję, że nie pękł na samym początku i przetrzymał najgorsze ciśnienie. Teraz był już spokojny i gotowy na to, co wydarzy się dalej. Usłyszenie, że ona wcale nie szuka napuszonych facetów, mocno go podbudowało. Poczuł się przy niej o wiele pewniej, a przez głowę przemknęła mu myśl, że pod tą niedostępną maską kryje się naprawdę wartościowa dziewczyna. Oparł się wygodniej na krześle, uśmiechnął się już zupełnie szczerze i rozluźniony powiedział:
- I bardzo dobrze, bo szkoda czasu na takie tanie gierki. Cieszę się, że jesteś ponad to. Wygląda na to, że jednak mamy ze sobą więcej wspólnego, niż na początku myślałaś. - Pomyślał sobie, że dobrze zrobił, nie dając wejść sobie na głowę na samym początku. Siedział wygodnie i po raz pierwszy od wejścia do restauracji poczuł, że ma ochotę z nią normalnie pogadać.
Uwaga o tym, że też ocenił ją zbyt powierzchownie, trafiła w punkt. Zrobiło mu się głupio, że tak łatwo wrzucił ją do jednego worka z bogatymi ludźmi z salonów, o których nie miał pojęcia. Przestał się uśmiechać, oparł dłonie na blacie i popatrzył na nią ze skruchą, ale i ze szczerością. Chciał to naprawić, bo zależało mu na tym, żeby go dobrze zrozumiała.
- Masz rację, przepraszam - powiedział, patrząc jej w oczy. - Oceniłem cię po pozorach i to było słabe. Po prostu z góry założyłem, że taka dziewczyna jak ty uzna mnie za gościa z gorszej kategorii. Ale skoro już wyjaśniliśmy sobie te wszystkie uprzedzenia, to może faktycznie czas, żebyśmy dowiedzieli się o sobie czegoś prawdziwego? - Widok jej delikatnego uśmiechu sprawił, że serce zabiło mu mocniej. Pomyślał, że ryzykowna przemowa jednak się opłaciła. Też się uśmiechnął, rozparł się wygodniej na krześle i powiedział z lekkim rozbawieniem - Czyli oficjalnie wciąż jestem gburem, ale przynajmniej takim, który cię nie nudzi. Dobra, od czegoś trzeba zacząć. Skoro pierwsze wrażenie i tak już leży, to teraz mogę się już tylko postarać, żeby te kolejne dowody były dla mnie trochę lepsze.
Kiedy usłyszał, że dziewczyna zostaje, poczuł dumę, że nie stchórzył. Widok tego, jak marszczy nos na menu, szczerze go rozbawił. Rozluźnił się już całkowicie, chwycił swoją kartę i powiedział z uśmiechem - Będę po prostu sobą. A co do knajpy... zjedzmy chociaż po przystawce, żeby nie było, że uciekliśmy z pustymi brzuchami, a jak jedzenie okaże się tak kiepskie, jak myślisz, to obiecuję, że deser zjemy już tam, gdzie ty wybierzesz, co ty na to?

Cassiopeia Deveraux
pączek
ktoś prowadzi moją postać bez ustaleń, nudy, braku rozwoju fabuły
27 y/o
For good luck!
175 cm
Modelka Branża modowa
Awatar użytkownika
"Nie chciałam być najjaśniejszą gwiazdą na niebie. Wystarczyło mi świecić tak, żeby ktoś w ciemności odnalazł drogę."
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn, jego
typ narracji1 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Przez moment nie odpowiedziałam na jego pytanie o to, po co właściwie marnowałam tutaj swój wieczór. Sformułowanie było zaczepne i z łatwością mogłam się go uczepić, szczególnie że dopiero co próbowałam uspokoić atmosferę. Zamiast tego przesunęłam wzrokiem po menu, chociaż nie przeczytałam nawet jednej z zapisanych tam pozycji. Właściwie sama mogłam sobie zadać dokładnie to samo pytanie. Dlaczego tutaj przyszłam?
Wdzięczność była najprostszą i najwygodniejszą odpowiedzią. Dzięki niej nie musiałam przyznawać przed sobą, że oprócz tego istniała zwyczajna ciekawość. Noah drażnił mnie od pierwszego spotkania, ale jednocześnie trudno było mi całkowicie wyrzucić go z głowy. Nie pomagały oczywiście jego regularne wiadomości, jednak przecież mogłam zakończyć to znacznie szybciej i przestać odpowiadać albo zwyczajnie powiedzieć mu, żeby dał mi spokój. Nie zrobiłam jednak żadnej z tych rzeczy.
- Nie boli mnie to spotkanie - odpowiedziałam w końcu, podnosząc wzrok. - Gdyby naprawdę tak było, to nie przyszłabym tutaj. Możesz być spokojny, bo potrafię odmawiać ludziom bez większych wyrzutów sumienia. - Delikatnie się uśmiechnęłam. - Tobie też odmawiałam całkiem sprawnie przez kilka tygodni.
Nie miałam zamiaru już po raz kolejny wracać do wdzięczności. Powiedziałam, dlaczego początkowo zgodziłam się tutaj przyjść, ale z każdą kolejną minutą zaczynałam rozumieć, że powód, dla którego nadal siedziałam przy tym stoliku, był trochę inny.
Kiedy Noah powiedział wprost, że zawróciłam mu w głowie, to na chwilę kompletnie mnie zatkało. Zazwyczaj takie słowa padały w zupełnie innych okolicznościach. Noah widział mnie wtedy, kiedy nie wyglądałam ani nie zachowywałam się jak ktoś, komu szczególnie zależało na robieniu dobrego wrażenia. Byłam spanikowana, roztrzęsiona i skupiona wyłącznie na rannym zwierzęciu. Nie myślałam o tym, jak wyglądałam, co mówiłam ani jakie wrażenie robiłam. I właśnie do tamtej wersji mnie teraz nawiązywał, a to poruszyło mnie bardziej niż chciałam mu pokazać.
- To chyba najbardziej bezpośredni sposób, w jaki ktoś ostatnio powiedział mi, że mu się podobam - przyznałam z lekkim rozbawieniem. - I skoro już jesteśmy przy tamtym dniu, to nie noszę żadnego pancerza.
Powiedziałam to odruchowo, ale niemal od razu zaczęłam się zastanawiać, czy rzeczywiście była to prawda. Nie czułam potrzeby odgradzania się od ludzi ani ukrywania przed światem. Byłam jednak ostrożniejsza niż kilka lat temu, ponieważ nauczyłam się, że zainteresowanie nie zawsze oznaczało zainteresowanie mną. Nic dziwnego, że z czasem zaczęłam sprawdzać ludzi trochę dokładniej.
- Po prostu nie zachowuję się wobec każdego tak samo - dodałam spokojniej. - Wtedy nie miałam czasu zastanawiać się, co o mnie pomyślisz. Byłam przerażona tym, że zrobiłam krzywdę zwierzęciu. Teraz mam trochę więcej czasu na analizowanie tego, z kim siedzę przy stole. - Uniosłam lekko brwi. - Być może nawet za dużo.
Nie mogłam nie zauważyć ironii sytuacji. Kilkanaście minut temu sama oceniłam restaurację praktycznie od progu, Noah ocenił mnie na podstawie tego, jak wyglądało moje życie, a teraz oboje próbowaliśmy przekonać siebie nawzajem, że nie warto było kierować się pierwszym wrażeniem. Przynajmniej jego przeprosiny sprawiły, że zeszła ze mnie wcześniejsza irytacja.
- Dziękuję - powiedziałam po prostu. - I przyjmuję.
Nie zamierzałam rozciągać tego momentu bardziej niż było to potrzebne. Sama przed chwilą oczekiwałam, żeby Noah nie budował całej mojej osobowości na podstawie kilku szczegółów. Skoro potrafił przyznać, że zrobił dokładnie to samo, to nie widziałam powodu, żeby nadal mieć mu to za złe. Jego stwierdzenie o tym, że mogliśmy dowiedzieć się o sobie czegoś prawdziwego, wywołało we mnie lekkie rozbawienie.
- Czyli teraz przechodzimy do właściwej części spotkania? - zapytałam. - Dobrze wiedzieć, że pierwsze kilkanaście minut było tylko eliminacjami.
Zamknęłam menu i odłożyłam je na stolik. Dopiero teraz zaczynałam czuć, że rzeczywiście chciałam tu zostać. Nie dlatego, że należało mu się spotkanie za pomoc. Nawet nie dlatego, że obiecałam sobie dać mu szansę. Po prostu rozmowa zrobiła się bardziej interesująca.
- A skoro rzeczywiście mamy dowiedzieć się czegoś prawdziwego, to nie zamierzam pytać cię o ulubiony kolor ani o to, gdzie widzisz siebie za pięć lat - powiedziałam. - Zacznijmy od czegoś prostszego.
Przez chwilę zastanawiałam się, o co właściwie chciałam zapytać. O jego pracy wiedziałam niewiele poza tym, co sama zobaczyłam w warsztacie. Mogłam zapytać o rodzinę, ale wydawało mi się to zbyt osobiste jak na początek. Poza tym jedno pytanie siedziało mi w głowie właściwie od chwili, kiedy zgodziłam się na to spotkanie.
- Dlaczego aż tak ci zależało? - zapytałam w końcu. - I nie chodzi mi o to, że ci się podobam. To już ustaliliśmy. Bardziej zastanawia mnie, dlaczego po kilku odmowach nadal pisałeś - Nie powiedziałam tego z pretensją, bo byłam tego naprawdę ciekawa. - Większość facetów uznałaby, że nie ma sensu próbować dalej. Ty najwyraźniej potraktowałeś to jak wyzwanie. - Uśmiechnęłam się lekko. - Albo rzeczywiście jesteś znacznie bardziej uparty niż początkowo sądziłam.
Na propozycję dotyczącą jedzenia ponownie otworzyłam menu, już tym razem z rzeczywistą intencją znalezienia czegoś do zamówienia.
- Dobrze. Przystawka tutaj - zgodziłam się. - Ale jeśli okaże się tragiczna, to nie chcę później słyszeć, że próbowałam cię ostrzec. - Przesunęłam palcem po jednej z pozycji, po czym uniosłam wzrok. - A deser wybieram ja. Potraktuj to jako pierwszy test tego, czy naprawdę potrafisz być mniej gburowaty.
Tym razem uśmiechnęłam się już bez większego oporu. Nadal trochę uważałam, że Noah był gburowaty i w sumie nie wiedziałam, czy po tym wieczorze będę chciała zobaczyć go ponownie. Jednak przynajmniej przestałam spoglądać na zegarek i zastanawiać się, kiedy wypadało zakończyć nasze spotkanie. Na ten moment to wystarczało.

Noah Beaumont
Monsieur Morrible
Nie lubię nadmiernego poganiania o posty :)
25 y/o
Welkom in Canada
188 cm
chwilowo zawieszony student psychologii więc pracuje jako mechanik samochodowy
Awatar użytkownika
„Najgorzej nie jest wtedy, kiedy coś czujesz. Najgorzej jest wtedy, kiedy wiesz, że nie powinieneś — a i tak nie potrafisz przestać.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ta przeciągająca się cisza, kiedy gapiła się w menu i nic nie mówiła, prawie go wykończyła. Siedział, czekając na wybuch i spodziewając się, że jego zaczepka o marnowanie wieczoru doszczętnie wszystko spaliła. Kiedy jednak Cassiopeia podniosła wzrok i rzuciła z uśmiechem, że potrafi sprawnie odmawiać i robiła to przez parę tygodni, poczuł, jak schodzi z niego całe ciśnienie. Kamień spadł mu z serca. Poczuł ulgę na myśl, że dziewczyna naprawdę nie kłamie, nie przyszła tu z litości ani z przymusu, tylko same tego chciała. Jego męska duma przestała w końcu krwawić, a złość wyparowała. Oparł się o stół, a na jego twarzy pojawił się pierwszy, niemal niezauważalny uśmiech ulgi.
- Dobrze wiedzieć. Kamień z serca, bo przez moment myślałem, że zaraz rzucisz we mnie tym menu i wyjdziesz - odezwał się, a jego głos stracił dotychczasową szorstkość. - Cieszę się, że jesteś tu z własnej woli, a nie dlatego, że zrobiło ci się mnie żal.
Słuchał dalej, nie spuszczając z niej wzroku, a słysząc jej rozbawienie i słowa o najbardziej bezpośrednim sposobie, poczuł, jak kąciki jego ust same unoszą się wyżej. Trafił w punkt i widział to po jej minie. Kiedy zaprzeczyła, że nosi pancerz, a potem dodała, że teraz po prostu potrzebuje czasu na analizowanie faceta, z którym siedzi przy stole, poczuł narastającą pewność siebie. Zrozumiał, że wcale go nie skreśliła, po prostu badała grunt, bo był dla niej kimś zupełnie obcym i niepasującym do jej codziennego świata. Skoro poświęcała czas na analizę, to znaczy, że nie był jej obojętny, a to cholernie mu schlebiało. Podobało mu się, że potrafi bronić swoich granic. Pokiwał lekko głową, przyjmując jej argument.
- Dla mnie ten twój brak czasu to był pancerz jak stąd do Hollywood, ale dobra, nie kłócę się - rzucił z lekkim rozbawieniem, po czym spoważniał na moment, patrząc jej prosto w oczy. - A co do analizowania sytuacji... cieszę się, że w ogóle dajesz sobie na to czas. Myślałem, że po pierwszych pięciu minutach uznasz mnie za kolesia z zupełnie gorszej ligi i po prostu uciekniesz.
Oficjalne przyjęcie przeprosin zrzuciło z jego barków ostatnie resztki napięcia, i zaskoczyło go, jak szybko potrafiła zmienić front z lodowatej, niedostępnej dziewczyny w kogoś, z kim naprawdę da się pogadać. Widok zamykanego menu i jej skupiony wzrok dały mu jasny sygnał, że najgorszy kryzys mają za sobą. Poczuł dumę, że nie pękł na początku i przetrzymał to najgorsze.
- Szkoda czasu na takie tanie gierki, więc cieszę się, że jesteś ponad to - odpowiedział, nadrabiając miną, by ukryć, jak bardzo poprawił mu się humor. - Wygląda na to, że jednak mamy ze sobą więcej wspólnego, niż na początku myślałaś. No i całe szczęście, że oficjalnie przeszedłem do kolejnej rundy tych twoich eliminacji.
Jej kolejne pytanie o powód jego uporu totalnie go jednak zaskoczyło i zmusiło, żeby na moment zamilkł. Przez głowę przemknęła mu myśl, czy nie wyjdzie na totalnego psychola, jeśli wyłoży karty na stół. Poczuł lekkie zażenowanie na wspomnienie tych wszystkich wieczorów, kiedy po piwie kasował i pisał wiadomości na nowo, walcząc z własną godnością i myśląc, że zachowuje się jak idiotyczny natręt. Skoro pytała, postanowił odpowiedzieć tak szczerze, jak tylko potrafił.
- Czyli oficjalnie wciąż jestem gburem, ale przynajmniej takim, który cię nie nudzi. Dobra, od czegoś trzeba zacząć - zaczął z lekkim uśmiechem. - Pisałem, bo od tamtego dnia w warsztacie nie mogłem przestać o tobie myśleć. Po prostu. Większość pewnie by odpuściła po pierwszej czy drugiej odmowie, wściekałem się na samego siebie, ale coś mi mówiło, że muszę cię poznać bliżej. I patrząc na to, że teraz rozmawiamy, cholernie się cieszę, że byłem aż tak uparty.
Kiedy ponownie otworzyła menu i ostatecznie zgodziła się na układ z jedzeniem, rzucając mu wyzwanie w postaci testu z deserem, Noah w końcu całkowicie rozluźnił całe ciało. Poczuł, jak wraca mu pełen rezon i dawna, naturalna pewność siebie. Pomyślał, że choćby te przystawki miały smakować jak podeszwa, to i tak wygrał ten wieczór, bo zatrzymał ją przy stoliku i zyskał szansę na kolejną rundę.
Trzymam za słowo z tym deserem. Zamierzam ten test zdać - rzucił z zawadiackim uśmiechem, zamykając swoją kartę i odkładając ją na bok. - Skoro przystawkę mamy już dogadaną, zobaczmy, co tam właściwie serwują. Co ciekawego wybrałaś?

Cassiopeia Deveraux
pączek
ktoś prowadzi moją postać bez ustaleń, nudy, braku rozwoju fabuły
ODPOWIEDZ

Wróć do „Archeo”