ODPOWIEDZ
35 y/o
For good luck!
190 cm
Ranch foreman Ashcroft Ranch
Awatar użytkownika
Less jawin', more ridin', son.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitak
typ narracjiTrzecia
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Dawno nie był w centrum miasta. Zdążył zapomnieć jak potrafi być przytłaczające i głośne. Nawet wieczorem tętniło życiem, wylewając na ulicę przechodniów i tysiące aut. Cierpliwość i uważność Logana sprawiała, że był tak samo dobrym jeźdźcem jak kierowcą, więc dowiózł Laurenta na miejsce w jednym kawałku, ale nie uznawał tej przejażdżki za przyjemną. Prze całą drogę zastanawiał się jednak, dlaczego adwokacik milczy. Odezwał się raptem parę razy żeby poinstruować gdzie jechać i to by było na tyle. Zdecydowanie dziwne, bo zwykle usta mu się nie zamykały, a teraz nie wyglądał nawet na smutnego. Logan parę razy bliski był zapytania o powód tego milczenia, ale nie miał pojęcia jak zacząć. Nigdy nie był dobry w gadki-szmatki, a po wczorajszej nocy tym bardziej czuł się niezręcznie. Ostatecznie więc, milczał razem z nim. Dla niego taki stan rzeczy był w końcu zupełnie naturalny.
Zatrzymał się na parkingu w okolicy jednego z wielu bezosobowych wieżowców, a poproszony o pomoc w zaniesieniu na górę jednego z pudeł, bez zastanowienia ściągnął je z paki i ruszył za Laurentem na klatkę schodową, a potem do windy. We wnętrzu całkiem luksusowego apartamentowca, facet w kowbojskim kapeluszu, wytartych dżinsach i wyblakłej koszulce, prezentował się jak przebieraniec. Jakaś kobieta w garsonce, właśnie wychodząca z windy, obejrzała się na niego, na co Logan w ogóle nie zwrócił uwagi, przytrzymując butem drzwi, żeby się nie zamknęły.
Cierpliwie odczekał aż stalowa klatka zawiezie ich na odpowiednie piętro, wciąż niczego nie przeczuwając. Nawet gdy Laurent zamknął za nimi drzwi mieszkania w niczym nie przypominającego przytulnych wnętrz posiadłości Ashcroftów, nadal uważał to za coś zupełnie naturalnego.
Postawił pudło na niskim stoliku kawowym i rozejrzał się. Mieszkanie było... brzydkie. To znaczy, po prostu nie w jego stylu. Zimne, minimalistyczne i bezosobowe. Wiedział od Luke'a, że Laurent jedynie je wynajmuje, więc może dlatego prezentowało się tak bezdusznie.
Zresztą, to nie jego sprawa jak tam adwokacik lubi mieszkać. Ale zdecydowanie lepiej pasował do tego wnętrza, niż on.
Zapytany, czy czegoś się napije, pokręcił głową.
- Nie, dzięki. Będę już wracać - mruknął, kierując się do drzwi. Zaczynał sądzić, że to naprawdę była tylko zwykła, koleżeńska przysługa. Ulżyło mu, a jednocześnie poczuł dziwne ukłucie zawodu. Odepchnął je od siebie natychmiast. Przecież to dobrze, że Lance zostaje u siebie. Im obu przyda się chwila dystansu przed tym, co wreszcie postanowią o przyszłości rancza. Bo jakaś decyzję musieli podjąć.
Odwrócił się przy drzwiach, spoglądając na niego poważnie. To znaczy, poważniej niż zwykle. Miał w głowie tak wiele słów, ale żadne nie wybrzmiały. Nie znajdował dla nich odpowiedniej formy, więc zdecydował się tylko na krótką prośbę:
- Odezwij się, jak coś postanowisz.

Laurent Ashcroft
29 y/o
For good luck!
184 cm
właściciel Ashcroft Ranch
Awatar użytkownika
Let's see which one of us is harder to outlast.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie było opcji, żeby Logan wszystko to robił nieświadomie. Laurent z niedowierzaniem obserwował, jak ten widowiskowo wylewa sobie wodę na kark. Mokra koszulka przylgnęła do atletycznej sylwetki, sprawiając, że gwałtownie wypuścił powietrze przez nos. Callahan musiał robić to specjalnie. Nie można być tak nonszalancko seksownym i nie zdawać sobie z tego sprawy.
Skupił się na profesjonalnym przedstawieniu Loganowi wszystkich opcji, które zostawił im testament Luke’a, ale nie oderwał od niego spojrzenia. Odpowiedział krzywym uśmiechem, gdy ten bez skruchy zareagował na wzmiankę o swoim przedstawieniu przez rzeczoznawcą i lekko pokręcił głową z udawanym niezadowoleniem. Wilgotny materiał podkreślił twarde mięśnie, których ciężar Laurent poznał poprzedniej nocy. Pociemniał tam, gdzie były ich zagłębienia, w które najchętniej wcisnąłby język.
Robiło mu się gorąco, a jednocześnie był zażenowany własną słabością.
Brew lekko mu drgnęła na wzmiankę o współpracy. Callahan był uparty. W ten sam sposób, co jego ojciec. W milczeniu i zaciętą miną stawiał na swoim. Nie krzyczał, nie szarpał się, nie narzekał, po prostu robił to, co w jego mniemaniu było słuszne.
Powinien być na niego wściekły za to, że odebrał mu dziedzictwo i kilka milionów, ale zamiast tego wpatrywał się w jego wargi i marzył o kolejnym pocałunku, jakby tyle wystarczyło, żeby mu wybaczył. To miał na wyciągnięcie ręki. Wystarczyło zrobić pół kroku do przodu i po to sięgnąć. Powstrzymywała go jednak przyzwoitość. Nie chciał, by ktoś ich zobaczył, a potem doniósł o wszystkim Travisowi.
Dlatego potrzebował znaleźć się z Loganem sam na sam bez obawiania o ewentualnych świadków. Spodziewał się, że mężczyzna będzie unikał rozmowy o tym, co wydarzyło się ostatniej nocy, ale w stylu Laurenta nie było mu na to pozwolić.
Jasne. Spakuję w tym czasie dokumenty — stwierdził, zdejmując kapelusz i wciskając go Loganowi z powrotem na głowę. Udał się prosto do biura. Zapakował najważniejsze dokumenty w dwa duże kartony, zamierzał się im przyjrzeć w wolnej chwili w Toronto i poszukać rozwiązania, które mogłoby pozwolić im uratować ranczo przed finansową katastrofą.
Nie dlatego że miał zamiar wcielić ten plan w życie albo spełniać wolę zmarłego ojca. Robił to jedynie dla wprawy, by samego siebie sprawdzić.
Poprosił Logana, by pomógł mu jeden z tych wielkich kartonów zapakować do samochodu, drugi wniósł sam i postawił na tylnym siedzeniu. Zajął miejsce po stronie pasażera i odruchowo włączył radio. Nie słuchał jednak muzyki, ani wiadomości, wszystko to tworzyło jedynie szum, przez który cisza była łatwiejsza do zniesienia. Patrzył przed siebie i zastanawiał się, jakim cudem w ogóle zaczął dopuszczać możliwość zostania na ranczu. Naprawdę zamierzał zrezygnować z tego, na co tak ciężko pracował, bo spodobał mu się jakiś facet?
Kątem oka spojrzał na Logana, który w skupieniu prowadził samochód. Zirytowany zacisnął wargi, choć tak naprawdę rozczarowany był samym sobą. Wydawało mu się płytkie rzucać wszystko dla kolesia. Nigdy nie sądził, że może w ogóle rozważać podobną głupotę. Wcisnął plecy mocniej w fotel, opierając policzek na dłoni z ciężkim westchnieniem.
Jutro miał zacząć wymarzoną pracę. Wszystko, co robił do tej pory, niemal trzydzieści lat ciężkiej harówki, było właśnie po to. I co? Miałby to zaprzepaścić?
Najwyraźniej.
Pokierował Logana na parking podziemny, zabrał jedno z ciężkich pudeł i ruszył do winy. Oparł się w niej barkiem o ścianę, spoglądając w odbicie w lustrze.
Nie lubisz wind? — zapytał, bo Callahan wydawał się nieswój, od kiedy wjechali do centrum. Na szczęście hałas i chaos wielkiego miasta zostawili za sobą już po wejściu do mieszkania, w którym panowała cisza, zdumiewający porządek i unosił się zapach herbacianego odświeżacza powietrza.
Apartament przypominał pokój w luksusowym hotelu. Kosztował krocie, a widok z okien zawsze budził zazdrość pośród znajomych Ashcrofta. Odstawił pudło obok kartonu Logana i wyprostował się, rozglądając po minimalistycznym i niezbyt przytulnym wnętrzu, które miało w sobie coś z galerii sztuki nowoczesnej.
Logan nie pasował do tego miejsca i właśnie przez ten kontrast wydawał się jeszcze bardziej pociągający.
Rzeczywisty.
Chcesz coś do picia? — zapytał, kierując się w stronę barku, ale zatrzymał wpół drogi i obrócił w kierunku mężczyzny z odrobinę pobłażliwym uśmiechem i wymownie spojrzał spod brwi. — Dobrze. Też wolę od razu przejść do rzeczy — rzucił swobodnie, rozpinając kołnierzyk koszuli i wyjmując ją z materiałowych spodni. Sięgnął do nadgarstka, by zająć się również mankietami.
Nie zamierzał mówić mu, że przez całe życie nie pozwolił, by ktoś kierował jego wyborami, więc teraz też nie zamierza ulegać presji zmarłego ojca. To mogłoby zepsuć klimat.
Zaczekaj, nie widziałeś jeszcze sypialni — mruknął, gdy stanął już przy nim i zahaczył palec o krawędź jego paska. Podniósł głowę i lekko ją przechylił, zatrzymując spojrzenie na poważnej twarzy. — Jest równie brzydka, jak reszta tego mieszkania, ale z tobą w łóżku będzie jedynym miejscem na ziemi, w którym chcę dzisiaj być — pociągnął go lekko za pasek w kierunku dużych, przesuwanych drzwi. Na swoim terenie zachowywał się dużo pewniej, a jego ruchy nabrały zmysłowej powolności i miękkości.
Po drodze kręcił leniwie biodrami, puścił pasek i rozpiął do końca koszulę. Pozwolił, by zsunęła mu się z barków na ziemię i lekkim gestem rozsunął drzwi do przestronnej sypialni z dużym, niskim łóżkiem, urządzonej przede wszystkim w ciemnym graficie i czerni ze złotymi akcentami. Nad materacem znajdował się ogromny żyrandol, po jednej jego stronie przeszklona szyba z widokiem na miasto, a po drugiej wbudowana szafa z lustrami.
Laurent dostosował oświetlenie, nadając mu złotej, intymnej barwy. Włączył też cichą muzykę, w kilku kliknięciach tworząc romantyczny klimat. Mieszkanie może i było mało przytulne, ale bardzo nowoczesne i miało liczne udogodnienia.
Daj spokój, Logan — stwierdził rozbawiony, obejmując go za szyję, a drugą dłoń przykładając do policzka. Pocałował go tak, jak miał ochotę na padoku. Cieszył się miękkością jego dolnej wargi. Zassał się na niej na długo, dopiero potem pogłębiając pieszczotę i wypełniając jego ciepłe, wilgotne wargi językiem. Zdjął mu kapelusz i założył sobie na głowę. — Przecież jakaś część ciebie musiała wiedzieć, po co tu jedziesz — pogłaskał go po policzku z czułością. Przesunął dłonie przez jego boki w dół na krawędź koszulki. — Chciałeś tego — pociągnął materiał lekko w górę, by pozbawić go bluzki, którą rzucił w bok, oparł dłoń na jego torsie i lekko pchnął na łóżko. — I byłbyś rozczarowany, gdybym po prostu pozwolił ci wrócić do domu.

Logan Callahan
35 y/o
For good luck!
190 cm
Ranch foreman Ashcroft Ranch
Awatar użytkownika
Less jawin', more ridin', son.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitak
typ narracjiTrzecia
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Nie lubię - przyznał, nie rozwijając tematu. Czuł się nieswojo w małych przestrzeniach, tak samo jak w centrach wielkich miast i apartamentach z zapierającym dech w piersiach widokiem na panoramę nocnego miasta. Nie pasował do nich i nie chciał pasować. Od morza sztucznych gwiazd w dole, wolał bezkres nieba nad głowami i jego gwiazdy. Prawdziwe.
Nie chciał tu być, dlatego bez większego żalu skierował się do wyjścia. Ulga wypierała rozczarowanie szybciej z każdym krokiem, a Logan tłumaczył sobie, że to dobrze. Tak powinno być. Połowę życia wypierał fascynacje, więc i teraz da radę. To jedna z rzeczy, w której był naprawdę dobry, ale sugestywny ton Laurenta bardzo szybko zawrócił bieg jego myśli.
Mógł się tego spodziewać. Powinien się tego spodziewać po kimś takim, jak on.
I spodziewał się.
Gdzieś w głębi swojej zdeprawowanej duszy. Bo chciał tego.
Stężał, zanim jeszcze Laurent się zbliżył. Odwrócił się od drzwi i z zaciśniętą szczęką, patrzył jak bez pośpiechu rozpina mankiety swojej koszuli.
Co ty robisz? - mruknął szorstko, czując nagłą suchość w ustach.
Od wczorajszej nocy był drażliwy i skołowany. Rozbudzone ciało nie chciało go słuchać, nawet gdy pracował. Wystarczyła jedna myśl, żeby zrobił się twardy, jedno wspomnienie tego, jak Laurent rozpadał mu się w ramionach, jak drżał, kiedy jego fiut pulsował mu w dłoni, tryskając gorącym spełnieniem. Każde bezwstydne słowo jakie potem padło, przypominało mu, że noc ma konsekwencje.
I teraz te konsekwencje rozbierały się przed nim. Nonszalancko. Trzeźwo. I tak wkurzająco świadomie.
Logan z trudem przełknął ślinę. Nie potrafił odwrócić wzroku. Wyjść. Wrócić do domu. Zapomnieć.
Mógł jedynie patrzeć na tę piękną katastrofę, do której sam doprowadził.
Szeroka pierś pod luźną koszulką uniosła się, kiedy wziął oddech i wstrzymał go, tężejąc gwałtownie jak wsunięta do wody, rozgrzana stal. Jakby nie ufał samemu sobie. Bo tak było. Gdy Laurent zbliżył się, bezczelnie zaczepiając palcami pasek jego spodni, Logan był już twardy. Wystarczyła sama sugestia i to bezczelne spojrzenie, by całe jego ciało spięło się w oczekiwaniu. By pod szorstkim dżinsem bezwstydnie zarysowało się podniecenie.
Przestań.
Nie poznawał własnego głosu. To nawet nie było słowo. Przypominało zwierzęcy warkot wycedzony przez zęby. A potem było jeszcze gorzej.
Laurent - warknął ostrzej, gdy on roztaczał przed nim wizję wspólnej nocy tak łatwo, jakby planował to od początku.
Mógł się zaprzeć. Powinien to zrobić. Złapać go za nadgarstek, odtrącić, przemówić do cholernego rozsądku, który najwyraźniej zagubił w tej swojej pedalskiej główce. Mógł mu nawet przywalić. Mógł tak wiele, by temu zapobiec i uciąć to raz na zawsze.
I nie zrobił tego.
Po raz kolejny.
Zakurzone buty oderwały się od lśniącej podłogi i podążyły za przewodnikiem. Jak cholerny pies na smyczy, zahipnotyzowany zmysłowym ruchem jego bioder, robił krok za krokiem ku własnej zgubie. Laurent musiał przyłapać go na tym spojrzeniu, bo gdy się odwrócił, rozpinając przed nim resztę guzików, pociemniały wzrok Logana ciężko oderwał się od jego bioder, sunąc w górę, cholernie powoli, przez płaski brzuch, nagą pierś aż na usta. Tam zatrzymał się na dłużej, zanim dotarł do oczu. Wtedy, widząc w nich bezczelną satysfakcję, nerwowo oblizał dolną wargę i z irytacją obrócił w bok głowę.
Prychnął pod nosem.
Nie przekroczył progu sypialni. Nawet na nią nie spojrzał. Stał przed rozsuniętymi szeroko drzwiami, patrząc na porzucony materiał koszuli u swoich stóp i zastanawiał się, jak ostatni idiota, czy gdyby ją podniósł, to czy wciąż byłaby rozgrzana jego ciepłem? Jakby to miało teraz jakiekolwiek znaczenie.
Nagłe pojawienie się muzyki, ściągnęło jego uwagę. Spojrzał na Laurenta, nonszalancko odrzucającego pilota i pokonującego przestrzeń z fascynującą lekkością. Poruszał się swobodnie, bez najmniejszego śladu skrępowania, świadom swojej seksualności z drażniącą brawurą. Logan nigdy nie przypuszczał, że mężczyzna może mieć w sobie tyle cholernej zmysłowości, i że ta zmysłowość może tak silnie na niego działać. Że może go zachwycać. Bo Laurent był bezczelnie piękny z ramionami ozłoconymi ciepłym blaskiem lamp i linią obojczyków, na których załamywało się światło. Z ustami wygiętymi w kuszącym, zuchwałym uśmiechu i oczami, w których widział bezgraniczną, niepohamowaną fascynację. Jeśli myślał, że trudno było oprzeć się pijanemu Laurentowi, to właśnie przekonał się, że nie miał o niczym pojęcia. Bo Laurent, który doskonale wiedział, co robi, był po stokroć bardziej… niebezpieczny.
Logan zacisnął pięści, szczęki i powieki, jakby zbierał cierpliwość. Opalone przedramiona napięły się i nie rozluźniły, gdy Laurent nie martwiąc się o nic, przylgnął do jego napiętego do granic możliwości ciała, dalej je drażniąc. Chciał go złamać. A Logan był niebezpiecznie blisko decyzji, by mu na to pozwolić.
- Laurent, nie masz pojęcia… - wycedził, ale resztę słów zdusiły jego wargi. Jezu Chryste. Ten facet nie miał za grosz przyzwoitości. Ani rozsądku. I co najgorsze, pozbawiał rozsądku także Logana, który łamiąc się pod naporem jego i własnych pragnień, objął go w pasie i wydając niski pomruk, rozchylił wargi, pozwalając by wsunął między nie ten swój niewyparzony język. Dzisiaj smakował inaczej, tak samo jak cały pocałunek. Rozmysłem, nie desperacją. Obaj byli tego świadomi. Tak samo jak tego, dlaczego się tu znaleźli.
Pocałował go głęboko, boleśnie świadom jak wspaniałe jest to uczucie i że wcale nie chce przestawać. Ale musiał. To nie mogło… nie mogli. Po prostu nie.
Nie odezwał się. Oblizał jedynie usta, patrząc na niego poważnym, twardym wzrokiem, ale kiedy sięgnął do jego koszulki z oczywistym zamiarem jej zdjęcia, zamknął jego nadgarstki w silnym chwycie własnych dłoni i odciągnął od siebie. Oddychał szybciej, a wargi wciąż miał mokre od pocałunku. Prześlizgnął wzrokiem po gładkiej piersi z tą samą cichą admiracją i zatrzymał go na jego oczach.
Nie jesteś przyzwyczajony do domowy, co?
Nie warczał już, nie miotał się. I w tym opanowaniu było coś kojącego i zapewne drażniącego. Trzymał zdecydowanie, ale nie mocno i gdyby Laurent chciał się wyrwać, pozwoliłby mu na to.
- Jak ty to sobie wyobrażasz? - wychrypiał, sunąc spojrzeniem po jego twarzy, szukając na niej oznak poprzedniego zagubienia i desperacji, które pchały go do tej brawury. Ale teraz widział jedynie wyrachowanie i to go przerażało.
- Że będziemy się pieprzyć, kiedy będziesz wpadał na ranczo? A może w przerwach między pracą? Dlaczego to robisz? Nie jestem taki jak ty, Lance.
Nie był. Nie sypiał z ludźmi dla zabawy. Nie pakował się w głupie romanse. Nie pozwalał fiutowi dyktować warunków. Nawet nie był homo. Nie tak jak on. Nie mógł pozwolić sobie na życie w cieniu tęczowej flagi.
- Mam dużo więcej do stracenia.
W ostatnich słowach zabrzmiała bezsilność. Odbiła się też w spojrzeniu, kiedy zawiesił wzrok na jego ustach, a na dnie oczu pojawiła się tęsknota, z której sam nie zdawał sobie sprawy.

Laurent Ashcroft
29 y/o
For good luck!
184 cm
właściciel Ashcroft Ranch
Awatar użytkownika
Let's see which one of us is harder to outlast.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Szorstkie pytanie sprawiło, że lekko uniósł brew. Doskonale wiedział, co widzi w oczach Logana. Nie pomylił się. Facet po prostu podejmował ostatnią, heroiczną próbę walki z własnymi pragnieniami, a w szranki stawała żądza z rozsądkiem. Pozwolił mu na to, jeśli świadomość, że walczył dzielnie, zanim uległ, miała mu pozwolić spać spokojnie w nocy. Laurent tym razem nie zamierzał jednak odpuścić. Pociągnął go za pasek w stronę sypialni, bo jego przestań brzmiało zaskakująco podobnie do proszę. Ignorował jego protesty. Niskie warknięcie tylko usztywniło mu fiuta.
Bo już wiedział, że wygrał.
Gdyby Logan naprawdę nie chciał tu być, miał dość czasu, żeby wyjść. Materiał koszuli zsunął się miękko z jego ramion. Z uśmiechem przyłapał Callahana, jak przesuwał wzrokiem po jego ciele. Pozwolił mu popatrzeć. Nigdzie się nie spieszyli. W jego domu nie musieli się też obawiać, że ktoś ich przyłapie.
Zadbał o nastrój, a następnie obrócił do stojącego w progu sypialni mężczyzny. Logan najwyraźniej wciąż się wahał. Wyglądał, jakby był wkurwiony, co samo w sobie też było nieziemsko seksowne. Laurent był nim na trzeźwo równie mocno zafascynowany, co po wypiciu kilku kolejek kolorowych szotów.
Nie wystarczyło mu jednak, że mógł na niego patrzeć, dlatego przysunął się do mężczyzny. Przytulił ciało do napiętych mięśni, uciszył kolejny protest i wymówki w namiętnym pocałunku. Przylgnął do niego jeszcze mocniej, czując dłonie nad swoimi pośladkami. Smakował go powoli. Rozkoszował się każdą sekundą.
Był przekonany, że wygrał, dlatego gdy Logan ujął jego nadgarstki, jego źrenice lekko rozszerzyły się w wyrazie zaskoczenia. Nie zabrał dłoni, patrzył na niego z wyczekiwaniem, choć spokój wcale mu się nie podobał.
Nie, kiedy sam czuł, jak pragnienie zżera go od środka, a bielizna uwiera. Gdyby chodziło tylko o seks, poradziłby sobie z tym, ale od Logana chciał czegoś więcej niż twardego fiuta. Przecież widział odbicie własnych pragnień w jego oczach. Nawet teraz gdy sunął po nim spojrzeniem, rozświetlało tęczówki mężczyzny.
Możemy — odpowiedział na propozycję seksu, gdy wpadnie na ranczo. — W przerwach też — dorzucił nonszalancko i lekko wyjął dłonie z jego uścisku. — Będziemy też pieprzyć się leniwie przed świtem i próbując być cicho w nocy. Ile tylko chcemy i gdzie tylko chcemy — stwierdził bezwstydnie i puścił mu oczko, ale dostrzegając jego wątpliwości, z cichym westchnieniem oparł dłoń na zarośniętym policzku.
Przesunął językiem po dolnej wardze, gdy poczuł na niej ciężar spojrzenia. Zamyślony wykreślił kciukiem linię jego zarostu.
Nie chcę ci niczego odbierać — stwierdził z rozmysłem, wpatrując się jeszcze przez moment w jego wargi, a potem uniósł zdeterminowany spojrzenie na oczy. — Wręcz odwrotnie. Chcę ci coś dać — zakończył w jego usta, ponownie go całując i jednocześnie obejmując za szyję. Zassał się na jego dolnej wardze, udem napierając na twardego fiuta w spodniach. — Siebie — doprecyzował, gdyby zostały jeszcze jakieś wątpliwości.
Zrobił krok w tył i znów spróbował pociągnąć Logana w ślad za sobą do sypialni. Zbliżyli się w kierunku ogromnego łóżka, a Laurent znów sięgnął do krawędzi luźnej koszulki, nie mogąc się doczekać, aż zobaczy to, co skrywa materiał.
Nie powiem nikomu — obiecał naiwnie, jeszcze nie zdając sobie sprawy, jak w przyszłości trudno będzie mu dotrzymać słowa.
erotyka
Teraz jednak gdy żądza tłumiła rozsądek, wszystko wydawało się cudownie proste. Znów spróbował zdjąć koszulkę i od razu wargami przylgnął do jego nagiego ramienia. Płynnie obrócił się tak, by to Logan za plecami miał łóżko. Pchnął go na nie, a sam sięgnął do paska swoich spodni. Rozpiął go, utrzymując z kochankiem kontakt wzrokowy. Jeżeli nie byłby już w pełnej gotowości, to właśnie stwardniałby w ułamku sekundy dla tego widoku. Sięgnął do rozporka, pochylił się i chwilę później stał przed nim jedynie w czarnej bieliźnie i ukradzionym kowbojskim kapeluszu. Poprawił go wymownie na głowie, uśmiechając się jak łobuz i filmowym przeciągając palcami po rondzie. Bez wahania wszedł na materac, a następnie docisnął tyłek do szorstkich dżinsów, które drażniły mu uda. Naparł pośladkami na twardego fiuta.
Zamruczał zadowolony, opierając dłoń na jego torsie dla zachowania równowagi. Przesunął palcami po mostku, aż do sutka. Ujął go między palce i potarł, aż nie twardniał. Wsunął palce w ciemne włosy na klacie i lekko za nie pociągnął, drugą ręką drapiąc jego umięśniony brzuch. Oddychał ciężko, nabierając ochoty, by się na nim położyć i po prostu o niego ocierać. Wyprostowany naparł mocniej pośladkami na niego kutasa. Jego własne podniecenie wyraźnie malowało się pod bielizną, domagając uwagi, a wargi rozchylały bezwiednie, gdy jeszcze przez chwilę ujeżdżał go na sucho.
Ciało Logana było w inne dotyku. Twarde, surowe, szorstkie, ale w tym wszystkim cholernie piękne.
Pochylił się, przeciągając językiem po opalonej skórze. Zassał się na twardym sutku, a potem ukąsił tuż ponad nim, wyrażając zachwyt dla tego, co miał przed sobą. Zszedł pocałunkami w dół, aż nie dotarł do linii spodni i tam się zatrzymał z brodą przy zapiętym pasku.
Jestem twoim pierwszym facetem?
Logan Callahan
35 y/o
For good luck!
190 cm
Ranch foreman Ashcroft Ranch
Awatar użytkownika
Less jawin', more ridin', son.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitak
typ narracjiTrzecia
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

erotyka
Dla Laurenta wszystko było proste. Roztaczał przed nim bezwstydne wizje, jakby na świecie liczyli się tylko oni i ich pragnienie. Jakby nie było żadnych zobowiązań, oczekiwań i żadnych ludzi, którzy będą chcieli zniszczyć im przez to życie. Logan wiedział, że to się nie uda. Był tego pewien. A potem i tak pozwolił żeby wilgotne wargi, znów zderzyły się z jego własnymi. Żeby zlizały wątpliwości i opór, otwierając drogę żądzy. Sapnął w nie, gdy poczuł nacisk na stwardniałym fiucie, a potem nie było już słów, bo ich nie potrzebował. Nigdy zresztą nie były mu równie posłuszne jak dłonie. Szorstkie od pracy, znalazły się na bokach adwokata i zachłannie przesunęły w górę, poznając miękkość i ciepło skóry. Wbiły palce pod łopatki, kiedy przechylił go lekko, wsuwając język między chętne wargi. Całował głęboko, z całą mocą niewypowiedzianej tęsknoty za ciepłem i bliskością drugiego człowieka. Z całą mocą obezwładniającej ulgi, na którą wreszcie sobie pozwolił. Tak dawno z nikim nie był, że zapomniał już jakie to uczucie, gdy ktoś świadomie cię pragnie. I jak to jest pragnąć kogoś równie mocno.
“Siebie".
Jedno słowo zawisło między nimi, równie bezwstydne, co niewinne. Logan, nie odsuwając się nawet na milimetr, wciąż trzymając go lekko przechylonego, przyciśniętego do siebie całą długością ciała, uniósł powieki i z bliska spojrzał mu w oczy.
A potem się uśmiechnął.
Z taką pewnością, od której miękły kolana.
Nie odpowiedział. Po prostu znów go pocałował, mocniej, bardziej zachłannie, jakby chciał się upewnić, albo rzeczywiście wziąć wszystko. Wszystko, co Laurent wypchał mu w ramiona. Całe to rozgrzane, podniecone ciało, dla którego tracił głowę już od tygodni.
Pociągnięty w stronę łóżka, już się nie opierał. Szli przytuleni, plącząc ramiona, nogi i języki, nieporadnie, jakby oderwanie się od siebie teraz choćby na moment, miało ich zabić.
Logan pożarł zdyszaną obietnicę, utrudniając Laurentowi wypowiedzenie jej na jednym wydechu, bo w tej chwili nie myślał już o przyszłości. Gdyby to zrobił, gdyby znów zaczął się zastanawiać, nie pozwoliłby mu ściągnąć z siebie koszulki ani pchnąć się na łóżko. A sobie na zachwyt i żądze. Na ściśnięcie przez spodnie twardego fiuta, na widok niemal nagiego ciała, ubranego tylko w obcisłe bokserki i cholerny kapelusz.
Rozbawiony pokręcił głową, kiedy Laurent przesunął palcami po rondzie. Wyglądał jak pieprzona porno fantazja.
Serce ogłuszająca uderzało mu o żebra, kiedy chwilę później wszedł na łóżko i bez wahania usiadł mu na biodrach. Cudowny nacisk jego ciała wyrwał mu z krtani niski pomruk. Logan nie miał żadnego doświadczenia z facetami, ale wiedział, że chce go tak czuć. Chce dotykać, wyrywać z niego jęki, jak poprzedniej nocy i poznawać nowe, twarde ciało tak długo, aż najdzie wszystkie jego najwrażliwsze punkty. Dlatego natychmiast zacisnął palce na jego udach, szorstko sunąc w górę, na biodra, za które stanowczo złapał. Nie po to by je powstrzymać, ale by docisnąć mocniej. Kolejny pomruk wdarł się w leniwe dzięki lecącego w tle kawałka. Tym razem Logan nie odwracał wzroku. Pozwalał Laurentowi zobaczyć cały drapieżny zachwyt i trawiące go pragnienie. I gdy adwokat zachwycał się nim, badając dłońmi szeroką pierś, on robił dokładnie to samo. Z fascynacją człowieka, który po raz pierwszy może urzeczywistnić własną fantazję, przesunął dłonią z szeroko rozstawionymi palcami od nabrzmiałego fiuta, przez brzuch aż do piersi i szyi, a potem jeszcze dalej, po lekko szorstkim policzku aż na kark. Strącił kapelusz z jego głowy, zanurzając palce w przyjemnie miękkich włosach. Złapał za nie w przypływie nagłego pragnienia, gdy on zostawiał ścieżkę pocałunków na coraz szybciej unoszącej się piersi.
Sapnął głośniej, prawie zamruczał i wcisnął mu fiuta w rozkołysane pośladki, gdy językiem zahaczył sutek, wcześniej podrażniony już palcami. Chciał więcej. Oczywiście, że tak. I Laurent, bezbłędnie odczytując jego myśli, zsunął się niżej. Szczęka Logana napięła się, gdy płonącym wzrokiem obserwował te jego bezczelne usta tak blisko miejsca, w którym najbardziej chciał je poczuć.
Pytanie go zaskoczyło. Ale przecież nie zamierzał udawać, że wie co robi, nawet jeśli seks nigdy nie wydawał mu się skomplikowaną czynnością.
Podparł się na łokciach. Chciał lepiej go widzieć.
Mhm – zamruczał nisko. – To problem? Martwisz się, że nie będę wiedział, jak sprawić ci przyjemność?
Odezwał się pierwszy raz od dłuższej chwili, dlatego jego głos znów był trochę ochrypły i od podniecenia obniżony o kilka tonów.
Szybko się uczę - dodał po chwili, uśmiechając się szelmowsko. Podobnie jak wtedy, gdy droczył się z nim przy ogrodzeniu. – Jak na wioskowego głupka - dorzucił, puszczając mu oczko, tak bardzo burząc tym obraz powściągliwego, nudnego Logana, że ciężko było uwierzyć, że to ta sama osoba. Ale ta zaczepność pasowała mu równie dobrze i tak naprawdę była w nim od zawsze. Ale zaraz spoważniał. Głęboko westchnął, a spojrzenie znów stało się ciężkie, gdy zbliżył dłoń do jego policzka. Z fascynacją podążał wzrokiem za ruchem własnego kciuka, rysującego kształt jego warg. Były tak przyjemnie miękkie i pamiętał już, jak smakują. Bez problemu potrafił wyobrazić sobie między nimi własnego fiuta.
Potrafił wyobrazić sobie więcej i to go trochę przerażało.
Weźmiesz mnie do ust? - zapytał ochryple, tonem ciężkim od żądzy, bo pragnął tego odkąd tylko Laurent je otworzył. Chciał je wypełnić, zamknąć. Uciszyć. Pocałunkiem, fiutem. Jakkolwiek. Ale teraz nie chodziło o złośliwość. Teraz chciał go poczuć, wziąć wszystko, nie bacząc na konsekwencje. Był z nim tu, godząc się na wszystko i wszystkiego pragnąc spróbować.
Laurent Ashcroft
29 y/o
For good luck!
184 cm
właściciel Ashcroft Ranch
Awatar użytkownika
Let's see which one of us is harder to outlast.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

erotyka
Nie będziesz wiedział, jak sprawić mi przyjemność? — wymruczał zaskoczony tym wnioskiem i aż przechylił lekko głowę z pobłażliwym uśmiechem. — Och nie. Po prostu jesteś tak perfekcyjny, że zacząłem się zastanawiać, czy nie dałeś się uwieść komuś przede mną.
Uniósł na niego spojrzenie i uśmiechnął się wilczo tuż przy jego skórze. Laurent zawsze był wygadany, a od kiedy przekroczyli granicę miasta, stał się znów uderzająco pewny siebie. Zostawił przeszłość za sobą, zapomniał o bólu po stracie ojca i zawodzie związanym z testamentem. Stał się na powrót ambitnym i obiecującym panem mecenasem, który nie boi się żadnych wyzwań.
A jedno, wyjątkowo kuszące miał właśnie tuż przed sobą.
Potrafił układać precyzyjną i logiczną argumentację, ale jak mało kto potrafił również szeptać gorące komplementy. Językiem umiał robić również inne rzeczy i nie mógł się doczekać, aż będzie mógł to Loganowi zaprezentować.
Nie przejął się stratą kapelusza. Nisko pochylony rozpiął bez pośpiechu najpierw skórzany pasek, a następnie guzik spranych dżinsów, przesuwając dłoń w dół na tak wyraźne wzniesienie na jego spodniach. Ułożył na nim dłoń z zadowolonym uśmiechem i posłał przeciągłe, wymowne spojrzenie spod ciemnych rzęs.
Ale skoro nie, to nawet lepiej — szepnął ciężko, nie kryjąc samczego zadowolenia, że to on jako pierwszy facet będzie miał okazję cieszyć się tym perfekcyjnym ciałem. Docisnął odrobinę mocniej jego fiuta, drocząc się sam ze sobą. — Sprawdzimy, jaki z ciebie pojętny facet — puścił mu oczko, a następnie pochylił się, łapiąc w zęby suwak i rozpiął mu spodnie do końca z tym swoim szelmowskim uśmiechem, zahaczając przy tym nosem o materiał bokserek.
Grymas jednak zmiękł i stał się zaskakująco czuły, gdy Logan kciukiem zahaczył o kącik warg.
A chciałbyś, żebym wziął cię do ust? — zapytał przewrotnie, ujmując jego nadgarstek, by móc przygryźć opuszkę kciuka, a potem leniwie pociągnąć po nim językiem. Wypuścił go i odciągnął gumkę od bokserek, by uwolnić jego męskość. Sapnął przez nos zadowolony. Ujął go lekko u nasady i przesunął językiem po główce aż do wrażliwego zwieńczenia. Docisnął do niego wargi, utrzymując kontakt wzrokowy z Loganem.
Potarł jego męskość kciukiem od spodu, a następnie wyprostował się między jego udami, jeszcze raz zmierzył jego sylwetkę głodnym spojrzeniem i zacisnął palce na jego udach.
Co za widok — mruknął bezwiednie, nie mogąc powściągnąć języka. Poza tym bawiło go, jak bardzo bezpośrednie komplementy wprawiały Logana w zakłopotanie.
Cofnął się, łapiąc za krawędź spodni i bokserek. Zsunął je z niego i odrzucił na podłogę. Wrócił na swoje miejsce między jego nogami, przeciągając palcami po wewnętrznej stronie jego ud. Ponownie się nachylił dotykając wargami rozgrzanej skóry na podbrzuszu. Nie próbował być złośliwy. Chciał się tym nacieszyć, bo nie miał pojęcia, kiedy będzie miał okazję zrobić to po raz kolejny.
Sięgnął znów do jego męskości. Doskonale gotowej i twardej. Dotykanie Logana sprawiało mu nie tylko fizyczną przyjemność. Laurent nigdy nie czuł podobnej ekscytacji. Zamierzał też zadbać, by ten pierwszy raz z facetem był dla Logana niezapomniany i tak jak on nie mógł doczekać się kolejnego.
Opuścił głowę i zassał się na samej główce. A potem otaczył wargami i pieścił językiem, by ostatecznie zsunąć się nieco niżej. Cofnął się i tak za każdym razem brał go odrobinę głębiej, delektując się aksamitną skórą na języku. Przymknął na moment oczy, a pomruki Logana sprawiały, że na jego bieliźnie pojawił się wilgotny ślad. Nie wytrzymał i mając go głęboko w ustach, sam się dotknął. Jęknął odurzony całą tą sytuacją, choć dźwięk stłumił jego fiut. Logan mógł jednak poczuć, jak bardzo Laurent go chciał.
W końcu to było spełnienie jego najgorętszych fantazji.
Oderwał od niego usta, rozcierając ślinę po całej długości jego kutasa.
Patrz na mnie — szepnął, gdy znów polizał go całą powierzchnią języka i po tym, jak nabrał powietrza, pozwolił mu znów zanurzyć się w swoich miękkich ustach. Tym razem nie opuścił powiek i wziął go tak głęboko, że aż docisnął nos do jego włosków na jego podbrzuszu. Zatrzymał się tak na chwilę, a potem oderwał, łapiąc oddech. Znów zamknął go w ciasnym splocie szczupłych palców.
Zrezygnował z zabawy i obciągnął mu porządnie, tak żeby facet stracił nad sobą kontrolę. Doskonale wiedział, jak się do tego zabrać, a oglądanie owładniętego zwierzęcą pasją Logana mogło być jego nowym, ulubionym hobby. Nie ciągnął jednak tego zbyt długo, bo nie chciał skończyć za wcześnie. Gdy jednak tylko kochankowi zrobiło się za dobrze, Laurent się wyprostował z tym swoim niecnym, odrobinę aroganckim uśmiechem.
Wspiął się wyżej do jego ust, ale zamiast dać mu całusa, zmienił kierunek, sięgając do nocnej szafki. Wyjął opakowanie z prezerwatywą i lubrykant. Rzucił je na kołdrę obok kowbojskiego kapelusza.
Musisz mi dać chwilę, przystojniaku. Jesteś cholernie duży i nie dam rady bez przygotowania — wyjaśnił, dociskając usta najpierw do jego policzka, a następnie żuchwy. Bez patrzenia sięgnął po tubkę z żelem i zsunął się w dół, nie zapominając po drodze dać mu buziaka w jeden ze sterczących sutków i umięśniony brzuch. Uklęknął znów między jego nogami, zdjął bieliznę. Znów polizał jego fiuta tak, jakby mu smakowało, jedną dłonią opierał się na łóżku dla utrzymania równowagi, a drugą wilgotną od żelu sięgnął między swoje pośladki.
Logan doskonale widział moment, w którym Laurent wsunął w siebie palec, bo wtedy na jego twarzy pojawił się ten bezbronny, odrobinę bezmyślny wyraz przyjemności. Wypełniał się, zaciskając usta wokół jego fiuta. Gdy dołączył kolejny palec, kowboj poczuł to, ponieważ ssał go jeszcze mocniej i zachłanniej. Nie wstydził się własnej przyjemności. Bezczelnie ją okazywał. Wypuścił go z ust, zwieszając na moment głowę, a gdy ją uniósł, od razu sięgnął po prezerwatywę. Wsunął ją wprawnie na sterczącego fiuta, a następnie znów znalazł się na jego biodrami.
Nie zapomniał założyć na głowę kowbojskiego kapelusza. Bo w oczach Laurenta seks był przyjemnością i zabawą, a nie małżeńskim obowiązkiem.
Dokładnie tak, jak to sobie wyobrażałem — zamruczał, sunąc czystą dłonią po jego torsie, nim nie złapał jego fiuta i nie nakierował na swoje wejście. Opuścił powoli biodra i wciągnął powietrze, gdy poczuł w sobie główkę. Oparł dłonie nad jego ramionami, pochylając się lekko do przodu. — Cholera — syknął, zsuwając się nieco niżej i zagryzając mocno dolną wargę. Oddychał płycej, a kropla nasienia z jego własnego fiuta spłynęła na podbrzusze Logana. Opadł na przedramiona, unosząc biodra i znów chcąc wziąć go głębiej.
Logan Callahan
ODPOWIEDZ

Wróć do „#40”