25 y/o
For good luck!
182 cm
grafik w Toronto Sun
Awatar użytkownika
We wanted to be adults so bad. Now look at us. Just fucking look.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

„Pamiętam.”
Nic dziwnego, że pamiętał, bo wychodziło na to, że przeszłość zapisała się w jego głowie jak skrupulatnie prowadzony spis wydarzeń. Całe szczęście, że między tym wszystkim co złe, znalazło się również miejsce na zapamiętanie tych dobrych chwil. Nawet jeśli to były tylko chwile – krótkie i intensywne. Bo to, co budzi w człowieku najsilniejsze odczucia często jest tym, co faktycznie jest warte zapamiętania. Niezależnie od tego jakie emocje niesie ze sobą dane wspomnienie – musi być wyraziste, by mimo upływu czasu wciąż było wyryte w pamięci.
Nigdy nie planował pozostawiać po sobie tak paskudnego śladu. Gdyby tylko mógł pewne rzeczy zrobiłby nieco inaczej, nawet jeśli ostatecznie nie żałował tego w jaki sposób po latach ukształtowało się jego życie. Młodzieńcem być niesfornym, gdyby miał wtedy w sobie nieco więcej hamulców i pokory to pewnie wiele dawnych relacji pchnąłby w zupełnie innym kierunku. Teraz wiedział, że pozostał praktycznie z niczym, bo większość znajomych (głównie przez jego wyjazd, ale pewnie też nieznośnie zachowanie) odwróciło się od niego albo wyjechało z miasta. Po powrocie do Toronto uzmysłowił sobie, że jest praktycznie sam i jeśli nie weźmie sprawy w swoje ręce to te nieliczne kontakty same się nie odnowią. Po takim czasie ludzie nosili w sobie zupełnie inne emocje, nawet jeśli wciąż pozostawała w nich pierwotna niechęć i niesmak, który zostawił po sobie Ayaan. Najlepszym tego przykładem był sam Apollo.
W pierwszej chwili zebrała się w nim cała złość i niechęć, gdy napłynęły te najbardziej wyraziste wspomnienia. Ale to powoli ustępowało. Z każdym słowem wydawał się być coraz bardziej spokojniejszy. Malviya starał się mu to ułatwiać, dawał przestrzeń. Bo choć był na przegranej pozycji ze względu na to w jaki sposób się rozstali to dostrzegał możliwość choćby częściowego pojednania się. Początkowy wybuch dawnego przyjaciela nie zniechęcił go. Ogólnie mało co było w stanie go złamać, więc przetrwał pierwszą falę.
Zawsze się tym od siebie różniliśmy — zaczął gdy tylko usłyszał o chęci zmiany otoczenia, ale również o powiązanych z tym obawach — Ja chęci zawsze przekuwam w czyny.
Na początku chciał powiedzieć 'ja chcę, a później to mam', ale szybko uznał, że może to zostać nieodpowiednio odebrane. Kiedyś faktycznie nierozsądnie działał po trupach do celu. No teraz też... ale wszystko co robił dużo lepiej planował. Głównie z korzyścią dla siebie, bo wciąż jednak bywał egoistą. Niektórych cech nie zmienia nawet upływ czasu.
Lubię zmiany, bez nich czasami stoimy w miejscu. Ale cieszę się, że tobie udało się ruszyć — odparł szczerze. Nie był pewny czy gdyby nie wcześniejszy przymusowy to sam byłby w stanie cokolwiek zmienić. Czasami tylko drastyczne środki są jedynym skutecznym wyjściem i w przypadku Ayaana na pewno tak było. Życie mu się wtedy wywróciło do góry nogami. Czuł się jakby sufit zawalał mu się na łeb. Więc uciekł.
Przez chwilę zastanawiał się co znaczy, że był wygodnym problemem. W życiu słyszał wiele różnych określeń na swój temat, ale takiego nigdy. Może to w jakimś stopniu czyniło go... wyjątkowym? Rozumiał to oczywiście na swój własny sposób, bo o żadne dodatkowe wyjaśnienie nie prosił.
Wziął głęboki wdech, gdy usłyszał pytanie o plany. Chyba po raz pierwszy nie miał żadnego, nawet najmniejszego punktu zaczepienia. Zwyczajnie wrócił w miejsce, które było jego domem od zawsze. Przeczekał burzę, a gdy wyszło słońce postanowił pojawić się w Toronto ponownie. Bo nowy, zaproponowany przez matkę dom był daleki od miejsca, w którym faktycznie chciał żyć. I choć lubił czerpać garściami z tego co proponuje życie, często nie zastanawiał się nad przeszłością to teraz czuł, że dobrze byłoby mieć jakiś plan. Tylko co, jeśli planem była chęć ułożenia sobie zwyczajnego życia?
Nie mam — przyznał się, poprawiając się na fotelu. — Chcę po prostu żyć w miejscu, które faktycznie mogę nazwać domem. A Tobie dobrze się tu mieszka? Jest stabilnie?
Spojrzał przez okno – uznał, że jeszcze trochę drogi przed nimi. Liczył na owocną rozmowę – nie musieli być najlepszymi przyjaciółmi, ale chciał żeby chociaż po części sobie coś wyjaśnili i mogli się tolerować. Żeby nie musieli siebie unikać na ulicy przy przypadkowym spotkaniu.
Zaśmiał się nagle – cicho, niemal bezdźwięcznie.
Nie mogę uwierzyć, że po takim czasie siedzę tuż obok ciebie, a wszystkiemu jest winny przypadek... — Pokiwał głową jakby to było coś trudnego do przetworzenia.

Apollo Bremers
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
something wicked
don't be a fcking dick to people
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”