30 y/o
Indulge in local cuisine
190 cm
były agent czarnego wywiadu Korei Północnej
Awatar użytkownika
They call me a monster, a weapon for hire. But for you I'd walk straight into the fire. Just one look at you and my heart turns to stone. You're the only kingdom that I'll ever own.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Możemy iść.
Tylko tego potrzebował do szczęścia tego wieczora. Potwierdzenia, że nie będzie musiał tu z nią siedzieć i pilnować czy jej koleżanka nie dławi się własnymi wymiocinami. I tak już nadwyrężył swoją dobrą wolę. Wolał spać w swoim łóżku, albo na swojej kanapie, niż na dywanie obok zarzyganej, mało interesującej go dziewczyny, podczas gdy Lennox pilnowałaby by ta nie umarła.
Już oglądanie jak trawa rośnie było ciekawsze.
Wyszedł z mieszkania, nie oglądając się za siebie. Jeśli dziewczyna umrze przez własną głupotę, to jego to będzie obchodzić tak samo jak zeszłoroczny śnieg. Wolał się skupić na swojej prawdziwej pracy. Obowiązku, który od jakiegoś czasu przestał być taką powinnością, jaką zwykle był.
Zerknął w jej kierunku i uniósł brew, gdy wróciła do tematu na który nie zdążył odpowiedzieć, bo wtrąciła się jej pijana koleżanka, która zaczęła coś bełkotać o jakichś pocałunkach. Może dla kogoś innego byłaby to lepsza podpowiedź, ale dla niego? Nie mógł przecież przywiązywać większej wartości do słów Lucy.
A nawet jeśli mógł, to nie powinien.
Odpowiedź? — powtórzył za nią, zerkając w jej kierunku.
Nie odpowiedział jednak od razu na jej dalsze słowa. W milczeniu stawiał kolejne kroki, lustrując dziewczynę spojrzeniem. Był tylko jej ochroniarzem. Jej cieniem, który za nią podążał gdziekolwiek by nie poszła. Jeśli miałaby randkę, poszedłby za nią, wcześniej prześwietlając kolegę z którym szła. Siedziałby nawet pod drzwiami jego domu i nasłuchiwał czy wszystko jest w porządku – jakkolwiek źle to by nie wyglądało.
Nie uznawał siebie też za dobrego kolegę, ani towarzysza na imprezach. To, że chciała z nim przeciągnąć zabawę uważał za… nierozsądne. W końcu przez te kilka miesięcy zdążyła już poznać, że nie był zbyt dobrym kolegą, jeśli chciało się wyluzować. Bo on nie luzował. Chociaż alkohol pozwalał mu na częściowe obniżenie gardy.
Dlatego też zmiękł i pomógł dziewczynie z pijaną Lucy, chociaż oficjalnie nie leżało to w jego obowiązkach.
Możemy przedłużyć imprezę w domu — odezwał się w końcu, po długich kilku minutach milczenia. Leniwie przeniósł na nią spojrzenie, chcąc zaobserwować jej reakcję.
Nie zamierzał chodzić do klubów. Ani pubów. Nie lubił większych miejsc publicznych i tłumów, o ile nie był zmuszony się w nich pojawiać. Był typem samotnika, który jeśli miał wybór, to wolał „imprezować” w domu. Najlepiej z dala od wszystkich innych, w towarzystwie ludzi, których tolerował. I sam wybierał.
Od razu mówię, nie umiem w drinki. Ani alkoholowe zabawy. — Patrząc po tym, co się działo na domówce, to jemu daleko było do tańców, jengi, twisterów czy innych beer-pongów. Nie dawał się przekonywać, nawet jeśli wychodził na nudnego. — I jak zauważyłaś, nie jestem w ogóle zabawowy. Daleko mi do twoich znajomych. — Nie bardzo więc wiedział jak chciała „poprawić” wynik tej nocy.
Chociaż dla niego fakt, że wyszli stamtąd i kierowali się do domu już było na plus.
Ale z ciebie rozrywkowy, społeczny człowiek, Damon.
Raczej nie chcesz ze mną imprezować — dodał, zerkając w jej stronę, wciąż idąc przed siebie spokojnym krokiem, trzymając dłonie w kieszeniach czarnej kurtki. I chociaż nie wyglądał, przez cały czas nasłuchiwał niechcianych kroków, rozmów czy odgłosów, które mogłyby zwiastować, że, pomimo późnej godziny, nie są tu sami. — Ale jestem ciekawy twoich pomysłów na poprawę tej nocy.

Maelle Lennox
26 y/o
For good luck!
166 cm
doktorantka archeologii Environment and Climate Change Canada
Awatar użytkownika
Don't concern themselves with the opinions of lambs
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

  Nie sądziła, że reszta tego dnia – albo raczej część początku nowego, biorąc pod uwagę porę – jakkolwiek ją zaskoczy. Zmierzała do domu z przekonaniem, że po prostu wślizgnie się pod kołdrę i zaśnie. Nic więcej, żadnych rewelacji.
  Odwróciła pełne zaskoczenia spojrzenie na niego, gdy się odezwał.
  Przez pierwsze kilka sekund po prostu patrzyła, nie wierząc w prawdziwość tych słów. Sądziła, że to żart. Żarty jednak nie pasowały do jego osoby; na pewno nie takie. Zdziwienie ustąpiło lekkiemu uśmiechowi, a ona znalazła wreszcie język w gębie, by mu odpowiedzieć.
  Ubiegł ją ze swoimi warunkami i krótką charakterystyką niego samego.
  Kąciki jej ust uniosły się ciut wyżej w odpowiedzi.
  — Wiesz, mnie to nie przeszkadza — powiedziała miękko.
  W gronie swoich znajomych miała ludzi naprawdę różnych – towarzyskich i tych mniej. Gdy spotykała się z kimś, to zwykle tak, aby było to komfortowe dla obu stron. Potrafiła znaleźć wspólny język niemalże z każdym – jej towarzyskość była bardzo elastyczna.
  W przypadku Damona doceniała to, że w ogóle nie odrzucił całkiem jej propozycji i rozpatrywał wariant dalszego spędzenia czasu w jej towarzystwie w ramach świętowania. To było… miłe. I, oczywiście, mogła to być, z cudzej perspektywy, rzecz banalna, a jej reakcja zbyt jaskrawa jak na coś tak symbolicznego. Ale ona zdołała go już trochę poznać i wiedziała, że było to spore wyjście z tego schematu, w którym funkcjonował. W i którym chciał, aby funkcjonowała i ona. Tylko dekoracja.
  Samo to wystarczyło, aby poczuła coś zaskakująco bliskiego uldze. Zupełnie tak, jakby przez ostatnie kilka minut naprawdę czekała na jego zgodę, choć przecież jeszcze chwilę wcześniej przekonywała samą siebie, że propozycja była głupia; że wcale nie zależało jej na jej przyjęciu i że najlepszym możliwym zakończeniem tego wieczoru będzie powrót do domu, krótki prysznic i sen.
  — Dziękuję — dodała po chwili, zanim jej rozsądek zdążył podpowiedzieć jej, że mogła już przestać reagować na jego zgodę, jakby właśnie zrobił dla niej coś wyjątkowego. Ale zrobił.
  Nie była jednak do końca pewna, za co właściwie dziękowała mu bardziej. Czy za to, że pojawił się na imprezie, chociaż nie lubił podobnych wydarzeń; że wypił za jej zdrowie i przez kilka godzin znosił ludzi, których obecność sprawiała mu widoczny ból egzystencjalny. Może też za to, że pomógł jej z Lucy, choć nikt od niego tego nie wymagał i mógł po prostu patrzeć, jak sama próbuje przeciągnąć pijaną koleżankę przez dwie przecznice. Czy może właśnie za to, że teraz nie odrzucił jej propozycji.
  — Za dzisiaj — doprecyzowała, wybierając odpowiedź znacznie bezpieczniejszą i bardziej rozległą. Obejmującą wszystko, a jednocześnie niczego niepodkreślającą. — Wiem, że nie przepadasz za imprezami, ani za ludźmi — wymieniła, a kącik jej ust ponownie drgnął. — A jednak przyszedłeś. Wiem, że to twój obowiązek, ale pomogłeś mi też z Lucy, chociaż pewnie przez całą drogę zastanawiałeś się, gdzie można ją porzucić.
  Wiedziała oczywiście, że prawdopodobnie po prostu wykonywał swoją pracę. Towarzyszył jej, ponieważ miał to robić, obserwował, bo mu za to płacono, a pomógł przyjaciółce być może wyłącznie po to, żeby Maelle nie zrobiła sobie krzywdy, próbując samodzielnie wciągnąć ją po schodach. I prawdopodobnie też przez to, że zwyczajnie chciał już wracać do domu.
  Dalszą drogę pokonali głównie w ciszy. Maelle nie próbowała jej wypełniać, choć kilka razy w jej głowie pojawiło się pytanie lub uwaga, którymi normalnie by się podzieliła. Tym razem zatrzymywała je dla siebie, głównie w obawie, że jeśli zacznie mówić za dużo, to Damon przypomni sobie, dlaczego nie lubił ludzi i zdecyduje się wycofać swoją ofertę.
Nie powinno jej na niej aż tak zależeć.
  Po wejściu do domu przez moment stała w przedpokoju, zastanawiając się, co właściwie ludzie robili podczas kameralnej kontynuacji urodzin z ochroniarzem, który zastrzegł, że nie był rozmowny ani towarzyski.
  — Możemy usiąść na zewnątrz — zaproponowała, zsuwając buty. Nie czekając na odpowiedź, przeszła do kuchni. Wyciągnęła z lodówki butelkę alkoholu, szklanki i dobrała sok. Do tego znalazła paczkę chipsów, jakieś krakersy i pudełko ciastek. Na raty wyniosła wszystko na taras. Usiadła obok mężczyzny na zewnętrznej sofie, podciągając nogi i okrywając się leżącym tam pledem od pasa w dół.
Jej urodziny powinny wyglądać inaczej. Zawsze wyglądały inaczej, bo niezależnie od tego, gdzie akurat znajdowali się jej rodzice, pamiętali. Zawsze przyjeżdżali. Zawsze byli przy niej.
  Spróbowała zepchnąć wspomnienie rodziców na bok i rozlała alkohol do szklanek, które dopełniła sokiem. Podała towarzyszowi wieczoru jedną z nich, drugą ujęła w rękę. Złapała też garść paluszków.
  — Cieszę się, że zostałeś — powiedziała w końcu, zanim zdążyła uznać, że lepiej będzie zachować tę myśl dla siebie. — To znaczy… że zgodziłeś się jeszcze posiedzieć — poprawiła się. — Poza tym — odezwała się po chwili, gdy za sobą miała łyk drinka — skoro tu jesteś to chyba oficjalnie nie możesz już twierdzić, że nie lubisz absolutnie wszystkich ludzi. — Zagryzła alkohol paluszkami. — Możesz nie lubić prawie wszystkich — dodała wielce łaskawie. — Jestem gotowa zaakceptować taki kompromis. — Zreflektowała się po chwili i przeczesała nerwowo włosy. — A, i pamiętaj, że zawsze możesz mi powiedzieć, że mam się zamknąć. Też się mogę dla ciebie poświęcić w ramach wdzięczności.
  W podobny sposób, jak on poświęcał się siedząc tutaj. Z nią.

Damon Tae
piesek
triggerują mnie ludzie, którzy mają w triggerach AI a sami generują posty
30 y/o
Indulge in local cuisine
190 cm
były agent czarnego wywiadu Korei Północnej
Awatar użytkownika
They call me a monster, a weapon for hire. But for you I'd walk straight into the fire. Just one look at you and my heart turns to stone. You're the only kingdom that I'll ever own.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Z jakiegoś powodu nie rozumiał dlaczego jej to miało nie przeszkadzać. Uważał, że skoro jej znajomi byli w większości rozrywkowi, to właśnie takiego towarzystwa oczekiwała. Zdążył zauważyć, a był dobrym obserwatorem, że ludzie przede wszystkim oczekiwali od kogoś rozmowy, zaangażowania. Widział te wszystkie grupy znajomych na mieście, w barach. On odstawał od wszystkich z nich.
A jej to miało nie przeszkadzać.
Nie zdawał sobie też chyba sprawy z tego, że jego odpowiedź na jej propozycję zrobi jakąkolwiek różnicę. W końcu to nie było nie wiadomo jakie zaproszenie. To była tylko propozycja wspólnego przedłużenia imprezy, które nie będzie imprezą, a jedynie kolejnym drinkiem, może dwoma w domu. Z dala od innych.
Dla niego to brzmiało o wiele lepiej. Przynajmniej nie będzie musiał znosić jej znajomych. Nie żeby miał jakiś problem do nich, ale zdecydowanie nie byli w jego typie. Zbyt głośni. Zbyt wszędzie. Zbyt… za dużo.
Dziękuję.
To go dopiero zbiło z tropu. Zerknął na nią krótko.
Za co?
Odpowiedź przyszła bardzo szybko.
Nie przerywał jej. Wysłuchał, ale nie zamierzał komentować, bo miała rację we wszystkim. Nie przepadał za ludźmi, ani takimi domówkami. Nie miał najmniejszej ochoty pomagać pijanej koleżance, chociaż chciał ją porzucić przynajmniej kilka razy w ciągu poprzednich dziesięciu minut.
Odwrócił spojrzenie, kierując je na drogę przed nimi.
Nie musisz mi dziękować. — W końcu częściowo była to jego praca. Musiał jej towarzyszyć i pilnować osobiście, aby nie stała jej się krzywda. Nie mógł jej spaść włos z głowy, a gdyby zaryła o ziemię ze swoją pijaną koleżanką, to mogłoby boleć.
Swój obowiązek spełnił. Odstraszając nieproszonego Alexa również.
Gdy wrócili do domu, pierwsze co zrobił, to oczywiście zbadał otoczenie. Czy wszystko dalej wyglądało tak samo, czy nic się nie zmieniło, czy każdy wazon i obraz wciąż znajdowały się na swoim miejscu. W końcu podczas ich nieobecności ktoś mógł tu wejść i zrobić coś, co mogłoby mu nie pasować – jak założyć podsłuch, kamery, albo zostawić ukrytego człowieka, który tylko czekał, aż wszyscy pójdą spać.
Na szczęście wszystko było na swoim miejscu.
Skierował się na zewnątrz, zerkając jeszcze przez ramię czy nie potrzebuje pomocy z przekąskami. Wydawała się jednak sobie radzić, więc usiadł na sofie znajdującej się na tarasie i podążył za nią spojrzeniem, gdy pojawiła się w drzwiach.
Sięgnął do nalanej przez nią szklanki, tym razem już nie stroniąc od polanego drinka. Upił małego łyka, kiedy zaczęła mówić. Brew mu lekko drgnęła na jej słowa, ale jej nie przerywał, dopóki sama nie skończyła.
Nigdy nie powiedziałem, że wszystkich nie lubię — skwitował. Dziewięćdziesiąt dziewięć procent to jednak całkiem sporo, ale wciąż był ten jeden procent. Chociaż jeden procent to i tak za dużo. Prędzej by powiedział, że w jego kręgu tolerancji znajduje się może jedna tysięczna ostatniego procenta. — Nie lubię ludzi jako gatunku. Toleruję za to pojedyncze jednostki — wyjaśnił. Była to liczba, którą da się policzyć na palcach jednej ręki, ale była.
Przysunął szklankę z alkoholem bliżej ust.
Ciebie też toleruję — dodał, a jego głos niemalże utopił się w szkle oraz drinku, z którego upił kilka kolejnych łyków.
Może nie było to „lubię cię”, ale w jego języku, tolerancja była na tym samym poziomie. Chcąc nie chcąc, się do niej w pewnym stopniu zbliżył. Nie była już tylko zwykłym obiektem do ochrony, ale kimś, kogo obecność obok nie była irytująca. Złapał się nawet na tym, że przywykł do tego, że jest, nawet jeśli siedziała w swoim pokoju, pracując na laptopie.
I nie musisz się zamykać. Wolę jak trzepoczesz — dodał, odkładając szklankę na blat stołu.
Cicha już była. Na samym początku, gdy wyglądała jak cień samej siebie. Teraz, kiedy zaczęła nabierać kolorów, wydawała się być zupełnie innym człowiekiem. I chociaż on lubił ciszę, tak do niej ona zupełnie nie pasowała. — Ale znajomych masz dziwnych. — Aby nie powiedzieć „wkurwiających”. Tylko, że dla niego, to większość gatunku ludzkiego była wkurwiająca.

Maelle Lennox
26 y/o
For good luck!
166 cm
doktorantka archeologii Environment and Climate Change Canada
Awatar użytkownika
Don't concern themselves with the opinions of lambs
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

  Zdążyła już nauczyć się, że jego słów nie należało interpretować zgodnie ze standardową skalą. Gdyby ktoś inny powiedział jej, że ją tolerował, prawdopodobnie zastanowiłaby się, czym zdążyła mu podpaść i dlaczego w ogóle przyszedł na jej urodziny. W jego przypadku może można było to podpiąć pod wyznanie sympatii. Nie
  Tolerował ją.
  Nie tylko ochraniał, znosił albo przebywał w jej pobliżu jako ten nieszczęsny mebel czy dekoracja, bo otrzymywał za to pieniądze. Z jakiegoś powodu postanowił umieścić ją w bardzo wąskim gronie pojedynczych jednostek, które nie wywoływały w nim automatycznej potrzeby opuszczenia pomieszczenia. Co prawda nie wiedziała, ile dokładnie osób się w nim znajdowało, ale podejrzewała, że do ich policzenia nie potrzebowałby obu dłoni.
  Oczywiście nie powinna robić z tego czegoś większego. Tolerancja wciąż pozostawała tolerancją, nie żadną deklaracją przywiązania. Mogła oznaczać wyłącznie to, że nauczył się funkcjonować obok niej bez ciągłego zaciskania zębów czy wywracania na nią oczami a jej obecność nie była dla niego bardzo uciążliwa.
  Tylko że siedział z nią na tarasie w środku nocy.
  A przecież nie musiał. Wykonywanie obowiązków ochroniarza nie wymagało picia z nią kolejnego drinka ani przedłużania jej urodzin. Mógł sprawdzić dom, upewnić się, że nic jej nie groziło i zniknąć w swoim pokoju jak zwykle to robił.
  Jej usta rozciągnęły się w uśmiechu, którego nawet nie próbowała powstrzymać.
  — To chyba całkiem spory awans — zauważyła, przechylając delikatnie głowy. — Jeszcze kilka tygodni temu sprawiałeś wrażenie jakbyś momentami żałował, że nie zrobiłeś mi wtedy żadnej krzywdy. — Jej uśmiech nie zniknął, ale samo wspomnienie zostawiło po sobie nieco gorzkawy posmak. Uniosła szklankę do ust, zamierzając upić z niej kolejny łyk, ale zatrzymała się w połowie ruchu, gdy padły następne słowa. — Co robię?
  Potrzebowała chwili, żeby zrozumieć, a zdziwienie ustąpiło rozbawieniu. Nie takiemu zwyczajnemu, jak po dobrym żarcie; nieco poruszonemu. Bo wolę oznaczało to, że zauważył różnicę. Pomiędzy tym, jaka była teraz a pierwszymi dniami, podczas których nieszczególnie przypominała samą siebie; kiedy przemykała po domu, zamykała się w pokoju i ograniczała rozmowy do koniecznego minimum. Sądziła, że w jego perspektywie ten wariant był znacznie wygodniejszy. Cichy obiekt do ochrony sprawiał przecież mniej problemów, nie zadawał pytań i nie próbował go karmić ani wciągać w rozmowy.
  Nie zamierzała mówić mu, że przy nim wcale nie musiała starać się aż tak bardzo, aby wrócić do siebie. Jego obecność początkowo była kolejnym ciężarem i brutalnym przypomnieniem, że coś zagrażało jej życiu, ale z czasem stała się czymś stałym. Zajmował miejsce w domu, który po śmierci rodziców zrobił się nieznośnie pusty. Nawet jeżeli siedział w innym pomieszczeniu i nie odzywał się przez kilka godzin, wiedziała, że tam był.
  Poczuła więc to samo ciepło, które pojawiło się wcześniej, gdy zaproponował powrót do domu i dalsze spędzenie wieczoru razem. Tym razem rozeszło się szerzej i dotarło aż do policzków, dlatego odwróciła spojrzenie, skupiając się na znajdującej się przed nimi paczce przekąsek.
  — Dobrze wiedzieć — odpowiedziała ostatecznie, wciąż nieco zmieszana. Wypiła drinka. Wzięła wielkiego łyka, potem drugiego, żeby przypadkiem niczego więcej nie dopowiedzieć. Niczego głupiego. Niczego głupiego, co mógłby sugerować krążący już w żyłach alkohol.
Szczęśliwie to Damon podał jej temat, którego mogła się chwycić.
  — Ej, moi znajomi nie są aż tacy dziwni — zaprotestowała z opóźnieniem, krzywiąc się po wypiciu zbyt dużej ilości drinka na raz. — Lucy po prostu traci po alkoholu godność, umiejętność mówienia i kontrolę nad większością funkcji życiowych. A Eugene uważa się robi drinki, które mogą służyć do dezynfekcji ran. — Urwała. — No dobra, może są trochę dziwni — Zerknęła na Damona, celując w niego szklanką z alkoholem. — Ale ty też jesteś dziwny — dodała po chwili, wielce dyplomatycznie ze swojej strony. — Tylko w zupełnie inny sposób.
  Ułożyła się wygodniej i poprawiła pled, którym okryła podkulone na kanapie nogi. Posmak wódki z sokiem zagryzła kolejnym chrupkiem, którego przeżuła, a następnie, bardzo logicznie, popiła znowu drinkiem, by kolejny raz wykrzywić się w reakcji na palące gardło.
  — A ile właściwie jest tych pojedynczych jednostek, które tolerujesz? — spytała. — Chcę wiedzieć, jak elitarne jest to grono.

Damon Tae
piesek
triggerują mnie ludzie, którzy mają w triggerach AI a sami generują posty
30 y/o
Indulge in local cuisine
190 cm
były agent czarnego wywiadu Korei Północnej
Awatar użytkownika
They call me a monster, a weapon for hire. But for you I'd walk straight into the fire. Just one look at you and my heart turns to stone. You're the only kingdom that I'll ever own.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dla wielu ludzi byłaby to obraza. Zapewne jakby powiedział to komuś, kto spędził z nim zaledwie godzinę, może kilka, to dana osoba mogłaby się obrazić, jednak Maelle siedziała z nim o wiele dłużej. Spędzała z nim praktycznie większość swojego czasu i była w jego otoczeniu czy tego chciała czy nie. Zwykle był obok, czasami za ścianą, maksymalnie dwiema, ale byli na siebie skazani. Od wielu tygodni musieli siebie znosić, aż w końcu stało się to w pewien sposób naturalne. To, że druga osoba była obok.
Dla niego nie było to takie oczywiste, bo traktował pracę, jak pracę i życie osobiste starał się oddzielać grubą krechą od samego siebie. Tyle tylko, że on tego osobistego życia praktycznie nie miał. Był psem Giovanniego i był na jego każde wezwanie. Można więc było powiedzieć, że jego życie prywatne to także była praca, bo nigdy nie miał „wolnego”.
I dlatego nie zwykł się przywiązywać, ani angażować, bo to komplikowało wiele rzeczy w jego mało stabilnym i mało bezpiecznym życiu. Teraz jednak zdawał się nie zauważyć, że Lennox nie była już tak męcząca. A może to widział, ale nie dopuszczał do siebie, że mógłby ponownie polubić jakąś dziewczynę.
Kogokolwiek.
Kilka tygodni temu mogłem jeszcze tego żałować — odpowiedział całkowicie szczerze.
Przez ten czas może się wiele zmienić, nawet u kogoś takiego jak on. Bo chociaż oficjalnie nie chciał się angażować, to chcąc nie chcąc jakąś relację z dziewczyną musiał wyrobić. Wolał, aby była ona bardziej neutralna, ale niektórych rzeczy nie dało się zatrzymać. Można było udawać, że ich nie ma, ale prawda mogła być nieco inna.
To, że ją tolerował, w jego mniemaniu było już za dużym błędem, jak na zwykłą pracę.
Co robię?
Gadasz za dużo. — Dla niego większość osób z jakimi miał styczność mówiła za dużo. Na przykład jej koleżanki z imprezy, ale w jej przypadku mu to nie przeszkadzało. Była już cicho. Nie mógł powiedzieć, że nie było to przyjemne, bo on sam rozmowny też nie był, ale gdy już odkrył tą jej bardziej gadatliwą, żywą stronę, to z jakiegoś powodu uznał, że ona bardziej do niej pasowała.
Nie, żeby miał się interesować tym w jakim humorze była.
Normalnie nie obchodziło go to jak się czuje osoba ochraniana. Czy była smutna, w żałobie, szczęśliwa czy pełna nadziei. Nie zwracał większej uwagi na takie rzeczy, bo nie miały one dla niego znaczenia w pracy. Człowiek miał być przede wszystkim żywy i ze wszystkimi kończynami. A czasami nawet to nie było wymogiem.
Jej znajomi jednak byli bardzo… osobliwi. Nawet nie wiedział, kto z nich najbardziej nie przypadł mu do gustu, a trochę ludzi tam było. Generalnie nie przepadał za ludźmi, ale miał swój typ, który mógł znosić, a któremu najchętniej strzeliłby kulkę między oczy. I, nie żeby Mal miała beznadziejnych znajomych, ale każdemu z nich sprzedałby strzała.
Całe szczęście nikt go o to raczej nie zapyta, a jak coś, to wezmą to za żart.
Nie są? — powtórzył, zerkając na nią z lekko uniesioną brwią.
Wysłuchał jej opisu przedstawionych ludzi i z każdym kolejnym słowem, jego łuk brwiowy unosił się coraz wyżej. — Niby w jaki? — spytał, gdy powiedziała, że on również był dziwny na swój unikalny sposób. Miała rację, że był dziwny. Na pewno nie pasował do norm społeczeństwa. A na pewno nie tych, które obowiązywały w Kanadzie czy w każdym innym kraju poza Koreą Północną.
Upił kolejne kilka łyków w trakcie zadawania przez nią pytania. Prychnął pod nosem, a kącik ust mu drgnął w ironicznym smirku, który zaraz zamaskował szklanką z alkoholem.
Łącznie z tobą? Aktualnie cztery — przyznał otwarcie. — Jednak pięć. Jak na mnie, to bardzo dobry wynik. — Uważaj, Damon, bo zaraz ktoś powie, że jesteś towarzyski z taką ilością ludzi, których tolerujesz w swoim otoczeniu i nie uważasz ich za kogoś niewartego twojego czasu. Nie powiedziałby jednak, że byli to jego znajomi. Nie była to ekipa. Takiej nigdy nie miał, nawet po drugiej stronie granicy.

Maelle Lennox
26 y/o
For good luck!
166 cm
doktorantka archeologii Environment and Climate Change Canada
Awatar użytkownika
Don't concern themselves with the opinions of lambs
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

  — Czyli jest postęp — zauważyła z zadowoleniem. — Teraz już tylko mnie tolerujesz. Za kolejne kilka tygodni może nawet przestaniesz regularnie wywracać na mnie oczami.
  Nie liczyła na aż tak wiele. Podejrzewała, że wywracanie oczami stanowiło nieodłączną część jego osobowości; coś równie naturalnego jak oddychanie, obserwowanie otoczenia i zakładanie, że każdy człowiek znajdujący się w promieniu kilkudziesięciu metrów mógł planować zamach na jej życie.
  Przez chwilę patrzyła na niego z udawanym oburzeniem, zanim parsknęła cicho i pokręciła głową.
  — Ja nie gadam za dużo. To ty mówisz zdecydowanie za mało — poprawiła go. — Jak wyciągniemy z tego średnią wychodzi całkiem normalna ilość rozmowy.
  Było to bardzo logiczne wyjaśnienie. Na tyle, że zamierzała się go trzymać przy każdej kolejnej okazji, kiedy dawał jej do zrozumienia, że znowu zaczynała trzepotać. W gruncie rzeczy sam przyznał, że wolał ją właśnie taką, więc od teraz wszelkie ewentualne pretensje mógł kierować wyłącznie do siebie.
  Pytanie, które zadał chwilę później, wymagało od niej nieco dłuższego zastanowienia.
  Wiedziała, że był dziwny. Miała tę pewność już od pierwszego dnia, kiedy wtargnął do jej domu, przeszukał go, rzucił nią o podłogę, a później poinformował, że od tej pory będą razem mieszkać. Z czasem lista powodów jedynie się wydłużyła, chociaż pojawiły się na niej także takie, które nie miały wiele wspólnego z zagrożeniem, jakie początkowo w nim widziała.
  — W taki, że zachowujesz się, jakby absolutnie nic cię nie obchodziło, ale zauważyłeś, że przez jakiś czas byłam cicho — zaczęła, przekładając szklankę do drugiej dłoni. — Mówisz, że można zostawić Lucy na chodniku, a później zanosisz ją aż do mieszkania. Nie lubisz imprez, ludzi ani prawdopodobnie dobrej zabawy, a siedzisz tutaj ze mną i pijesz kolejnego drinka.
  Przechyliła lekko głowę, przez chwilę przyglądając mu się w zamyśleniu.
  — Jesteś po prostu dziwnie niespójny — podsumowała.
  Ostatnią część dodała ciszej, a zaraz potem upiła kolejny łyk, zanim zdążyła wyjaśnić, co właściwie miała na myśli. Sama nie była tego całkowicie pewna. Damon sprawiał wrażenie człowieka wyjątkowo prostego w obsłudze: mówił wprost, czego chciał, nie owijał niczego w bawełnę i nie próbował udawać kogoś sympatyczniejszego. Jednocześnie za tą prostotą stała cała masa sprzeczności.
  Czasami odnosiła wrażenie, że im dłużej go znała tym mniej faktycznie o nim wiedziała.
  Odpowiedź dotycząca liczby tolerowanych osób przyjęła z wyraźnym zainteresowaniem. Pięć. Faktycznie do tego nie potrzebował obu dłoni. W dodatku ona zajmowała jedno z tych miejsc po zaledwie kilku tygodniach wspólnego funkcjonowania, co ponownie wywołało w niej to przyjemne ciepło, które w czasie tej rozmowy pojawiało się zdecydowanie zbyt często.
  Nie chciała przywiązywać do tego zbyt dużej wagi. Ponownie. I ponownie średnio jej to wychodziło. No cóż.
  — Pierwsza piątka na osiem miliardów ludzi, wooo — powiedziała, kiwając głową z uznaniem. — Faktycznie bardzo elitarne grono.
  Uniosła szklankę w jego stronę w niemym toaście za swój wątpliwy, ale jednak istniejący sukces, po czym wypiła niewielki łyk. Tym razem od razu sięgnęła po chrupka, ucząc się wreszcie na wcześniejszych błędach i zachowując właściwą kolejność.
  Dopiero po chwili dotarło do niej, że najpierw podał inną liczbę. Cztery, którą niemal od razu poprawił na pięć. Ściągnęła delikatnie brwi.
  — Ej halo! Kogo zapomniałeś doliczyć? — spytała, wyraźnie rozbawiona. — Czy po prostu mi przypisałeś aż dwa miejsca? Co? Że niby jestem gruba?
  Pytanie o pozostałe osoby pojawiło się w jej głowie niemal natychmiast. Damon znał większość jej znajomych, wiedział, gdzie pracowali, czym się zajmowali i prawdopodobnie posiadał o nich informacje, o których ona sama nie miała pojęcia. Znał też jej zwyczaje, rozkład dnia oraz różnicę pomiędzy ciszą zwyczajną a tą, która pojawiała się, kiedy coś było nie tak. Ona tymczasem wiedziała o nim naprawdę niewiele.
  — Pan Salvatore na pewno jest jednym z nich, prawda? — bardziej stwierdziła, niż zapytała. Tego akurat była niemal pewna. — A pozostali? — Zerknęła na niego ponad krawędzią szklanki. — Jak trudną mam konkurencję o pierwsze miejsce?

Damon Tae
piesek
triggerują mnie ludzie, którzy mają w triggerach AI a sami generują posty
30 y/o
Indulge in local cuisine
190 cm
były agent czarnego wywiadu Korei Północnej
Awatar użytkownika
They call me a monster, a weapon for hire. But for you I'd walk straight into the fire. Just one look at you and my heart turns to stone. You're the only kingdom that I'll ever own.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Może — odpowiedział krótko, nie drążąc tematu. Nie miał pojęcia co przyniesie przyszłość, ale niektóre osoby miały to do siebie, że były mniej denerwujące od innych i jakoś łatwiej przychodziło mu to, aby je tolerować. Nie było tych osób jednak wiele. Zwłaszcza, że wymagało to także tego, aby on chciał daną osobę polubić. O ile można to było tak nazwać.
Kącik ust mu drgnął wyżej, ale nie odpowiedział.
Miała rację. W tym przypadku byli całkowicie odmienni, ale można powiedzieć, że się w pewnym sensie uzupełniali. On nie mówił za wiele, a ona, w jego mniemaniu, zdecydowanie za dużo. Jak wspólnie wychodzili, to on nie zwykł się odzywać i to dziewczyna tworzyła główny silnik napędowy i towarzyski. Damon zwykł robić za jej dekorację.
Był jednak ciekawy jej odpowiedzi, chociaż mógł się jej częściowo spodziewać. Zatrzymał szklankę z alkoholem blisko ust, wysłuchując każdego, wymienionego przez nią powodu. Nie pił, ale zatrzymał swoje spojrzenie na odbijającym się w środku płynie wysokoprocentowym.
Niespójny? — powtórzył za nią, podnosząc na nią wzrok. Przez krótką chwilę się jej przyglądał w milczeniu, jakby czekał na to, aż połączy kropki. — Każda z wymienionych przez ciebie rzeczy, ma wspólny mianownik, Lennox — dodał w końcu, zaraz upijając kolejne dwa większe łyki swojego drinka, który był już na wykończeniu.
Ona była tą rzeczą, która wszystko łączyła. To jej zmiany nastroju zauważył. To dla niej przeniósł jej zapijaczoną koleżankę do domu, aby sama nie musiała jej targać za szmaty oraz to z nią siedział na tarasie pijąc kolejnego drinka. Nie z jej koleżankami, a z nią.
Bo była tą jedną z nielicznych osób, które tolerował. A dla nich był w stanie nieco bardziej nagiąć swoje zasady oraz samego siebie. Może nie było to wiele, ale czasami robiło różnicę, jeśli ktoś był w stanie to zauważyć.
Nie miał grona przyjaciół. Nie otaczał się wianuszkiem różnych osób, bo też niespecjalnie kogoś do siebie dopuszczał. Gdy pozwalał komuś egzystować obok, albo po prostu żyć, to głównie dlatego, że łączyły go z tym kimś jakieś stosunki zawodowe, albo ktoś był na tyle nieważny, że nie zamierzał sobie nim zawracać głowy. Kiedy jednak już zaczął ingerować w niektóre kwestie związane z drugim człowiekiem, to mogła być to praca… ale też coś innego.
W jej przypadku dwie rzeczy się ze sobą przeplatały.
Wzruszył jedynie ramionami na jej stwierdzenie, zaraz jednak unosząc za nią szklankę, aby opić z nią ten niemy toast. Sukces, za znalezienie się wśród tej piątki.
Znajomego medyka — odpowiedział, zaraz dopijając swojego drinka do końca. Odstawił szklankę na blat drewnianego stołu. — Wkurwia mnie, ale jest przydatny. — I zdecydowanie zbyt wiele czasu spędzają w swoim towarzystwie. Prędzej czy później musiał zacząć go akceptować i tolerować, gdy po raz kolejny w miesiącu składał go do kupy.
Nierozsądnym było irytowanie osoby ze skalpelem. Nie mówiąc o tym, że była to też osoba, która często wbijała mu w żyły igły i podawała dziwne specyfiki, które miały postawić go na nogi. Damon nawet by nie zauważył, jeśli jakaś tabletka by się przypadkiem zmieniła.
Oparł się wygodniej o kanapę ogrodową na której siedział i zarzucił jedno ramię o zagłówek, gdy dopytywała o tą niesławną listę osób, którą się przed nią pochwalił. Miała rację. Salvatore zajmował jedno z miejsc. Podobnie jak jego żona, która nie raz i nie dwa go karmiła. I złoiła w łeb z jakiegoś powodu.
A zależy ci na pierwszym miejscu? — spytał, przekrzywiając lekko głowę w bok.
Nie ładnie tak, pytaniem na pytanie, Damon. Nie zwykł jednak tak łatwo zdradzać szczegółów ze swojego życia, nawet jeśli była to osoba z „listy” o którą pytała. Był już tak zaprogramowany. Może potrzebował jeszcze jednego drinka. Albo dwóch.

Maelle Lennox
26 y/o
For good luck!
166 cm
doktorantka archeologii Environment and Climate Change Canada
Awatar użytkownika
Don't concern themselves with the opinions of lambs
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

  Przez chwilę faktycznie próbowała połączyć kropki. Przesunęła spojrzeniem po jego twarzy, jakby odpowiedź mogła się na niej pojawić, a potem wróciła myślami do wszystkiego, co przed chwilą wymieniła. Do Lucy, jej wcześniejszego milczenia i siedzenia tutaj, na tarasie, w środku nocy.
  Wspólny mianownik był tak oczywisty, że początkowo próbowała znaleźć jakiś inny.
  Ona.
  To przez nią zaniósł Lucy do mieszkania, mimo że wcześniej najchętniej zostawiłby ją na chodniku. To w jej zachowaniu zauważył zmianę, choć utrzymywał, że interesowało go wyłącznie to, czy pozostawała żywa i w całości. To z nią został po imprezie, na której nie chciał być i pił teraz kolejnego drinka, chociaż równie dobrze mógł po prostu sprawdzić obiekt i zamknąć się w swoim pokoju.
  Poczuła, jak ciepło ponownie wpełza jej na policzki. Znowu.
  — To brzmi trochę tak, jakbyś robił dla mnie wyjątki — zauważyła po chwili, dopiero po wypowiedzeniu tych słów zdając sobie sprawę, że powiedziała je na głos.
  Nie powinna przywiązywać do tego tak dużej wagi. Była osobą, którą ochraniał, więc siłą rzeczy znajdowała się w centrum większości jego decyzji. Pomógł Lucy, ponieważ ona zapewne zrobiłaby sobie krzywdę, próbując samodzielnie wciągnąć ją po schodach. Zwrócił uwagę na jej milczenie, bo obserwowanie jej należało do jego pracy. Został z nią, ponieważ nadal mogło coś jej grozić.
  Każde z tych zachowań dało się wytłumaczyć obowiązkami.
  — Czyli jednak jesteś niespójny — podsumowała, unosząc na niego spojrzenie, a kącik jej ust drgnął lekko. — Ale po prostu bardzo wybiórczo.
  Nim zdążyła dopytać, jak często korzystał z pomocy tego znajomego medyka, Damon skierował rozmowę z powrotem na nią. Zatrzymała dłoń w połowie drogi do paczki z paluszkami, a spojrzenie pomknęło gdzieś w przestrzeń za stolikiem.
  Czy zależało jej na pierwszym miejscu?
  No przecież oczywiście, że nie! Byłby to absurd nad absurdami i nie powinno jej to obchodzić! To nie był prawdziwy ranking, nie obowiązywały w nim żadne jasne kryteria i nikt nie wręczał nagrody za zwycięstwo. Mówili wyłącznie o krótkiej liście osób, których Damon nie miał ochoty pozbyć się ze swojego otoczenia. Samo znalezienie się na niej było już absurdalnie wysokim osiągnięciem, zwłaszcza po zaledwie kilku tygodniach znajomości. Więc pierwsze miejsce nie powinno robić żadnej różnicy. Tym bardziej, że nie wiedziała, z kim dokładnie konkurowała i czy w ogóle miałaby szanse.
  Bo może konkurowała z jego żoną? Dziewczyną? Partnerką. Miał partnerkę? O, albo z dziećmi! Jeśli miał dzieci to na pewno by z nimi przegrała. Więc oby nie miał dzieci. Ani partnerki. Znaczy co?
  A tak naprawdę to jednak chciała wiedzieć, gdzie znajdowała się pośród tych osób. Czy była jedynie nowym nazwiskiem dopisanym na samym dole listy, czy zdołała już przesunąć się wyżej. I chyba nie chodziło wyłącznie o jej naturalną ciekawość ani skłonność do robienia zawodów z rzeczy, które zawodami zdecydowanie nie były.
  Chodziło o to, że chciała być dla niego ważna.
  — Może — odpowiedziała patrząc na niego znad szklanki, oddając mu jego wcześniejszą odpowiedź. Wychyliła jej zawartość i odstawiła niespiesznie nad stół. — Na pewno nie chciałabym przegrać ze znajomym medykiem, o którym sam zapominasz. — Dolała alkoholu, a później soku, tym razem nieco mniej pilnując proporcji. Odstawiła obie butelki i przesunęła szklankę w jego stronę. — Poza tym to ty zacząłeś robić dla mnie wyjątki — dodała, siląc się na swobodę. — Mogłam się przez to zrobić zbyt ambitna.
  Ułożyła się ponownie pod pledem, opierając bokiem o kanapę, aby móc lepiej na niego patrzeć. Przez kilka sekund próbowała powstrzymać pytanie, ale alkohol najwyraźniej zdążył już upośledzić tę część rozsądku, która odpowiadała za pozostawianie niektórych rzeczy niedopowiedzianych.
  — A które miejsce zajmuję teraz? — spytała w końcu.

Damon Tae
piesek
triggerują mnie ludzie, którzy mają w triggerach AI a sami generują posty
30 y/o
Indulge in local cuisine
190 cm
były agent czarnego wywiadu Korei Północnej
Awatar użytkownika
They call me a monster, a weapon for hire. But for you I'd walk straight into the fire. Just one look at you and my heart turns to stone. You're the only kingdom that I'll ever own.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To brzmi trochę tak, jakbyś robił dla mnie wyjątki.
Bo robię — przyznał, niemalże od razu. Nie zamierzał kłamać, ani tego ukrywać. To było oczywiste stwierdzenie. Gdyby nie robił dla niej wyjątków, to kazałby jej samemu targać Lucy i pewnie dalej siedzieliby na samym dole schodów, bo Lennox nie byłaby w stanie wnieść zwłok koleżanki na drugie piętro sama. I na pewno też by z nią nie siedział na tarasie, pijąc kolejnego drinka, gadając o pierdołach.
W zasadzie nie wiedział dlaczego tak szybko przestała go irytować, ale możliwe, że fakt, że siedział z nią dwadzieścia cztery godziny przez siedem dni w tygodniu od kilku tygodni, mógł się do tego przyczynić. W dodatku, nie była taka zła. Gdyby była swoją blond koleżanką, to zapewne strzeliłby sobie w łeb. Albo jej. Na jego szczęście, Giovanni dał mu do ochraniania osobę, której charakter był znośny.
A może to on po prostu nieświadomie chciał, aby była znośna.
Skoro tak mówisz. — Jak dla niego, był bardzo spójny. Jego „wyjątki od reguły” obejmowały zawsze tą samą osobę. Dla takiego Eugene’a by tego już nie zrobił. Ale jemu to by najchętniej wywalił lepę na ryj, aby się w końcu przymknął.
Musiał też przyznać, że był ciekawy jej. A także tego, że chciała być na pierwszym miejscu. Wciąż miał gdzieś w głowie pijane słowa jej koleżanki, ale wcześniej zwyczajnie je olał. Niemniej im dłużej obserwował Lennox, tym więcej rzeczy zaczynało mu się nie zgadzać. O ile można to było tak nazwać.
Widział jej różowe policzki, które nabierały koloru nie tylko przez alkohol. Odwrócone spojrzenie. Ale przede wszystkim zwracał uwagę na to co mówiła. Damon nie był geniuszem jeśli chodziło o emocje, ale potrafił odczytywać intencje innych ludzi. Widział te drobne różnice w zachowaniu. W drżeniu mięśni. W mowie ciała. I nawet z alkoholem w żyłach, potrafił odczytać, że Maelle zachowuje się inaczej, niż dotychczas.
A może po prostu mu się wydawało? A może znowu chciał, aby tak było?
Może.
Może? — powtórzył za nią.
Kącik ust mu drgnął wyżej w żałosnym smirku. Prychnął pod nosem, sięgając do polanego mu drinka. Wcześniej obserwował proporcje, które lała i jakoś specjalnie mu to nie przeszkadzało. Dopóki nie był to jej dziwny kolega, to mógł pić te specyfiki. Zwłaszcza, że byli już w zabezpieczonym przez niego domu.
Chociaż wciąż był w pracy. I nie powinien być pijany.
Chcesz zajmować pierwsze miejsce na mojej liście — powtórzył za nią, upijając pierwszy łyk nowego drinka.
Dlaczego? Dlaczego chciała w ogóle się na niej znajdować. Bo nie ukrywała przecież, że chciała tam być i być wyżej niż inni. Nie rozumiał tylko jej powodu, bo przecież nie był jej dobrym kolegą. Nie zwierzali się sobie z sekretów, chociaż on wiedział o niej wszystko. Nie byli przyjaciółmi. Był jedynie jej ochroniarzem, którego nawet nie chciała.
Przynajmniej na początku. Co się więc zmieniło w międzyczasie?
Mal, ta lista nie ma miejsc — powiedział, biorąc dwa duże łyki, czując jak alkohol wypala mu gardło. Nawet sok nie był w stanie złagodzić jego smaku, bo proporcje były tam dość mocno zaburzone.
Odstawił szklankę na blat.
Ale jeśli naprawdę zależy ci na miejscu, to możemy pomyśleć co zrobić, abyś była na podium. — Które podobno nie istniało, więc automatycznie powinna zajmować pierwsze miejsce. — Dam ci szansę na wykazanie się i ostatecznie zdecyduję na którym miejscu cię umieścić.
Ewidentnie przemawiał przez niego alkohol, bo fakt, że wyszedł z taką propozycją zaraz mogło sugerować, że chce się z nią przekomarzać. A on przecież był zbyt nudny na tego typu zagrywki. Ale hej, zawsze mogła wygłosić mowę motywacyjną, albo zrobić jakiegoś psa z balonów.

Maelle Lennox
26 y/o
For good luck!
166 cm
doktorantka archeologii Environment and Climate Change Canada
Awatar użytkownika
Don't concern themselves with the opinions of lambs
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

  Bo robię.
  Dwa krótkie słowa wystarczyły, żeby ponownie poczuła ciepło na policzkach i opuściła spojrzenie na własne dłonie , którymi zaczęła poprawiać ułożenie koca. No, żenujące, Mal. Nie wiedziała, czego właściwie oczekiwała, wskazując mu wszystkie te wyjątki. Może właśnie jakiegoś rzeczowego wyjaśnienia, które pozwoliłoby jej przestać zastanawiać się nad nimi bardziej, niż powinna. Zamiast tego po prostu potwierdził, że je robił. Dla niej.
  — Och — odpowiedziała wyjątkowo elokwentnie.
  Miała wrażenie, że przez ostatnie kilka minut coraz bardziej traciła swoją przewagę w rozmowie, o ile kiedykolwiek jakąś posiadała. Zaczęło się całkiem niewinnie, od żartów dotyczących jego niechęci do ludzi, a skończyło na tym, że Damon przyznawał się do robienia dla niej wyjątków, kiedy ona siedziała obok, kurczowo trzymając się szklanki i próbując nie wyglądać na zbyt… poruszoną.
  Nawet nie chodziło wyłącznie o same wyjątki. Damon nie wybrał jej obecności na początku tej znajomości. Pojawił się w jej domu, ponieważ wysłał go tam Giovanni, a później został, bo takie otrzymał zadanie. Każda wspólnie spędzona godzina mogła zostać sprowadzona do pracy, za którą mu płacono.
  Tylko że nikt nie kazał mu być dla niej milszym; nikt nie wymagał, aby przyzwyczaił się do jej obecności, zauważał jej nastroje ani siedział z nią teraz na tarasie. Jeśli rzeczywiście robił dla niej wyjątki, oznaczało to, że przynajmniej część tego, co powstało pomiędzy nimi przez ostatnie tygodnie, należała wyłącznie do nich. A nie do tego całego zlecenia, które go tu ściągnęło.
  — Dobrze wiedzieć — powiedziała, sięgając po paluszka. — Postaram się tego nie wykorzystywać. — Chrząknęła. — Za często
  I może mogłoby to wszystko odzyskać ten żartobliwy wydźwięk, gdyby nie wychwyciła kolejnego detalu, który nie pasował jej do dotychczasowego obrazka mężczyzny.
  Mal.
  Znała ten skrót, bo większość jej bliskich właśnie tak się do niej zwracała. Tylko że w jego ustach zabrzmiało inaczej. Dotychczas najczęściej była dla niego Lennox; a krótkie Mal pozbawione było tego oficjalnego dystansu, którym otaczał ją od początku. Mógł użyć go przypadkiem. Pewnie nawet się nad tym nie zastanowił. Ona niestety zastanowiła się zdecydowanie za bardzo i za bardzo rozkładała to wszystko na części pierwsze.
  Najwyraźniej była już bardzo pijana.
  — Zaraz, zaraz. Moment Lista nie ma miejsc, ale możesz umieścić mnie na podium i ostatecznie zdecydować, którą pozycję zajmę? — Ściągnęła delikatnie brwi. — I ty próbujesz mi wmówić, że jesteś spójny? Czy to po prostu podstęp? — Dostaniesz swój własny ranking, Lennox. Taki, w którym będziesz sama, bo najwyraźniej tylko Tobie na tym zależało. A przecież nawet nie powinno. Niemniej sama propozycja wzbudziła w niej znacznie większe zainteresowanie niż samo miejsce na nieistniejącej liście. Uniosła lekko brwi, przyglądając mu się z zaciekawieniem. — No ale dobra, załóżmy że może mnie to bardzo zainteresowało i nie będę czepiała się szczegółów. — I upierdliwie próbowała dowieść, że jest niespójny. Napiła się i odstawiła szklankę na blat, wyraźnie czując, że należałoby trochę zwolnić, o ile chce zachować godność w odróżnieniu do Lucy. — To jak chcesz mnie sprawdzić?

Damon Tae
piesek
triggerują mnie ludzie, którzy mają w triggerach AI a sami generują posty
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”