ODPOWIEDZ
30 y/o
Watermelon sugar high
186 cm
Dyrektor finansowy w Northland Power
Awatar użytkownika
You don't need to say you're mine...
I already know you're mine
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Rodzina była najważniejsza.
Tę dewizę Hartleyowie skrupulatnie wpajali swoim synom od najmłodszych lat. I choć Ethan nie zawsze z rodzicami się zgadzał, robiąc wszystko, by się od nich uniezależnić, to ostatecznie i tak skończył w Toronto, wypełniając ich życzenie.
Z tym, że Sullivan wrócił, a to oznaczało, że główny argument rodzicieli legł w gruzach — przestał odczuwać już brzemię odpowiedzialności za ich ród i nie musiał sięgać wysoko postawionej przez brata poprzeczki.
Po powrocie Sully’ego cała ich uwaga została przeniesiona właśnie na syna marnotrawnego. Dociekania w sprawie związku jego i Cherry w tym czasie ustały, niemniej Ethan musiał uporządkować sprawy związane ze swoją firmą. Mężczyzna nie był świadomy całego tego bajzlu i skali zagrożenia, przez które brat niemal stracił życie, więc męczyły go wyrzuty sumienia. Te dwa lata temu, kiedy pojawiły się pierwsze problemy, nie chciał zagłębiać się w tę sprawę przez zwyczajną obawę przed porażką. Chcąc nie chcąc, finalnie i tak został z niczym, choć zupełnie nie połączył faktów, że śmierć Sullivana miała z tym związek.
Nawet, jeśli bracia wyjaśnili sobie wszystko, czuł się częściowo odpowiedzialny za ostatnie wydarzenia. I dlatego nadal słuchał się rodziców oraz budował wspólny front, dbając o ich nazwisko.
Ostatnio dużo się wokół niego działo, potrzebował więc złapać trochę oddechu. Podobnie, jak Sully, na którego została zrzucona kolejna bomba w formie artykułu związanego z powrotem do Ade. Z tego, co Ethan się orientował, dziewczyna potrzebowała czasu na oswojenie się ze wszystkim, a zwrócenie na siebie uwagi mediów wcale w tym nie pomagało. Wystarczyły dwa całkiem niewinne zdjęcia ich wsiadających do żółtego ferrari oraz chwytliwy nagłówek, żeby wywołać kolejną burzę.
Wiedząc to, co wiedział, wcale nie dziwił się, że Adeline musiała sobie wszystko ułożyć w głowie. Co więcej, znał ten model działania i był przekonany, że koniec końców między nimi się ułoży. Nawet, jeśli teraz na chwilę uciekła do Włoch.
Wyjście na trening było idealną okazją, żeby trochę się rozluźnić i przewietrzyć głowę od nadmiaru wrażeń. A dla mężczyzny nie było nic lepszego niż założenie rękawic.
Ubrany w luźną koszulkę i krótkie spodenki, właśnie sięgał do buta, którego oparł o ławeczkę, żeby poprawić wiązanie, i zerknął na przygotowującego się do treningu brata.
No dobra, staruszku, sprawdźmy jaką masz formę — rzucił, finalnie się prostując i zakładając leżące obok łapy bokserskie, by po chwili wejść na ring.
Kilka serii trafnych, pełnych werwy uderzeń zgodnych z wydawanymi przez Ethana komendami zrobiło na nim całkiem dobre wrażenie, które skwitował krótkim: — Nieźle. — Dopiero po dłuższej chwili skupienia postanowił zagadnąć, i przy okazji odrobinę wytrącić Sullivana z równowagi, żeby nie miał zbyt łatwo. — Jak tam Clem? Widziałem na insta, że się dobrze bawi — zaczął ostrożnie, niedbałym tonem głosu.

Sullivan Hartley
38 y/o
For good luck!
187 cm
Detektyw bez licencji Toronto
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Powrót do swojego dawnego życia był pewnym procesem. Wszystkim wydawać by się mogło, że któregoś dnia po prostu pojawiasz się na progu czyjegoś domu, mówisz niespodzianka, wszyscy płaczą i się cieszą, wchodzą napisy końcowe. Tego nauczyły nas wszystkich filmy, kinematografia. Prawdziwy powrót jest o wiele bardziej złożony. Oczywiście, jest ten aspekt pojawienia się w czyimś domu, ta cała radość. Zwłaszcza od jego ukochanej rodzicielki. Poklepanie po plecach od ojca oraz jakże czułe słowa - wiedziałem, że nie możesz być martwy. Tak, dlatego sprzedałeś moje mieszkanie, a wszelkie akcje oraz obligacje wziąłeś na przetrzymanie. Tego oczywiście ojcu nie powiedział, jak zawsze zatrzymał tak wybredne komentarze dla siebie, jak oczekiwano od przykładnego pierworodnego.
Nikt w kinematografii nie mówił natomiast o całym bagażu związanym z rzeczywistym powrotem do życia od strony formalnej. Bo pewnie, że ojciec chciał go z powrotem w firmie, tylko... jak zatrudnić kogoś, kto nie żyje? Ze swoimi prawnikami musieli się jeszcze przeprawić przez wszystkie papierologie, co wcale nie było takie łatwe ponieważ niewiele osób w całej historii Kanady wróciło do żywych. Więc procesy były niejasne, wszędzie musiał stawiać się osobiście, a na koniec musieli jeszcze się zmierzyć z ostatnim bossem całego przedsięwzięcia, czyli skarbówką oraz tym, jak wytłumaczy brak wpłat podatkowych za ostatnie dwa lata. Nikogo specjalnie nie interesowało to, że przecież w żaden sposób nie zarabiał. Liczyło się to, że takiej deklaracji na zero dolarów nie wypełnił, więc znów - kary. To wszystko w połączeniu z całą resztą bagażu mogło przytłoczyć nawet Sulliego, więc gdy Ethan zaprosił go na wspólny trening - coś czego nie robili od lat, zgodził się bez dłuższego namysłu. W sumie Sully nawet nie pamiętał żeby jego młodszy brat jakoś specjalnie trenował sztuki walki, lecz to w niczym nie przeszkadzało.
Stawił się na wezwanie prawie gotów do walki. Musiał oczywiście podjechać kupić sobie kilka rzeczy, bo znów, jedynym, co nie zostało sprzedane był jego ukochany samochód oraz nieruchomość, którą zostawił w spadku swojej byłej narzeczonej, a o którym nikt po prostu nie miał pojęcia. To w sumie zabawne, że sama zainteresowana go o to nawet nie zapytała. Może tylko wydawało mu się, że nie zostało sprzedane. W końcu po co miałaby to trzymać, skoro w nim nie mieszkała?
- Formę? Mogę robić wokół Ciebie kółka. - wyszczerzył się do brata w swoim klasycznym, nieco aroganckim wydaniu wstępując z nim na ring.
Sam też w ostatnim czasie nie miał zbyt wielu okazji do treningów. Jego czas został zawłaszczony przez z goła inne aktywności. Na szczęście takie, które chociaż wydolnościowo trzymały go w całkiem dobrej formie. Natomiast Ethan najwyraźniej nie zamierzał grać czysto. Jego pytanie rzeczywiście na chwilę wytrąciło starszego Hartley'a z równowagi, przez co ledwo zdążył osłonić twarz przed kolejnym ciosem. Zmarszczył lekko brwi na chwilę zwiększając dystans.
- Nie wiem, nie odzywała się odkąd wyjechała. Podobno każdy potrzebuje dystansu od czasu do czasu. - nie udało mu się zamaskować tego, że nie do końca mu to leżało, ale nie było to również coś, co spędzało mu sen z powiek - Dzisiaj widzę, że wybrałeś ciemne spodenki. Jak znów polejesz się wodą nie będzie niezręcznie. - uśmiechnął się złośliwie wiedząc, że Ethan szybko połączy kropki do ich pierwszego spotkania po jego powrocie.
W istocie jego brat był drugą osobą, która dowiedziała się o zmartwychwstaniu i w tym przypadku nie był dla niego tak wyrozumiały jak dla swojej ukochanej. To było naprawdę parszywe żeby włamać mu się do mieszkania, zaczaić się na niego w łazience i złapać chłodną dłonią po wyjściu z prysznica. Wcześniej oczywiście pokazują się przez dzień czy dwa na peryferii jego wzroku. Bardzo parszywe, ale umiera się tylko dwa razy - w jego przypadku - więc nie mógł przepuścić takiej okazji żeby wywinąć mu numer. A to, że był akurat przy umywalce i może rzeczywiście coś mu się tam polało na jasne bokserki... To już było zrządzenie losu, za które Sully dziękował i zamierzał jeszcze długo wykorzystywać.
Jak chociażby teraz licząc na to, że w ferworze emocji ruszy na niego, a on będzie mógł to wykorzystać żeby wymierzyć mu sierpowego. W końcu oboje powinni się czegoś z tych sparingów nauczyć!

Ethan Hartley
30 y/o
Watermelon sugar high
186 cm
Dyrektor finansowy w Northland Power
Awatar użytkownika
You don't need to say you're mine...
I already know you're mine
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Starszy brat dla Ethana był wzorem do naśladowania — zawsze posłuszny rodzicom, zawsze punktualny, zawsze uśmiechnięty, a przede wszystkim zawsze można było na niego liczyć. Młodszy z braci natomiast uważał siebie za czarną owcę w rodzinie. Jako ten drugi, miał większą swobodę, przez co próbował swoich sił w wielu wyzwaniach, między innymi właśnie w boksie.
Kiedy Sully zaangażował się w firmie ojca, walcząc zaciekle o kolejne kontrakty, Ethan próbował dać upust swoim emocjom — wilkom siedzącym mu w głowie. To zaprowadziło go od ulicznych bójek do zainteresowania profesjonalnymi walkami wręcz. Był młody, głupi, chciał się wykazać i rozkoszować smakiem adrenaliny, którą dawał mu ten sport. I nie byłby sobą, gdyby po raz enty nie wplątał się w kłopoty, ostatecznie lądując w szpitalu. Rodzicom nie przyznał się co do prawdziwych powodów pobicia, ale było to wynikiem czystej arogancji płynącej w żyłach Hartleyów, a także zwyczajnego niefarta. Po tym zajściu znalazł w sobie trochę pokory, przez co pozostał wyłącznie przy trenowaniu boksu na klubowym ringu.
Oho, ktoś tu ma chyba sporo niespożytej energii — Ethan nie pozostał mu dłużny, wysoko zadzierając brodę do góry z równie cwaniackim uśmieszkiem. Akurat nie dało się nie zauważyć faktu, że próba podboju serca Ade jeszcze nie została zakończona sukcesem. Inaczej rudowłosa by nie wyjechała. Właściwie zabawnym było, jak dobrze mężczyzna znał ten wzorzec. Z Cherry również nie miał łatwo. — Rób, rób. Poczekam, aż się zmęczysz, wtedy przestanę cię oszczędzać — dodał zaraz prowokacyjnie. Arogancję mieli we krwi.
Tak, jak nieczyste zagrania. Ethan wiedział, na ile mógł sobie pozwolić przy Sullivanie, toteż nie wahał się uderzyć w jego czuły punkt. Nie robił tego jednak złośliwie, a jedynie chciał dowiedzieć się czegoś więcej o ich obecnej sytuacji. Uwielbiał Clem, i choć ostatnio rzadko się z nią widywał, była dla niego niczym siostra. Nawet po rozstaniu z Sullym utrzymywał z nią kontakt, podczas przylotów z Nowego Yorku zawsze starając się znaleźć dla niej chwilę. To ona była powodem przesłuchania zazdrosnej Charity. I to jemu po domniemanej śmierci starszego Hartleya zwierzyła się z sekretu, który ciążył jej przez tak wiele miesięcy. Tak, jak każdy, uwierzyła, że już nigdy nie będzie w stanie stanąć naprzeciw Sullivana i podzielić się z nim czymś tak ważnym. Wysłuchanie jej zwierzeń przez Ethana miało ją trochę odciążyć, być częścią odkupienia. A przynajmniej takie wrażenie wtedy odniósł.
Wiesz, w krótkim czasie spadło na nią wiele. Musi się uporać z pewnymi rzeczami — przyznał, na moment przekrzywiając głowę na bok. O ile on, jako facet, był w stanie sobie poradzić z presją, jaka ciążyła nad ich rodziną, dopóki media nie znajdą sobie lepszego tematu do drążenia, tak Ade, która nagle znalazła się w centrum wydarzeń, miała prawo do chwili oddechu. — Myłem zęby! — zawołał z wyrzutem. — Teraz już nie dam się tak zaskoczyć — mruknął oburzony, zaczynając odczuwać w swoich żyłach nutę rywalizacji.
Mimo wszystko kącik jego ust nieznacznie drgnął do góry na myśl o tamtym zajściu, bo patrząc z perspektywy czasu tamta scena nadawała się na dobry horror, które przecież lubił. Oczywiście, nadal miał za złe bratu, że postanowił tak bestialsko sobie z niego zażartować, dlatego w pewnym momencie postanowił doskoczyć do Sullivana, który, przewidując jego ruch, uchylił się przed ciosem, więc Ethan znowu przyjął pozycję obronną i zwiększył dystans.
To co teraz, planujesz jakieś oświadczenie w związku z Clem? W ogóle wyjaśniliście sobie już wszystko? — zapytał, powracając do głównego tematu, żeby jeszcze trochę wytrącić brata ze skupienia.

Sullivan Hartley
ODPOWIEDZ

Wróć do „Kingsway Boxing Club”