ODPOWIEDZ
38 y/o
OPIEKUN FORUM
189 cm
Dyrektor strategii w AG Industries
Awatar użytkownika
Revenge is a dish; the truth is a pit; words are weapons… Do you follow?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her/bitch
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

  Zatrzymał spojrzenie na wskazanej przez Navi kobiecie, po czym otworzył informacje przypisane do jej nazwiska. W żadnym miejscu nie wspomniano, że od miesiąca pracowała również w restauracji. To była ciekawa obserwacja.
  — Nie zwalniaj jej i na razie o nią nie pytaj — powiedział, oddając Navi telefon. — Ja sprawdzę, dlaczego znalazła się w obu miejscach.
  To mogło nie mieć żadnego znaczenia. Równie dobrze mogło okazać się pierwszym faktycznym powiązaniem pomiędzy jego strukturami a kimś, kto znalazł się dostatecznie blisko Navi, aby znać jej codzienny plan, ale to rozstrzygnie to później. Na obecny moment wystarczyło, że kelnerka nie wiedziała, iż została zauważona i najlepiej, aby tak zostało.
  Przesunął uwagę na odpowiedź dotyczącą jej samopoczucia. Skoro nudności nie różniły się znacząco od tych, które pojawiały się wcześniej, nie widział powodu, żeby reagować na nie natychmiast – z drugiej strony to był on, a on i tak musiał wszystko zweryfikować samodzielnie. Nawet jeśli jej ufał. Nie zamierzał jednak rezygnować z zaplanowanej kontroli, zwłaszcza po wydarzeniach poprzedniego dnia.
  — W takim razie wizyta odbędzie się zgodnie z planem, tylko tutaj — zdecydował. — Jeszcze dzisiaj znajdę odpowiedniego lekarza. — Choć lepszym i bardziej na miejscu określeniem byłoby słowo ‘znajdziemy’. Tego rodzaju zmian będzie zresztą więcej. — Nie wrócimy do Toronto w najbliższych tygodniach — powiedział. — Przenosimy się do Kalabrii na jakiś czas.
  Nie była to oczywiście decyzja podjęta dopiero teraz. Rozważał ją już w nocy, pomiędzy kolejnymi wiadomościami dotyczącymi strat oraz ludźmi próbującymi ustalić, co właściwie pozostało po weselu. Początkowo mieli zostać we Włoszech wyłącznie do ceremonii, później wrócić do Toronto i niemal od razu wyruszyć w podróż poślubną. Ten plan przestał istnieć w chwili, w której ogród stanął w ogniu.
  Wyjazd teraz oznaczałby pozostawienie całej powstałej po śmierci bossów przestrzeni ludziom, którzy bardzo szybko spróbowaliby ją zagospodarować. ’Ndrangheta była osłabiona, ale dalej istniała, a w ciągu kolejnych tygodni każdy z pozostałych przy życiu zacznie sprawdzać, ile może dla siebie wyszarpać. Aurelia również.
  A on zamierzał być wystarczająco blisko, żeby widzieć, kto pierwszy wykona ruch.
  Poza tym opuszczenie Kalabrii zaraz po tym, jak wymordował część własnej rodziny, mogło zostać odebrane jako ucieczka. Jakby wywołał pożar, a później schował się po drugiej stronie oceanu i czekał na konsekwencje. A on nie uciekał. I to było znacznie mniej czytelne, niż gdyby teraz spakował się i złapał samolot. Tym bardziej, że w obecnej sytuacji nie zamierzał ufać żadnemu środkowi transportu, którego sam nie prowadził.
  — Na razie załóż miesiąc — wyjaśnił. — Po dwóch tygodniach będę wiedział czy możemy zacząć przygotowywać powrót, czy zostaniemy dłużej.
  Toronto nadal wymagało uporządkowania, zwłaszcza po odcięciu się od organizacji. Mógł jednak zarządzać większością spraw z Kalabrii, a ludzie, którym był w stanie jeszcze trochę zaufać, mieli pozostać na miejscu i pilnować interesów. Zresztą każda decyzja podjęta podczas jego nieobecności również stanowiła dla niego informację. Szybko zobaczy, kto zacznie korzystać z tego, że nie patrzył mu bezpośrednio na ręce.
  Nie wiedział jeszcze, jak długo dokładnie Kalabria faktycznie pozostanie ich miejscem zamieszkania, ale przez ten czas miała być czymś więcej niż posiadłością, do której przyjechali na ślub. Navi potrzebowała miejsca do pracy zdalnej – ta przynajmniej nie będzie aż tak obciążająca, lekarza prowadzącego jej ciążę oraz na nowo odbudowanego poczucia bezpieczeństwa, które z pewnością naruszyło to, że on dopuścił do sytuacji, w której Subin – były mąż którym miała się już nie martwić – porywa ją z jej własnego wesela. On potrzebował odpowiednio zabezpieczonego dostępu do wszystkich informacji i ludzi, których teraz miał sprawdzić.
  Sięgnął do jej dłoni, by ująć ją delikatnie, w wypracowanym już geście troski.
  — Wybacz za tę niedogodność, Amore — powiedział, zatrzymując spojrzenie na jej twarzy. — Wkrótce wszystko znajdzie się na swoim miejscu. — Z tą różnicą, że to miejsce będzie nowe, niekoniecznie podobne do poprzedniego. Przesunął kciukiem po jej skórze. — Masz dzisiaj na coś ochotę? Jest coś, co chciałabyś zrobić?

Navi Salvatore
pies (dc: canine.west)
Secrets are coins better saved, than spent.
28 y/o
Indulge in local cuisine
162 cm
właścicielka restauracji koreańskiej
Awatar użytkownika
When is a monster not a monster?
Oh, when you love it.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W porządku — odpowiedziała spokojnie. Nie miała pojęcia co dziewczyna u niej robiła, ale też nigdy wcześniej by nie podejrzewała, że w jej otoczeniu mogły pojawić się osoby, które przede wszystkim chciałyby się dostać do jej partnera. Kiedyś to wydawało się abstrakcyjne, ale po wczoraj była w stanie uwierzyć we wszystko. Każdy był podejrzany i nikomu nie można było ufać.
Razem z weselem, wszystko mieli dokładnie zaplanowane. Impreza, goście, powrót, wizyta u lekarza, a potem podróż poślubna. Wszystko miała dogadane, pracowników ogarniętych i informacje przekazane. Nikt się jednak nie spodziewał tego, co miało miejsce. To wydarzenie zmieniło bieg wszystkiego i całkowicie przewróciło planszę szachów na której mieli porozkładane pionki. Teraz musieli ją odwrócić i zacząć układać je w nowym porządku.
I dostosować się do tego, co miało nadejść.
Będę musiała poinformować menagerkę — odpowiedziała tylko, nie zamierzając się kłócić. Zdawała sobie przecież sprawę z tego w jakiej sytuacji się znaleźli. Nie była tą roszczeniową panną, która teraz miała się obrazić, że jej plany poszły w odstawkę, razem z wymarzoną podróżą. Ta była najmniej ważna w tej chwili.
Musiała zadzwonić do kobiety, która ogarniała restaurację w jej imieniu, kiedy Navi nie było w pobliżu i przekazać jej nowe informacje, na temat tego, że nie będzie jej już teraz i to, co miała osobiście załatwić w ciągu tych kilku dni, będzie musiało poczekać. Najpewniej około miesiąca, jak nie dłużej.
Ufała mężowi oraz jego decyzjom, więc ostatnim co chciała zrobić, to je podważać.
Restauracja była jej małym marzeniem, ale też swego rodzaju zachcianką. Nie była koniecznością. Oczywiście, że przynosiła zyski, ale to nie był ich główny rodzaj dochodu. Przede wszystkim musieli się skupić na ludziach oraz środowisku w którym otaczał się Giovanni, a teraz, gdy wszystko spłonęło, łącznie z niektórymi mostami, priorytetem było, aby się zabezpieczyć na wszelkie możliwe sposoby.
Kąciki ust jej drgnęły wyżej w łagodnym uśmiechu.
Nigdzie mi się nie spieszy — przyznała. Dawała mu tyle czasu ile potrzebował. Wychodziła z założenia, że była tu dla niego. Wszystko co miała, zawdzięczała jemu, więc jeśli chciał miesiąca, to ona nie zamierzała się kłócić.
A może to też częściowa pozostałość po tym, aby nigdy się nie przeciwstawiać.
Niemniej spodziewała się, że będą potrzebować czasu.
Stresowała się tym co mogło nadejść, chociaż zwykła przeżywać wszystko w środku, aby na zewnątrz przyjmować tą jakże sympatyczną maskę kobiety, która miała pod kontrolą to, co musiała. Niemniej to, co się wydarzyło, płonący ludzie biegający w popłochu przed jej oczami, zwisanie z klifu, upadek, porwanie i pobicie, wciąż głęboko w niej siedziało. Zrobienie śniadania nie było w stanie tego naprawić, ale chociaż pozwalało na moment zająć czymś głowę. Teraz, przed nimi kolejne wyzwania. To co było, stało się jedynie początkiem. Zapowiedzią dalszego życia, bo skoro weszła do tego niebezpiecznego świata, to takie sytuacje mogły być czymś normalnym. Czymś, czego powinna się spodziewać.
Nawet nie zauważyła kiedy zbyt długo przeżuwała ostatni kawałek croissanta, gdy z rozmyślań wyrwała ją dłoń Giovanniego. Podniosła nieco zaskoczony wzrok na męża, który zaraz przybrał tą łagodną, rozczuloną formę.
To żadna niedogodność. Drobna zmiana planów — powiedziała z uśmiechem, kciukiem sunąc po skórze jego dłoni. Kąciki się podniosły nieco wyżej na jego zapytanie. — Odpocząć — przyznała otwarcie. — Wczorajszy dzień dostarczył mi wystarczająco wrażeń na następny miesiąc. — Nie potrzebowała kolejnych wyjazdów, bo nawet teraz auto wzbudzało w niej nieprzyjemne odczucia. Tak samo jak wyjście poza dom, gdzie czuła się po prostu bezpiecznie. Chociaż może też nie powinna, bo znajdowali się we Włoszech. W końcu nawet tutaj ktoś mógł ich napaść, a sądząc po ludziach, których poznała oraz ich metodach, to żadne mury nie stanowiły dla nich problemu.
Dołożyła drugą dłoń do jego ręki, zamykając ją w swoich obu.
Giovanni, wiem, że jesteś zajęty, zwłaszcza teraz — zaczęła, w zasadzie nie bardzo widząc czy powinna kończyć. — ale jeśli będziesz mieć chwilę, to po prostu chcę pobyć z tobą. — Bo wtedy po prostu czuła się najbezpieczniej, a od wczoraj bardzo potrzebowała tego, aby nie oglądać się za siebie. I móc zwyczajnie odetchnąć.

Giovanni Salvatore
38 y/o
OPIEKUN FORUM
189 cm
Dyrektor strategii w AG Industries
Awatar użytkownika
Revenge is a dish; the truth is a pit; words are weapons… Do you follow?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her/bitch
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

  Nie spodobał mu się sposób, w jaki zaczęła to zdanie.
  Wiem, że jesteś zajęty.
  To tak jakby najpierw musiała pokazać mu, że rozumiała wagę wszystkich pozostałych spraw, dopiero później pozwalając sobie poprosić o jedną rzecz dla siebie. W dodatku na tyle ostrożnie, aby bez problemu mógł odmówić i zasłonić się brakiem czasu. Navi wciąż posiadała irytującą skłonność do umniejszania własnym potrzebom, gdy tylko mogły kolidować z jego. A on najwyraźniej nie zdążył jeszcze dostatecznie wyraźnie nauczyć jej, że nie znajdowała się już na końcu niczyjej listy priorytetów.
  Zwłaszcza jego.
  Przesunął palce pomiędzy jej dłońmi, odpowiadając na uścisk, którym zamknęła jego rękę. Drugą sięgnął po telefon i wyciszył kolejne pojawiające się na ekranie powiadomienie. Ludzie, którzy próbowali się z nim skontaktować, mogli poczekać. Jeżeli coś faktycznie wymagało jego natychmiastowej uwagi, wiedzieli, jak się do niego dostać.
  — Mam chwilę — odpowiedział. Brzmiało to jednak zbyt oszczędnie nawet jak na niego, więc po krótkiej przerwie dodał: — Mam dla ciebie cały dzień, jeśli właśnie tego potrzebujesz.
  Oczywiście u niego nie oznaczało to, że zignoruje sytuację albo przez kolejne godziny całkowicie odetnie się od świata. Część rozmów musiała odbyć się jeszcze dzisiaj, podobnie jak sprawdzenie pierwszych raportów oraz znalezienie lekarza, który zajmie się ciążą Navi podczas ich pobytu w Kalabrii. Żadna z tych rzeczy nie musiała jednak wydarzyć się teraz.
  Dopiero po chwili zorientował się, że sam automatycznie założył, iż odpoczynek powinien oznaczać pozostanie w posiadłości. Zamknięcie jej w odpowiednio zabezpieczonym miejscu, z ochroną i wszystkim, czego mogłaby potrzebować pod ręką. Było to rozwiązanie rozsądne, ale po ostatnim dniu również takie, które pozwalało bez końca siedzieć we własnej głowie i wracać do tego, co wydarzyło się na weselu.
  — Dokończ śniadanie — powiedział. — Później pojedziemy do miasteczka.
  Skoro mieli zostać w Kalabrii przez co najmniej miesiąc, Navi powinna zobaczyć coś więcej niż posiadłość, kościół oraz ogród, który poprzedniego wieczoru spłonął razem z większością zaproszonych gości. Wciąż właściwie nie znała miejsca, które przez najbliższe tygodnie miało stać się ich domem. Nawet pomimo tego, że parę razy już tutaj byli. Zawsze jednak byli po coś.
  Mogła też potrzebować rzeczy, których nie zabrała ze sobą do Włoch, zakładając, że po ślubie prawie od razu wyruszą w dalszą podróż. Oczywiście wszystko dało się sprowadzić z Toronto, ale nie widział też żadnego powodu, dla którego nie mieliby kupić części na miejscu. Szczególnie że zakupy, spacer oraz kawa wypita poza terenem posiadłości należały do tej zwyczajnej części życia, której wczoraj zostali całkowicie pozbawieni. I może mogłaby się dzięki temu odprężyć. Wspólne zakupy były też jedną z ich pierwszych wspólnych aktywności, które podjęli po tym, jak zabrał ją Subinowi.
  On sam zwykle nie potrzebował podobnych przerw. Potrafił przejść z jednego problemu do kolejnego i funkcjonować w ten sposób przez następne tygodnie, dopóki wszystko ponownie nie znalazło się pod kontrolą. Navi nie musiała działać w ten sam sposób tylko dlatego, że wyszła za niego.
  — Kupimy ci coś ładnego, co będziesz chciała. Później możemy coś i się przejść — dodał. To było bardzo banalne. I bardzo nie jego. Dawno temu jednak przeprogramował wiele zachowań u siebie na takie, które były dla niej dobre. — Bez list, telefonów i rozmów o mojej rodzinie. Przynajmniej przez kilka godzin. — Podniósł jej dłoń i złożył krótki pocałunek na palcach. — Skoro mamy tutaj trochę pomieszkać, powinnaś poznać Kalabrię również od strony, która nie płonie. — Był to żart, choć mocno mroczny i niezręczny jak na obecną sytuację. Jego umysł z łatwością mógł obracać takie fakty jak spopielenie gości weselnych w coś zabawnego, bo nie posiadał empatii w żadnej formie. Musnął jej dłoń jeszcze raz. — Sono tutto tuo, Amore.

Navi Salvatore
pies (dc: canine.west)
Secrets are coins better saved, than spent.
28 y/o
Indulge in local cuisine
162 cm
właścicielka restauracji koreańskiej
Awatar użytkownika
When is a monster not a monster?
Oh, when you love it.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Niektórych nawyków nie było łatwo wyplewić, zwłaszcza, gdy żyło się w nich tyle lat. Od ponad roku nie jest już w przemocowym związku ze swoim dawnym mężem, ale nie tylko on przecież wpływał na jej zachowanie. Sporą część wyniosła z domu, gdzie ojciec był największym autorytetem, a matka nie miała nic do gadania.
Jeszcze trochę czasu minie zanim nabierze pewności, że mogła się odzywać i mogła wymagać od swojego partnera, w tym też jego uwagi oraz czasu, zwłaszcza gdy tego potrzebowała. A teraz, chociaż przybrała na twarz maskę pod tytułem „nic się nie stało”, to w środku była mocno podniszczona. I zwyczajnie potrzebowała męża, który był jej ostoją i bezpiecznym schronieniem. Bo to w jego obecności czuła się najspokojniej.
O ironio.
Przyjemne odczucie ulgi wstąpiło w nią w momencie, jak zauważyła, że wycisza telefon, który w jego przypadku był wiecznie aktywny. Wiadomości, telefony, maile. Wiedziała jak ważną postacią był, jak dużo miał pracy, zwłaszcza teraz, po tym co miało miejsce, a mimo wszystko, zdecydował się poświęcić jej czas.
Naprawdę musiała zacząć się do tego przyzwyczajać.
Na pewno? — spytała, woląc się upewnić, że cały dzień przy niej niczego nie skomplikuje. — Nie chcę ci przeszkadzać — dodała, z tym swoim łagodnym, przepraszającym uśmiechem na twarzy.
Ich wesele było zakończeniem i początkiem czegoś nowego. Setki ludzi będzie mieć pytania. Będzie w szoku. Będzie potrzebować i oczekiwać wyjaśnień. Prosiła o jego czas w najgorszej możliwej chwili, ale wewnętrznie też czuła, że tego potrzebowała. Tego poczucia bezpieczeństwa, które wczoraj zostało mocno zaburzone.
Nie tylko nudności ściskały jej żołądek.
Do miasteczka? — powtórzyła, mimowolnie czując jakąś dziwną obawę przeplataną z zaciekawieniem. Tyle razy była w Kalabrii, a jednak nie zwiedzała zbyt wiele. Widziała może dwie restauracje, które pokazał jej Giovanni i kilka uliczek, ale nie miała okazji zwiedzić czegoś więcej. Przez większość czasu siedziała w posiadłości.
A później w innej części Włoch, gdy miała zniknąć mu z oczu.
Nie była gotowa na to, aby zostać tu dłużej, niż tydzień. Miała tu część ubrań, które zostały w szafie po jej poprzednich pobytach, niemniej nie było tego dużo. Do walizki także nie pakowała nie wiadomo ile, bo przede wszystkim zabierała najbardziej potrzebne rzeczy. W końcu mieli wrócić do Toronto po resztę.
Pomysł z zakupami był więc dobry i potrzebny.
Uśmiechnęła się z wdzięcznością na plan, który jej opowiedział. Brzmiało tak prosto. Tak zwyczajnie i normalnie, jakby wczoraj wcale nie było żadnej tragedii. Ale ona sama też starała się zachowywać spokojnie, a przynajmniej stwarzać pozory normalności. Udawać, że po zamknięciu oczu wciąż nie widzi biegających, płonących ludzi, błagających o pomoc.
Młody pan policjant na pewno uznałby to za podejrzane.
Grazie, mio carissimo. — Była mu wdzięczna za to, co robił. Może za rok, albo dwa, odzyska pewność siebie na tyle, że będzie wiedziała ile jest warta oraz czego wymagać od drugiej osoby.
Dokończyła swojego croissanta i chciała posprzątać po śniadaniu, ale wtedy też wkroczyła Concetta z oburzeniem, że skoro gotować nie może, to chociaż po wszystkim ogarnie, bo inaczej w ogóle już nie będzie miała co robić w domu. Tym razem Navi się nie kłóciła, tylko poszła się przygotować do wyjścia na miasto.
Nie ubierała się nie wiadomo jak. Założyła lekką, przewiewną sukienkę, doskonale pasującą do pogody na dworze. Nie była markowa, ale wyjątkowo wygodna. Na nogi założyła niezbyt wysokie obcasy, które były jej codziennym obuwiem, a włosy spięła w eleganckiego, a przy tym luźno wyglądającego kucyka. Widoczne na jej nadgarstku czy policzku ślady po Subinie zakryła makijażem.
Gdy była gotowa do wyjścia, spotkała się z mężem, aby skierować się wspólnie do auta, którym mieli dojechać do wspomnianego wcześniej przez jej męża miasteczka. Nie było ono duże, ale wyjątkowo urokliwe. I przez cały czas, gdy przechadzała się jego alejkami, nie puszczała dłoni Giovanniego. Przynajmniej do momentu w którym się nie zatrzymała, aby obejrzeć coś na jeden z okiennych wystaw.
Wejdę na chwilę. Chcę zobaczyć tę sukienkę — powiedziała mężowi, w końcu puszczając jego dłoń, by skierować się do wejścia sklepu. — Dzień dobry — przywitała się po włosku, z tym swoim łagodnym, grzecznym uśmiechem, kierując się do wieszaków, które wydawały się mieć letnią sukienkę, która wpadła jej w oko.
— Dzień dobry — odpowiedziała jedna ze sprzedawczyń, mierząc ją wzrokiem z góry do dołu. Zupełnie innym spojrzeniem, niż miały normalne panie ekspedientki.
Mogłabym obejrzeć tę sukienkę z wystawy? — spytała Navi, wskazując na wybrany przez siebie model.
— To model z nowej kolekcji — odparła kobieta.
W porządku.
— Jest drogi.
Brew Navi uniosła się wyżej, bo pierwszy raz spotkała się z takim podejściem. Może nie ubrała na siebie nic markowego i wyglądała… normalnie, może trochę za bardzo jak turystka, ale żeby od razu obstawiać, że nie ma pieniędzy?
Rozumiem. I tak chciałabym ją zobaczyć.
— Proszę pani… — kobieta uśmiechnęła się uprzejmie, ale w sposób, który uprzejmy jednak nie był. — Mamy również kilka modeli z poprzedniej kolekcji. Są znacznie bardziej przystępne cenowo.
Nie pytałam o tańsze — odpowiedziała Navi, zniesmaczona już zachowaniem kobiety. Zwłaszcza, że jej koleżanki także nie zamierzały interweniować. Chyba każda z nich uważała, że Azjatka nie jest dobrym klientem. — Dziękuję za czas.
Nie zamierzała się dłużej wykłócać i przekonywać. Wyszła ze sklepu zanim jej mąż do niej dołączył.
Chodźmy, carissimo. Chyba wyglądam zbyt biednie na ten sklep, bo pani uznała, że nie pokaże mi sukienki z wystawy, bo jest droga.
Zapewne nie wiedziała, że klientka z którą rozmawia, na nazwisko ma Salvatore.

Giovanni Salvatore
38 y/o
OPIEKUN FORUM
189 cm
Dyrektor strategii w AG Industries
Awatar użytkownika
Revenge is a dish; the truth is a pit; words are weapons… Do you follow?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her/bitch
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

  Pierwszy raz zabrał Navi na zakupy niedługo po tym, jak przywiózł ją do Toronto i pamiętał dokładnie jak wtedy samo przyznanie, że czegoś chciała przychodziło jej z zauważalnym trudem. Oglądała rzeczy, ale ich nie dotykała; zastanawiała się nad każdą ceną, nawet jeśli nie musiała, a przy każdej kolejnej rzeczy zachowywała się tak, jakby najpierw potrzebowała otrzymać od niego pozwolenie.
  Od tamtej pory sporo się zmieniło. Navi posiadała własną restaurację, pieniądze oraz nazwisko, które w tej części Włoch było warte więcej od większości kart kredytowych, choć najwyraźniej żadna z tych rzeczy nie była dostatecznie widoczna dla… zwykłej, małomiasteczkowej sprzedawczyni. Dostrzegła azjatycką kobietę w zwykłej sukience, uznała ją za turystkę i na tej podstawie dopasowała do niej odpowiednią półkę cenową.
  Ocenianie ludzi na podstawie wyglądu nie było samo w sobie głupie, w końcu on robił to bez przerwy. Wygląd, zachowanie oraz sposób wypowiadania się dostarczały wielu informacji, ale trzeba było jeszcze potrafić je poprawnie zinterpretować.
  Sprzedawczyni najwyraźniej tego nie potrafiła.
  Zatrzymał spojrzenie na Navi, a później na sukience znajdującej się za szybą. Nie wyglądała na szczególnie przejętą całym zajściem i najprawdopodobniej naprawdę była gotowa zwyczajnie odejść, znaleźć inny sklep oraz więcej nie zastanawiać się nad czymś, czego obca kobieta nie chciała jej nawet pokazać.
  — Wracamy — zdecydował. Ujął Navi za dłoń i zawrócił w stronę wejścia, nie zostawiając szczególnie dużo miejsca na dyskusję. Otworzył przed nią drzwi, a zaraz później wszedł do środka. Tym razem nie zatrzymał się przy wieszakach, tylko poprowadził ją bezpośrednio do sprzedawczyni, która na ich widok wyprostowała się, a jej wcześniejszy uśmiech – ten który pojawił się, gdy wypędziła biedaczkę – zniknął, gdy rozpoznała mężczyznę stojącego obok klientki.
  — Signor Salvatore — odezwała się. — Nie wiedziałam, że pani jest z panem.
  — Jest moją żoną — poprawił ją. Sprzedawczyni wyraźnie pobladła, jej koleżanka również przestała porządkować szufladę i zamarła. — I chciała zobaczyć sukienkę z wystawy.
  Kobieta spojrzała na Navi, a później ponownie na niego.
  — Oczywiście. Chciałam jedynie uprzedzić panią, że ten model pochodzi z nowej kolekcji i jest jednym z droższych. Mamy bardzo podobne sukienki w bardziej przystępnych…
  — Słyszałem — przerwał jej spokojnie. — Teraz przyniesie pani tę, o którą poprosiła.
  Koleżanka znad szuflady już całkowicie zesztywniała, ledwie jej współpracownica zaczęła mówić, a Salvatore jej przerwał. Najwyraźniej szybciej wyciągała wnioski. Towarzyszka miała nieco mniej lotny umysł.
  — Naturalnie, signore. Proszę mi wybaczyć, nie chciałam pana urazić.
  — To nie mnie pani uraziła.
  Przeniósł wzrok na Navi, wystarczająco wyraźnie wskazując kobiecie osobę, do której powinna skierować przeprosiny.
  — Przepraszam, signora Salvatore — powiedziała po chwili sprzedawczyni. — Źle oceniłam sytuację.
  — Rozmiar mojej żony i sukienka z wystawy — przypomniał Giovanni. — Reszta naprawdę nie jest aż tak skomplikowana.
  Sprzedawczyni skinęła głową i odeszła, tym razem nie próbując proponować niczego tańszego. Druga z kobiet odsunęła zasłonę jednej z przymierzalni oraz zaczęła przygotowywać znajdujące się w środku miejsce.
  Giovanni przesunął dłonią z pleców Navi na jej biodro, pochylając się nieznacznie w jej stronę.
  — Nie zamierzam zmuszać cię, żebyś ją kupiła — powiedział ciszej. Mogli wziąć nawet dwie, albo i pięć na pokaz. Ale to było już niepotrzebne. — Ale skoro chciałaś ją zobaczyć, to ją zobaczysz. Tę i każdą inną, która ci się spodoba.
  Cena nie grała roli.
  Sprzedawczyni wróciła z sukienką i podała ją Navi już bez zbędnego komentarza, za to oferując cappuccino – w końcu było przed dwunastą – herbatę lub, po prostu, wodę.
  — Przymierz — polecił Giovanni, wskazując przygotowaną przymierzalnię. Kącik jego ust drgnął przy tym nieznacznie. — Chcę zobaczyć, czy faktycznie była warta całego problemu.

Navi Salvatore
pies (dc: canine.west)
Secrets are coins better saved, than spent.
28 y/o
Indulge in local cuisine
162 cm
właścicielka restauracji koreańskiej
Awatar użytkownika
When is a monster not a monster?
Oh, when you love it.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie była zakupowa. Nigdy nie ekscytowała się nowinkami ze świata mody. Nie przywykła do noszenia niesamowicie drogich, markowych rzeczy, chociaż w poprzednim małżeństwie zawsze musiała też wyglądać. Miała wyglądać drogo, ale jej ubrania nie mogły przekraczać jakiejś kwoty, bo obrywała, że za dużo kupuje. Nawet jeśli była to tylko jedna sukienka i marynarka. Dlatego też, kiedy Giovanni ją zabrał po raz pierwszy na zakupy czuła się… wyjątkowo dziwnie. Przyzwyczajona była do patrzenia na cenę. Do szukania okazji. Do proszenia o to, czy może coś wziąć przed kupnem.
Bo każdy zakup musiał być uzgodniony z mężem.
Trochę jej zajęło, aby przestać zwracać uwagę na cenę, a także zdanie partnera. A i tak do końca nie czuła się pewnie i swobodnie przy niektórych wydatkach. Nawet jeśli nie powinna. Na pewno fakt, że sama zarabiała i nie była aż tak uzależniona od Giovanniego jej mocno pomagał.
Co z tego, że restaurację także jej kupił. Jak i wszystko co z nią związane.
Nie chciała robić problemów. Fakt, że sprzedawczyni ją z góry oceniła i niemalże wyprosiła ze sklepu uznając, że ktoś taki jak ona na pewno tu nic nie kupi, sprawił, że zwyczajnie odechciało jej się robić zakupy. Przynajmniej w tym obiekcie.
Jej mąż wybrał jednak konfrontację.
Giovanni, naprawdę nie trzeba — powiedziała, idąc jednak za nim z powrotem do sklepu, z którego przed chwilą wyszła z łatką „zbyt biednej”.
Musiała jednak przyznać, że widok jak kobiecie znika uśmiech z twarzy, a zamiast niego pojawia się blade przerażenie, był niezwykle satysfakcjonujący. Tak samo jak moment, w którym Giovanni przedstawiał ją otwarcie jako swoją żonę oraz gdy bronił jej dobrego imienia przed kobietami, które wcześniej zbyt prędko ją oceniły.
To, jak kobieta się tłumaczyła, było jedynie jej kolejnym gwoździem do trumny. Im mniej mówiła, tym lepiej było dla niej. Zwłaszcza, że obydwie ewidentnie wiedziały z kim rozmawiają. Jej jeszcze nie znały… ale po dzisiejszym wydarzeniu, na pewno zapamiętają jej egzotyczną, w tych rejonach, twarz na długo.
Navi uśmiechnęła się w ten swój uprzejmy sposób, gdy kobieta ją przeprosiła. Nie zamierzała trzymać urazy, chociaż zdecydowanie uważała, że kobieta z tego spotkania powinna wyciągnąć odpowiednie wnioski, aby nie oceniać zbyt prędko człowieka po tym co nosi.
Gdy kobieta odeszła, aby znaleźć sukienkę w odpowiednim rozmiarze, Navi zerknęła w bok na mężczyznę.
Nie musiałeś — powiedziała z lekkim uśmiechem. Może teraz pomyślą, że była kobietą o którą musiał walczyć jej mężczyzna, ale z drugiej strony, naprawdę jej to nie obchodziło. Sprzedawczynie na pewno dostały solidną lekcję. I powinny się cieszyć, że właściciela obiektu nie było na sklepie, bo możliwe, że obyłoby się w tym miesiącu bez premii.
Sposób w jaki ją traktował wciąż wprawiał ją w zachwyt i dziwne wzruszenie. Powinna już do tego przywyknąć, bo Giovanni nie raz i nie dwa udowadniał, że nieba jej przychyli jeśli będzie trzeba, a jednak za każdym razem była mu za to wdzięczna. Nigdy nie brała tego za pewnik.
Sięgnęła dłonią do jego policzka na krótką chwilę przed tym, jak uniosła się delikatnie na palcach, aby złożyć na jego ustach krótki pocałunek. Taki, który był pełen uczucia, ale też niewypowiedzianej wdzięczności.
Odwróciła się w stronę skruszonej kobiety, która w końcu wróciła z sukienką o którą od początku prosiła Navi. Uśmiechnęła się na widok ubrania i podziękowała za jego przyniesienie. Za napoje podziękowała.
Raz jeszcze uśmiechnęła się na słowa męża, chwilę przed tym jak ruszyła do przygotowanej dla niej przymierzalni. Przebranie się z jednej sukienki na drugą nie zajęło jej wiele czasu. W końcu odsłoniła zasłonę i wyszła na korytarz z lustrami oraz niewielką kanapą, gdzie czekał jej mąż.
I jak, carissimo? Czekam na twoją opinię, bo swoją już mam — spytała, pokazując się w kreacji, która skradła jej serce. Była doskonała. W idealnym odcieniu czerwieni, zrobiona z lekkiego materiału, który idealnie układał się na jej drobnej sylwetce. Szkoda, że była tylko na kolejny miesiąc, może dwa, bo później już nie będzie pasować do coraz bardziej odznaczającego się brzucha.
— Och, signora, fenomenalnie! Sukienka jak na panią stworzona! — wtrąciła ekspedientka, która ewidentnie chciała odkupić swoje grzechy, bo chyba zaczęła się obawiać o swoją pracę. Jej akurat o zdanie nikt nie pytał. — Przynieść coś jeszcze? Mogę pokazać pani resztę najnowszej kolekcji. Mamy wspaniałe buty, które mogłyby pasować.
— Nie, dziękuję. Tylko ta sukienka mnie interesowała — odpowiedziała wciąż uprzejmie, ale z dystansem, co chyba zmartwiło nie tylko pracownicę, ale także jej koleżankę.
Navi obejrzała się raz jeszcze w lustrze, gładząc czerwony materiał na brzuchu.
Chcę ją.
I tylko ją. Może gdyby pani była milsza, zrobiliby nieco większe zakupy.

Giovanni Salvatore
38 y/o
OPIEKUN FORUM
189 cm
Dyrektor strategii w AG Industries
Awatar użytkownika
Revenge is a dish; the truth is a pit; words are weapons… Do you follow?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her/bitch
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

  Czerwień pasowała do Navi lepiej, niż zakładał, kiedy widział sukienkę na wieszaku. Zazwyczaj wybierała kolory, które nie zwracały na nią większej uwagi, chociaż i tak przyciągała jej wystarczająco dużo samą obecnością. W tej wyglądała inaczej – materiał podkreślał jej talię i opadał lekko wzdłuż bioder, a intensywny kolor sprawiał, że mniej przypominała kobietę, którą można było zignorować tylko dlatego, że mówiła ciszej od pozostałych.
  Przesunął powoli wzrokiem po jej odbiciu, a potem zatrzymał go na dłoni wygładzającej materiał na brzuchu. Ciąża nie była jeszcze widoczna dla nikogo, kto o niej nie wiedział. On dostrzegał ją jednak w każdym podobnym geście, w tym, że Navi wcześniej wstawała, inaczej dobierała jedzenie i częściej sprawdzała reakcje własnego ciała. Sukienka rzeczywiście przestanie na nią pasować prawdopodobnie za kilka tygodni, ale nie widział w tym problemu. Później kupią kolejną.
  Bardziej interesowało go to, że powiedziała, że jej chce.
  Bez patrzenia na cenę, szukania w jego twarzy pozwolenia albo tłumaczenia, czy naprawdę będzie jej potrzebna. Była to drobna zmiana i zapewne nawet Navi nie przywiązywała do niej większej uwagi, ale on akurat pamiętał ich pierwsze zakupy zbyt dobrze, żeby jej nie zauważyć. Był to ogromny postęp; ogromny rozwój.
  Podniósł się z kanapy i podszedł do niej, stając tuż za jej plecami. Przez chwilę patrzył na nich w lustrze, po czym położył dłoń na jej talii i przesunął kciukiem po czerwonym materiale, sprawdzając sposób, w jaki układał się na jej ciele.
  — Pasuje — ocenił. — I zdecydowanie wygląda na tobie lepiej niż na wieszaku. — Akurat nie potrzebował dłużej zastanawiać się nad opinią, której od niego oczekiwała. Nachylił się i pocałował ją krótko w skroń, nadal przytrzymując dłonią w talii. — Zostajesz w niej.
  Sprzedawczyni, która przez cały ten czas stała obok, natychmiast odzyskała zainteresowanie rozmową.
  — Oczywiście, signore. Zaraz usunę metkę. Może jednak przyniosę również te buty? Mamy kilka modeli, które doskonale pasowałyby do-
  — Moja żona już pani odpowiedziała — przerwał jej. — Chce tylko sukienkę.
  Kobieta zamilkła, a potem szybko skinęła głową i podeszła bliżej, aby usunąć metkę. Tym razem nie próbowała już przekonywać Navi do kolejnych zakupów. Chyba zrozumiała, że straciła swoją okazję na bonus. Zabrała również ubrania pozostawione w przymierzalni, starannie je złożyła i zapakowała, podczas gdy Salvatore uregulował rachunek.
  Nie zamierzał kupować połowy sklepu tylko po to, żeby udowodnić sprzedawczyni, że było ich na to stać. Byłoby to równie głupie jak jej wcześniejsze założenie, że Navi nie mogła sobie pozwolić na jedną sukienkę. Zresztą nie zamierzał nagradzać kobiety dodatkowym zarobkiem po tym, jak potraktowała jego żonę. Zapłacił więc wyłącznie za to, czego Navi faktycznie chciała, przejął torbę z jej ubraniami i wyprowadził ją ze sklepu z dłonią ułożoną na jej plecach.
  Na zewnątrz powietrze było już cieplejsze niż wcześniej. W wąskiej uliczce przybyło ludzi, głównie turystów, ale nie brakowało również lokalsów, a przed znajdującymi się dalej lokalami rozstawiano kolejne stoliki. Kilka osób spojrzało w ich kierunku, część prawdopodobnie przez sukienkę Navi, a część dlatego, że rozpoznała jego. Giovanni odnotował te spojrzenia, ale nie poświęcił im większej uwagi. Nie czuł się jak celebryta, ale wiedział że przez lojalnych był w tych kręgach rozpoznawany. Głównie przez podobieństwo do ojca.
  Poprowadził Navi w stronę głównego placu, zamiast wracać drogą prowadzącą do samochodu.
  — Skoro już doprowadziliśmy jedną sprzedawczynię do kryzysu, możemy zobaczyć, jak poradzi sobie reszta miasteczka — powiedział, zerkając na nią krótko.
  Nie zamierzał jednak ciągnąć jej od sklepu do sklepu. Chciał po prostu spędzić z nią kilka godzin poza posiadłością, odciągnąć jej myśli, zanim znów będą musieli wrócić do rozmów o Aurelii, ludziach, których należało sprawdzić i zmianach, jakie musiał wprowadzić w swojej organizacji. Te sprawy nie znikną przez jedno popołudnie. Zanim znów wrócą do jego rzeczywistości.
  Mogli tym sprawom kazać jeszcze trochę poczekać, chociaż akurat on dobrze wiedział, że czas był tutaj dość istotny. Wszystko jednak miał wkalkulowane.
  Zatrzymał się przed niewielką pasticcerią przy placu. W witrynie ustawiono wypieki, owoce w syropie i kilka rodzajów lodów, a znajdujące się pod jasnym zadaszeniem stoliki dawały wystarczająco dużo prywatności, żeby nie siedzieli bezpośrednio pośrodku przechodzącego tłumu.
  — Najpierw coś zjesz — zdecydował, otwierając przed nią drzwi. Akurat dbał o to, by jadła. Zwłaszcza teraz, kiedy musiał jąkarmić za dwoje. — Później pokażę ci miasteczko. Możesz wybrać, od czego zaczniemy. — Zatrzymał się obok niej przy witrynie zapełnionej kolorowymi deserami. — Na co masz ochotę? — On, jak wiadomo, od słodkiego stronił. Jedynym deserem, jaki uznawał, było tiramisu i przy nim też był wyjątkowo wybredy – aby nie sprowadzić tego do twierdzenia, że był wybredny na tyle, że dopuszczał tylko to spod ręki własnej kobiety.

Navi Salvatore
pies (dc: canine.west)
Secrets are coins better saved, than spent.
28 y/o
Indulge in local cuisine
162 cm
właścicielka restauracji koreańskiej
Awatar użytkownika
When is a monster not a monster?
Oh, when you love it.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie tylko ona się zmieniała, ale też jej szafa. Zawsze ubierała się elegancko. Często słyszała, że ma doskonały gust. Nie tylko ubierała na siebie rzeczy, ale też je stylizowała oraz odpowiednio dobierała, aby wszystko do siebie pasowało. Dbała o dodatki, kolory oraz krój rzeczy, które na sobie miała. Nie zawsze były to drogie rzeczy, ale umiała zrobić, aby nawet ubrania z tańszych sklepów wyglądały jak te z najdroższych butików. Zwykle jednak trzymała się niezbyt wyraźnych kolorów. Beże, biele, jasne róże lub ewentualna czerń. Łatwo wtapiała się w otoczenie i nie zwracała na siebie uwagi.
Ale od jakiegoś czasu zaczęło się to zmieniać. Zaczęła wybierać wyraźniejsze dodatki. Buty, torebki, kolczyki. Później stanęło na koszulach czy spodniach. A teraz wybrała sukienkę, która była zupełnie inna od tego, co zwykła nosić w Korei czy nawet w Toronto. Ona była idealnie włoska. Wyrazista, elegancka, ale w luźnym kroju, przyciągająca spojrzenie. Na wieszaku nie wyglądała na strzał w dziesiątkę, ale Navi wiedziała, że będzie doskonała.
A fakt, że Giovanni także ją zaakceptował jedynie utwierdził ją, że to dobry zakup.
Uśmiechnęła się na jego słowa, czując się zwyczajnie dobrze w tym, co na sobie miała. I chociaż jej sukienka w której przyszła nie była najgorsza, to zdecydowanie nie robiła takiego wrażenia.
Zerknęła w stronę zawiedzionej ekspedientki. Może gdyby zachowała się inaczej, Navi wzięłaby także te nieszczęsne buty, ale po jej dzisiejszym występie, wątpiła, że jeszcze kiedyś postawi tutaj stopę. Ale może kiedyś da im jeszcze jedną szansę. Wtedy, gdy nie będzie kobiety na zmianie, a jej koleżanki potraktują ją z szacunkiem na który zasługiwała jako klient.
Mimo wszystko, podziękowała za spakowanie jej rzeczy i grzecznie się pożegnała. Nawet gdy mówiono o niej źle, to zawsze zachowywała maniery oraz nienaganną grację, której nie można jej było odmówić.
W miasteczku czuła się… dziwnie. Miała wrażenie, że wiele osób się na nich patrzy ukradkiem, a niektórzy szeptają pod nosem, kiedy ich mijali. Z jednej strony rozumiała, że jej mąż był znany w tych rejonach, ale z drugiej, chyba nie sądziła, że aż tak. Nigdy też nie pytała o dokładną historię jego rodziny, ale na pewno była znana.
Czy ludzie z miasteczka wiedzieli o ich powiązaniach z mafią?
Im więcej ludzi mijali, tym bardziej się rozglądała. Nieświadomie przysunęła się bliżej Giovanniego, kiedy tłum stał się wyraźniejszy. Zupełnie jakby spośród nieznajomych miał się znaleźć ktoś, kto mógł stanowić zagrożenie.
Musiała na nowo odbudować swoje utracone poczucie bezpieczeństwa.
Ich także chcesz doprowadzić do kryzysu? — spytała, zerkając na niego z boku. — Ciebie doskonale tu znają. I sądząc po ich spojrzeniach — zatrzymała się, zerkając w kierunku nieznajomych, których spojrzenie na sobie czuła — chyba wiele osób się nie spodziewało, że ktoś cię kiedyś zaobrączkuje. — Wiedziała, że miał swoją reputację i z tego co jej było wiadomo, to nie pojawiał się raczej w otoczeniu kobiet. A na pewno nie takich, które miałyby przy nim być na dłużej, chodząc wraz z nim po miasteczku, jak gdyby nigdy nic. — I w dodatku będzie to ktoś taki jak ja. — Czyli w zasadzie nikt taki. Zwykła Azjatka, a w dodatku kura domowa. Bez studiów, bez kariery, bez nazwiska.
Podobało jej się to wyjście, bo było… normalne. Zwykły spacer po sklepach, po okolicy. Piękna pogoda, spokojny dzień. Coś czego potrzebowała, aby odetchnąć po wczorajszych wydarzeniach. Pozorna normalność po której mieli wrócić do domu, aby wziąć się za sprawy, które należało rozwiązać.
Bo jej życie nie było już dłużej „normalne”.
Przeszła z nim do jednej z witryn, która przykuła jej uwagę. Wypieki, które się tam znajdowały pachniały tak, że czuła je nawet po drugiej stronie ulicy. Nie dość, że wyglądały pięknie, to miała też nadzieję, że smakowały doskonale.
Zerknęła na niego, zaraz wracając spojrzeniem do wystawionych pyszności.
To wygląda smacznie. To również — powiedziała wskazując drobnym palcem na przedstawione wypieki. — Ale chyba wolę to. — Wskazała na jedną z propozycji. Gdy przechodziły jej mdłości, wracał apetyt. Nie jadła zbyt dużo, ale ostatnio miała coraz dziwniejsze zachcianki smakowe.
Gdy zamówili, usiedli przy jednym ze stolików, gdzie mieli donieść ich zamówienie.
Co tu jest, co najbardziej chcesz mi pokazać? — spytała. To były jego rejony. Jego miasto, które na pewno doskonale znał. Zresztą, widać to było po zachowaniu ludzi, których mijali. — Znam już niektóre restauracje. — Bo ją do nich zabierał. — Wiem też, że jest jakiś sklep z warzywami, skąd Concetta kupuje wszystko do domu. — Zdradziła jej tę tajemnicę, a nawet nazwę obiektu. I nazwisko właściciela, w razie jakby Navi potrzebowała zrobić zakupy. Chociaż nigdy nie musiała, bo w domu zawsze było wszystko. Gosposia o to dbała.

Giovanni Salvatore
38 y/o
OPIEKUN FORUM
189 cm
Dyrektor strategii w AG Industries
Awatar użytkownika
Revenge is a dish; the truth is a pit; words are weapons… Do you follow?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her/bitch
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

  Giovanni nie przywiązywał większej uwagi do opinii ludzi, których mijali. Ich błędne założenia często były nawet bardziej użyteczne od trafnych, bo sprawiały, że przestawali zwracać uwagę na to, co faktycznie powinni zauważyć. Większość z nich znała nazwisko Salvatore, kojarzyła jego ojca lub dziadka. Kto żył tak blisko winnicy Coniglio d'Oro wiedział – mniej lub bardziej – kto trzymał miasteczko w garści i kto był wpływowy. I komu nie należało wchodzić w drogę.
  — Nie dziwi ich ktoś taki jak ty — powiedział. — Dziwi ich, że pojawiłem się tutaj z kimkolwiek.
  Nie zamierzał przekonywać jej, że nikt nie zwracał uwagi na jej pochodzenie. Kalabria, a zwłaszcza niewielka mieścina w niej, nie była jak Toronto, a Navi wyraźnie różniła się od większości kobiet mieszkających w miasteczku. Część spojrzeń oczywiście wynikała więc także z tego, ale to nie oznaczało, że znalazła się przy nim przypadkowo albo zajęła miejsce przewidziane wcześniej dla kogoś bardziej odpowiedniego.
  Takiego miejsca nigdy nie było.
  — I przestań mówić o sobie, jakbym wybrał cię przypadkiem — dodał, posyłając jej jeden ze swoich oszczędnych uśmiechów. — Wiesz, że nie podejmuję przypadkowych decyzji.
  Powiódł wzrokiem na wskazywane przez nią desery z wyuczonego już odruchu, a nie z samego zainteresowania. Brutalna prawda była taka, że tak banalne wybory czy sprawy kompletnie go nie interesowały – jego umysł kategoryzował je jako coś mało istotnego. Ale dla kobiety starał się chociaż zachowywać pozory zainteresowanego. I próbować być zainteresowanym.  
  — Weź więc to i to — Nic nie stało na przeszkodzie. Ani pieniądze, ani – w jego przypadku – przeświadczenie, że będzie marnowała jedzenie. Dojadać po niej nie planował – wiadomo dlaczego. Ale skoro miała ochotę na słodycz i niekoniecznie mogła się zdecydować to rozwiązanie było wręcz banalne.
  Początkowo nie planował pokazywać jej niczego konkretnego. Zamierzał przejść z nią przez rynek, kilka bocznych ulic i miejsca, które mogły przydać się podczas dłuższego pobytu. Niczego, czego nie znalazłaby samodzielnie po kilku spacerach albo czego nie potrafiłaby wskazać jej Concetta. Pytanie Navi dotyczyło jednak tego, co on chciał jej pokazać, a to wymagało trochę innej odpowiedzi.
  Nie patrzył na rodzinne miasteczko jak turysta. Nie dzielił go na miejsca ładne, warte odwiedzenia i instagood (cokolwiek to znaczyło).. Pamiętał przede wszystkim ludzi zamieszkujących poszczególne ulice, nazwiska należące do konkretnych budynków oraz to, którędy najłatwiej było przedostać się z jednej części miasta do drugiej bez przechodzenia przez rynek. Nawet jako dziecko zwracał uwagę głównie na rzeczy, które mogły mu się do czegoś przydać.
  Było jednak jedno miejsce, do którego chodził bez wyraźnego powodu.
  — Jest punkt ponad starą częścią miasta, z którego widać całą okolicę — odpowiedział. — Chodziłem tam, zanim wyjechałem z ciotką do Mediolanu.
  Najczęściej pojawiał się tam wtedy, kiedy ojciec znów znikał na jednym ze swoich wyjazdów, a matka miała dyżur w szpitalu. W domu pozostawała wtedy wyłącznie cisza, więc przez kilka godzin obserwował z góry poruszających się niżej ludzi. Zauważał, że wybierali codziennie te same drogi, zatrzymywali się przy tych samych sklepach i o podobnych porach wracali do swoich domów. Jeżeli obserwowało się ich wystarczająco długo, można było przewidzieć, co zrobią później – tak zaczynał.
  Wtedy bowiem traktował to jak zajęcie. Dopiero po latach zrozumiał, że już w ten sposób uczył się ludzi.
  — Pokażę ci je później — zdecydował, unosząc filiżankę espresso. — Skoro mamy tutaj zostać, chcę, żebyś znała coś więcej niż posiadłość, restauracje i sklep z warzywami Concetty.
  Przesunął spojrzenie na wypieki, którym wcześniej poświęciła tyle uwagi przy witrynie i które (lub który) zostały ostatecznie przez nią wybrane.
  — I? — zapytał. — Było warte zatrzymania całego spaceru? — Sięgnął do filiżanki z zamówionym przez siebie wcześniej espresso. — Oczywiście mnie niczym nie przekonasz, bo dalej uważam, że twoje tiramisu deklasuje wszystko. — Kiedyś mówił jej, że nie ma preferencji jako takich. Ale gdyby miał wybierać od kogo i jaki deser to wybór był prosty.

Navi Salvatore
pies (dc: canine.west)
Secrets are coins better saved, than spent.
28 y/o
Indulge in local cuisine
162 cm
właścicielka restauracji koreańskiej
Awatar użytkownika
When is a monster not a monster?
Oh, when you love it.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dziwi ich, że pojawiłem się tutaj z kimkolwiek.
Nawet lepiej — mruknęła pod nosem, ukradkiem zerkając w bok.
Zdawała sobie sprawę, że przed nią, Giovanni nie miał żadnych poważniejszych związków. O ile w ogóle jakieś miał. Przyznał się, że nie wiązał się z nikim, a jeśli już miał jakieś znajomości z kobietami, to były one nic nie znaczące i przelotne. Była więc jedyną osobą, która go przy sobie zatrzymała na dłużej. W dodatku teraz nosiła nie tylko obrączkę, ale również jego nazwisko, którego moc dopiero miała poznać.
Kąciki ust jej drgnęły w lekkim rozbawieniu.
Zawsze może być ten pierwszy raz — rzuciła.
Niby każda osoba się w końcu łamała, ale Giovanni zwykle był wyjątkiem od reguły. Z drugiej strony, jakby na to spojrzeć, to nawet on się wyłamał ze swoich schematów, wiążąc się z Navi. Można więc uznać, że to był ten jeden jedyny raz, ale wybór mógł już uchodzić za nieprzypadkową decyzję.
Skoro tak mówił, to nie zamierzała się z nim kłócić.
Ostatnio miewała różne zachcianki, ale nie były one tak drastyczne na tym etapie ciąży. Miała większy apetyt i czasami nachodziło ją na słodkie, ale głównie unikała jedzenia z rana ze względu na nieprzyjemne mdłości. Gdy już wszystkie objawy mijały… nachodziła ochota na słodkie, ale nie lody czy inne chipsy, które łatwo szło dostać w markecie. Jej podniebienie najwyraźniej było bardziej wymagające, bo miała ochotę na ciasta. Monoporcje. Desery, które wyglądały smacznie za szklaną szybą.
Całe szczęście nie musiała się ograniczać.
Nie wiem czy zjem oba. — Navi zwykle niewiele jadła, chociaż uwielbiała gotować. Ostatnio jednak zauważyła, że była w stanie pochłaniać więcej niż normalnie.
Byle tylko nie przytyła podwójnie.
Ostatecznie wzięła jedną i drugą porcję, którą mieli dostarczyć do stolika. Jak nie zje całości, to chociaż pozna smak, którego jest ciekawa. Jak prawdziwa restauratorka.
Skoro już znajdowali się w jego mieście i miała dużo czasu, aby poznać te rejony z nieco innej strony, to chciała, aby sam jej pokazał to, co najciekawsze. W zasadzie nie musiało to być nic zaskakującego. Przede wszystkim był to symbol tego kim był. Część jego przeszłości i historii. Wiedziała już wiele na jego temat. Wiedziała więcej, niż ktokolwiek inny spoza kręgu, a i tak chciała wiedzieć jeszcze więcej. I to nie dlatego, aby mieć na niego jakiegokolwiek haka. Nie myślała w tych kategoriach. Była jego żoną. Po prostu chciała go znać z każdej strony, nawet tej, która miała być zapomniana i martwa.
Oparła się wygodniej o krzesło, a uśmiech lekko rozpromienił jej twarz, gdy okazało się, że jest jakiś punkt, który był w pewnym sensie ważny. Na tyle, aby o nim wspomnień i chcieć jej go pokazać.
Już wtedy wszystko i wszystkich obserwowałeś czy jest jakiś powód dla którego tam chodziłeś? — spytała z czystej ciekawości.
Wiedziała, że Giovanni nie był zwykłym człowiekiem, więc na pewno też nie był zwykłym dzieckiem. Niewiele w zasadzie wiedziała o jego dzieciństwie, poza tym, że jego rodzice zginęli w wypadku, a potem zamieszkał z Aurelią, która go wychowała przez resztę życia.
W międzyczasie przynieśli zamówione desery oraz kawę.
A jest tu coś więcej? — W Koreańskich miastach nie było zbyt dużo, albo raczej, to ona nie mogła zbyt wiele zobaczyć nawet w swojej ojczyźnie. Najpierw pilnował ją ojciec oraz bracia, aby przypadkiem nigdzie nie wychodziła, a potem był to Subin. Tak więc jakby miała kogoś oprowadzić po okolicy… pokazałaby kilka restauracji i sklepów, ale nic wartego zobaczenia.
Spojrzała po swoich słodkich porcjach, a raczej końcówce pierwszej i częściowo zjedzonej drugiej. Wskazała na nie widelczykiem.
To jest pyszne, a to… jadałam lepsze. — Ładnie ujmując. — Jak na moje za słodkie. W ogóle nie czuć truskawek, albo raczej, ich smak jest mocno przyćmiony cytrusami. — Uwielbiała gotować, ale desery… deserom oddała swoje serce, więc była wobec nich bardziej krytyczna. Nawet jeśli nikt nie pytał o zdanie. — Ale ta monoporcja jest wspaniała. Szkoda, że nie pasuje do mojego menu, bo bym ją ukradła — stwierdziła.
Jej restauracja głównie bazowała na kuchni koreańskiej w typie fine-dining. Było domowo, a jednocześnie ekskluzywnie. Przyciągała wielu pasjonatów azjatyckich smaków, a aktualnie rezerwacje ciężko było ogarnąć na kolejne miesiące. Na szczęście miała od tego ludzi. Niemniej jakby prowadziła lokal w której serwowałaby kuchnię włoską… to zdecydowanie mogłaby podkraść pomysł, albo raczej się nim zainspirować.
A im więcej komplementów dostawała, tym pewniejsza się stawała w kuchni włoskiej.
Ale dawno nie robiłam tiramisu — przyznała. Ostatnio miała dużo na głowie. Jak nie prowadzenie restauracji, to przygotowania do ślubu, które pochłaniały bardzo dużo jej czasu oraz energii, bo przecież chciała, aby wszystko było idealnie. Ale wyszło jak wyszło. — Skoro zostajemy we Włoszech i mam dostęp do tutejszych składników, to jeśli masz ochotę, mogę ci na wieczór zrobić.
Mieli tu spędzić trochę czasu. Było już też po ślubie i weselu, które zakończyły się tragicznie. Ale skoro gotowanie ją relaksowało i pozwalało nie myśleć, to przygotowanie deseru brzmiało jak wspaniały pomysł na uspokojenie myśli.

Giovanni Salvatore
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”