ODPOWIEDZ
27 y/o
Welkom in Canada
170 cm
Specjalistka ds. marketingu w Ironcrest Development
Awatar użytkownika
So just take it slow
'Cause I'm scared to let go
And my heart is struggling
Not to get hurt again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Adeline dawno nie zaglądała do tej części wieżowców w Downtown. Tym razem jednak nie rozglądała się z zaciekawieniem po okolicy oraz nie zastanawiała się, czy portier ją rozpozna. Chciała tylko jak najszybciej dostać się do budynku.
Dotąd wiodła dość spokojne i anonimowe życie, a jej nazwisko znaczyło coś więcej głównie w branży. Wiedziała, że szum związany z Sullivanem prędzej czy później w końcu ucichnie i brukowce znajdą ciekawsze tematy, wystarczyło tylko przeczekać całą tę burzę i mnogość dramatycznych nagłówków. Z każdym kolejnym dniem zainteresowanie jej byłym narzeczonym gasło. A przynajmniej w mediach.
Po randce z Sully’m, na którą ją porwał, uprzednio wypraszając u jej ojca wolne dla niej, po powrocie do rzeczywistości wiedziała, że Thomas nie da jej już spokoju. Próbowała gasić jego podekscytowanie tym, że nie było o czym mówić, ale Covington zdążył już sobie narobić wielkich nadziei, podczas gdy ona… chyba była jeszcze bardziej skołowana ostatnim spotkaniem z mężczyzną, niż kiedy pojawił się na jej drodze po raz pierwszy.
Sullivan zostawił za sobą naprawdę dobre wrażenie. Mimowolnie pozostawała pod jego wpływem, aż do momentu, gdy w drodze do pracy nie natknęła się na jakiegoś dziennikarzynę. Zignorowała pytania o Sully’ego i ich obecną relację, bo nie miała względem tego żadnego stosownego komentarza. Miała nie zwracać na siebie uwagi. Jednocześnie w głowie miała jedną niepokojącą myśl: znaleźli ją.
W pracy złapała trochę oddechu, ale gdy Thomas poprosił ją o doręczenie Ree kilku dokumentów, znów poczuła dziwny ucisk w żołądku. Skoro brat nie miał chwilowo czasu, by wpaść do firmy, prawdopodobnie nie miał jeszcze z ojcem okazji do poplotkowania na jej temat. Mimo wszystko i tak obawiała się tej rozmowy. Wbrew brunetowi, spotkała się z Sully’m ponownie. Sądząc po jego ostatniej reakcji na jej ex, Ree nie będzie z tego powodu zadowolony.
Na piętro dotarła bez żadnych problemów. Po zadzwonieniu dzwonkiem odczekała chwilę, zanim w progu ujrzała znajomą twarz, której, jakby nigdy nic, posłała mu cwaniacki uśmieszek.
Posłaniec dotarł na miejsce — pomachała mu teczką trzymaną w dłoni, po czym bezceremonialnie weszła do środka i pacnęła go tą teczką w klatkę piersiową, żeby w końcu uwolnić swoją rękę. Następnie zdjęła pospiesznie buty i ruszyła do przestronnego salonu, czując się jak u siebie. — Potrzebuję Twoich podpisów. Narobiłeś sobie trochę zaległości — wyjaśniła jeszcze, po czym rozejrzała się po wnętrzu z zaciekawieniem. — Wszystko wygląda w jak najlepszym porządku, nie kłamałeś z tym zalaniem? — ściągnęła brwi, obrzucając brata oskarżycielskim spojrzeniem, a w kącikach jej ust zamajaczyło rozbawienie. Wtedy usłyszała dźwięk powiadomienia w swoim telefonie.
Jak w telewizji? Nie tęsknisz za dżunglą i brakiem zobowiązań? — zapytała żartobliwie, by zaraz podejść do blatu wyspy kuchennej i położyć na nim torbę, z której wyciągnęła telefon.
To, co zobaczyła na ekranie wyświetlacza sprawiło, że momentalnie zesztywniała, a jej twarz pobladła.

Powrót do życia… i do narzeczonej?

Tak krzyczał do niej złowrogo nagłówek, pod którym widniało zdjęcie przedstawiające ją i Sully’ego wsiadających do żółtego ferrari.
Wszystko to mówiło, że została przyłapana na gorącym uczynku.

Reece Murray
28 y/o
For good luck!
190 cm
Napalony dziennikarz CBC Toronto
Awatar użytkownika
Bez popełnionych błędów i tych ran, to nie byłbym ja.
Zrobiłbym wszystko jeszcze raz.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Od dobrej godziny spacerował po mieszkaniu ze szklaneczką w dłoni, z której sączył już trzecią porcję bursztynowego trunku. W międzyczasie niezliczoną ilość razy sięgnął po telefon, chcąc zadzwonić do Adeline, po czym w ostatniej chwili odkładał urządzenie z powrotem na kuchenną wyspę.
Owszem, był rozgoryczony i, owszem, narastała w nim złość. Jednak... ku własnemu zdziwieniu początkowo naprawdę nie chciał doprowadzić do kłótni z siostrą. Niezależnie od tego jak mocno godziło to w jego ego oraz potrzebę braterskiej troski, miała prawo postępować inaczej - nawet jeśli według Reecea jej durne decyzje mogły doprowadzić do katastrofy.
Nagłówek, treść wiadomości oraz te parę zdjęć Adeline i Sullivana nie dawały mu jednak spokoju, więc po opróżnieniu kolejnej szklanki dolał sobie whisky.
Wtem po domu rozległ się dźwięk dzwonka, na co Reece cmoknął ironicznie, opieszale odstawił szkło i pomaszerował w stronę drzwi.
Miała pecha, że akurat teraz pojawiła się w jego mieszkaniu.
Prychnął prześmiewczo na powitanie, kiedy nazwała siebie posłańcem i odruchowo złapał teczkę, którą Adeline trzepnęła go w klatkę piersiową. Nie miał teraz wystarczająco dobrego nastroju, aby przeglądać dokumenty, dlatego po zamknięciu drzwi niedbale rzucił je na komodę w przedpokoju. Jednoczześnie obserwował, jak siostra ochoczo zrzuciła buty i weszła w głąb mieszkania.
Odruchowo, z wisielczym humorem, którego najwyraźniej jeszcze nie zauważyła, ruszył za nią. Kiedy ta, wciąż nieświadoma, rozglądała się po mieszkaniu, Reece zawrócił po swoją szklankę, upił łyk i przysiadł na krześle przy kuchennej wyspie.
Po co miałbym kłamać? — zapytał retorycznie, przewracając oczami. Przez chwilę patrzył na oskarżycielskie, acz wesołe iskry w jej źrenicach, ale nawet nie drgnął. Zamiast tego zacisnął szczękę i ponownie upił whisky. — Dostarczasz mi wyjątkowo dużo atrakcji, Ade. Nie zdążyłem jeszcze przez to zatęsknić — zakpił.
Reece chwilę później odwrócił się na krzesełku w stronę siostry i obserwował, jak położyła torbę na blacie. Kiedy jej spojrzenie przypadkiem padło na ekran laptopa, aż zaśmiał się sztderczo.
O tym właśnie mówię — powiedział śpiewająco. Wtedy znowu uniósł szklankę do ust, jednak tym razem ledwie upił mały łyczek. — Widzę, że masz tendencje do bycia pierdoloną masochistką, skoro zdecydowałaś się znowu z nim zobaczyć. Łaa! — sarknął i z hukiem odstawił szkło na blat. — Pozostaje mi już tylko obserwować, jak dziennikarze dobierają się do twojego tyłka i będą drążyć temat tak długo, aż nie zostawią na tobie suchej nitki. Na tobie i na firmie, oczywiście. — Pokręcił głową z dezaprobatą, a na jego ustach pojawił się kpiący uśmiech. Zaraz zaczął bić brawo, chociaż w tym geście zabrakło jakiejkolwiek pochwały dla zachowania Adeline.
Reece najlepiej wiedział, jak dziennikarze potrafili niszczyć ludziom życie; jak bezlitośnie drążyli trudne tematy i doprowadzali swoich rozmówców do ruiny, byle tylko zdobyć materiał. Między innymi dlatego sam wolał relacjonować klęski żywiołowe, zamiast zagłębiać się w intymne historie innych ludzi.
Chociaż ojciec pewnie jest zachwycony. W końcu jego biologiczna córka naprawdę na coś mu się przyda. Pewnie już wspominał o ponownych zaręczynach, co, Ade?. — Zaczął wpatrywać się w kobiete hardym spojrzeniem.

Adeline Covington
27 y/o
Welkom in Canada
170 cm
Specjalistka ds. marketingu w Ironcrest Development
Awatar użytkownika
So just take it slow
'Cause I'm scared to let go
And my heart is struggling
Not to get hurt again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jeszcze wtedy, wchodząc do mieszkania, Ade nie wiedziała, co ją czekało. Była tak zaabsorbowana dbaniem o własne, pozytywne nastawienie, żeby oddalić uporczywe myśli i lęki gdzieś w najdalsze zakamarki umysłu, że początkowo nie zwróciła uwagi na humor Ree. Tuż przed wyjazdem dość często zdarzało mu się nie mieć nastroju do żartów, ale przecież do tego przywykła.
Dopiero szklanka w jego dłoni odrobinę ją zaalarmowała, dlatego przez chwilę niepostrzeżenie przyjrzała się sylwetce mężczyzny. Whisky i brak humoru nie były dobrym omenem. Szkoda tylko, że nie była świadoma, jaki był tego powód.
Dlatego powód przechadzał się tak niefrasobliwie po mieszkaniu, na jego kpinę w głosie ściągając nieco brwi.
Co go ugryzło?
Zaraz jednak znalazła na to odpowiedź. Na widok artykułu na jej twarzy namalowało się przerażenie, na kilka sekund pozbawiając ją oddechu.
Potrzebowała czasu. Na uporanie się z nowymi, niełatwymi okolicznościami oraz przyzwyczajeniem się do obecności Sullivana, który postanowił znów zawalczyć o jej serce. A sądząc po przebiegu randki, był bliski osiągnięcia celu. Z tym, że bała się tak nagle zostać częścią szumu wokół nazwiska Hartley’ów. Nie w momencie, kiedy posiadała jeszcze wątpliwości dotyczące przynależności do miejsca, w którym stawiali ją wszyscy wokół. Przy Sullym. Mimo cudownie spędzonego przy nim czasu i namiastki normalności sprzed dwóch lat podświadomie wiedziała, że jeszcze nie mieli przepracowali wszystkich spraw i czekała ich poważna rozmowa. Artykuł wszystko komplikował.
Powoli przeniosła wystraszony, trochę nieprzytomny wzrok na Ree, który postanowił dodać oliwy do ognia. Dopiero po chwili dotarły do niej pełne jadu słowa, a huk szkła ją otrzeźwił.
Przecież to, że się z nim widziałam, jeszcze nic nie znaczy! — uniosła głos, czując, jak czerwienieją jej policzki. Próbowała go przekonać do czegoś, co jej samej nie wyglądało na tak czarno-białe. Nie zamierzała jednak się do tego przyznawać, tłumacząc sobie w myślach, że jeszcze nie podjęła żadnej decyzji, a artykuł tylko rozdmuchał sprawę. — A ty kim jesteś, że uważasz, że to ja tę firmę pogrążę? — zarzuciła mu jako próbę obrony przed oskarżeniami, przy okazji odwracając kota ogonem dla argumentów, którymi znienacka w nią uderzył. — Od lat wypruwam sobie dla niej flaki, kiedy ty ledwo kiwasz palcem, żeby cokolwiek w niej zrobić. No ale oczywiście, tylko tobie przypisywane są wszystkie zasługi. Ciekawa jestem, jak sobie poradzisz, przejmując firmę po ojcu. — Jej oczy skrzyły się gniewnie, gdy wbiła w niego spojrzenie, podpierając się rękami za biodra w typowo bojowej postawie. Nie zamierzała pozostawać mu dłużna, skoro tak bezpośrednio postanowił ją zaatakować.
Miała powody, by nie chcieć zwracać na siebie uwagi mediów w ten sposób. Miała wysokie poczucie własnej wartości i nie chciała być widziana jedynie jako czyjaś żona. Naprawdę pragnęła w życiu osiągnąć coś więcej, niż założyć rodzinę. Dlatego następne słowa Ree ugodziły w jej dumę, sprawiając, że na krótką chwilę wstrzymała powietrze. W następnej zmrużyła oczy, czując buzujący w jej żyłach gniew.
Ojciec nie będzie decydował za mnie, jak mam żyć — rzuciła zbulwersowana, energicznie wyrzucając ręce w powietrze, żeby zaraz przejść kilka kroków, próbując na szybko zebrać myśli. — Co cię w ogóle obchodzi moje życie?! Przecież ty nawet nie interesowałeś się mną przez ostatnie półtora roku! Mogę sobie robić z nim, co tylko żywnie mi się podoba i nic ci do tego. Nie będziesz mi niczego układał, skoro w swoim sam zrobiłeś burdel! — warknęła, obdarzając go kpiącym spojrzeniem, po czym skrzyżowała ręce na piersiach. Co on sobie wyobrażał?!

Reece Murray
28 y/o
For good luck!
190 cm
Napalony dziennikarz CBC Toronto
Awatar użytkownika
Bez popełnionych błędów i tych ran, to nie byłbym ja.
Zrobiłbym wszystko jeszcze raz.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie sądził, że Adeline będzie skłonna zwierzać mu się ze swoich problemów i rozterek, ale przecież podczas spotkania w jej domu wyraźnie zaznaczył swoje stanowisko względem Sullivana Hartleya. Być może nie zamierzał bezpośrednio angażować się w całe to zamieszanie, jednak stanowczo wolał, aby s i o s t r a również trzymała się z daleka od tego mężczyzny. Chyba po części w Ree odezwał się syndrom starszego brata. To zabawne, bo przez minione lata wydawał się olewczo podchodzić do tej roli, a tymczasem zachowywał się tak jakby nieco dorósł.
Adeline, chcąc nie chcąc, była dla niego ważna, nawet jeśli nie potrafił odpowiednio tego okazywać. Problem w tym, że dla Reecea mówienie o emocjach było karkołomną męką. Znacznie łatwiej przychodziło mu działanie, choć nawet ono pozostawiało wiele do życzenia.
Nie próbuj wmawiać mi takich bzdur, Ade — sarknął prześmiewczo.
Był pewien, że Adeline już podjęła decyzję względem Sullivana. Nie wiedział wówczas, jak pochopnie posądził ją o nierozwagę; nie wiedział, że sama wciąż zmagała się z własnymi wyborami, które nadal pozostawały pod znakiem zapytania.
Reeceowi znacznie łatwiej było założyć, że po prostu miał rację.
Łatwiej było mu osądzić siostrę, niż spróbować zrozumieć, co naprawdę nią kierowało.
Odwzajemnił spojrzenie rudowłosej, choć w jego źrenicach piętrzył się nieskrywany gniew. Oblizał usta, po czym przesunął wzrok na purpurowe policzki siostry, które w połączeniu z jej płomiennymi włosami tworzyły naprawdę intrygujący obraz. Pomimo tego jedynie prychnął i ponownie uniósł szklankę do ust, łapiąc się jeszcze ostatków własnej cierpliwości.
Potem już tylko słuchał. Mocniej zacisnął jedną dłoń na szklance, drugą zaś oparł na własnym kolanie, które nerwowo podrygiwało w górę i w dół.
Czy ja kiedykolwiek prosiłem się o tę zasraną firmę? — Wstał znienacka i odsunąwszy szklankę, celowo strącił ją z blatu. Huk tłuczonego szkła na moment wypełnił pomieszczenie, ale Reece nawet nie zwrócił na to uwagi. Natychmiast wrócił do tematu, posyłając Adeline pełne pretensji spojrzenie. Za nic miał tym razem iskrzące złością oczy siostry, które utkwiła w jego twarzy. — Robię wszystko, aby t w ó j ojciec nie widział we mnie żadnego potencjału, a on i tak próbuje mnie zatrzymać, więc może Adeline, staraj się jeszcze bardziej, co? Widocznie jesteś kiepska.
Cholera, wcale tak nie myślał. Doskonale wiedział, a przede wszystkim widział za każdym razem, gdy pojawiał się w firmie, rudowłosa robiła wszystko tak jak należało. Ba, a nawet więcej. Pomimo tego w tym durnym rozgoryczeniu, nie powstrzymał się przed uderzeniem tam, gdzie najbardziej miało ją zaboleć, czyli w jej ambicje oraz pragnienie przypodobania się Thomasowi.
Prędko pożałował własnych słów, jednak duma nie pozwoliła mu ich cofnąć, więc niby obojętnie opadł na krzesło.
Jasne — prychnął. Tym razem utkwił wzrok w pustym fragmencie ściany. Ani trochę nie dał wiary słowom Adeline. Zwłaszcza gdy zapewniła, że ojciec nie będzie decydował o jej życiu. Reece, odkąd się poznali, miał z goła inne wrażenie. Szczególnie wtedy, gdy zdecydowała się dołączyć do rodzinnej firmy i jak sama przed chwilą podkreśliła, wypruwała sobie dla niej flaki.
Thomas nigdy wprost nie kazał jej tego robić, aleee wywierał na kobiecie presję emocjonalną. Reece widział, że urosła ona w Adeline do monstrualnej potrzeby, aby w końcu zasłużyć na ojcowskie uznanie i zostać zaakceptowaną przez niego jako prawowita dziedziczka.
Do cholery! — wrzasnął i ponownie poderwał się z krzesła. Zaraz odwrócił się i z hukiem przewrócił mebel na podłogę. — Interesowałem się wcześniej, Adeline. Całe nasze dzieciństwo, a potem również po rozwodzie rodziców. Mogliśmy się nie dogadywać, ale kurwa, byłem cały czas. Nawet wtedy, kiedy... — Prędko odwrócił rozjuszone spojrzenie od sylwetki siostry i przybrał równie oburzoną postawę, zakładając ręce na biodra. Oddychał płytko, próbując zapanować nad potężnym zdenerwowaniem. Jego oczy pociemniały, a rozsądek całkowicie ulotnił się z jego głowy, pozostawiając w niej trudne do pojecia spustoszenie. W końcu znowu prychnął prześmiewczo i uniósł jedną brew. — Nawet kiedy straciłaś dziecko, Adeline — dodał, ale tylko z pozoru odrobinę spokojniej.
O pewnych rzeczach nie powinni rozmawiać. Owszem, ale pewne rzeczy równocześnie już bardzo dawno powinny ujrzeć światło dzienne.

Adeline Covington
27 y/o
Welkom in Canada
170 cm
Specjalistka ds. marketingu w Ironcrest Development
Awatar użytkownika
So just take it slow
'Cause I'm scared to let go
And my heart is struggling
Not to get hurt again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Adeline nie miała pojęcia, jak bardzo Reece’owi zależało na niej. Zawsze darli ze sobą koty, a tych dobrych, beztroskich czy typowo bratersko-siostrzanych chwil, z tego, co zapamiętała, było znacznie mniej, niż kłótni i rywalizacji o firmę i uwagę ojca.
Nie rozumiała więc powodów, d l a c z e g o po tylu latach nagle mężczyźnie przypomniało się o braterskich obowiązkach, skoro potrzebowała go w całkiem innych kwestiach — chociażby jako wsparcie w Ironcrest, wstawienie się za nią u nie dostrzegającego jej poświęceń Thomasa.
Tymczasem Ree wolał po prostu przyczepić się do jej chłopaka. Doskonale zdawała sobie sprawę, że on i Sully nigdy za sobą nie przepadali. I o ile rozumiała pobudki Hartleya, który zawsze ją wspierał i stał za nią murem w każdej sytuacji, tak jej brat był wobec niego niechętny chyba wyłącznie dla zasady.
Bzdur? Nie umówiłam się z nim. Sam po mnie przyjechał, uprzedzając tatę, że nie będzie mnie w pracy — wyjaśniła, jakby to była wystarczająca argumentacja dla własnego zachowania.
Po części nie miała wyjścia, jak się zgodzić. W tym przypadku wygrała jednak przede wszystkim ciekawość. Wbrew pozorom ta randka niczego jej nie ułatwiła, bo w jej głowie nadal miała mętlik.
Prychnięcia i złowieszcze iskry w oczach brata były niczym w porównaniu z nagłym hukiem tłuczonego szkła, na które mimowolnie cała się wzdrygnęła i skonsternowana odskoczyła o krok do tyłu. Zaraz spojrzała na niego z krytyką w jej wzburzonych, niebieskich tęczówkach, słysząc jego następne słowa. Była kiepska.
Teraz to m ó j ojciec?! — uniosła brwi z niedowierzaniem. — Jesteś śmieszny. Przecież to t y jesteś jego najukochańszym synalkiem. I gówno robisz, żeby coś z tym zmienić. Wystarczyłoby się mu sprzeciwić. Ale nie, bo wtedy straciłbyś całą jego uwagę, prawda? Jeszcze masz za mało jego aprobaty? — wyrzuciła mu z odczuwalnymi w głosie pretensjami i czystą kpiną.
Teraz gniew dosłownie palił jej żyły, gdy patrzyła na Ree z wyraźną nienawiścią. Wiedział, gdzie uderzyć, żeby ją zabolało. Najgorsze było to, że zaczynała uważać, że miał rację. Cała ta sytuacja z Ironcrest i Thomasem była tak kuriozalna, że aż robiło jej się niedobrze na samą myśl, że tylko marnowała tam swój czas. Jej praca tam była niczym walka z wiatrakami. Cokolwiek robiła, i tak nie była w stanie niczego ugrać.
Jednocześnie wśród wszystkich emocji, które odczuwała, pojawiło się rozczarowanie. Bo wydawało jej się, że mimo wszystko mogła liczyć na Reece’a, ale najwyraźniej się myliła. Trwała w tej walce sama. I przegrywała.
Mimo jego gwałtownego poderwania się z krzesła, które z hukiem wylądowało na podłodze, tylko na moment zamarła w bezruchu, żeby zaraz unieść wysoko brodę. Nie zamierzała się poddawać. Nie teraz, nie przy nim. Nawet prychnęła, gdy wspomniał o tym, że był cały czas, bo zainteresowania, o którym mówił, zdawała się w tej chwili zupełnie nie dostrzegać. Przynajmniej nie tak, jak tego oczekiwała od b r a t a.
I już miała odpowiedzieć coś w kontrze, kiedy usłyszała coś, przez co na chwilę straciła oddech. Ostre rysy jej twarzy momentalnie ustąpiły, by przybrać formę niedowierzania pomieszanego z przerażeniem, gdy próbowała zrozumieć, skąd…
Że co? O czym ty mówisz? — zapytała powoli, mimowolnie cofając się o kilka kroków do tyłu.
Słyszała mocne bicie swojego serca, które próbowało wyrwać się z jej piersi. Uderzyła ją nagła fala gorąca i w tym samym czasie zrobiło jej się słabo od nadmiaru wzbierających w niej emocji. Miała nadzieję, że się przesłyszała. Nie mógł o niczym wiedzieć.

Reece Murray
28 y/o
For good luck!
190 cm
Napalony dziennikarz CBC Toronto
Awatar użytkownika
Bez popełnionych błędów i tych ran, to nie byłbym ja.
Zrobiłbym wszystko jeszcze raz.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Reece nie miał w zwyczaju wtrącać się w cudze relacje, więc naturalne było, że nie rozmawiał z Thomasem o tym, że powinien lepiej traktować Adeline. Był ich ojcem, ale według biologii, przede wszystkim był j e j ojcem. Przez całe dzieciństwo, chociaż mężczyzna nigdy nie faworyzował rudowłosej, a wręcz przeciwnie zawsze stawiał ją niżej, Ree gdzieś podświadomie czuł, że w ich relacji brakowało tych samych genów.
Być może dlatego w tamtym młodzieńczym, buntowniczym okresie tak ochoczo szydził i dokuczał Adeline, bo w jakimś stopniu zazdrościł jej prawdziwego pokrewieństwa. Z drugiej strony był szmatławcem, więc tego typu złośliwości miał chyba we krwi.
I oczywiście musiałaś wsiąść — zauważył niewyobrażalnie oburzony, jednocześnie demonstracyjnie wznosząc ręce. Doskonale rozumiał pobudki, którymi kierowała się siostra, ale pomimo tego miał do niej ogromne pretensje, że nie potrafiła przeciwstawić się własnej ciekawości i wybrać rozsądku. Dopiero teraz zaczął dostrzegać to medialne zamieszanie, które grzmiało wokół Hartleyów i naprawdę uważał, że powinna trzymać się od tego szamba z daleka.
Rozbita szklanka była kolejnym omenem, zwiastującym rozmiar awantury, która właśnie zaczęła narastać. Reece nie panował nad emocjami, do czego Adeline pewnie zdążyła już przywyknąć.
Właśnie, Adeline. — prychnął ironicznie. — Gówno robię, a pomimo tego tatulek nadal ma ciebie za nic. Jakbyś nie zauważyła, to nie potrzebuję j u ż jego aprobaty. — Spojrzał na kobietę przenikliwie z mocno ściąniętymi brwiami. — Odciąłem się od wszystkich pierdolone trzy lata temu i to nie moja wina, że sobie nie radzisz. Przychodzę raz na jakiś czas do firmy, kiedy rzeczywiście ojciec dzwoni, abym pomógł. Dla odmiany też byś mogła, kurwa, odwiedzić m o j ą matkę. — Wypowiedź zakończył z ogromnym, słyszalnym wyrzutem. Tym razem uderzył w nią argumentem dotyczącym jej relacji z Marią, która tak naprawdę najgorzej wyszła na całym rozwodzie. Nie dość, że straciła męża, to jeszcze ukochaną pasierbicę.
Reece naprawdę wiele widział, ale w wielu kwestiach pozostawiał swoje spostrzeżenia dla siebie. Tak jak normalnie nie oceniał relacji Adeline ani jej pracy w Ironcrest, bo najzwyczajniej w świecie uważał ją za jeden z kluczowych filarów firmy. Jednak pod wpływem gniewu postanowił skłamać i podważyć tę samoocenę, bo uznał, że w ten sposób najłatwiej będzie ją zranić. Z podobnymi intencjami wspomniał o Marii.
Dostrzegł zawzięte iskry w oczach Adeline, co jedynie zmotywowało go do dalszej kłótni. Oboje nie potrafili odpuścić, chociaż wydawało się, że do Reecea nic nie docierało. Kiedy był zły jego skóra obrastała kamieniem. Ta jednak wydawała się trochę skruszyć, gdy pod wpływem tych wszystkich burzliwych emocji wyjawił sekret, który przed laty obiecał sobie zabrać do grobu.
Widział diametralną zmianę w jej mimice, na której pojawiła się mieszanka niedowierzania i przerażenia. Dostrzegł, jak cofnęła się o kilka kroków i choć poczuł, że zrobiło mu się wstyd, to nadal patrzył na Adeline twardyn spojrzeniem.
Słuchaj... — zaczął spokojniej, nie bardzo wiedząc, jak powinien dobrać słowa. Wcześniejsza impulsywność Reecea wydawała się stopniowo ulatywać, przez co sam stawał się coraz mniej pewny. Nerwowo przełknął ślinę i obszedł wyspę kuchenną, aby stanąć bliżej Adeline. Nie zminimalizował jednak dzielącego ich dystansu, czując, że mogłaby na to źle zareagować. — Tamtego dnia twój koń wrócił sam do stajni. Pobiegłem cię szukać. Leżałaś nieprzytomna w lesie, więc zadzwoniłem po pogotowie.
Chciał dodać, że znała resztę historii. Ale... Nie znała. I doskonale o tym wiedział. Rodzice nie mogli od razu przyjechać, więc to Reece czekał na korytarzu, kiedy ratowano Adeline. To on rozmawiał z lekarzem o dalszym przebiegu jej rekonwalescencji i to jemu powiedziano, że straciła dziecko oraz że pilnie potrzebuje krwi. Był na miejscu, więc od razu zgodził się zostać dawcą.
Walczył ze sobą. Naprawdę potężnie, ale chyba po raz pierwszy poczuł, że chciałby, aby siostra przestała postrzegać go jako zadufanego w sobie egoistę. Niespodziewanie zaśmiał się nerwowo, po czym przeczesał dłonią włosy i po raz kolejny intensywnie spojrzał w kierunku kobiety.
Zabrać tajemnicę do grobu; przestało mieć znaczenie.
Po tym, jak dostałaś krwotoku, przeprowadzono bezpośrednią transfuzję. Mam grupę krwi zero. — Zawahał się, ale zaraz kontynuuował. — Akurat byłem pod ręką.

Adzia
27 y/o
Welkom in Canada
170 cm
Specjalistka ds. marketingu w Ironcrest Development
Awatar użytkownika
So just take it slow
'Cause I'm scared to let go
And my heart is struggling
Not to get hurt again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

I w tym właśnie tkwił paradoks. Reece zazdrościł Ade prawdziwego pokrewieństwa z Thomasem, podczas gdy ona zazdrościła brunetowi skupienia na sobie całej uwagi ojca, jakby wcale się nie liczyła.
Może odrobinę przesadzała z tym całym użalaniem się nad sobą, bo poza firmą ojciec wcale nie był taki najgorszy. Momentami zdarzały mu się jakieś przebłyski, w których wykazywał w miarę bezinteresowne zainteresowanie córką, ale męczyły ją jego patriarchalne poglądy. Chciała od życia więcej, tylko nie myślała jeszcze, w jaki inny sposób poza pracą w Ironcrest mogłaby to osiągnąć. Kłótnia z Ree na ten temat przelewała czarę goryczy.
A dlaczego nie? Oprócz tamtego jednego razu przez poprzednie lata związku mogłam na niego liczyć bardziej, niż na Ciebie — rzuciła ostro, wzruszając przy tym we wzburzeniu ramionami. Nadal nie rozumiała powodów, czemu tak bardzo był przeciwko Sully’emu, choć sama zdawała się ignorować, że pomimo wielu wspaniałych miesięcy razem wystarczył jeden poważny problem, żeby wszystko rozpadło się w drobny mak.
Była rozgoryczona faktem, że Reece niemal na każdym polu nie chciał, żeby była szczęśliwa. Jakby w ogóle nie zasługiwała na wszystko, co najlepsze.
Tak bardzo dotykało ją każde z jego słów, że mimowolnie powieki raz po raz drżały jej z nadmiaru emocji, nad którymi również przestawała panować. Gniew i żal zakorzeniły się w niej tak mocno, że jej oczy, chcąc nie chcąc, zaczynały ją szczypać, co jeszcze starała się powstrzymywać. Nie miała zamiaru pokazać przed nim słabości i się popłakać.
O nie, nie, nie próbuj wzbudzać we mnie wyrzutów sumienia! — pogroziła mu palcem, wyraźnie się jeżąc. — To t w o j a matka, ja już jedną mam — stwierdziła opryskliwie. Co prawda, jej mama bujała z głową w chmurach, ale w awaryjnych przypadkach Ade zawsze mogła się do niej odezwać. Mogła, ale rzadko kiedy chciała, to była znacząca różnica. — Poza tym kto ci pozwolił mnie krytykować? Jak nie wiesz, o co chodzi, to się, kurwa, zamknij! — wykrzyczała w końcu, a pod wpływem emocji jej oczy się zaszkliły.
Uwielbiała Marię, nieraz była dla niej większym wsparciem, niż jej biologiczna matka. Ale Adeline po rozwodzie i tak wybrała więzy krwi. Ostatecznym powodem do zaprzestania odwiedzania jej na farmie, w której starsza kobieta spędzała większość czasu, były problemy osobiste rudowłosej. Za wszelką cenę unikała wszystkiego, co wiązało się z tamtym traumatycznym wieczorem. Po prostu… nie mogła. Ale Ree nie musiał o tym wiedzieć.
Tak, jak o jej utracie dziecka. Jednak gdy tylko o tym wspomniał, z każdą sekundą niepewności coś powoli zaczęło się w niej sypać. Słuchała w milczeniu tego, jak mówił o jej nieszczęśliwym wypadku, a jego głos stał się spokojniejszy, niż jeszcze chwilę temu. Widziała też, że zmienił miejsce, chcąc stanąć przy niej bliżej i spięła się w pogotowiu, by odsunąć się w razie, gdyby postanowił zmniejszyć dystans. Jego instynkt samozachowawczy musiał zadziałać, bo na szczęście nie zrobił niczego wbrew niej.
Każda z informacji docierała do niej w zwolnionym tempie, ale jej umysł pracował bardzo intensywnie. Wiedział o ciąży. Oddał jej krew. Uratował ją podwójnie.
Przełknęła nerwowo ślinę. Nienawidziła robić z siebie ofiary. Była silna, czego dowiodła tuż po wypadku, nikomu nie wspominając ani o powodach rozstania z Sullym, ani o jej stracie, którą odsunęła od siebie w najdalsze zakamarki świadomości. Wystarczyło, że była trochę połamana i poobijana, co wymagało rehabilitacji i przerwy od pracy. Nie potrzebowała od nikogo współczucia.
Dlatego myśl o tym, że Reece wiedział o tym przez cały ten czas, wywołała w niej istne skołowanie. Nie chciała się przy nim rozsypać. Bała się tego, co się stanie, kiedy pokaże mu się od tej słabej strony. Musiała temu zapobiec.
I co?! — warknęła po chwili ciszy, a jej głos przeciął powietrze, niczym brzytwa. — Pewnie mam ci teraz być wdzięczna, tak? — przekrzywiła głowę, patrząc na niego z zawziętością, po czym prychnęła lekceważąco. To było jedyne słuszne wytłumaczenie jego zachowania, którego postanowiła się trzymać. — No i po cholerę to zrobiłeś?! Nie prosiłam cię o to! Wcale nie musiałeś zgrywać pieprzonego bohatera! — krzyknęła z irytacją, podchodząc pospiesznie bliżej, ale jedynie po torbę, którą zostawiła na blacie tuż obok niego. Miała Ree już serdecznie dość i nie zamierzała dłużej marnować na niego swojego czasu. — Nie mam za co ci dziękować, bo wam wszystkim byłoby o wiele łatwiej, jakbym wykrwawiła się w tym lesie i w końcu przestała stanowić dla was problem! — wykrzyczała mu w twarz ze łzami w oczach, po czym zamaszyście zgarnęła torebkę i, ignorując odłamki szkła na podłodze, ruszyła w kierunku drzwi.
Gniew i ból paliły ją od środka i ściskały jej gardło, przez co z trudem łapała powietrze, ale wtedy poczuła zaciskającą się na jej nadgarstku dłoń. Zatrzymała się w miejscu i obrzuciła mężczyznę nienawistnym spojrzeniem.
Nie dotykaj mnie! — wrzasnęła i spróbowała się wyszarpnąć.

Reece Murray
ODPOWIEDZ

Wróć do „#22”