Kaczki najwyraźniej nie miały najmniejszego zamiaru ułatwiać Joy ocenienia, czy rzeczywiście były wdzięczne, bo zamiast wykonać jakiś czytelny gest podziękowania, wszystkie zajęły się swoimi sprawami, jakby całe zamieszanie wokół jedzenia było czymś zupełnie naturalnym. Jedna dziobała ziemię, druga poprawiała pióra, kolejna człapała kilka kroków w bok, a ta sama, która wcześniej bezczelnie zaatakowała jej palce, zaczęła rozglądać się za następną porcją. Smythe obserwowała ją z lekkim przymrużeniem oczu, próbując najwyraźniej wyczytać coś z jej kaczej mimiki, choć po dłuższej chwili musiała chyba dojść do wniosku, że kacze emocje są znacznie bardziej skomplikowane, niż początkowo zakładała.
—
Ona jest po prostu nieśmiała.— stwierdziła w końcu z pełnym przekonaniem, wskazując na ptaka —
Dlatego nie mówi dziękuję. Jak się lepiej poznamy, pewnie zacznie.— odpowiedź na pytanie o ornitologię przyszła dopiero po chwili, ponieważ Joy najwyraźniej musiała najpierw rozważyć, czy karmienie kaczek można potraktować jako początek nowej kariery. Sama myśl wydała jej się całkiem zabawna, szczególnie że oznaczałaby konieczność nauczenia się przynajmniej kilku rzeczy o ptakach, a jej wiedza kończyła się obecnie na tym, że kaczki mają dziwne nogi, potrafią pływać i prawdopodobnie nie pracują dla rządu.
—
Nie jestem ornitolożką.— pokręciła głową, spoglądając na Pixie —
Po prostu zobaczyłam kaczki. One tu były, ja też byłam, więc uznałam, że możemy spędzić razem trochę czasu. To dość uczciwy układ.— przez moment wyglądało na to, że właśnie w ten sposób wyczerpała temat, lecz pytanie o gołębie najwyraźniej nie dawało jej spokoju. Spojrzała ponad ramieniem Pixie na ptaki siedzące nieco dalej, po czym zmarszczyła nos, jakby właśnie próbowała ustalić, który z nich wygląda najbardziej podejrzanie.
—
Nie powiedziałam, że wszystkie pracują dla rządu.— poprawiła ją spokojnie —
Niektóre mogą być prywatnymi wykonawcami. Rząd nie musi zatrudniać wszystkich.— logika wydawała się jej bez zarzutu, dlatego nawet nie zauważyła, że właśnie znacznie bardziej rozbudowała własną teorię niż kilka minut wcześniej —
Poza tym gołębie mają idealną przykrywkę. Nikt nie podejrzewa ptaka, który siedzi na koszu na śmieci.— zamilkła na sekundę, a potem zerknęła na kaczkę siedzącą niedaleko —
Kaczki też mogłyby to robić, ale są za łatwe do rozpoznania. Wszędzie chodzą jak kaczki.— pokiwała głową, jakby właśnie rozwiązała jeden z większych problemów współczesnego świata. —
Gołąb może udawać zwykłego gołębia. Kaczka zawsze wygląda jak kaczka.— kiedy Pixie wspomniała o tym, że kaczki mogą trzymać z gołębiami, Joy zamilkła na moment, tym razem naprawdę zastanawiając się nad tą możliwością. Spojrzenie powoli przeniosło się z jednego ptaka na drugiego, a potem wróciło do Pixie —
To byłoby bardzo złe.— powiedziała w końcu. —
Nie spodziewałam się, że będziemy musiały poruszać ten temat już dzisiaj.— nie wiadomo było, czy żartowała, czy naprawdę właśnie dopisała kaczy kartel do swojej teorii, lecz na twarzy pojawił się lekki uśmiech, zdradzający, że przynajmniej część tej rozmowy traktowała jako całkiem dobrą zabawę.
Smythe przyglądała się dziewczynie przez chwilę z miną osoby, która właśnie dostała do rozważenia kilka całkiem poważnych informacji, choć większość z nich nie wymagała chyba aż takiego namysłu. Najbardziej zatrzymała ją kwestia tego, że owady były przez Pixie hodowane, a nie po prostu łapane, bo samo wyobrażenie sobie miejsca pełnego małych stworzeń, z których każde wygląda prawie identycznie, było wystarczająco dziwne, żeby wzbudzić jej autentyczną ciekawość. Przesunęła wzrokiem po trawie, jakby spodziewała się, że któryś z pasikoników właśnie wyskoczy jej przed nos i przedstawi się z imienia, po czym zerknęła z powrotem na dziewczynę.
—
To musi być trochę jak praca w urzędzie.— rzuciła nagle, marszcząc lekko nos —
Tylko zamiast ludzi masz tam mnóstwo małych stworzeń, które nie powiedzą ci, jak się nazywają, więc musisz sama zdecydować, który jest którym.— przez moment wyglądała na całkiem zadowoloną z tego porównania, po czym pokręciła głową, jakby sama znalazła w nim pewną lukę —
Chociaż w urzędzie przynajmniej nie skaczą ci po rękach. Chyba. Nigdy nie pracowałam w urzędzie.— zainteresowanie pasikonikami nie zniknęło, wręcz przeciwnie, tylko teraz miało już konkretniejszy kierunek. Joy przykucnęła na chwilę przy brzegu trawy i przesunęła dłonią kilka źdźbeł na bok, zupełnie bez przekonania, że rzeczywiście coś pod nimi znajdzie. Po sekundzie podniosła głowę.
—
A czego właściwie szukasz?— zapytała, tym razem już bez żartowania —
Jakiegoś konkretnego pasikonika czy po prostu pasikoników? Bo jeśli chodzi o tego konkretnego, to chyba potrzebuję wiedzieć, czym różni się od pozostałych.— palce zawisły nad trawą, kiedy przez moment przyglądała się jej uważniej —
Kolor? Wielkość? Liczba nóg? Charakter?— ostatnie pytanie zabrzmiało zupełnie poważnie, jakby naprawdę brała pod uwagę możliwość, że owady można rozpoznać po osobowości —
Bo jeśli wszystkie wyglądają tak samo, to mogę spróbować znaleźć tego, który zachowuje się najbardziej podejrzanie.— uśmiechnęła się lekko, po czym wyprostowała się i otrzepała dłonie z drobinek trawy —
Podejrzane rzeczy łatwiej zauważyć.— właściwie nie potrzebowała żadnego większego powodu, żeby się tym zainteresować. Wystarczyło, że ktoś obok niej miał coś do zrobienia, a ona nagle dostała możliwość sprawdzenia, jak to wygląda z bliska. Perspektywa chodzenia po trawie i wypatrywania małych stworzeń wydawała się przy tym całkiem niezłym sposobem na spędzenie kolejnych kilkudziesięciu minut, szczególnie jeśli Pixie rzeczywiście wiedziała, czego szuka. Joy spojrzała więc na nią z lekkim zaciekawieniem, gotowa podporządkować się instrukcjom, choć już po chwili pojawiła się kolejna myśl.
—
Tylko powiedz mi jedną rzecz.— uniosła palec, jakby właśnie ustalała najważniejszą zasadę całej operacji —
Jak znajdę pasikonika, to mam go od razu łapać, czy najpierw mam cię zawołać?— zawahała się na moment, po czym dodała z zupełnie poważną miną: —
Bo nie chcę go złapać źle. Nie wiem, jakie są procedury przy pasikonikach.
pixie fontaine