ODPOWIEDZ
27 y/o
Welkom in Canada
170 cm
Specjalistka ds. marketingu w Ironcrest Development
Awatar użytkownika
So just take it slow
'Cause I'm scared to let go
And my heart is struggling
Not to get hurt again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kawa i ciastko, które Lucien i Zoya kupili jej po drodze, w ogóle jej nie pomogły. Jeszcze w aucie na tylnym siedzeniu wygrzebała ze swojej torebeczki oba telefony i oddała Zoi ten jej, z nadzieją, że nie zalała ich za bardzo, żeby nadal miały kontakt ze światem.
Chociaż z drugiej strony… nadal uważała, że nie miała po co do Toronto wracać. Pamiętała rozmowę telefoniczną z Ree, w której wspominała mu, że zamierza tu zostać, ale nie zamierzała dłużej zatrzymywać na tym myśli w obawie przed zalęgnięciem się w niej wyrzutów sumienia. Nie, nie, nie mogła do nich dopuścić.
W razie, jakby dzwonił Ree, pod żadnym pozorem nie odbieraj. Nie mam ochoty ani go słyszeć, ani widzieć. Nigdy więcej — zastrzegła Zoi, kiedy dotarły do swojego pokoju hotelowego.
Była tak zmęczona, że musiała zdrzemnąć się jeszcze trochę, dlatego jak stała, tak rzuciła się na łóżko i szybko zasnęła, śniąc o wydarzeniach z poprzedniej nocy.

Wejście na tor od strony padoku było fascynującym przeżyciem nawet dla Ady. Ubrana w czarną mini sukienkę i klapki od Luciena, z wejściówką przewieszoną przez szyję i ciemnymi okularami, które podwędziła z auta mężczyzny, prezentowała się wręcz nienagannie. I tak właśnie zamierzała się trzymać przez całe popołudnie.
Na miejscu było już naprawdę sporo osób, ale udało im się znaleźć miejsce na lunch przed kwalifikacjami. Kuchnia serwowała włoskie dania, z których oczywiście musiała spróbować carbonary, którą popijały, dla odmiany, białym winem w myśl zasady — czym się strułeś, tym się lecz. A przynajmniej tak właśnie planowała czynić Adeline, której już pierwsze łyki powoli zaczęły uśmierzać frustrujący ból głowy.
Brakowało mi dobrego makaronu, tym w Toronto zawsze czegoś brakuje — westchnęła przeciągle, wkładając sobie kolejną porcję jedzenia do buzi. — Pewnie towarzystwa Włochów — zauważyła zaraz, przesuwając spojrzeniem po przechodzącym obok przystojniaku. Popatrzeć przecież mogła zawsze. — Nigdzie nie smakuje tak dobrze, jak tutaj. Tak samo, jak wino — uśmiechnęła się łobuzersko w jej stronę i upiła kolejny łyczek, czując, jak na nowo zaczyna się rozluźniać.
Muszę przyznać, że zajebiście trafiłaś z Lucienem. Przypadkiem, bo przypadkiem, ale w gruncie rzeczy powinnaś być wdzięczna losowi za tamten incydent — powiedziała beztroskim głosem, nakładając sobie kolejną porcję makaronu na widelec. Obecnie żałowała tylko tyle, że już się kończył, bo miała ochotę na więcej. Tego dnia czuła ogromną gastrofazę.
Późno dotarły na miejsce, więc zdążyły jedynie rozeznać się pobieżnie po obiekcie i zwrócić uwagę na to, gdzie był garaż Spencera, ale jeszcze nie zdążyły go spotkać. Tymczasem czas uciekał i ludzie zaczynali opuszczać restaurację i kierować się na balkony, skąd rozciągał się widok na garaże, z których kierowcy zaraz mieli wyjeżdżać na pierwsze pomiary.
Co prawda, Adeline nie miała takiego parcia na oglądanie kwalifikacji, ale widząc minę Zoi i jej zniecierpliwienie, przewróciła z rozbawieniem oczami.
No dobra, już dobra, idziemy — uległa pod wpływem Zoi, w pośpiechu dojadając swój makaron, by zaraz złapać za kieliszek wina i pomknąć za przyjaciółką na taras. Na szczęście ich naturalny urok sprawił, że udało im się przedostać do barierek, skąd mogły już podziwiać całą okolicę i auta na dole, przygotowujące się do startu.
Który numer ma Spencer? — zapytała, zakładając na nos jego okulary.

Zoya Weasley
25 y/o
Welkom in Canada
168 cm
mała jędza klinika weterynaryjna
Awatar użytkownika
Skaczę sobie z kwiatka na kwiatek.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ostrożnie odebrała telefon od Adeline, przy czym spojrzała na nią z podejrzliwym wyrazem twarzy, mając wrażenie, że wydarzyło się coś jeszcze. Zaraz mimowolnie zerknęła na ekran i wielce zdziwił ją widok dwudziestu nieodebranych połączeń od Reecea oraz jednej, krótkiej wiadomości z pytaniem, czy jego siostra wyszła już z komisariatu i czy wszystko było z nią w porządku.
Wtedy jeszcze raz spojrzała na dziewczynę, która w idealnym momencie rzuciła się na łóżko. Dzięki temu Zoya mogła niepostrzeżenie, wbrew wcześniejszemu nakazowi rudowłosej, skontaktować się z mężczyzną.
Tak naprawdę nie chciała z nim rozmawiać, jednak na tyle, na ile zdążyła poznać Reecea, miała wrażenie, że przy takiej gorliwości byłby zdolny zjawić się w Misano i popsuć im resztę urlopu. Nie lubiła t y p a, więc logicznie ich rozmowa brzmiała sztywno ioraz ograniczyła się do wymuszonych uprzejmości.
Być może Murray nie powiedział, co dokładnie się wydarzyło, choć na samo wspomnienie o tym, że Adeline dzwoniła do niego z komisariatu, Zoya dopowiedziała sobie resztę historii. Ostatecznie zapewniła go, że sytuacja została opanowana, nie musi się martwić i powinien sie odpierwiastkować.
Wtedy usłyszała, że obie były jebnięte i świetnie się dobrały, a połączenie momentalnie się zakończyło.

Ubrała koszulkę od Luciena oraz krótkie spodenki. Gdzieś po drodze udało jej się kupić turkusową czapkę Mercedesa, którą z demonstracyjną dumą wsunęła na głowę i zamierzała nie ściągać jej przez resztę dnia. Zoi udzielił się dziwny nastrój wszechobecnej fascynacji, którą zdawali się emanować wszyscy dookoła, więc sama z coraz większą ekscytacją rozglądnęła się po padoku.
W restauracji wysłuchała wywodu Adeline dotyczącego włoskiej kuchni i samych Włochów. Śmiejąc się nad talerzem neapolitańskiego spaghetti, potaknęła w zgodzie. Potem, podobnie jak przyjaciółka, sięgnęła po kieliszek wina.
Stop — Nagle wyciągnęła rękę i pomachała rudowłosej palcem przed oczami. — W tym momencie to akurat ty powinnaś być wdzięczna losowi za ten mój incydent — poprawiła Adeline, spoglądając na nią w bardzo, ale to bardzo wymowny sposób, po czym znowu złapała za widelec i zaczęła dłubać w makaronie. — Gdybyśmy go nie spotkały, prawdopodobnie musiałabym dzwonić do twojego ojca. Nawet nie wiem, ile wynosiła kaucja, ale miałaś trzy zarzuty, Ade. — Wzięła ostatni kęs dania, a następnie przysunęła miskę do przyjaciółki. Doskonale pamiętała, że po tak ekscentrycznych, zakrapianych nocach dopadała ją gastrofaza.
Gdyby nie Lucien, to Thomas Covington byłby ich ostatnią deską ratunku i Zoya nie była pewna, czy Adeline rzeczywiście zdawała sobie z tego sprawę.
Ciekawsko rozglądała się dookoła. Ale nie tyle interesowały ją przechodzodzące osoby i obiekty za oknem, co sama możliwość spotkania Luciena. Nigdzie go jednak nie zauważyła, więc co jakiś czas głośno sobie wzdychała. Nic więc dziwnego, że kiedy rozpoczęły się kwalifikacje, zaczęła posyłać przyjaciółce pośpieszające spojrzenia.

Stojąc już przy barierce, wychyliła się, aby lepiej widzieć, choć w żaden sposób nie zwiększyło to jej pola. Pomimo tego z łatwością złapała spojrzeniem samochód Luciena i czując szumiące we krwi zdenerwowanie, mocno zacisnęła palce na ogrodzeniu.
Mów o nim Lucien. Nie po nazwisku, Clem — zaśmiała się, ale nawet na chwile nie oderwała wzroku od linii startu. Zaraz uniosła dłoń i wskazała na cyfrę na swojej nowej czapce. — 41.
Rząd samochodów gwałtownie ruszył. Wyrwali do przodu przy niesamowitym huku, na którego dźwięk Zoya, aż spięla ramiona. Mimo tego szarpnęła głową w stronę dalszej części toru i patrzyła tak długo, aż auta zniknęły za pierwszym zakrętem. Dopiero wtedy zwróciła się w stronę Adeline, choć jej serce łomotało z ekscytacji.
Postanowiłaś coś z Sullivanem? — zaczęła ostrożnie. Odkąd wylądowały, tak naprawdę nie miały okazji porozmawiać. Urlop niedługo dobiegał końca, więc obie musiały zacząć podejmować jakiekolwiek decyzje, aby ruszyć dalej.

Adeline Covington
Pola
Sprawdź moje granice rozsądku.
27 y/o
Welkom in Canada
170 cm
Specjalistka ds. marketingu w Ironcrest Development
Awatar użytkownika
So just take it slow
'Cause I'm scared to let go
And my heart is struggling
Not to get hurt again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Lucien zdecydowanie trafił im się w odpowiednim momencie ich włoskich wybryków. Pojawił się znikąd, ale skoro Zoya jakoś szczególnie przeciwko temu nie protestowała przy niej to Adeline postanowiła przyjąć jego obecność za coś w miarę naturalnego.
No i jestem wdzięczna. Ale do łóżka to chyba ty powinnaś z nim iść, nie ja? — uniosła wyżej brew trochę niepewna tego, czego właściwie brunetka od niej oczekiwała. Ona w ramach wdzięczności wykonywała różne ciekawe rzeczy, w związkach było to dla niej całkowicie normalne, ale no… przespanie się z obiektem (nie)zainteresowań swojej przyjaciółki było trochę nie na miejscu. — I od razu uprzedzam — to, że byłaś z nim zeszłej nocy w jednym łóżku, w ogóle się nie liczy, bo wcale okazji nie wykorzystałaś — wtrąciła, zanim Zoya zdążyła odpowiedzieć, po czym bez skrępowania sięgnęła widelcem do jej miski, gdy ta podzieliła się z nią swoją porcją. Akurat tyle zdążyła z niej wydobyć tuż przed przybyciem na tor. Wzmianka o jej ojcu sprawiła, że mimowolnie się skrzywiła. — Mogłaś wybrać jeszcze Ree. Chociaż jemu akurat powinno być na rękę, że wylądowałam w celi — przewróciła oczami bez większej refleksji nad tym, co stało za połączeniami i smsami, które otrzymała. — Poza tym, powinnaś się cieszyć, że nie pojechałaś tam w radiowozie razem ze mną, tylko zostałaś z Lucienem. I z a t o też powinnaś mu się odwdzięczyć — zauważyła, posyłając jej wymowne spojrzenie znad swojego talerza.
Nie chciała wiedzieć, jak bardzo zmartwiła Reece’a. O wiele łatwiej było jej uważać, że był takim samym egoistą, za jakiego miała go od zawsze. Transfuzja krwi? Pff, zrobił to tylko po to, żeby mieć kartę przetargową i móc ugodzić w momencie, w którym najmniej się tego spodziewała. Nie chciała w tej chwili brać nawet pod uwagę możliwości, że jej założenia mogły być kompletnie nietrafione.
Wolała więc szybko zmienić temat z siebie na Zoyę. Ciemnowłosa o jej relacji z Lucienem nie zdążyła się jeszcze wypowiedzieć, rzucając Ade jakimiś ogólnikami, ale ta nie zamierzała już wyłącznie na to przytakiwać. Potrzebowała szczegółów, które mogłyby zająć jej umysł od własnych, wciąż nierozwiązanych problemów.

Rudowłosa była na takich wyścigach po raz pierwszy. Kompletnie nie znała zasad panujących podczas dnia mistrzostw, ale starała się dostosować, naturalnie kibicując jedynemu kierowcy, którego znała, choć wciąż było to zbyt mało trafne określenie. Właściwie powinna rzec — który miał na tyle dobre serce, żeby wpłacić za nią kaucję i wyciągnąć ją z więzienia. Ją, kobietę, która zupełnie nic dla niego nie znaczyła. Dlatego logicznym było, że wykazując się takim gestem, zrobił to wyłącznie dla Zoi.
Bo po nazwisku to po pysku? — odparła z rozbawieniem, ale zaraz powędrowała wzrokiem na auto Luciena, chcąc śledzić jego poczynania na torze.
Ryk silników rozpędzających się aut był głośny, ale nie sprawiał Adeline takich problemów, jak się obawiała, za co zdecydowanie mogła dziękować kolejnej porcji alkoholu krążącego wartko w jej żyłach. Dzięki niemu czuła się wyśmienicie, jakby wcale nie przestała pić. Przy czym wolała nie myśleć o tym, co będzie, kiedy w końcu będzie musiała wrócić do rzeczywistości.
Myśl o niej powróciła jednak szybciej, niż się tego spodziewała, gdy tylko przyjaciółka rzuciła jedno imię.
Nie prościej byłoby mi po prostu znaleźć sobie jakiegoś przystojnego Włocha i naprawdę tu zostać? — jęknęła w zamian, niepocieszona przebiegiem ich rozmowy, po czym podparła się przedramionami o barierkę, wyciągając tułów do tyłu. — Nie wiem, ja… — zawiesiła na chwilę głos, patrząc przed siebie bez konkretnego celu. — Nie chcę być postrzegana jako czyjaś kobieta, narzeczona czy żona, a obawiam się, że przy nim tak właśnie będzie. Ojciec mi nie daruje, jeśli nie wyjdę za kogoś o d p o w i e d n i e g o — po raz kolejny przewróciła oczami, akcentując ostatnie słowo — ale kto wie? Może to wcale nie jest mi pisane? Nie jestem już tą samą osobą, którą byłam dwa lata temu — wyznała w końcu z rozbrajającą szczerością, w którą na koniec wkradła się również nuta nostalgii.
Odnosiła wrażenie, że wcześniej jej życie miało jakiś kierunek, ale po tych wszystkich wydarzeniach życie zaczęło jej się sypać do tego stopnia, że sama już nie wiedziała, do czego zmierzała i czego chciała. Perspektywa powrotu do tego, co znała, była niesamowicie atrakcyjna, bo to zapewniało jej pewne bezpieczeństwo, ale czy rzeczywiście po jej wypadku i ogromnym rozczarowaniu Sully’m mogła dalej tak uznawać i łudzić się, że następnym razem już się nie zawiedzie? Nie miała pojęcia, czy powinna dać mu kolejną szansę. Ree pozostawał w tym temacie bezwzględny. Na domiar złego, wciąż pozostawała kwestia ciąży, której jeszcze nie zdążyła z Sullivanem poruszyć. Bała się tego i częściowo właśnie dlatego postanowiła od tego uciec. Aż do włoskiego Misano.
W tym czasie pierwsze samochody zdążyły przekroczyć linię mety i od tej pory zaczęły się prawdziwe pomiary okrążeń. Prawdziwy wyścig z czasem o zdobycie dobrych miejsc na późniejszym starcie.
Adeline upiła ostatnie łyki wina w kieliszku, a następnie wyprostowała się i skinęła głową na Zoyę, żeby weszły do środka. Tam na ogromnym ekranie mogły obserwować transmisję na żywo.
Dobra, to teraz opowiadaj. Co się dzieje między Tobą a Lucienem? — zagadnęła, przysiadając na wolnej kanapie i spojrzała na ekran.
Według widniejącej na nim listy kierowców mężczyzna jak na razie wykręcił całkiem dobry czas, ale wciąż pozostawało jeszcze dobre kilkanaście minut do końca. Najbardziej szalone było dla niej to, że o wszystkim decydowały setne sekundy.
Zaraz odwróciła spojrzenie na Zoyę z zaintrygowaniem, ale i należytą dla tematu łagodnością. To nie była zwykła ciekawość — naprawdę troszczyła się o życie miłosne przyjaciółki.

Zoya Weasley
25 y/o
Welkom in Canada
168 cm
mała jędza klinika weterynaryjna
Awatar użytkownika
Skaczę sobie z kwiatka na kwiatek.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Za dużo czasu spędziłaś z prostytutką w celi. Seks to nie jest żadna waluta, Clem — zauważyła odrobinę rozbawiona i jednocześnie z dezaprobatą pokręciła głową.
Gdyby wszystko było takie proste, rzeczywiście mogłaby w ramach wdzięczności przelecieć Luciena. Problem w tym, że odkąd się zbliżyli i u Zoi w grę zaczęły wchodzić jakieś dziwne emocje, nie potrafiłaby potraktować go w tak przedmiotowy sposób. A przynajmniej nie na zasadach, na których funkcjonowała podczas uprawiania one night stand. W tym przypadku czuła się bardziej zablokowana.
Nie chciałam kontaktować się z Reecem po tym, jak się pokłóciliście — odpowiedziała zgodnie z prawdą, choć z drugiej strony czuła się trochę jak zdrajczyni, skoro ostatecznie zdecydowała się do niego oddzwonić i przynajmniej poinformować, że Adeline była cała i zdrowa. — Akurat za noc z Lucienem powinnam skopać ci dupę. To nie było nic komfortowego. Chciałam się od niego odciąć, Clem, a tymczasem musiałam znosić jego towarzystwo, bo byłaś zamknięta. — Wymownie spojrzała na przyjaciółkę.
Zoya najwyrazniej starała się przekonać zarówno ją, jak i samą siebie, że mówiła prawdę; że czas spędzony z Lucienem wcale nie był dobry i przyniósł kolejną dawkę komplikacji. W końcu na znak, że sama w to nie uwierzyła, głośno westchnęła. Zaraz sięgnęła po wino i ponownie upiła łyk. Przed snem zdążyli wyjaśnić sobie kilka kwestii związanych z rozstaniem, co tak naprawdę pomogło Zoyce uporać się z wyrzutami.
To było dobre.


Nie o to chodzi. Spencer brzmi dla mnie obco. To po prostu Lucien — odpowiedziała ogólnikowo, po czym machnęła ręką. Podobnie jak Adeline, nie znała zresztą zasad wyścigów. Wiedziała tylko, zresztą całkiem logicznie, że wygrywał ten, kto uzyskał najlepszy czas.
Kiedy auta zniknęły z linii mety, Zoya przeniosła wzrok z twarzy rudowłosej na kieliszek, który ta pieczołowicie trzymała w dłoni. Aż dziwne, że po tych wszystkich nocnych i niewyobrażalnych przebojach miała jeszcze siłę, aby pić. Jej osobiście przelewało się w brzuchu.
Zostawiłabyś mnie w Toronto? Mnie i f i r m ę? — zapytała z lekkim, acz wyraźnie słyszalnym wyrzutem. Wszystko wskazywało na to, że sprawa z Sullivanem nadal była dla Adeline trudnym tematem, ale zdaniem Zoyi nadszedł już czas, aby powoli go poruszyć. — Przede wszystkim musisz postępować tak, abyś czuła się szczęśliwa, Clem. Nikt nie przeżyje tego życia za ciebie, a jeżeli nie czujesz się gotowa na związek, to ani Sully, ani tym bardziej stary Thomas nie mają prawa cię do niego zmuszać — powiedziała, starając się zabrzmieć pokrzepiająco. Potem delikatnie dotknęła ramienia Ade i podobnie jak ona, oparła się o barierkę.
Rozumiała rozterki, które nią targały oraz się z nimi wątpliwości. Tym bardziej uważała, że Adeline nie powinna podejmować decyzji na podstawie cudzych oczekiwań.
Zmieniłaś się — zauważyła. — Wszyscy się zmienili. I nawet jeżeli dla Sullivana czas wciąż stał w miejscu, to nie popadajmy w obłęd. Masz prawo iść dalej, sama. Albo masz prawo zastanawiać się nad wszystkim tak długo jak chcesz. Niech on sobie teraz poczeka. — Zoya wzruszyła ramionami.
Miała nadzieję, że dziewczyna zrozumiała, co miała na myśli. Nie chciała, aby przez wzgląd na jej przeszłą relację z Sullym, która tak naprawdę rozsypała się przez tę całą intrygę, czuła się w jakikolwiek sposób zobowiązana. W dodatku wciąż mieli między sobą niewyjaśnione kwestie, jak chociażby sprawę ciąży, która również budziła sporo wątpliwości. Zniknął, kiedy Ade najbardziej go potrzebowała, a to było godne pożałowania i to niezależnie od powodów jakie nim kierowały.
Wokoło rozbrzmiał się ryk silników, więc Zoya pośpiesznie się wyprostowała, bo auta rozpoczynały kolejne okrążenie. Intuicyjnie wspięła się na palce i wyciągnęła szyję, próbując wypatrzyć samochód Luciena. Był trzeci, na co z ekscytacją przygryzła wargę.
Wewnątrz budynku czuć było emocje. Ludzie z ogromnym zaanażowaniem oglądali przebieg wyścigu oraz debatowali na temat kierowców. Kilka razy było im dane usłyszeć wzmianki o Lucienie, choć Zoya zauważyła, że miał tyle samo fanów, co krytyków. Najwięcej pochwał zbierał - jak przystało na miejsce - jego włoski rywal.
Znasz większość historii naszego poznania się, więc... — Niby obojętnie wzruszyła ramionami, kiedy przysiadły na obszernej kanapie. — Tak naprawdę nie chciałam się z nim więcej spotykać, bo było mi wstyd za tę odwalankę z ciążą. Chyba za mocno uderzyło mi do głowy, że gdyby to się wydało, miałby kłopoty i mam wrażenie, że nie widziałam niczego poza tym. — Zoya po raz pierwszy zdecydowała się powiedzieć o tym na głos i naprawdę coraz mocniej rozumiała, jak głupio się zachowała. Zmieliła nerwowo ślinę. — W nocy trochę się pokłóciliśmy. Trochę sobie wyjaśniliśmy, ale chciałabym spotkać się z nim w Toronto i... nie wiem... porozmawiać jeszcze raz na spokojnie? — rzuciła retorycznie, po czym cmoknęła i jakby chcąc rozładować napięcie, które się w niej zaczęło gromadzic, uderzyła Adeline w ramię. — I podziękować za ratunek jednej rudej zołzy!

Adeline Covington
Pola
Sprawdź moje granice rozsądku.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”