Max był raczej z tych producentów, którzy nie musieli kontrolować wszystkiego w najmniejszym detalu. Dawał każdemu działowi dość dużo zaufania tak długo jak program przynosił efekty, oglądalność. Nie wybierał tkanin dla osób odpowiadających za garderobę, po prostu pilnował by w miarę mieścili się w budżecie. Nie mówił kamerzystom, które ujęcia są najlepsze, podobnie jak nie wtryniał się w to, które oświetlenie jest tym, w którym powinni kręcić. Znał rzeczy, na których się nie znał oraz te, w których powinien mieć coś do powiedzenia. To była metoda na jego sukces. Dobrać odpowiednie osoby, obsadzić je w odpowiednich rolach, zadbać o to by byli w swojej roli w miarę spełnieni i voila, wszyscy dowozili efekty.
Dlatego też do tej pory niespecjalnie wtryniał się w to, jak Lowie prowadziła swoje śledztwa oraz jak przygotowywała wywiady. Ufał, że wiedziała co robi i dowoziła wyniki. Nie musiał jej na siłę szukać tematów, to była jej działka. On jedynie odpowiadał za ich zatwierdzenie. Gdzieś tam musiał orientować się w sytuacji geopolitycznej, a przede wszystkim lokalnej. Gdyby wyskoczyła mu nagle z tematem oczerniającym jakąś ważną szychę w Toronto musiał to przepuścić przez akceptację dyrektorów stacji. Wszyscy mogą tutaj mówić, że reportaże polegają na mówieniu prawdy, ale to wszystko nie jest takie łatwe. Po wypuszczeniu pewnych brudów na wizji nie można zrobić kroku w tył. I pomimo tego, że przeciętny mieszkaniec będzie zadowolony, cała stacja może spotkać się z naprawdę nieprzyjemnymi konsekwencjami. Świat nie był czarno-biały. Był rządzony pieniędzmi oraz kontaktami. Musieli stąpać po dość cienkiej granicy. Każdego dnia. Dlatego tak ważne było by ze sobą współpracowali. W ostatnim czasie ta współpraca niestety po prostu nie działała.
-
Tylko dlatego, że jeszcze ich nie spróbowałaś. - spojrzał na nią zupełnie niewzruszony tą szpilką, którą próbowała mu wbić utwierdzając ją w tym przekonaniu szeroko się do niej uśmiechając.
Mogła próbować, ale nie było mu tak łatwo zajść za skórę. Przez dekady pracował w Hollywood. Jednym z najbardziej konkurencyjnych środowisk na ziemi. Na każdy jego gest spoglądały dziesiątki, jeśli nie setki tysięcy ludzi. Musiał wykształcić w sobie grubą skórę, a tam gdzie tego nie zrobił zasłonił się po prostu dragami.
-
Lowie... To nie jest jakaś rozmowa rekrutacyjna. A tak jak nie wątpię, że w twoich słowach jest chociaż ziarenko prawdy, tak oboje jesteśmy chyba trochę za staży żeby wmawiać sobie nawzajem, że wszystko, co robimy jest z altruistycznych powodów. Dla większego dobra. - przewrócił teatralnie oczami mlaskając ustami bo z jakiegoś powodu miał awersję do takich gadek.
Chyba oboje cenili swój czas na tyle by go po prostu nie marnować. Uwierzyłby w ten kit, jeśli mówiłaby to nowa reporterka tuż po studiach. Pełna jeszcze tych debilnych ideałów, które wyniosła ze szkoły, jednak Lowie jest dorosłą, dojrzałą kobietą. W ostatnim czasie jeszcze w dodatku po przejściach. Zdążyła się już zderzyć z tą mroczną częścią życia. Z resztą to nie był pierwszy raz, kiedy się spotykają. Kiedyś ich współpraca wyglądała inaczej. Może niekoniecznie blisko, ale na tyle, że to wszystko jakoś działało. Teraz niestety przestawało. Nie było co mydlić mu oczu.
Wzbudziła w nim ciekawość gdy wspomniała o jakimś wielkim projekcie. Uniósł pytająco brew, lecz nie postanowiła tego w tym momencie kontynuować pomimo tego, że przyznała, że powinna.
-
I to tyle, po wszystkim? - spojrzał na nią podejrzliwie marszcząc brwi -
Żadnego - odpieprz się Shepherd? Wiem, co robię Shepherd? Zajmij się swoją robotą Shepherd? - wykorzystał swoje zdolności aktorskie by próbować zabrzmieć jak zatwardziała reporterka.
Wyglądała całkiem przekonująco, ale nie do końca wierzył w to, że wystarczyło pięć minut by naprowadzić ją na właściwe tory. Za długo był już w tej grze żeby uwierzyć, że z reporterkami można było tak łatwo się uporać. Wiedział to również z własnego doświadczenia.
-
W porządku, cieszę się, że do Ciebie trafiłem. - przyznał po chwili również brzmiąc przekonująco i sięgając z powrotem po swoją kawę -
To skoro już Cię mam w tych przyjemnych okolicznościach... - pomachał jakiejś przechodzącej asystentce nic sobie nie robiąc z tego, że nadal przyciągali trochę spojrzeń w ten słoneczny dzień -
To może opowiedz mi o tym nad czym pracujesz? Szczególnie o tym wielkim projekcie. - spojrzał na nią badawczo.
-
I zjedź coś Lowie. Tak długo jak dla nas pracujesz jestem za Ciebie odpowiedzialny. Tu i poza stacją. Mamy słodkie i słone wersje. Nie krępuj się. - powiedział dość stanowczo nie mając zamiaru puścić jej bez śniadania i dawał jej to odczuć pomimo swojego słodkiego uśmiechu.
Elowen Grosvenor