Lucien zdecydowanie trafił im się w odpowiednim momencie ich włoskich wybryków. Pojawił się znikąd, ale skoro Zoya jakoś szczególnie przeciwko temu nie protestowała
przy niej to Adeline postanowiła przyjąć jego obecność za coś w miarę naturalnego.
—
No i jestem wdzięczna. Ale do łóżka to chyba ty powinnaś z nim iść, nie ja? — uniosła wyżej brew trochę niepewna tego, czego właściwie brunetka od niej oczekiwała. Ona w ramach wdzięczności wykonywała różne ciekawe rzeczy, w związkach było to dla niej całkowicie normalne, ale no… przespanie się z obiektem (nie)zainteresowań swojej przyjaciółki było
trochę nie na miejscu. —
I od razu uprzedzam — to, że byłaś z nim zeszłej nocy w jednym łóżku, w ogóle się nie liczy, bo wcale okazji nie wykorzystałaś — wtrąciła, zanim Zoya zdążyła odpowiedzieć, po czym bez skrępowania sięgnęła widelcem do jej miski, gdy ta podzieliła się z nią swoją porcją. Akurat tyle zdążyła z niej wydobyć tuż przed przybyciem na tor. Wzmianka o jej ojcu sprawiła, że mimowolnie się skrzywiła. —
Mogłaś wybrać jeszcze Ree. Chociaż jemu akurat powinno być na rękę, że wylądowałam w celi — przewróciła oczami bez większej refleksji nad tym, co stało za połączeniami i smsami, które otrzymała. —
Poza tym, powinnaś się cieszyć, że nie pojechałaś tam w radiowozie razem ze mną, tylko zostałaś z Lucienem. I z a t o też powinnaś mu się odwdzięczyć — zauważyła, posyłając jej wymowne spojrzenie znad swojego talerza.
Nie chciała wiedzieć, jak bardzo zmartwiła Reece’a. O wiele łatwiej było jej uważać, że był takim samym egoistą, za jakiego miała go
od zawsze. Transfuzja krwi? Pff, zrobił to tylko po to, żeby mieć kartę przetargową i móc ugodzić w momencie, w którym najmniej się tego spodziewała. Nie chciała w tej chwili brać nawet pod uwagę możliwości, że jej założenia mogły być kompletnie nietrafione.
Wolała więc szybko zmienić temat z siebie na Zoyę. Ciemnowłosa o jej relacji z Lucienem nie zdążyła się jeszcze wypowiedzieć, rzucając Ade jakimiś ogólnikami, ale ta nie zamierzała już wyłącznie na to przytakiwać. Potrzebowała szczegółów, które mogłyby zająć jej umysł od własnych, wciąż nierozwiązanych problemów.
Rudowłosa była na takich wyścigach po raz pierwszy. Kompletnie nie znała zasad panujących podczas dnia mistrzostw, ale starała się dostosować, naturalnie kibicując jedynemu kierowcy, którego
znała, choć wciąż było to zbyt mało trafne określenie. Właściwie powinna rzec — który miał na tyle dobre serce, żeby wpłacić za nią kaucję i wyciągnąć ją z więzienia. Ją, kobietę, która zupełnie nic dla niego nie znaczyła. Dlatego logicznym było, że wykazując się takim gestem, zrobił to wyłącznie dla Zoi.
—
Bo po nazwisku to po pysku? — odparła z rozbawieniem, ale zaraz powędrowała wzrokiem na auto Luciena, chcąc śledzić jego poczynania na torze.
Ryk silników rozpędzających się aut był głośny, ale nie sprawiał Adeline takich problemów, jak się obawiała, za co zdecydowanie mogła dziękować kolejnej porcji alkoholu krążącego wartko w jej żyłach. Dzięki niemu czuła się wyśmienicie, jakby wcale nie przestała pić. Przy czym wolała nie myśleć o tym, co będzie, kiedy w końcu będzie musiała wrócić do rzeczywistości.
Myśl o niej powróciła jednak szybciej, niż się tego spodziewała, gdy tylko przyjaciółka rzuciła jedno imię.
—
Nie prościej byłoby mi po prostu znaleźć sobie jakiegoś przystojnego Włocha i naprawdę tu zostać? — jęknęła w zamian, niepocieszona przebiegiem ich rozmowy, po czym podparła się przedramionami o barierkę, wyciągając tułów do tyłu. —
Nie wiem, ja… — zawiesiła na chwilę głos, patrząc przed siebie bez konkretnego celu. —
Nie chcę być postrzegana jako czyjaś kobieta, narzeczona czy żona, a obawiam się, że przy nim tak właśnie będzie. Ojciec mi nie daruje, jeśli nie wyjdę za kogoś o d p o w i e d n i e g o — po raz kolejny przewróciła oczami, akcentując ostatnie słowo —
ale kto wie? Może to wcale nie jest mi pisane? Nie jestem już tą samą osobą, którą byłam dwa lata temu — wyznała w końcu z rozbrajającą szczerością, w którą na koniec wkradła się również nuta nostalgii.
Odnosiła wrażenie, że wcześniej jej życie miało jakiś kierunek, ale po tych wszystkich wydarzeniach życie zaczęło jej się sypać do tego stopnia, że sama już nie wiedziała, do czego zmierzała i czego chciała. Perspektywa powrotu do tego, co znała, była niesamowicie atrakcyjna, bo to zapewniało jej pewne bezpieczeństwo, ale czy rzeczywiście po jej wypadku i ogromnym rozczarowaniu Sully’m mogła dalej tak uznawać i łudzić się, że
następnym razem już się nie zawiedzie? Nie miała pojęcia, czy powinna dać mu kolejną szansę. Ree pozostawał w tym temacie bezwzględny. Na domiar złego, wciąż pozostawała kwestia ciąży, której jeszcze nie zdążyła z Sullivanem poruszyć. Bała się tego i częściowo właśnie dlatego postanowiła od tego uciec. Aż do włoskiego Misano.
W tym czasie pierwsze samochody zdążyły przekroczyć linię mety i od tej pory zaczęły się prawdziwe pomiary okrążeń. Prawdziwy wyścig z czasem o zdobycie dobrych miejsc na późniejszym starcie.
Adeline upiła ostatnie łyki wina w kieliszku, a następnie wyprostowała się i skinęła głową na Zoyę, żeby weszły do środka. Tam na ogromnym ekranie mogły obserwować transmisję na żywo.
—
Dobra, to teraz opowiadaj. Co się dzieje między Tobą a Lucienem? — zagadnęła, przysiadając na wolnej kanapie i spojrzała na ekran.
Według widniejącej na nim listy kierowców mężczyzna jak na razie wykręcił całkiem dobry czas, ale wciąż pozostawało jeszcze dobre kilkanaście minut do końca. Najbardziej
szalone było dla niej to, że o wszystkim decydowały setne sekundy.
Zaraz odwróciła spojrzenie na Zoyę z zaintrygowaniem, ale i należytą dla tematu łagodnością. To nie była zwykła ciekawość — naprawdę troszczyła się o życie miłosne przyjaciółki.
Zoya Weasley