ODPOWIEDZ
42 y/o
For good luck!
193 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiMagiczny/Pył
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

idę ponurkować na przypale!

Zaciszna plaża, na jednej z mniejszych wysp na Hawajach, była idealnym miejscem, żeby pobyć samemu. Co prawda izolacja, jaką Max sobie zafundował, trwała już kilka lat, ale mimo wszystko dawno nie był w domu. A domem była właśnie plaża i woda... To nie tak, że Toronto nie było domem, po prostu brakowało mu miejsca, w którym się urodził. Brakowało mu też sceny... Właśnie w takich chwilach jak ta Max łapał się na tym, że pokuta, którą sam sobie wyznaczył, przestawała dawać mu poczucie odpoczynku i bezpieczeństwa, a zaczynała być niesprawiedliwą karą. Samotność, którą obudował swoje rany, przestała przynosić ukojenie.
Nic też dziwnego, że trochę spontanicznie wykupił bilet na Hawaje i poleciał odwiedzić rodzinę i zostać z nimi kilka tygodni. Od dawna nic go nie trzymało. Może pieniądze płynące z patentów na iluzje nie były jakieś wybitnie wielkie, ale wystarczały na naprawdę wygodne życie. Dobrze, że jak był na szczycie, to większość kasy inwestował.
Szybko też się okazało, że chociaż czas spędzany z rodziną, siostrzeńcami i bratankami był bardzo wesoły, to też bardzo wyczerpujący i angażujący. A Max potrzebował też czasu na to, by przemyśleć decyzje, które się w jego sercu rodziły.
Dzisiaj wstał jeszcze przed świtem i po cichu wymknął się z domu. Zapakował sprzęt do nurkowania i deskę surfingową na mały samochód terenowy bez dachu, po czym ruszył na ulubioną plażę. Plan był prosty: posurfować, zapolować na rybę, rozpalić ognisko, zjeść śniadanie jak za dawnych czasów i pozwolić Makani przewietrzyć głowę i ułatwić decyzje.
W trakcie nadchodzącego świtu powoli rozpalał ognisko na plaży i szykował maskę i harpun na swoje małe polowanie.

Neia Delacroix
22 y/o
SPRING TIME
160 cm
studentka kryminologii na University of Toronto
Awatar użytkownika
I don't wanna be a bitch but somehow you make me wanna rip my own damn eyes out.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona / jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uwielbiała podróżować, najlepiej spontanicznie, kiedy dorwała promocję na podróż w jakiś odległy, atrakcyjny zakątek świata. Czasami była to okazja tak ograniczona czasowo, że decydowała się polecieć sama, chociaż na dwa dni. W ostatniej chwili ogarniała sobie wolne na uczelni, o ile miała akurat ważne zajęcia, mówiła komuś zaufanemu gdzie się wybiera i udostępniała lokalizację. Pakowała się na szybko, a potem zostawiała na chwilę Toronto za sobą, żeby odetchnąć i przeżyć kolejną przygodę.
Tym razem padło na Hawaje i weekend na plaży. Z lotniska w miejscu docelowym wyszła w okularach przeciwsłonecznych, ze słuchawkami na uszach i długim żelkiem wystającym z pomiędzy warg. Żuła go powoli, poprawiając ogromny plecak podróżny i tylko bóg wiedział jakim cudem tak mała chudzina daje rady to dźwigać. Prawda była taka, że w środku miała tylko mały, prosty namiot, kilka szmat i wodę. Pewnie głównie i tak będzie nosić bikini, a całą resztą, że zależności co będzie potrzebować, miała zamiar załatwić sobie na miejscu. W końcu to tylko dwa dni. Wcisnęła na głowę zielony kapelusz w kwiaty i przebiegła przez ulice do stacji rowerów na wypożyczenie. Odpaliła aplikację, zalogowała się i już po chwili jechała do jednej z dalszych miejscówek, żeby nie kisić się w tłumie. Chciała odpocząć w przyjemnym zaciszu, a nie ryku rodzin z dziećmi i gdakaniu starych bab.
Zjechała z górki podskakując na nierównej drodze i przez chwilę myślała, że zaraz się gdzieś rozbije, ale zdążyła wyhamować, zostawiła rower niedaleko stacji do parkowania i resztą drogi na plażę pokonała pieszo.
W punkcie ze sprzętem wypożyczyła deskę i zestaw do nurkowania, więc kiedy już znalazła sobie odpowiednie miejsce, mocno na uboczu, była na tyle zmachana, że tuż po rozłożeniu namiotu ucięła sobie drzemkę. Potem trochę popływała, przygotowała sobie miejsce na niewielkie ognisko i nasmarowała się kremem na owady, bo nienawidziła jak coś ją gryzło. Zawsze ugryzienia mocno jej dokuczały.
W nocy znowu postanowiła sobie popływać, a potem kolejny raz nad ranem, wtedy już na desce, skoro powoli robiło się jasno. Było wspaniale, nikt jej nie przeszkadzał, nikt od niej nic nie chciał i mogła na spokojnie rozkoszować się idealną pogodą i ulubionymi wodnymi aktywnościami. Nie zauważyła momentu, w którym znalazła się niebezpiecznie blisko napływających bliżej brzegu meduz. I w dzień trudno było je dostrzec, a co dopiero o świcie. Poczuła ich obecność dopiero wtedy, kiedy piekący ból objął jej łydkę. Krzyknęła i wsunęła się na deskę, zerkając za siebie na nierówny, podłużny ślad po oparzeniu. Rozejrzała się zdenerwowana, starając się nie wychylać za bardzo, aby nie wpaść do wody.

Max Keale
Myre
posty wygenerowane przez ai, brak interpunkcji i inicjatywy, dwulicowość
42 y/o
For good luck!
193 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiMagiczny/Pył
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Dopiero kiedy przygotował swoje ognisko, dostrzegł w oddali namiot i drobną sylwetkę, która najwyraźniej zdecydowała się popływać o świcie, tak jak on. Mruknął coś pod nosem w niedźwiedziowym języku, ale ostatecznie, nawet mimo tego, że ta plaża miała należeć dzisiaj do niego, mógł się nią podzielić. Szacun, w ogóle, że znalazła takie miejsce.
Ogień zaczął wesoło trzaskać, a Max podrzucił jeszcze dwa większe polana, żeby na pewno go utrzymać podczas swojego polowania. Sprawdził jeszcze w aplikacji warunki i ostrzeżenia dla wybrzeża i ze zmarszczeniem brwi przyjął informację o meduzach.
- Trzeba będzie uważać... - podniósł spojrzenie w kierunku namiotu.
Wypadałoby poinformować o zagrożeniu jego niechcianych towarzyszy. Ale przy namiocie nikogo nie było, za to bystre oczy dostrzegły dziewczynę wskakującą wraz z deską do wody.
- A, pewnie nie jest głupia... - mruknął pod nosem, podświadomie jeszcze lustrując wodę.
Niewysokie fale, jak na tę porę dnia, żadnych śladów meduz, przynajmniej na razie. Dobrze...
Ten poranek i tak miał być jego czasem sam na sam z Bogiem, wiatrem i głową. Więc usiadł na piasku po turecku, kładąc sobie harpun na kolanach, i zamknął oczy, rozkładając ręce. Potrzebował trochę wyciszenia, pozwolić głowie nie myśleć, a sercu odetchnąć. Żal, który dalej w nim zalegał, trzeba było uleczyć.
Cichą modlitwę przerwał mu krzyk dziewczyny. Oczy momentalnie się otworzyły i zmrużyły, wypatrując zagrożenia. Rozszerzyły się wraz ze źrenicami, kiedy je dostrzegł.
- Dzielna Mała... - mruknął, kiedy wygramoliła się na deskę, ale meduzy dalej były zbyt blisko.
Odrzucił harpun i zerwał się ze swojego miejsca, w biegu zrzucając z bioder pareo w klimacie hawajskim. Zgarnął po drodze jeszcze swoją deskę i wpadł do wody, rozsypując tumany piasku w swoim biegu. Kilka przeskoków nad falami, a potem szybkie nurkowanie wraz z deską pod jedną z nich. Kiedy już był na powierzchni, sprawnie zaczął pracować rękami, zbliżając się do jego dzisiejszego daru od wiatru.
Makani miał mu przynieść ukojenie, a zamiast tego dał 160 cm drobnego chaosu, który prosił się teraz o nieszczęście.
- Hej, uspokój się i pod żadnym pozorem nie zeskakuj z deski! - polecił, kiedy dopłynął na odpowiednią odległość. - Podpłyń do mnie, uważając, żeby nie dotykać meduz. Jakby co, głowami nie parzą!
Dodał, a kiedy dziewczyna wykonała jego polecenie, wyszczerzył wilcze zęby i, płynąc obok, położył dłoń na jej lędźwiach, asekurując ją, podczas gdy drugą ręką pomagał popychać deskę w kierunku brzegu.
- Tutaj fale bywają zdradzieckie i ściągają Cię bardziej na wodę niż plażę. - wyjaśnił, kolejnym machnięciem potężnej ręki pokonując siłę utrudniającą im powrót.
Po kilku minutach walki z falami i piekącym bólem wylądowali na piasku, a Max bez słowa zaczął oglądać obrażenia.
- Miałaś trochę szczęścia... - mruknął, upewniając się, że nie ma na jej nodze resztek zbłąkanych macek. - Będę musiał na to nasikać.
Dodał, podnosząc się z przysiadu. Odczekał chwilę, po czym zarechotał i dodał:
- Żartuję! Złap się mnie za szyję.
I podniósł ją z ziemi, jakby zupełnie nic nie ważyła. Przeniósł ją do swojego ogniska, gdzie postawił garnek ze słodką wodą na ogniu, a potem wziął drugi i poszedł zaczerpnąć wody z oceanu. Kiedy wrócił, zabrał się za przemywanie poparzenia słoną wodą. Wydawał się naprawdę wiedzieć, co robi.
- No... Nie bardzo jest jak zanurzyć Ci nogę w gorącej wodzie, ale kompres powinien pomóc. - ocenił i dopiero kiedy kryzys został opanowany, otaksował ją spojrzeniem.
Była dwa razy mniejsza od niego, jeśli nie więcej. To porównanie przywołało uśmiech na jego twarzy w postaci jednego kącika ust uniesionego w górę. Mokra i wystraszona była nawet ładna. Ciekawe, jaka była, kiedy biła z niej pewność siebie? Little Marmaid
22 y/o
SPRING TIME
160 cm
studentka kryminologii na University of Toronto
Awatar użytkownika
I don't wanna be a bitch but somehow you make me wanna rip my own damn eyes out.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona / jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przytrzymywała się deski, próbując się na niej utrzymać i jednocześnie sterować tak, aby mimo kłopotów dotrzeć do brzegu. Nie było to łatwe, bo obawiała się kolejnych poparzeń. Z drugiej strony może wcale nie miała wyboru? Jeżeli zniesie ją za daleko, może mieć poważne trudności z powrotem nie tylko przez medusy. Nie była pewna co gorsze. Zerknęła na swoją łydkę i uznała, że może i wygląda paskudnie, ale nie było aż takie złe?
Wtedy usłyszała czyjś donośny głos i odchyliła głowę, spoglądając w dal, w stronę brzegu. Zauważyła mężczyznę dopiero po chwili, kiedy jedna z większych fal się cofnęła. Od razu poczuła ulgę, bo w takiej sytuacji zdecydowanie wolała otrzymać pomoc, niż być zdana sama na siebie. Na pewno i tak próbowałaby wyjść z tego cało, ale teraz pomyślała, że ma na to zdecydowanie większe szanse.
Poza tym mężczyzna był wielki i na pewno silny, co jej sprzyjało.
Wiatr owiewał jej mokre ciało i ociekające wodą ciemne kosmyki włosów, a ona narazie w ogóle nie zwracała na to uwagi, próbowała skupić się tylko na nieznajomym, który starał się uratować ją z opresji i na jego poleceniach i radach. Kiwnęła głową i zerknęła na wodę, wypatrując tych parzących potworków. Odważyła się, żeby odpychać je za głowę i potem szybko odgarniać wodę, aby przesuwać się w kierunku przybysza.
Pod jego silną dłonią znowu odetchnęła z ulgą, bo chociaż nie byli jeszcze na brzegu, to już doszła do wniosku, że im się to uda. Była lekko zdenerwowana całą sytuacją, bo tego na pewno sobie nie zaplanowała. Zerknęła na mężczyznę i zdała sobie sprawę, że z bliska wydaje się jeszcze większy.
Mogłam to sprawdzić wcześniej — mruknęła, a głos lekko jej zadrżał, chociaż starała się nad nim zapanować. Kiedy dotarli do brzegu, usiadła na piasku i patrzyła, jak mężczyzna przygląda się jej oparzeniu. Pozwoliła mu na to, bo niby czemu miałaby nie? Facet właśnie ją uratował. Kiedy jednak wspomniał o sikaniu, zrobiła duże oczy i popatrzyła na niego z lekkim przerażeniem, nie mając zielonego pojęcia czy mówił serio, czy żartował. Gdzieś coś słyszała o odkażaniu w taki sposób, ale czy to nie był fake?
Oh… — wyrwało się jej, gdy okazał się to być jednak żart. Pewnie za chwilę uśmiechnie się sama do siebie, ale potrzebowała jeszcze chwili na ochłonięcie. Zawahała się tylko przez ułamek sekundy, a potem objęła go i przylgnęła do dużego ciała wybawiciela, zerkając w stronę ogniska, gdy ruszył wraz z nią w tamtym kierunku. Rozejrzała się po jego jednoosobowym obozie, kiedy poszedł po wodę, dłużej zawieszając wzrok na harpunie.
Jesteś jakimś rybakiem? Mieszkasz tutaj? Mam nadzieję, że nie okażesz się psycholem i nie nakarmisz mną rekinów dla rozrywki — powiedziała prostując nogę, którą przemywał, za to drugą zginając i obejmując rękami, brodę opierając na klanie. Oglądała niedawno taki horror i wolałaby nie zostać ofiarą takiego mordercy świra. Gdyby nie ciepło ognia, to pewnie byłoby jej już porządnie zimno, więc mimo wszystko była wdzięczna za pomoc.
Dziękuję — powiedziała po chwili, kiedy wytłumaczył jej już, że zrobi kompres. Może i miała lekkie obawy, bo koleś był wielki i taki… dziki. Z drugiej strony wydawał się dobrze wiedzieć co robi, a chyba dobrze w takiej sytuacji być w rękach kogoś, kto zna się na rzeczy. Kiedy skończył powoli się podniosła i podeszła bliżej ognia, po drodze zgarniając z ziemi pareo i owijając się chustą bez pytania. Nie miała pojęcia, że to część garderoby mężczyzny. Przeczesała palcami ciemne włosy, mając nadzieję, że szybko wyschną.

Max Keale
Myre
posty wygenerowane przez ai, brak interpunkcji i inicjatywy, dwulicowość
42 y/o
For good luck!
193 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiMagiczny/Pył
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

To było takie rozczulające, jak zareagowała na jego żart. Oh...
- Mała, jeszcze pomyślę, że naprawdę chciałaś to zobaczyć. - pokręcił głową.
Była naprawdę drobniutka w jego ramionach, co nawet mu się podobało. Biedna drżała, ale pewnie raczej ze zdenerwowania niż z chłodu.
Krzątał się wokół ogniska i wcześniej w wodzie, jakby rzeczywiście był tubylcem. Zresztą nie było to takie dalekie od prawdy.
- Rybakiem? Ha! He! Hehe, he! - zaczął rechotać, rozbawiony jej pytaniem. - Czasem wyławiam syrenki z wody! Mógłbym Cię złożyć w ofierze Kanaloa, ale musiałabyś być dziewicą...
Przerwał na chwilę, po czym delikatnie, ale jednak bezczelnie szturchnął ją palcem najpierw w udo, a potem w bok.
- Ale jest Cię trochę za mało, żeby go nie urazić. - wyszczerzył do niej wilcze zęby i przeskoczył do ogniska, by przygotować gorący kompres.
- Dobra, teraz się nie przestrasz, bo trochę zaboli. Jest gorący, nie oparzy Cię, a powinien złagodzić ból. Tylko na początku będzie nieprzyjemnie. - powiedział ciepło, z prawdziwą troską w głosie, i przyłożył gorący materiał do ran.
Przykładając kompres, sam skrzywił się lekko, jakby przeżywał ten ból wraz z nią. Położył wielką łapę na jej ramieniu i pogładził ją uspokajająco. Chwilę potem miała już na nodze zamotany opatrunek, który spokojnie powinien wystarczyć.
- Nie masz problemów z oddychaniem? Zawrotów głowy? Nie robi Ci się słabo? - zapytał, podchodząc do swojego harpuna, by go zebrać. Najwidoczniej wcale nie było tak źle, skoro Mała sama wstała i zaczęła chodzić po plaży. - Dobra. I tak jedziemy do szpitala. Nie będę zgadywał.
Kiedy otuliła się jego pareo, na moment na jego twarzy odmalował się wyraz zakłopotania, kiedy tak zastanawiał się, czy powinien jej powiedzieć, że przed momentem miał to na tyłku. Ostatecznie uznał, że jednak dziewczyna miała dość dzisiaj przeżyć, więc zaczął zbierać z plaży porozrzucane rzeczy.
- No, z polowania z harpunem chyba nici, bo rzeczywiście za dużo się zrobiło meduz. Na szczęście niedaleko jest lokal. Mają świetne naleśniki i kiełbaski. Sami wędzą! No i mam trochę pipikaula... Wędził mój szwagier, więc raczej był zajęty piciem piwa niż pilnowaniem mięsa, ale nie będziemy głodni!
Po czym zarechotał znowu, rozbawiony udawaniem hawajskiego dzikusa z harpunem, mieszkającego na plaży.
- Jestem Big Kahuna! - przycupnął przy niej i wyciągnął rękę na przywitanie.
Makani ma specyficzne poczucie humoru...
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”