21 y/o
For good luck!
175 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiOn/jego
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Arthit Rattanakosin
Kwiatkowski
26 y/o
For good luck!
179 cm
aktor/piosenkarz | Around the World
Awatar użytkownika
I will tell you something, but I warn you, it is a lie.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracji3. os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

Art nie spojrzał na niego dłużej, niż było to konieczne. Nie było w tym okrucieństwa – po prostu przestał być dla niego interesujący, tak jak zabawkowy samochodzik przestaje interesować dziecko, gdy zabawa dobiega końca.
Sięgnął po szklankę, która stała na stoliku od dłuższego czasu. Alkohol był w niej ledwie nadwyrężony. Upił łyk, czując, jak chłodny trunek zwilża wyschnięte gardło. Chrapliwy oddech powoli się wyrównywał. Zamknął oczy na sekundę, pozwalając sobie na moment absolutnej ciszy.
Nie było w tym czułości. Nie szukał jej. Ktokolwiek oczekiwałby po nim czegoś więcej niż to, co właśnie się wydarzyło, prędzej czy później nauczyłby się, że taka nadzieja to strata czasu.
Odstawił szklankę, obracając głową w stronę okna loży, skąd kolorowe światła klubu wciąż migotały nad parkietem, obojętne na to, co działo się w tym jednym, zamkniętym pomieszczeniu. Poprawił się na kanapie, odzyskując tę znajomą, wyćwiczoną nonszalancję, jakby nic się nie wydarzyło – jakby był dokładnie tym samym człowiekiem, który wszedł tu godzinę temu. Może i tak było.

Quincy Hargreaves
21 y/o
For good luck!
175 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiOn/jego
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Arthit Rattanakosin
Kwiatkowski
26 y/o
For good luck!
179 cm
aktor/piosenkarz | Around the World
Awatar użytkownika
I will tell you something, but I warn you, it is a lie.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracji3. os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
nieszczegółowy opis gwałtu
Seks z chłopakiem był prostym zaspokojeniem potrzeb. Nie szukał w tym drugiego dna. Nie zastanawiał się dwa razy nad tym, co się wydarzyło. Nie przejmował się też ciekawskim otoczeniem, które na pewno widziało całą scenę i mogło o nim pomyśleć różne rzeczy. Miał potrzebę, obiekt, który mógł mu posłużyć do jej spełnienia, więc to wykorzystał. A że może powinien być bardziej moralny, brać pod uwagę inne osoby w pomieszczeniu – to nie miało znaczenia. Był u siebie. No, znaczy, nie do końca, ale była to jego prywatna loża, w której mógł – do czasu jej opuszczenia – robić, co tylko dusza zapragnęła.
Klub ten widział podobnych scen więcej, niż ktokolwiek mógłby zliczyć. Pewnie też sporo tych dużo mniej, jakby to określić, dobrowolnych. Znał osoby wynajmujące tutaj prywatne pomieszczenia. Często sprowadzane do nich dziewczyny były jego towarem, który im zaproponował w zamian za drobne korzyści dla niego. Nie były chętne na towarzystwo starych, brzydkich i obrzydliwych typów, którzy chcieli się zabawić. Krzyki i piski, które przebijały się z wyciszonych pokoi, nie były tymi pełnymi ekstazy i przyjemności. Były błaganiami, żeby koszmar, który trwał już za długo, w końcu się skończył. Sam nigdy nie brał w tym bezpośredniego udziału – jego rola kończyła się na podpisach pod umowami, na uściśniętych dłoniach w gabinetach z zaciągniętymi żaluzjami – ale doskonale wiedział, dokąd trafiały, kiedy przechodziły przez jego ręce. Nie zastanawiał się nad tym zbyt długo. Świat był brudny na wielu poziomach, a on dawno przestał się zastanawiać, na których dołożył coś od siebie.
W takiej sytuacji Quin nie mógł narzekać. Nie dość, że nie został do niczego przymuszony, to jeszcze przespał się z aktorem i piosenkarzem, który był postrzegany jako jeden z przystojniejszych w branży. Może i nie był delikatny, nie był uczuciowy, ale nigdy czegoś takiego chłopakowi nie obiecał. Nie traktował tego w żadnej innej kategorii niż prosty one-night stand.
Komplement przyjął z aprobatą. Może i nie był jakimś demonem seksu, ale na pewno nikt z jego wcześniejszych partnerów nie miał mu nic w tej dziedzinie do zarzucenia. Nie ograniczał się jednak i potrafił zaspokoić mniej standardowe potrzeby swoich kochanków. Hargreaves wyglądał na zdezolowanego, ale też szczęśliwego. To było najważniejsze w tym wszystkim, prawda?
Powiedz mi coś, czego nie wiem – odparł z zadowolonym uśmieszkiem na twarzy. Nie planował się spieszyć z ubieraniem. Był zmęczony. Nie tylko aktem, ale i całym dosyć intensywnym dniem. Towarzystwo już jakiś czas temu przeniosło się w drugi kąt, dając mu więcej prywatności. Dopóki ich nie zawoła, raczej nikt im nie będzie przeszkadzać.
Fani zdecydowanie nie znali go z tej strony. Był wyjątkowo skuteczny w maskowaniu tej strony swojej osobowości. Na pewno część z nich domyślała się, że prywatnie nie był takim aniołkiem, jakiego zgrywał publicznie. Nikt nie był przecież tak idealny. Zresztą wiele osób kojarzyło, jak naprawdę wygląda branża idoli. Jak wiele mrocznych sekretów mogła skrywać. Sam przekonał się o tym na własnej skórze, gdy dopiero zaczynał. Wejście na szczyt nie było proste. Nie polegało tylko na pokazaniu talentu. Sława i popularność przychodziły łatwo, niemal bez wysiłku, ale zdobywanie nowych projektów, kontraktów czy marek, które chciałyby z nim współpracować, gdy był jeszcze malutki, nie było niczym prostym. Często musiał posuwać się do rzeczy, o których przed rozpoczęciem kariery nawet by nie pomyślał. Nigdy, nawet za ogromną sumę pieniędzy, by się na nie nie zdecydował. Gdy jednak chce się znaleźć na szczycie, trzeba poświęcić coś więcej niż tylko czas i energię. Czasem osiągnięcie sukcesu wymaga wyzbycia się moralności. Może to właśnie te trudne i stosunkowo niebezpieczne początki sprawiły, że jest dzisiaj prywatnie tą osobą, którą poznał tego wieczoru Quin. A może od zawsze taki był. Po trupach do celu?
Nie żałował żadnej z tych decyzji. Rzadko kiedy pozwalał sobie na luksus posiadania wątpliwości – to były emocje dla ludzi, którzy mieli czas na roztrząsanie przeszłości, a on zawsze patrzył tylko przed siebie, w stronę kolejnego kontraktu, kolejnego projektu, kolejnej rzeczy, którą trzeba było zdobyć, zanim ktoś inny zdążył zagarnąć mu ją sprzed nosa.
Gdy ten zaczął przymilać się do jego stopy, zabrał ją z podłogi i położył się wygodnie na kanapie na całej jej długości.
Nie tak szybko. Na takie zabawy musisz sobie dodatkowo zasłużyć – przypomniał mu, spoglądając na niego karcąco. – Weź, doprowadź się do porządku. Ale nie zakładaj nic na siebie. Lubię cię oglądać tak bezbronnym.
Chłopak był dobrze zbudowany i bardzo przystojny. Ciężko było mu to odebrać. Choć nie miał ochoty na rundę drugą, wciąż chciał nacieszyć oczy. Miał w sobie to coś, co czasem trudno było nazwać wprost – może była to kombinacja młodzieńczej niewinności z fizyczną pewnością siebie, dziwaczny, ale skuteczny koktajl, który sprawiał, że Art przyglądał mu się dłużej, niż zamierzał.
Moja prywatna łazienka jest po lewej stronie. Znajdziesz tam prysznic – łaskawie zaproponował. Co prawda kusiło go, by zmusić chłopaka do przejścia nago przez całą lożę i skorzystania z toalety znajdującej się tuż za jej drzwiami, ale znalazł w sobie trochę ukrytych pokładów miłosierdzia. – A jeśli postanowisz zaciągnąć mnie ze sobą, to musisz o to jakoś ładnie poprosić.
Co prawda, jemu też by się przydało umyć. Może i nie znajdował się w takim kiepskim stanie jak chłopak, ale trochę się spocił i czuł się już brudny. Nie zamierzał jednak umilać czasu Quinowi, jeśli ten na to nie zasłuży.
Sięgnął po telefon leżący na stoliku, odblokował ekran i przez chwilę przewijał powiadomienia, nie czytając ich jednak naprawdę uważnie. To był odruch, coś, co robił niemal automatycznie w każdej wolnej chwili – jakby brak bodźców z zewnątrz był czymś, czego nie potrafił znieść dłużej niż przez kilka minut. Kątem oka obserwował, jak Quincy próbuje się podnieść, chwiejnie, z tą samą rozanieloną, oszołomioną miną, która towarzyszyła mu przez całą resztę wieczoru.
Było w tym coś zabawnego, choć nie do końca potrafił nazwać dokładnie, co. Może fakt, że chłopak wciąż wydawał się nie do końca wierzyć w to, co się wydarzyło, podczas gdy dla aktora było to już praktycznie pozostawione w przeszłości, odłożone gdzieś na półkę razem z dziesiątkami innych podobnych wieczorów, które zlewały się w jedną, niewiele znaczącą masę wspomnień.
Odłożył telefon i przeciągnął się leniwie na kanapie, czując, jak mięśnie powoli się rozluźniają po wysiłku. Reflektory klubu wciąż migotały za oknem, rzucając na sufit loży kolorowe cienie.
No i? – rzucił ponaglająco w stronę Quincy'ego, unosząc lekko brew, gdy ten wciąż stał w bezruchu, jakby zapomniał, po co w ogóle wstał z podłogi. – Prysznic się sam nie weźmie.

Quincy Hargreaves
ODPOWIEDZ

Wróć do „Emptiness”