ODPOWIEDZ
24 y/o
For good luck!
158 cm
m. m.
Awatar użytkownika
Jeden gram, zadecydowała, nie wystarczy; jej przykrość jest więcej niż jednogramowa.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nad jeziorem znalazła się właściwie bez większego powodu, co w jej przypadku było wystarczającym powodem, żeby uznać wyprawę za udaną. Szła przed siebie tak długo, aż asfalt zaczął ustępować ścieżce, ścieżka trawie, a trawa wilgotnemu brzegowi, przy którym woda poruszała się leniwie pod wpływem lekkiego wiatru. Przez chwilę stała bez ruchu, przyglądając się tafli, jakby spodziewała się, że zaraz wydarzy się na niej coś interesującego. Nie wydarzyło się nic. Było całkiem spokojnie, dopóki z boku nie dobiegło ją charakterystyczne człapanie, po którym pojawiła się pierwsza kaczka, a zaraz za nią następne, najwyraźniej prowadzące jakieś bardzo ważne zebranie dotyczące sytuacji żywnościowej. Widok od razu poprawił jej humor. Kaczki miały zdecydowanie więcej sensu niż gołębie. Pływały, nurkowały, miały śmieszne łapy i przede wszystkim nie łaziły po chodnikach z miną, jakby właśnie przejęły kontrolę nad całym miastem. Gołębie nadal uważała za podejrzane. Kaczki natomiast były w porządku. Nawet bardzo w porządku. Przykucnęła przy brzegu i przez chwilę obserwowała, jak jedna z nich patrzy na nią z wyraźnym zainteresowaniem.
Ty jesteś głodna, prawda?— mruknęła, sięgając do kieszeni, choć już po sekundzie przypomniała sobie, że nie ma tam niczego, co nadawałoby się do jedzenia dla kaczki. Znalazła za to kilka drobnych okruszków, które najwyraźniej przeżyły w kieszeni zdecydowanie dłużej, niż powinny. Nie wyglądały szczególnie zachęcająco, więc przez chwilę rozważała, czy kaczki posiadają własne standardy sanitarne, czy po prostu zjedzą wszystko, co nie próbuje przed nimi uciec. Ostatecznie rozsądek wygrał z eksperymentem. Zamiast rzucać im stare okruszki, zaczęła przeszukiwać kieszenie w poszukiwaniu czegokolwiek, co mogłoby okazać się bardziej odpowiedniego, aż w końcu wyprostowała się z miną człowieka, który właśnie rozwiązał wyjątkowo trudny problem. Niedaleko ktoś zostawił mały pojemnik z ziarnem dla ptaków. Nie miała pojęcia, czy to część jakiegoś oficjalnego karmienia, czy po prostu kolejny dowód na to, że ludzie zostawiają rzeczy w dziwnych miejscach, lecz skoro ziarno było dla ptaków, a kaczki były ptakami, sprawa wydawała się całkiem logiczna. Kilka ziaren wylądowało więc na ziemi, a reakcja była natychmiastowa. Kaczki ruszyły w jej stronę z taką determinacją, jakby właśnie otwarto darmową restaurację. Uśmiechnęła się pod nosem, cofając dłoń przed najbardziej zdeterminowanym osobnikiem.
Spokojnie. Każdy dostanie. Nie jesteśmy na zawodach.— kiedy ostatnia kaczka zdążyła pochłonąć swoją porcję, Joy jeszcze przez chwilę trzymała dłoń nisko nad ziemią, przyglądając się temu, jak ptaki przepychają się między sobą z godnością właściwą tylko komuś, kto bardzo chce dostać jedzenie, ale absolutnie nie zamierza się do tego przyznać. Najbardziej bezczelna z całej grupy dziobnęła ją w palce, po czym odsunęła się o krok i spojrzała na nią tak niewinnie, jakby przed chwilą wcale nie próbowała odgryźć jej kawałka dłoni. Joy zmrużyła oczy. —Widzicie? Właśnie dlatego jesteście lepsze od gołębi.— zrobiła krótką pauzę, jakby kaczki rzeczywiście potrzebowały chwili na przyswojenie tak poważnego oświadczenia. —Gołębie są podejrzane. Wszystkie. Mają za dużo informacji.— jedna z kaczek przechyliła głowę, a Joy potraktowała ten gest jak pełne skupienie na rozmowie.
Serio. Widzieliście kiedyś gołębia, który po prostu sobie siedzi? Nie. One zawsze gdzieś patrzą. Na ludzi. Na okna. Na samochody. Czasami na mnie.— zmarszczyła nos, po czym rzuciła kolejną garść ziaren przed siebie. Kaczki natychmiast ruszyły w ich stronę, przez co rozmowa została na moment przerwana przez energiczne kwakanie.
Wy przynajmniej macie zajęcia. Pływacie, jecie, robicie swoje. Nie stoicie pod sklepem i nie oceniacie człowieka.— przyjrzała się jednej z kaczek, która właśnie próbowała przepchnąć pozostałe, żeby dorwać największe ziarno —Chociaż ty trochę oceniasz.— Odpowiedzią było kolejne dziobnięcie w ziemię. Joy pokiwała głową z powagą, jakby właśnie otrzymała bardzo przekonujący argument —No dobrze. To wyjątek. Ty możesz.

pixie fontaine
kotlet sojowy z kryształem
23 y/o
PRACOWITA PSZCZÓŁKA
170 cm
studentka bologii na university of toronto
Awatar użytkownika
perfumy, które pachną na twojej skórze,
ty masz usta czerwone, a ja jestem w bluzie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

#
005.
Niektóre pasikoniki mają uszy na nogach. Narządy słuchowe znajdują się na goleniach przednich odnóży 🦗
O ile Joy nie miała większych powodów, żeby znaleźć się nad jeziorem, to Pix znalazła się tutaj z jednego, bardzo konkretnego powodu - musiała przeprowadzić badania nad pasikonikami. I nie, nie mogła już dłużej udawać, że zrobi to później, bo wakacje powoli dobiegały końca, a rok akademicki był już praktycznie za pasem. Miała na to przecież całe lato. Calutkie! Tylko że, jakimś kompletnie niezrozumiałym zrządzeniem losu, przez większość tego czasu działo się coś, co skutecznie odciągało ją od książek. A to obozowanie w dystrykcie Muskoka, a to jakieś imprezy w akademiku, a to spędzanie czasu z dziewczyną brata. Dobra, to ostatnie brzmiało trochę dziwnie, ale mogła przysiąc, że poza zwykłym koleżeństwem nic jej z Perry nie łączyło. Kompletnie nic. Ani trochę. To, że przy Perry jej żołądek odpierdalał jakieś niezrozumiałe akrobacje, nie miało absolutnie żadnego znaczenia. To mogła być kwestia stresu. Albo upału. Albo tego, że ostatnio jadła trochę nieregularnie.
W każdym razie pasikoniki nie zamierzały czekać, aż Pixie łaskawie przestanie zajmować się wszystkim innym. Badania same się nie przeprowadzą, obserwacje nie zrobią, a notatki tym bardziej nie zapiszą. W dodatku wrzesień to był praktycznie koniec cyklu ich życia! Dlatego teraz trochę pluła sobie w brodę, że zostawiła ten projekt na ostatnią chwilę.
Miała już prawie wszystko, czego potrzebowała. Notes pękał w szwach od naniesionych informacji, więc w domu musiała jedynie przepisać je na laptopa. Najbardziej podjarała się, że udało jej się cyknąć z bliska zdjęcie Microcentrum rhombifolium – dużemu, zielonemu pasikonikowi z szerokimi skrzydłami przypominającymi liść. Znalazła go na klonie i o mały włos przeoczyła! Bardzo zadowolona ze swoich dzisiejszych osiągnięć ruszyła wzdłuż brzegu, gdzie kaczki zaczęły gromadzić się w jakieś chorej ilości. Dopiero wtedy dostrzegła, że ktoś ewidentnie je dokarmiał. A pośród nich była sama Joyce Smythe, niczym ta baba od gołębi w Home Alone 2. Tylko tym razem otaczały ją kaczuchy.
Mam nadzieję, że nie rzucasz im chleba? — zapytała i podeszła bliżej, ściągając podejrzliwie brwi. Gdyby żyły w Polsce, zespół Lej mi Pół zaśpiewałby jej przesz ty głupia kurwo tu nie wolno karmić zwierząt, przecież jest tabliczka, wszyscy o niej wiedzą. Niestety w Kanadzie nie znali tak wybitnych utworów. A szkoda! — Przerzuciłaś się z gołębi na kaczuchy? Tego się po tobie nie spodziewałam — dodała żartobliwie, ale zaraz zarejestrowała, że Joy trzyma w dłoni garść ziaren. Lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu. Czy coś.
Przestąpiła z nogi na nogę, przyglądając się jej poczynaniom. Smythe była jak jakaś jebana zaklinaczka ptactwa. Aż trudno uwierzyć, że jej stosunki z gołębiami były takie ambiwalentne. Pixie to gołębi nic nie miała. Mogłyby tylko nie srać gdzie popadnie i byłyby całkiem spoko.

Joyce Smythe
bubek
nudy i braku zaangażowania
24 y/o
For good luck!
158 cm
m. m.
Awatar użytkownika
Jeden gram, zadecydowała, nie wystarczy; jej przykrość jest więcej niż jednogramowa.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kwestia chleba wyraźnie ją zaskoczyła, choć nie na tyle, żeby od razu poczuła potrzebę bronienia swojej niewinności. Przez chwilę po prostu patrzyła na dziewczynę, jakby próbowała zrozumieć, skąd w ogóle wziął się taki pomysł, po czym spojrzała na kaczkę siedzącą kilka metrów dalej i z powrotem na dziewczynę. Dopiero wtedy lekko pokręciła głową.
Nie. Chleb jest dla ludzi. — oznajmiła z pełnym przekonaniem, jakby właśnie rozstrzygała bardzo ważną kwestię społeczną —Miałam jakieś okruszki, ale wyglądały trochę podejrzanie. Nie chciałam otruć kaczek. Znalazłam za to ziarno, więc dałam im ziarno. To są ptaki, powinny docenić, że ktoś zna ich dietę. — przez moment wyglądało na to, że temat został tym samym zamknięty, jednak spojrzenie znów uciekło w stronę kaczek, które najwyraźniej nie miały żadnych zastrzeżeń do poczęstunku. Jedna z nich właśnie dziobała coś przy brzegu, druga stała z głową przechyloną pod dziwnym kątem, a trzecia po prostu patrzyła na Joy, jakby próbowała ocenić, czy warto podejść po dokładkę. Ta ostatnia szczególnie przypadła jej do gustu.
Poza tym nie przerzuciłam się z gołębi na kaczki. — dodała po chwili, jakby dopiero teraz przypomniała sobie o tej części wypowiedzi Pixie —Kaczki przeszły rekrutację. Gołębie nie. — kącik ust drgnął jej lekko, kiedy spojrzała na stado.
Gołębie za dużo patrzą. Człowiek idzie ulicą, a taki siedzi na słupie i patrzy. Potem drugi siedzi na dachu i też patrzy. To nie może być przypadek. Kaczki przynajmniej mają zajęcie. Pływają, jedzą, robią swoje. Wyglądają na mniej zaangażowane w działalność wywiadowczą. — dopiero teraz przyjrzała się dokładniej stojącej przed nią dziewczynie. Twarz zaczęła kojarzyć się coraz wyraźniej, choć przez moment trzeba było pogrzebać w pamięci trochę głębiej niż zwykle. Nie chodziło nawet o brak pamięci, raczej o to, że pewne wspomnienia miały tendencję do wyskakiwania w zupełnie przypadkowej kolejności. Najpierw pojawił się jakiś zeszyt, potem robak, później szkolny korytarz, a dopiero na końcu imię.
Ty jesteś Pixie. — brzmiało to bardziej jak odkrycie niż pytanie, po sekundzie pokiwała głową sama do siebie —Pamiętam cię. Miałaś kiedyś coś z robakiem na okładce. — nie była do końca pewna, czy faktycznie chodziło o robaka, czy może o jakieś zwierzę, które tylko z perspektywy czasu zaczęło wyglądać jak robak. Pamięć potrafiła robić takie rzeczy. Zresztą sam fakt, że pamiętała okładkę, wydawał się wystarczająco imponujący. Wtedy jej wzrok przesunął się niżej, na to, co blondynka miała przy sobie. Notes, jakieś rzeczy potrzebne do pracy, wszystko wskazywało na to, że spotkanie z kaczkami było raczej przypadkowym dodatkiem do czegoś zupełnie innego. Joy przez chwilę przyglądała się temu z zainteresowaniem, po czym zmarszczyła lekko brwi.
Czekaj. Ty nadal zajmujesz się robakami? — pytanie padło całkiem serio. Po chwili doprecyzowała, jakby właśnie uświadomiła sobie, że „robaki” może być zbyt szeroką kategorią. Przez moment przyglądała się Pixie, najwyraźniej próbując sobie wyobrazić, jak dokładnie wygląda taka praca. W jej głowie bardzo szybko pojawiło się kilka pytań, z których każde wydawało się równie sensowne.
Łapiesz je i nadajesz im imiona, czy mają tylko numery? — zapytała, po czym sama lekko przechyliła głowę —Bo jeśli tylko numery, to trochę smutne. Człowiek spędza z takim robalem pół dnia, a potem mówi „numer czterdzieści dwa”. Numer czterdzieści dwa nie wie, że jest numerem czterdzieści dwa. — zawahała się na moment, jakby nagle zgubiła połowę własnego toku myślenia, po czym wróciła do niego bez najmniejszego problemu.
Chyba że one nie rozumieją ludzkich imion. To też możliwe. W sumie kaczki też nie powiedziały mi, jak mają na imię. — spojrzała na tę samą kaczkę, która wcześniej ją obserwowała. Przez kilka sekund mierzyły się wzrokiem, aż Joy powoli wskazała ją palcem.
Ta wygląda jak siedemnaście. — jeszcze chwila ciszy —Nie wiem dlaczego. — dopiero wtedy uśmiechnęła się szerzej, jakby właśnie sama doszła do wniosku, że to prawdopodobnie nie było najbardziej logiczne stwierdzenie tego dnia.

pixie fontaine
kotlet sojowy z kryształem
23 y/o
PRACOWITA PSZCZÓŁKA
170 cm
studentka bologii na university of toronto
Awatar użytkownika
perfumy, które pachną na twojej skórze,
ty masz usta czerwone, a ja jestem w bluzie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chleb był dla ludzi. To akurat prawda. Pixie lubiła jeść jajecznicę ze smakiem i chlebem. Dla kaczek i łabędzi był jednak zupełnie inną historią. Nie dostarczał im praktycznie żadnych wartości odżywczych, a w większych ilościach mógł im wręcz zaszkodzić. Dlatego Fontaine zdecydowanie popierała pomysł, żeby nie dokarmiać ptaków czym popadnie. Na szczęście Joyce znała się na ptactwie, a przynajmniej wszystko na to wskazywało. W końcu była ekspertką od gołębi, to i z kaczkami poszło jej łatwo. Pixie nie zamierzała podważać jej kompetencji.
Pokiwała z aprobatą głową, wyraźnie zadowolona z takiego podejścia do kaczych brzuszków.
Na pewno są bardzo wdzięczne — powiedziała, ale nie było w tym żadnej złośliwości. Naprawdę uważała, że ptaki powinny docenić, że Joy dba o ich dietę. Co prawda nie miała pojęcia, czy kaczka w ogóle potrafiła odczuwać wdzięczność za coś takiego, ale skoro ktoś już poświęcał czas na pilnowanie, żeby nie nakarmić jej czymś szkodliwym, to Fontaine uznawała, że należało to docenić. Nawet jeśli zainteresowane kaczki najpewniej miały na ten temat zupełnie inne zdanie, bo zapewne wciągnęłyby wszystko, co dostałyby pod dziób.
Może patrzą, bo mają oczy? — zasugerowała nieśmiało. Ktoś tutaj ewidentnie węszył jakieś teorie spiskowe. — Uważasz, że nas obserwują i zbierają informacje dla rządu? — zapytała konspiracyjnym tonem. To byłoby w sumie ciekawe! — A co, jeśli trzymają z kaczkami? — ruchem głowy wskazała na jedną z nich. No dobra, teraz to trochę podpuszczała Joyce. Ale tylko odrobinkę!
Znały się ze Smythe z liceum. Okej, znały, to za dużo powiedziane. Kojarzyły się ze szkoły. Miały pewnie razem jakieś lekcje. W-f czy tam inne gówno.
Ja Pixie, ty Joy — wskazała ręką na siebie, a potem na dziewczynę. Kali jeść, Kali pić. Ja Tarzan, ty Jane. — A tak, to był pewnie karaczan. W sensie karaluch — uśmiechnęła się, będąc pod małym wrażeniem, że Smythe zapamiętała coś takiego. To dobrze o niej świadczyło. Fontaine bardzo ceniła sobie ludzi, którzy zapamiętają o kimś jakieś małe szczegóły. Ona za to pamiętała, że dziewczyna czasami w zamyśleniu mówiła o sobie w trzeciej osobie. Czy powinna o tym wspomnieć? Nie no, może raczej nie, bo jeszcze wyszłoby niezręcznie, a już sama spotkanie przy kaczkach było dość nietypowe.
Owadami — poprawiła ją automatycznie. — Albo insektami. Robaki to bezkręgowe zwierzę o wydłużonym, miękkim ciele bez nóg. Dżdżownice, na przykład. I tasiemce — wyjaśniła spokojnie, przyzwyczajona do tego, że ludzie nazywali owady robalami. — Studiuję biologię ze specjalizacją w entomologii, więc tak, dalej się nimi zajmuję — potwierdziła i żeby umocnić wypowiedziane słowa, znów pokiwała głową. Jakby to miało sprawić, że zacznie studiować bardziej albo Joy przestanie określać insekty mianem robaków.
Uniosła wysoko brwi. Jakoś nigdy nie pomyślała o tym, żeby nadawać owadom numery. Nie były w Auschwitz. Chociaż w sumie to może? W końcu formikarium z mrówkami to trochę obóz pracy.
Nie łapię ich tak z przypadku, ale hoduję. Jest ich jednak za dużo, żeby je nazywać. No i większość wygląda bardzo podobnie. Takie mrówki raczej nie zareagowałyby, gdybym zaczęła zwracać się do nich Karen albo John — zaśmiała się krótko i spojrzała na wskazaną przez dziewczynę kaczkę. — Mi tam ona wygląda na sześćdziesiąt siedem — wyszczerzyła się głupkowato, dumna z własnego żartu. — Musiałam zrobić analizę pasikoników, a co z tobą? Przyszłaś po prostu pokarmić kaczki? Czy to jakieś zboczenie zawodowe? — zapytała, bo kto wie, może zaraz się okaże, że Smythe stała się ornitolożką?

Joyce Smythe
bubek
nudy i braku zaangażowania
24 y/o
For good luck!
158 cm
m. m.
Awatar użytkownika
Jeden gram, zadecydowała, nie wystarczy; jej przykrość jest więcej niż jednogramowa.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kaczki najwyraźniej nie miały najmniejszego zamiaru ułatwiać Joy ocenienia, czy rzeczywiście były wdzięczne, bo zamiast wykonać jakiś czytelny gest podziękowania, wszystkie zajęły się swoimi sprawami, jakby całe zamieszanie wokół jedzenia było czymś zupełnie naturalnym. Jedna dziobała ziemię, druga poprawiała pióra, kolejna człapała kilka kroków w bok, a ta sama, która wcześniej bezczelnie zaatakowała jej palce, zaczęła rozglądać się za następną porcją. Smythe obserwowała ją z lekkim przymrużeniem oczu, próbując najwyraźniej wyczytać coś z jej kaczej mimiki, choć po dłuższej chwili musiała chyba dojść do wniosku, że kacze emocje są znacznie bardziej skomplikowane, niż początkowo zakładała.
Ona jest po prostu nieśmiała.— stwierdziła w końcu z pełnym przekonaniem, wskazując na ptaka —Dlatego nie mówi dziękuję. Jak się lepiej poznamy, pewnie zacznie.— odpowiedź na pytanie o ornitologię przyszła dopiero po chwili, ponieważ Joy najwyraźniej musiała najpierw rozważyć, czy karmienie kaczek można potraktować jako początek nowej kariery. Sama myśl wydała jej się całkiem zabawna, szczególnie że oznaczałaby konieczność nauczenia się przynajmniej kilku rzeczy o ptakach, a jej wiedza kończyła się obecnie na tym, że kaczki mają dziwne nogi, potrafią pływać i prawdopodobnie nie pracują dla rządu.
Nie jestem ornitolożką.— pokręciła głową, spoglądając na Pixie —Po prostu zobaczyłam kaczki. One tu były, ja też byłam, więc uznałam, że możemy spędzić razem trochę czasu. To dość uczciwy układ.— przez moment wyglądało na to, że właśnie w ten sposób wyczerpała temat, lecz pytanie o gołębie najwyraźniej nie dawało jej spokoju. Spojrzała ponad ramieniem Pixie na ptaki siedzące nieco dalej, po czym zmarszczyła nos, jakby właśnie próbowała ustalić, który z nich wygląda najbardziej podejrzanie.
Nie powiedziałam, że wszystkie pracują dla rządu.— poprawiła ją spokojnie —Niektóre mogą być prywatnymi wykonawcami. Rząd nie musi zatrudniać wszystkich.— logika wydawała się jej bez zarzutu, dlatego nawet nie zauważyła, że właśnie znacznie bardziej rozbudowała własną teorię niż kilka minut wcześniej —Poza tym gołębie mają idealną przykrywkę. Nikt nie podejrzewa ptaka, który siedzi na koszu na śmieci.— zamilkła na sekundę, a potem zerknęła na kaczkę siedzącą niedaleko —Kaczki też mogłyby to robić, ale są za łatwe do rozpoznania. Wszędzie chodzą jak kaczki.— pokiwała głową, jakby właśnie rozwiązała jeden z większych problemów współczesnego świata. —Gołąb może udawać zwykłego gołębia. Kaczka zawsze wygląda jak kaczka.— kiedy Pixie wspomniała o tym, że kaczki mogą trzymać z gołębiami, Joy zamilkła na moment, tym razem naprawdę zastanawiając się nad tą możliwością. Spojrzenie powoli przeniosło się z jednego ptaka na drugiego, a potem wróciło do Pixie —To byłoby bardzo złe.— powiedziała w końcu. —Nie spodziewałam się, że będziemy musiały poruszać ten temat już dzisiaj.— nie wiadomo było, czy żartowała, czy naprawdę właśnie dopisała kaczy kartel do swojej teorii, lecz na twarzy pojawił się lekki uśmiech, zdradzający, że przynajmniej część tej rozmowy traktowała jako całkiem dobrą zabawę.
Smythe przyglądała się dziewczynie przez chwilę z miną osoby, która właśnie dostała do rozważenia kilka całkiem poważnych informacji, choć większość z nich nie wymagała chyba aż takiego namysłu. Najbardziej zatrzymała ją kwestia tego, że owady były przez Pixie hodowane, a nie po prostu łapane, bo samo wyobrażenie sobie miejsca pełnego małych stworzeń, z których każde wygląda prawie identycznie, było wystarczająco dziwne, żeby wzbudzić jej autentyczną ciekawość. Przesunęła wzrokiem po trawie, jakby spodziewała się, że któryś z pasikoników właśnie wyskoczy jej przed nos i przedstawi się z imienia, po czym zerknęła z powrotem na dziewczynę.
To musi być trochę jak praca w urzędzie.— rzuciła nagle, marszcząc lekko nos —Tylko zamiast ludzi masz tam mnóstwo małych stworzeń, które nie powiedzą ci, jak się nazywają, więc musisz sama zdecydować, który jest którym.— przez moment wyglądała na całkiem zadowoloną z tego porównania, po czym pokręciła głową, jakby sama znalazła w nim pewną lukę —Chociaż w urzędzie przynajmniej nie skaczą ci po rękach. Chyba. Nigdy nie pracowałam w urzędzie.— zainteresowanie pasikonikami nie zniknęło, wręcz przeciwnie, tylko teraz miało już konkretniejszy kierunek. Joy przykucnęła na chwilę przy brzegu trawy i przesunęła dłonią kilka źdźbeł na bok, zupełnie bez przekonania, że rzeczywiście coś pod nimi znajdzie. Po sekundzie podniosła głowę.
A czego właściwie szukasz?— zapytała, tym razem już bez żartowania —Jakiegoś konkretnego pasikonika czy po prostu pasikoników? Bo jeśli chodzi o tego konkretnego, to chyba potrzebuję wiedzieć, czym różni się od pozostałych.— palce zawisły nad trawą, kiedy przez moment przyglądała się jej uważniej —Kolor? Wielkość? Liczba nóg? Charakter?— ostatnie pytanie zabrzmiało zupełnie poważnie, jakby naprawdę brała pod uwagę możliwość, że owady można rozpoznać po osobowości —Bo jeśli wszystkie wyglądają tak samo, to mogę spróbować znaleźć tego, który zachowuje się najbardziej podejrzanie.— uśmiechnęła się lekko, po czym wyprostowała się i otrzepała dłonie z drobinek trawy —Podejrzane rzeczy łatwiej zauważyć.— właściwie nie potrzebowała żadnego większego powodu, żeby się tym zainteresować. Wystarczyło, że ktoś obok niej miał coś do zrobienia, a ona nagle dostała możliwość sprawdzenia, jak to wygląda z bliska. Perspektywa chodzenia po trawie i wypatrywania małych stworzeń wydawała się przy tym całkiem niezłym sposobem na spędzenie kolejnych kilkudziesięciu minut, szczególnie jeśli Pixie rzeczywiście wiedziała, czego szuka. Joy spojrzała więc na nią z lekkim zaciekawieniem, gotowa podporządkować się instrukcjom, choć już po chwili pojawiła się kolejna myśl.
Tylko powiedz mi jedną rzecz.— uniosła palec, jakby właśnie ustalała najważniejszą zasadę całej operacji —Jak znajdę pasikonika, to mam go od razu łapać, czy najpierw mam cię zawołać?— zawahała się na moment, po czym dodała z zupełnie poważną miną: —Bo nie chcę go złapać źle. Nie wiem, jakie są procedury przy pasikonikach.

pixie fontaine
kotlet sojowy z kryształem
23 y/o
PRACOWITA PSZCZÓŁKA
170 cm
studentka bologii na university of toronto
Awatar użytkownika
perfumy, które pachną na twojej skórze,
ty masz usta czerwone, a ja jestem w bluzie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przechyliła głowę na bok, przyglądając się kaczce. Nie wyglądała na nieśmiałą. Właściwie wyglądała tak, jak wszystkie inne kaczki. No i pałaszowała ziarna, aż jej się uszy trzęsły. Zaraz, czy kaczki miały uszy? Na pewno miały. Może nie takie odstające, jak ssaki, ale jakoś słuchać musiały.
Nie jesteś ornitolożką, ale mogłabyś być. Jesteś specem od kaczek. I od gołębi. Ogólnie od ptactwa. Obserwuję cię na instargramie i fotki, które dodajesz są naprawdę spoko — stwierdziła całkowicie szczerze. Nikt, kto nie miałby takiej zajawki, nie wstawiałby na sociale takich zdjęć.
Zamyśliła się przez chwilę nad słowami Smythe. Pewnie każdy, kto by miał okazję z nią porozmawiać, uznałby, że dziewczyna jest totalnie odklejona. Ale Nie Pixie! Ona sama miała fioła na punkcie owadów, więc dlaczego miałaby oceniać kogoś, kto miał fazę na ptaki. I na jakieś pokopane teorie spiskowe.
To brzmi trochę jak Zootopia — stwierdziła, nawiązując do znanej bajki. — Podoba mi się taka wizja — dodała, bo wcale nie pogniewałaby się, gdyby w urzędach i innych placówkach obsługiwały ją różne stworzenia. W tym pasikoniki i kaczki.
Ożywiła się jeszcze bardziej, kiedy Joy zainteresowała się insektami. Nie spodziewała się, że w ogóle temat zostanie podłapany! Zwykle jak z kimś próbowała o tym rozmawiać, to większość ludzi wydawała się obrzydzona. W szczególności dziewczyny. Wyciągnęła telefon i skierowała ekran w stronę Joyce.
Muszę przygotować na zajęcia projekt o pasikoniku. Nie ma znaczenia, jaki to gatunek. Udało mi się znaleźć Microcentrum rhombifolium. Ma skrzydła jak liście, widzisz? — przesunęła palcem, żeby pokazać jej następne fotografie. — Jest jasnozielony i ma pawie siedem centymetrów długości. Jak na pasikonika, to jest naprawdę całkiem sporo! Żyją głównie na drzewach i krzewach. I wydają strasznie głośne tiknięcia. Nie wiem, jaki ma charakter. Chyba spokojny, bo nie uciekł — wyjaśniła pokrótce, czym wyróżniał się ten konkretny pasikonik. — I nie wszystkie wyglądają tak samo! Różnią się kształtem i wielkością. Ale wszystkie mają zawsze sześć nóg — zaznaczyła, bo to akurat ważne! Ich kończyny mogły mieć inną długość, ale ilość zawsze była jednakowa.
Zdziwiła się propozycją Joyce. Zaraz, czy ona chciała pomóc jej w poszukiwaniu innych pasikoników? Och, to słodkie!
Jak znajdziesz jakiegoś, to wystarczy, że cykniesz im zdjęcie. Nie będziemy ich łapać. Nie hoduję pasikoników — dodała i przykucnęła obok dziewczyny, uważnie przyglądając się trawie. Wcale nie było powiedziane, że tutaj w ogóle jakieś znajdą, ale zawsze to będzie jakiś dodatek do projektu! — Najczęściej wybierają wyższą i gęstszą roślinność — dodała jeszcze, bo przy brzegu trawa była raczej dość skąpa, a trochę głupio było jej proponować Smythe, żeby przeszły się gdzieś dalej.

Joyce Smythe
bubek
nudy i braku zaangażowania
24 y/o
For good luck!
158 cm
m. m.
Awatar użytkownika
Jeden gram, zadecydowała, nie wystarczy; jej przykrość jest więcej niż jednogramowa.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Samo określenie „spec od ptactwa” wywołało u Joy coś pomiędzy dumą a autentycznym zdziwieniem, bo nie przypominała sobie, żeby kiedykolwiek zdobywała podobny tytuł, a już szczególnie nie w sposób oficjalny. Instagram był jednak argumentem trudnym do podważenia. Skoro ktoś oglądał jej zdjęcia, a potem jeszcze twierdził, że są spoko, to najwyraźniej musiała robić coś dobrze, nawet jeśli większość fotografii powstawała dlatego, że jakiś ptak akurat siedział w miejscu, które uznała za interesujące. — Naprawdę je widziałaś?— zapytała z wyraźnym zaskoczeniem, a po chwili zerknęła na Pixie nieco podejrzliwie. — Myślałam, że Instagram pokazuje moje zdjęcia głównie ludziom, którzy też robią zdjęcia albo przypadkiem klikają coś przez trzy sekundy.— kącik ust uniósł się jej lekko, kiedy dotarło do niej, że ktoś faktycznie zwraca uwagę na to, co wrzuca —To miłe. Możesz powiedzieć gołębiom, że mają konkurencję.
Porównanie do Zootopii spodobało jej się zdecydowanie bardziej, niż powinno, szczególnie że wizja świata, w którym urzędnik może być kaczką, nie wydawała się jej wcale bardziej absurdalna od wielu rzeczy, które już widziała. Przez chwilę przyglądała się Pixie, jakby próbowała sobie wyobrazić pasikonika siedzącego za biurkiem i przyjmującego petentów, po czym na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech —Właśnie.— przytaknęła z przekonaniem — Tylko wyobraź sobie kolejkę do paszportów, a za okienkiem siedzi ogromny pasikonik i mówi, że brakuje ci jednego dokumentu. — wizja najwyraźniej zaczęła się rozwijać sama, bo Joy od razu dorzuciła kolejną rzecz —A potem prosisz o kierownika, a kierownikiem okazuje się kaczka. I niczego nie możesz z tym zrobić, bo kaczka ma identyfikator.— zamilkła na moment, najwyraźniej uznając, że właśnie osiągnęła bardzo satysfakcjonujący poziom absurdalności —To byłoby lepsze niż teraz.
Telefon skierowany w jej stronę szybko odciągnął uwagę od wizji kaczej administracji. Joy pochyliła się nieco, żeby lepiej zobaczyć zdjęcie, a widok jasnozielonego pasikonika z liściastymi skrzydłami sprawił, że przez kilka sekund naprawdę nic nie mówiła. Przybliżyła twarz do ekranu, zmrużyła oczy, po czym spojrzała na Pixie z czymś na kształt autentycznego uznania — On wygląda jak liść, który postanowił uciec z drzewa. — stwierdziła po chwili, przesuwając wzrok na kolejne zdjęcie —Siedem centymetrów to dużo.— wydawała się przez moment próbować zwizualizować tę długość, dlatego uniosła dłoń i pokazała mniej więcej odpowiedni odcinek między palcami — To prawie jak... bardzo duży palec. — nie znalazła lepszego porównania, więc najwyraźniej uznała je za wystarczające. Informacja o tym, że pasikonik żyje na drzewach i krzewach, sprawiła natomiast, że spojrzenie automatycznie powędrowało w stronę roślinności wokół nich.
Czyli nie mam patrzeć na ziemię.— podsumowała, po czym zerknęła ponownie na ekran. —To dobrze. Ziemia ma za dużo rzeczy, których nie chcę przypadkiem znaleźć.
Najbardziej zainteresowały ją jednak te całe sześć nóg. Spojrzała jeszcze raz na zdjęcie, jakby chciała sama policzyć kończyny, choć przy takim ujęciu nie było to specjalnie łatwe — Sześć zawsze?— upewniła się, a kiedy Pixie to potwierdziła, Joy pokiwała głową z powagą —Dobrze. To zapamiętam.— po chwili zmarszczyła brwi —Chociaż jak zobaczę pięć, to skąd będę wiedziała, czy brakuje mu nogi, czy po prostu jednej nie widać?— pytanie najwyraźniej było dla niej całkiem logiczne, dlatego nie czekała nawet na odpowiedź, tylko spojrzała ponownie na fotografię —Chyba będę potrzebowała instrukcji dla początkujących.— przykucnięcie Pixie przy trawie sprawiło, że Joy również przykucnęła, tym razem już z konkretnym celem. Rozejrzała się po skąpej roślinności, potem uniosła wzrok na wyższe trawy i krzewy nieco dalej, jakby dopiero teraz zauważyła, że znalezienie pasikonika może wymagać ruszenia się z miejsca — Czyli tutaj raczej nie.— powiedziała, wskazując na trawę przy brzegu. —To jest takie miejsce dla początkujących pasikoników. Jak ktoś chce zacząć karierę, ale jeszcze nie jest gotowy na drzewa. — podniosła się powoli, otrzepując dłonie, po czym spojrzała w stronę gęstszej roślinności. W oczach pojawiło się to charakterystyczne zaciekawienie, które zwykle pojawiało się u niej wtedy, gdy coś zaczynało być choć trochę bardziej interesujące niż zwykłe siedzenie w jednym miejscu. — Chodźmy tam. — wskazała głową dalej, najwyraźniej uznając decyzję za podjętą. — Skoro ten twój siedmiocentymetrowy liść mieszka na drzewach, to bez sensu czekać, aż sam podejdzie do nas.— ruszyła powoli w stronę gęstszej roślinności, po drodze jeszcze raz spoglądając na telefon Pixie, jakby próbowała zapamiętać wygląd pasikonika —Tylko jeśli znajdziemy go pierwszą próbą, to uznaję, że mam naturalny talent.— rzuciła przez ramię, a po sekundzie dodała z całkowitą powagą —Jeśli nie znajdziemy, to znaczy, że pasikoniki mają dobry system bezpieczeństwa.— zatrzymała się na moment przy wyższych krzakach i spojrzała w ich stronę, gotowa rozpocząć poszukiwania — Powiedz tylko, czego mam wypatrywać. Zielonego, dużego i z nogami. Reszta będzie improwizacją.

pixie fontaine
kotlet sojowy z kryształem
23 y/o
PRACOWITA PSZCZÓŁKA
170 cm
studentka bologii na university of toronto
Awatar użytkownika
perfumy, które pachną na twojej skórze,
ty masz usta czerwone, a ja jestem w bluzie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uśmiechnęła się szeroko na znak, że naprawdę widziała te zdjęcia. Algorytm podpowiadał jej profile znajomych, a na tym Joyce były zdjęcia gołębi. A z racji, że Pixie bardzo lubiła, kiedy ktoś miał takie zajawki, bo w końcu sama jarała się owadami, to od razu zaczęła je przeglądać.
Nawet cię zaobserwowałam — powiedziała, starając się nie zabrzmieć jak jakiś creep, który staluje ludzi na Instagramie. Jeszcze tego brakowało, żeby polubiła jakieś fotki sprzed kilku lat. Wtedy nie pozostałoby jej nic innego, jak po prostu zapaść się pod ziemię. I na pewno nie podeszłaby teraz do Smyth. Wolałaby udawać, że jej nie widzi i wybrałaby inną drogę powrotną.
Potrafiła wyobrazić sobie stworzenia, które robiłyby te wszystkie ludzkie rzeczy. To na pewno byłoby o wiele ciekawsze niż użeranie się na poczcie z panią w okienku, bo ta dopatrzyła się jakichś nieścisłości. Nie było jednak powiedziane, że pasikonik albo kaczka nie byłyby tak samo upierdliwe. Ale może zmiękłyby, gdyby Pix zaczęłaby wychwalać pod niebiosa ich skrzydła albo - jak w przypadku kaczki - piórka? Od takich pochwał na pewno dodatkowo w nie nie obrośnie!
Czyli po prostu chciałabyś, żeby światem rządziły zwierzęta? — posłała dziewczynie rozbawione spojrzenie. A to nie tak, że już nim władały, tylko miały ludzką formę? No dobra, w sumie Fontaine wolałaby oglądać w wiadomościach jakiegoś prezydentka USA w gołębiej postaci niż takiego Donalda Trumpa. — Ale masz rację, to byłoby o wiele fajniejsze. Zgadzam się z tym w stu procentach — pokiwała głową, żeby umocnić wypowiedziane słowa.
Parsknęła pod nosem na stwierdzenie, że siedem centymetrów to dużo. Nie miała pojęcia, dlaczego skojarzyło jej się to z czymś niewłaściwym.
To zależy. Ale faktycznie jak na pasikonika to całkiem sporo! — powiedziała z ciągłą ekscytacją w głosie. Chyba nie było nic lepszego od tego, kiedy ktoś wykazywał zainteresowanie twoimi zainteresowaniami. Fontaine mogła umierać spełniona. Nie, żeby jakoś specjalnie zależało jej na opinii i uwadze Joy, ale i tak jarała się jak pochodnia. To trochę niezdrowe, prawda? Przecież dziewczyna tylko potwierdziła, że sfotografowany przez nią pasikonik wyglądał jak liść.
Jak nie będzie miał nogi, to znaczy, że odrzucił ją, bo mają zdolności autotomię. Zwykle robią tak, jak zaatakuje je jakaś jaszczurka, pająk albo... — w tym miejscu wymownie spojrzała na kaczkę. — Ptak — dokończyła z nadzieją, że te były jednak bardziej skupione na ziarnach, które zaoferowała im Joyce.
Wyprostowała się i spojrzała w kierunku wskazanego przez dziewczynę miejsca. Tak, na bardziej zakrzewionym terenie z pewnością łatwiej będzie im znaleźć coś sensownego. Ale biorąc pod uwagę, że niektóre wyglądały jak liście, to nie było aż tak oczywiste i trochę komplikowało sprawę. Ruszyła ramię w ramię ze Smythe, wpatrując się w nią z uśmiechem.
Jak znajdziesz jakiegoś jako pierwsza, to znak, że musisz iść na entomologię — oznajmiła poważnym tonem, chociaż nie mówiła poważnie. Nie sądziła, żeby Joy aż zafiksowała się na punkcie owadów. — Jest całe mnóstwo gatunków pasikoników. Są takie długoczułkie, szerokogłowe, brązowe i takie, które wyglądają jak patyczaki. No i te, które można pomylić z liściem — wyjaśniła, bo to przecież wcale nie tak, że wszystkie wyglądają identycznie! — Daj znać, jak coś zobaczysz. Wtedy sprawdzimy, czy to jeden z nich — dodała, przystając przy zaroślach. Od tej zieleni to aż mieniło się w oczach.

Joyce Smythe
bubek
nudy i braku zaangażowania
24 y/o
For good luck!
158 cm
m. m.
Awatar użytkownika
Jeden gram, zadecydowała, nie wystarczy; jej przykrość jest więcej niż jednogramowa.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Joy przez chwilę patrzyła na Pixie z miną kogoś, komu właśnie przekazano bardzo ważną informację, tylko jeszcze nie zdążył zdecydować, czy powinien się nią przejąć. Sam fakt, że Fontaine nie tylko trafiła na jej profil, ale jeszcze kliknęła obserwuj, wyraźnie przypadł jej do gustu. Kącik ust uniósł się wyżej, a palce odruchowo zaczęły skubać brzeg rękawa.
Ty mnie obserwujesz? To dobrze. Teraz jak zrobię zdjęcie bardzo dobrego gołębia, będziesz mogła je zobaczyć bez czekania, aż algorytm zdecyduje, że zasługujesz.— brzmiało to zupełnie poważnie, jakby Instagram rzeczywiście był jakimś urzędem, który przydzielał ludziom dostęp do odpowiednich gatunków ptaków. Dopiero po chwili dorzuciła, już z lekkim rozbawieniem —Tylko nie lajkuj starych zdjęć. To jest trochę jak grzebanie komuś w szufladzie. Niby możesz, ale potem oboje wiemy, że było dziwnie.— nie zamierzała jednak udawać, że sama nie zrobiłaby dokładnie tego samego, gdyby dostała czyjś profil i dowiedziała się, że mieszka tam więcej niż pięć zdjęć. Zresztą Pixie przynajmniej miała konkretny powód. Owady i ptaki były wystarczająco dobrym usprawiedliwieniem dla internetowego śledztwa.
Kiedy rozmowa zeszła na pasikonika, uwaga wróciła do telefonu, który jeszcze przed chwilą pokazywał zdjęcie zielonego stworzenia. Siedem centymetrów przestało być abstrakcyjną liczbą, odkąd można było zobaczyć, jak duży byłby taki owad w porównaniu z dłonią. Najbardziej interesujące pozostawało jednak to, że wyglądał jak liść. W normalnych warunkach człowiek patrzyłby na roślinę, widział roślinę, ewentualnie zastanowił się, dlaczego jeden z liści ma wyjątkowo dużo nóg. Tutaj należało najwyraźniej patrzeć znacznie uważniej.
Czekaj. Czyli on może sobie siedzieć na drzewie i udawać liść, a jak ktoś go znajdzie, to jeszcze zaczyna klikać?— brwi uniosły się odrobinę wyżej —To jest całkiem sprytne. Ja bym się nie spodziewała po liściu żadnych dźwięków. Chyba że byłby nawiedzony.
Informacja o sześciu nogach została przyjęta z podobnym zainteresowaniem, choć przez moment wzrok zsunął się w stronę własnych butów, jakby sprawdzała, czy przypadkiem nie przeoczyła czegoś jeszcze. Szybko jednak wróciła spojrzeniem do zarośli, a przy okazji zaczęła rozglądać się za miejscami, które rzeczywiście mogłyby pasować do opisu. Wyższa trawa, gęstsza roślinność, krzaki. To już było znacznie łatwiejsze niż szukanie konkretnego gatunku po całym parku bez żadnej wskazówki.
Dobra. Czyli nie szukamy pasikonika. Szukamy liścia, który ma sześć nóg i może robić klik.— przesunęła się kawałek bliżej zarośli, pochylając głowę, żeby zajrzeć między łodygi. Nie dotykała roślin, bo skoro Pixie powiedziała, że wystarczy zdjęcie, to nie było sensu urządzać owadowi przeprowadzki tylko po to, żeby zdobyć dowód. Po chwili wyprostowała się jednak i spojrzała na dziewczynę z wyraźnym zainteresowaniem —A ten dźwięk da się usłyszeć z daleka? Bo jak tak, to możemy szukać uszami. To chyba prostsze niż patrzenie na milion liści i zastanawianie się, który z nich ma nogi.
Nie trzeba było jej długo przekonywać do dalszego spaceru. Skoro znalezienie odpowiedniego miejsca miało zwiększyć szanse na pasikonika, sprawa była prosta. Ruszyła więc powoli wzdłuż zarośli, tym razem faktycznie przyglądając się zieleni, zamiast tylko przechodzić obok niej. Co kilka kroków zatrzymywała wzrok na większych liściach, na gałązkach i w miejscach, gdzie roślinność robiła się gęstsza. W końcu uniosła rękę i wskazała palcem kawałek krzewu przed nimi, choć z tej odległości nie było szans, żeby powiedzieć, czy znajdowało się tam cokolwiek interesującego.
Jak pierwszy go znajdę, to nie idę na entomologię.— Zrobiła krótką pauzę. —Zostanę wtedy zawodowym znajdowaczem pasikoników. To brzmi bardziej profesjonalnie.
Jeszcze raz przykucnęła przy roślinności, mrużąc oczy i próbując wyłapać coś, co nie pasowało do reszty. Tym razem naprawdę zaczęła szukać, a nie tylko słuchać Pixie opowiadającej o owadach. W razie czego telefon już miała pod ręką.
Jak zobaczę coś zielonego, co wygląda jak liść, nie rusza się i ma sześć nóg, robię zdjęcie. Jak zacznie klikać, robię dwa. — nie dotykała roślin, bo skoro Pixie powiedziała, że wystarczy zdjęcie, to nie było sensu urządzać owadowi przeprowadzki tylko po to, żeby zdobyć dowód. Za to najwyraźniej zaczęła podchodzić do poszukiwań znacznie bardziej metodycznie, niż można było się po niej spodziewać. Co kilka kroków zatrzymywała się przy kolejnym większym liściu, przyglądała mu się przez kilka sekund, czasem nawet przekrzywiała głowę, po czym zerkała na Pixie.
To ten?— dwa kroki dalej znalazł się następny —A ten?— jeszcze jeden, trochę większy, trochę bardziej postrzępiony na brzegach —Ten wygląda podejrzanie.— nie musiała nawet czekać na odpowiedź, żeby przejść do następnego. W pewnym momencie każdy większy liść zaczynał kwalifikować się do potencjalnego przesłuchania, bo skoro pasikonik miał wyglądać dokładnie jak liść, to Joy nie widziała powodu, żeby ufać któremukolwiek z nich.
Ten też może być. Nie rusza się.— zmrużyła oczy —W sumie żaden liść się nie rusza. To utrudnia śledztwo.— przy kolejnym zatrzymała się na dłużej i nachyliła nad nim, jakby właśnie odkryła coś przełomowego. Po chwili wyprostowała się i spojrzała na Pixie z miną osoby, która właśnie doszła do bardzo ważnego wniosku.
Dobra, potrzebuję instrukcji bardziej szczegółowej. Bo na razie wszystkie liście wyglądają jak potencjalni podejrzani.— i najwyraźniej nie zamierzała odpuszczać. Zamiast iść dalej bez celu, zaczęła sprawdzać zarośla kawałek po kawałku, pytając przy niemal każdym ciekawszym liściu, czy to może być ten. Im dłużej trwały poszukiwania, tym bardziej prawdopodobne stawało się, że jeśli faktycznie znajdzie pasikonika, to tylko dlatego, że wcześniej przepytała połowę roślinności w okolicy.

pixie fontaine
kotlet sojowy z kryształem
23 y/o
PRACOWITA PSZCZÓŁKA
170 cm
studentka bologii na university of toronto
Awatar użytkownika
perfumy, które pachną na twojej skórze,
ty masz usta czerwone, a ja jestem w bluzie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Doskonale wiedziała, żeby nie lajkować starych zdjęć na Instagramie. To znaczy, w teorii. W praktyce czasami omsknął jej się palec. Głupio potem było się z tego wycofać, bo powiadomienie i tak się pojawiało, a jeszcze niezręcznie robiło się, kiedy polubienie znikało. To oznaczało, że ktoś był na twoim profilu, widział fotkę, nacisnął serduszko, ale potem się z tego wycofał, więc oczywista sprawa, że zrobił to przypadkowo, a potem spanikował.
I tutaj muszę cię zmartwić. Nie wszystkie pasikoniki wydają dźwięki. To samce są muzykami i ich celem jest zwabienie partnerek oraz zaznaczenie terytorium. Samice nie posiadają aparatów strydulacyjnych i są całkowicie ciche — wyjaśniła, mając nadzieję, że nie zniszczy tym sposobem entuzjazmu Joy. — Istnieją też specyficzne gatunki pasikoników, które w toku ewolucji utraciły skrzydła, a to właśnie skrzydła służą do generowania dźwięków, więc wtedy pasikoniki nie są w stanie cykać. No i jeszcze niektóre gatunki wydają dźwięki w rejestrach ultradźwiękowych, więc dla ludzkiego ucha pozostają całkowicie niesłyszalne. Sorry, nikt nie mówił, że będzie łatwo — uniosła ręce w obronnym geście. Wcale nie chciała podcinać Smythe skrzydeł, ale nie mogła też przytakiwać na wszystko, co nie było prawdą. To do Pixie takie niepodobne! — Po prostu musisz wytężyć wzrok. Słuch też, ale przede wszystkim wzrok — dodała pokrzepiającym tonem i sama przyjrzała się z bliska niskiemu drzewu, próbując dostrzec na nim coś, co nie było kleszczem.
Doceniała zaangażowania Joyce w poszukiwania. Szczerze powiedziawszy nie spodziewała się, że dziewczyna będzie taka skora do uczestnictwa poszukiwaniu. A tu proszę bardzo, zaangażowała się całą sobą! Co jakiś czas podchodziła bliżej, żeby sprawdzić znaleziska, o których wspominała dziewczyna.
Nie, to tylko zwykły liść. To też liść. I pozwól, że uprzedzę twoje pytanie, ale nad głową też masz jedynie liścia — powiedziała z rozbawieniem, mając wrażenie, że dla Joy wszystko, co zielone nagle stało się pasikonikiem. — Nie mam więcej instrukcji. Trzeba uzbroić się w cierpliwość i dobrze patrzeć — oznajmiła, bo sprzedała jej już każdy detal, na którym powinna się skupić. Nawet, gdyby chciała, to nie miała do dodania nic więcej. Widać jednak było, że cierpliwość nie jest najmocniejszą stroną Smythe. Wszystko chciałaby teraz, już i natychmiast. A przyroda tak nie działała!
I wtedy coś cyknęło cicho. Niby gdzieś ponad ich ramieniem, a jednak trochę dalej. Pixie palec jednej dłoni przycisnęła sobie do ust, a drugą ręką chwyciła za przedramię dziewczyny i pociągnęła ją za sobą.
Patrz. Tutaj jest — ruchem głowy wskazała na gęste zarośla. — To Scudderia furcata. Pasikonik widłorogi. Nie maskuje się aż tak dobrze, bo jest jasno zielony. I też ma skrzydła imitujące liście. Nawet ich struktura wygląda jak liść — powiedziała, podchodząc nieco bliżej. Skrzydła widłorogiego wystawały daleko poza koniec odwłoka. — Ten jest akurat zielony, ale są też brunatne, a w niektórych populacjach nawet całkowicie różowe — powiedziała i wyciągnęła telefon, żeby wyguglować owada i podsunęła Joy ekran pod nos. Wszystko się tutaj zgadzało! — Jak chcesz, to możemy udawać, że ty go znalazłaś — puściła do niej oko, chcąc dać do zrozumienia, że jej wcale przy tym nie było.

Joyce Smythe
bubek
nudy i braku zaangażowania
ODPOWIEDZ

Wróć do „Port Union Waterfront Park”