ODPOWIEDZ
46 y/o
For good luck!
172 cm
adwokat Lessard LLP
Awatar użytkownika
Nie ma zakazu, nie ma pragnienia.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Znudzona zerknęła za okno w stronę wody. Towarzyszący jej pan Park, który siedział naprzeciwko przy stole, choć przystojny z twarzy nie mógł pochwalić się charyzmą. Starał się jak mógł sprzedając kolejne wydziwione opowieści, lecz w oczach Zanele był tylko kolejną osobą, z której czerpała korzyść. Spotkanie, które zaliczyć można było do towarzyskich, w rzeczywiści było jednym z wielu ważnych elementów całej układanki. Lessard wiedziała, że utrzymywanie cennych znajomości było bardzo ważne. Im więcej kontaktów posiadała i im lepsze miała z nimi stosunki tym więcej ugra w przyszłości.
To samo tyczyło się Miller, jej byłej kochanki, z którą korzyścią oczywiście był udany seks i próba otwarcia się przed drugą osobą (co Lessard szło bardzo opornie niczym zatwardzenie), lecz to niestety przepadło przez moralne odruchy pani patolog. Skończyły się łóżkowe schadzki i opowieści grozy z kostnicy. Nie było pocałunków ani czułych słówek.
Nie, Zanele nie ubolewała. Nie miała na takie bzdety czasu. Wystarczyła jej świadomość, że kontakt z panią patolog pozostał i co najważniejsze miała z niego korzyść w postaci medycznych konsultacji.
Bez tego nie byłoby spotkania, wspólnej kolacji i..
Wyprostowana, z szyją niczym u sztywnego robota przekręciła głowę w drugą stronę dostrzegając panią koroner.
..z drugiej strony nacieszenie oczu pięknymi widokami to też jakaś korzyść.
Zaylee Miller pomimo zaobrączkowania wciąż była cholernie seksowna.
- Panie Park, na dzisiaj kończymy – przerywając mężczyźnie w połowie zdania wstała i wyszła zza stołu. – Niebawem znów się odezwę.
- Może spotkamy się wspólnie z naszymi drugimi połówkami?
Zani zaraz puści pawia. Nazywanie kogoś drugą połówką było przesadnie literackie. Zbyt uczuciowe, jak na jej minimalne emocjonalne standardy.
- Może wspólna gra w tenisa?
- Porozmawiam z Sebastianem. – Mężem, którego nazwiska nigdy nie przyjęła. Z mężczyzną, którego przygruchała tylko po to aby wkurzyć ojca ślubem z białym osobnikiem.
- Wspaniale. Jesteśmy w kontakcie.
Mężczyzna zrobił dwa kroki, w trakcie których Zanele zauważyła, że jej kolejna towarzyszka stała bliżej. Gdyby jej nie znała to podejrzewałaby o podsłuchiwanie, co i tak niespecjalnie by ją obeszło może poza wizją jej samej grającej w tenisa. Miałaby latać w nimi spódniczce za piłką? Dobre sobie. Nie była już nastolatką ani studentką pozwalającą sobie na tego typu harce z ludźmi, których nawet nie lubiła.
- Piękna jak zawsze – stwierdziła bez ceregieli. – Siadaj proszę. – Wskazała miejsce niedawno zajmowane przez pana Parka. Obyło się bez zbędnego powitania i całusów w policzki. Zanele za nimi nie przepadała chyba, że znajdowała się w gronie nowobogackich osobistości. Wtedy zachowywała się należycie i choć teraz także nie wyjęła kija z tyłka to Miller mogła czuć się zaszczycona, że nie została sztucznie wycmokana przez kogoś, kto do czułości miał ogromny dystans.
Do tej pory żadna z nich nie wiedziała, jak to się stało, że na pewnym etapie ich znajomości Zanele była szczerze czuła wobec Miller.
To było jak błąd w Matrixie i niech takim pozostanie.
- Zjesz coś? Napijesz się? – Wzrokiem odnalazła kelnera i machnęła do niego dłonią. – Znowu przyszłaś bez żony. – Od zerwania ich intymnych kontaktów nie widywały się często, ale za każdym razem Lessard wspominała, że z chęcią pozna partnerkę Miller. Widywała kobietę przelotnie w sądzie, ale nigdy nie miały okazji porozmawiać, bo na pewno nie byłoby o czym. Chyba, że o tym, jak to Miller uwielbiała kiedy całowało się ją po szyi tuż pod uchem i jak to pięknie brzmiała, kiedy..
- Czy mogę przyjąć zamówienie?
Kelner przerwał jej rozmyślanie.
- Gin z tonikiem.

zaylee miller
foxy
Kwestia dogadania.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

076.
Nie lubiła być robiona w chuja. Może wszystko potoczyłoby się inaczej, gdyby Lessard od samego początku powiedziała jej, że była mężatką. I nie, nie oznaczało to wcale, że Zaylee nagle odwróciłaby się na pięcie i uznała, że nie chce mieć z nią nic wspólnego. Gdyby wiedziała od początku, prawdopodobnie i tak poszłyby do łóżka i dalej utrzymywały znajomość. Sumienie Miller nigdy nie było tutaj jakimś większym problemem. A raczej jego brak. Ale dowiedziała się o tym dopiero po fakcie, a to mocno ją podkurwiło. Bo co innego grać w otwarte karty i świadomie pozwolić drugiej osobie zdecydować, czy chce wchodzić w taką relację, a co innego przemilczeć coś tak istotnego, a potem pozwolić jej dowiedzieć się przypadkiem. I to z rozmowy telefonicznej, którą Zanele prowadziła ze swoim mężem w łóżku, w którym ona i Zaylee spędziły już razem niejedną noc. Miller poczuła się wtedy trochę tak, jakby ktoś przywalił jej obuchem w łeb. Mogła zaakceptować wiele rzeczy. Mogła nawet zaakceptować to, że ktoś był w związku i mimo tego chciał się z nią pieprzyć. Ale chciała wiedzieć, na czym stoi.
Pretensje dawno poszły w niepamięć, a one dalej utrzymywały kontakt, głównie na stopie zawodowej. Tylko czasami, tak jak dzisiaj, zdarzało im się umówić się na niezobowiązujące spotkanie. Warto jednak pamiętać, że w przypadku Lessard zawsze miała w tym jakiś interes. Zaylee miała to z tyłu głowy i właśnie z takim przeświadczeniem pojawiła się w hotelowej restauracji.
Widząc, że Zanele kończy rozmowę z mężczyzną, którego Miller znikąd nie kojarzyła, poczekała kulturalnie z boku, zastanawiając się, czy to jej kolejny klient, współpracownik, czy może jakiś blisko znajomy. Biorąc pod uwagę sposób, w jakiś się pożegnali, natychmiast wykluczyła ostatnią opcję. Pod tym względem były do siebie bardzo podobne.
Bezczelna jak zwykle — odparła, kiedy podeszła do stolika i zajęła wskazane przez Zanele miejsce. — Kim był tamten gość? Powiedziałaś mu, że masz męża? — rzuciła, uśmiechając się zawadiacko. I kto tu teraz był bezczelny.
W zastanowieniu ściągnęła brwi. W sumie to tak, zjadłaby coś. I wypiła. Nie będzie przecież tak siedzieć o suchym pysku.
Nigdy tutaj nie byłam, ale ty wyglądasz na stałą bywalczynię, to może coś mi polecisz? — zasugerowała i przeniosła wzrok na kelnera, który odczytał gest Lessard i zareagował na nim skinieniem głowy, dając do zrozumienia, że już do nich idzie. — Chciałaś, żebym przyszła z żoną? Trzeba było powiedzieć. Nie jesteśmy z Eviną jednym organizmem. Właściwie to lubimy spędzać czas osobno — wyjaśniła pokrótce, choć wcale nie musiała jej się z niczego tłumaczyć. Nie spodziewała się jednak, że Zanele chciała spotkać się również ze Swanson. — Dla mnie to samo — zwróciła się natychmiast do kelnera, który przyjął zamówienie kobiety. — I na pewno coś zjemy. Prawda? — przeniosła wzrok na Lessard. Obiecała jej obiad. Albo kolację. Kiedyś skończyłoby to się śniadaniem w łóżku, ale te czasy miały już za sobą. Teraz pozostawała im jedynie obiadokolacja w fancy restauracji hotelowej.

Zanele Lessard
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
ODPOWIEDZ

Wróć do „Pan Pacific Hotel”