ODPOWIEDZ
29 y/o
For good luck!
187 cm
aktorzyna od siedmiu boleści
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Nieskazitelna biel w tej sali raziła po oczach. Winston ledwo je otworzył i już je zamknął, nie czując potrzeby męczenia się z tym. Był zmęczony, obolały i jedyne o czym marzył to dalszy sen. Pewnie oddałby się dalszemu wypoczynkowi, który był mu tak bardzo potrzebny, gdyby nie przypomniał sobie, że ściany w mieszkaniu siostry białe nie były. Poczuł lekkie zdezorientowanie i wiedział, że otwarcie oczu było konieczne, aby zorientować się w swoim położeniu. Czy jednak był na to gotowy? Powątpiewał, jednak dłużej w niewiedzy trwać nie mógł. Otworzył jedno oko, ale tylko do połowy. Nie było to mieszkanie Nory, a sala szpitalna. I w tej chwili nie poczuł nic konkretnego – ani zaskoczenie, ani zdumienie, ani zaniepokojenie. Kompletna pustka, która później zamieniła się w przerażenie. Nie martwił się o swój stan zdrowia, a bardziej o reakcje najbliższych, gdy dowiedzą się, gdzie po raz kolejny wylądował. Bo chociaż jeszcze nie pamiętał w całości minionego wieczoru, to wiedział, że losowym poszkodowanym w żadnym wypadku nie był.

Ponownie zamknął oczy, łudząc się, że pomoże mu to w przypominaniu sobie, co miało miejsce wieczór wcześniej. Pamiętał, że wypił w domu kilka piw ze szwagrem i że zarzucił propozycję wyjścia do jakiegoś klubu czy innego baru. I chyba nawet doszło to do skutku, jednak nie był w stanie przypomnieć sobie, czy mąż siostry faktycznie z nim wyszedł. Trafił do klubu pełnego kolorowych świateł, jednak nie kojarzył, aby był tam ze szwagrem - istniała jednak szansa, że zgubił go w tłumie. Winston miał tendencję do znikania pomiędzy ludźmi, szczególnie, gdy jego upojenie alkoholowe było już na "dobrym" poziomie. Budziła się w nim wówczas nadmierna towarzyskość, która nie zawsze współgrała z jego niewybredną szczerością i ciętym językiem, jednak nie przejmowała się tym, dopóki za mocno za niektóre swoje słowa nie obrywał. I więcej nie pamiętał. Gdyby miał zgadywać, co się stało, że leżał teraz w szpitalnej sali, to obstawiłby nadmierne spożycie alkoholu, może z czymś wymieszane. Niemniej jednak, za bardzo go bolało ciało, aby to było powodem tej nieprzewidzianej wizyty. Może przed "odlotem" wdał się w jakąś bójkę? To też było prawdopodobne, a nawet bardzo.

Usłyszał nagle, że drzwi do pomieszczenia się otwierają, dość charakterystycznie zaskrzypiały. Kątem oka zerknął, kogo tu przywiało i odetchnął z ulgą widząc lekarza, a w sumie to lekarkę. Swojej rodziny nie chciał jeszcze widzieć - nie miał jeszcze pojęcia, co takiego mógłby im powiedzieć, żeby nie zdenerwować ich za bardzo. — Mam bardzo głupie pytanie — zrzucił w kierunku kobiety, która właśnie przyglądała się jego karcie tuż przy ramie łóżka. W sumie również mógł na nią zerknąć, może wówczas dowiedziałby się, co się stało parę godzin wcześniej. Może wtedy przypomniałoby mu się, że niegroźnie potrąciło go auto, gdy wychodził z klubu. — Co ja tu robię? — zapytał. Na dobrą sprawę pytanie głupie nie było, nawet bardzo rozsądne, biorąc pod uwagę, że nie pamiętał przynajmniej połowy minionej nocy. Wiedział, że stawiało go to raczej w złym świetle, jednak przez lata życia w takich warunkach, zdążył się już przyzwyczaić do tych oceniających spojrzeń. — I kiedy będę mógł stąd wyjść? — dodał, licząc, że odpowiedź do usatysfakcjonuje. — Nie, żebym miał na co narzekać tutaj, ale wie pani, we własnym łóżku lepiej — powiedział, chociaż "własne łóżko" było niekoniecznie dobrym sformułowaniem, biorąc pod uwagę, że okupował łóżko w pokoju gościnnym w mieszkaniu siostry. Jednak to i tak było lepsze niż szpitalne standardy.

Casimira Gardner
38 y/o
For good luck!
168 cm
lekarz medycyny ratunkowej Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Ratuje życia wszystkie, oprócz swojego.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

#2

Błyski świateł karetek tamtej nocy nie ustępowały. Trudno się było temu dziwić, ponieważ był weekend, a wtedy zazwyczaj działo się najwięcej. Brunetka właśnie miała zbierać się na przerwę, kiedy kolejna karetka zawitała na podjeździe.
- Chłopak około trzydziestki, po bójce pod barem, najwyraźniej upojony nie tylko alkoholem. Zatrzymanie akcji serca w karetce, teraz stabilny. Parametry też się w miarę unormowały. - To usłyszawszy kobieta przejęła tablet zawierający informację o poszkodowanym od swojego partnera, który dzisiejszej nocy był lekarzem w karetce.
- Dzięki. - Odpowiedziała krótko, przenosząc wzrok na ekran, na którym niestety nie zobaczyła nic przyjemnego.
Parametry rzeczywiście nie odbiegały jak na razie zbytnio od norm. Martwiły ją jednak wyniki krwi, które jednoznacznie wskazywały, że mężczyzna tej nocy spożywał nie tylko alkohol. Wyraz jej twarzy zdecydowanie zamienił się w jeden z tych, który przyjmowała nadzwyczaj rzadko, albowiem niemalże zawsze się uśmiechała. Stan pacjenta przywołał niechciane, niezbyt przyjemne wspomnienia, więc jedyne co jej pozostało to wziąć głęboki wdech i zabrać się do pracy.

Po podaniu odpowiednich leków stan pacjenta coraz bardziej się poprawiał. Był to młody chłopak, jednak jej przyjaciel, który zginął w podobnych okolicznościach też był młody.
Noc wydawała się więc jej dłużyć, kiedy tak czekała, aż mężczyzna całkowicie wróci do siebie. Zjadła w końcu jakiś posiłek, a raczej szybko wrzuciła coś na ząb i nad ranem, kiedy słońce wisiało już na nieboskłonie wróciła do chłopaka.
- Dzień dobry. - Mruknęła, widząc że mężczyzna już nie śpi.
Szybko jednak przeniosła wzrok na ekran monitorujący jego parametry życiowe i tablet, robiący za kartę pacjenta, wiszący przy jego łóżku. Było ok, choć mogło być lepiej.
- Nazywam się Casimira Gardner i jestem Pana lekarzem prowadzącym. - Oznajmiła gwoli ścisłości, a kiedy usłyszała jego pytanie zaśmiała się pod nosem, bardziej ironicznie. - Wdał się Pan w bójkę pod barem, niekoniecznie będąc w stanie, by w ogóle w nim być. - Ugryzła się w język, nie chcąc być wścibska i go osądzać. - Wyjść? - Spytała, kontynuując swoją wypowiedź. Westchnęła przed wypowiedzeniem kolejnych słów. -Cóż... Jak na razie musi Pan zostać na obserwacji, a później... Raczej nie prędko położy się Pan we własnym łóżku. - Skwitowała.
Chciała powiedzieć coś innego, coś o odwyku, ale przecież będą mieli jeszcze czas, żeby o tym porozmawiać. Jak na razie musiała się dowiedzieć, czy on w ogóle kontaktuje, ale z tego co widziała, raczej tak.
- Wie Pan jak się Pan nazywa? Pamięta coś Pan w ogóle z tej nocy? Czy oprócz alkoholu spożywał Pan coś jeszcze? - Dopytała, choć wątpiła, by cokolwiek pamiętał, bo stan jego upojenia wskazywał na znaczny zanik pamięci.

winston cavendish
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Rośka
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”