ODPOWIEDZ
25 y/o
For good luck!
160 cm
solistka, członkini zespołu NOIRA Wytwórnia TRN
Awatar użytkownika
Your name grows under my skin
A rose that never sleeps.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

#
V
concrete jungle.



Miasto było zakorkowane. Yeon, siedząc na tylnym siedzeniu samochodu prowadzonego przez szofera, wyglądała ze zniecierpliwieniem przez okno, zastanawiając się kiedy ruszą do przodu. Zerkała co chwila na telefon, zdając sobie sprawę z faktu, że stali w korku już dziesięć minut. Naprawdę. Słyszała o tej całej akcji z wypuszczeniem zwierząt z Ogrodu Zoologicznego. Trudno było nie słyszeć, gdy dookoła o tym mówiono. Widziała już na TikToku filmiki nagrane przez ludzi mijających stado kapibar, zdjęcia aligatorów w basenach podwórkowych i psy dingo przewracające śmietniki. Sama nie miała okazji doświadczyć niczego nietypowego i szczerze miała nadzieję, że nic takiego się nie wydarzy. Czuła się bezpiecznie ze względu na towarzyszące jej osoby. Wiedziała, że ochrona jechała zarówno przed, jak i za samochodem prowadzonym przez Juliena. Julien był jej kierowcą od kilku miesięcy i na razie dogadywali się nieźle.
Nie ukrywała frustracji, bo szczerze mówiąc, bardzo jej się spieszyło.
Na godzinę drugą po południu miała przewidzianą sesję zdjęciową. Jakiekolwiek obsuwy w harmonogramie dnia, zniszczyłyby jej plan na wieczór. A zamierzała po powrocie zjeść kolację, poćwiczyć i położyć się do łóżka — może nawet z książką, żeby choć trochę się wyciszyć. Po ostatnim koncercie, który odbył się tydzień temu na jednym z większym torontońskich stadionów o NOIRZE znów zrobiło się głośno. Chwalono je za świetne widowisko, umiejętności i przede wszystkim kontakt z fanami. Bambi musiała też podziękować Artowi, bo odstawił świetną robotę, otwierając cały koncert. Wiedziała, że miał sporo fanek. I potrafiła zrozumieć te krzyczące zewsząd dziewczyny. Tylko propozycji matrymonialnych nie rozumiała.
Samochód ruszył.
Udało im się dojechać na miejsce i wysiąść. Czekała na znak od ochrony, że może bezpiecznie opuścić pojazd. Widząc wiwatujących ludzi ustawionych za barierkami, lekko się uśmiechnęła. Nasunęła jednak czapkę z daszkiem, przysłaniając twarz. Maseczkę także założyła. Nie wiedziała, skąd ci ludzie wiedzieli o jej przyjeździe, ale nim minęła tłum, zeszło się kilka minut. Skłoniła się nisko, witając się z nimi po angielsku i w towarzystwie ochrony zamierzała pokonać ten kawałek oddzielający ją od studia.
Zamierzała.
Plany uległy diametralnej zmianie, gdy stanęła na schodach, a tłum, zamiast wiwatować, zaczął panikować. Policja, która przyjechała na sygnale, w towarzystwie pogotowia ratunkowego oznajmiła, że nikt nie ma prawa się ruszyć, ze względu na rozwścieczonego tygrysa. Ludzie starali się dostosować do polecenia służb, lecz wśród nich były panikujące jednostki ściągające na siebie uwagę zwierzęcia. Sytuacja wymknęła się spod kontroli, gdy przerażone zwierzę zaatakowało młodego chłopaka, który zaczął wykonywać zbyt energiczne ruchy. Yeon zmroziło. — Trzeba wezwać pogotowie! — nakazała stojącemu obok ochroniarzowi, starając się złapać równy oddech. Sama zaczynała panikować. Robiło jej się słabo, chłodno i musiała usiąść, nawet na schodach. Gdziekolwiek, bo miała wrażenie, że zaraz zasłabnie — a nie chciała dokładać pracy ratownikom, którzy pojawili się na miejscu zdarzenia. Usiadła na schodach, chowając twarz w dłoniach i próbowała uspokoić oddech, ignorując zbliżający się atak paniki.



Audrey LeBlanc
Kasia (dc: hicatie.exe )
Dogadamy się, tylko nie generuj postów z chatemgpt.
24 y/o
Welkom in Canada
170 cm
Studentka medycyny | Pielęgniarka Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Woah, woah
The summer's not hot without you
Woah, woah
The summer won't start without you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona | jej
typ narracji1 osobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Dzisiejszy dzień jest naprawdę szalony. Przyjęłam dość normalną zmianę w szpitalu. Z racji tego, że byłam potrzebna teraz na miejscu i miałam pomóc dla dziewczyn z papierami oraz pacjentami. Nawet nie mam pojęcia, kiedy raptownie w szpitalu pojawiło się więcej ludzi. Polowali na dzikie zwierzęta, które uciekły z Zoo. Kto normalny to robi? Przecież to jest nielegalne i niebezpieczne. Cały szpital podzielił się na oddziały, gdzie przyjmowaliśmy każdego pacjenta, który się pojawił. Byłam przy tych, którzy potrzebowali zszycia ran lub wysłania ich na dalsze badania. Wolę takie rzeczy robić, niż tylko przyjmować ich w poczekalni i sortować. W końcu zostałam doceniona, po paru błędach w terenie.
Kiedy ogarnęłam ostatniego pacjenta, który potrzebował zaszycia swojej rany to kierowałam się w stronę szatni. Ten dzisiejszy dzień jest dla mnie naprawdę męczący, a pewnie sytuacja na mieście się nie zmienia. Skoro tylu pacjentów było tutaj, na mieście pewnie jest podobnie i zwierzęta będą dalej atakować, aby jakoś się ochronić. W końcu dawno nie były na takiej wolności, bez swoich opiekunów. Już miałam zdjąć kapcie, ale zatrzymali mnie. Ponieważ w jakieś części zaatakować tygrys. Wypuściłam powietrze i zgodziłam się na wyjazd w teren. Mieli mnie nie zabierać na takie wypady, pewnie skończyły się jednostki. Przebrałam się, na szybko zjadłam batonika i pojechaliśmy.
Wysiadłam z karetki, wokół nas było pełno policji. Czyżby jakiś koncert? Widać to po plakatach, ale nie znam tej piosenkarki. Chociaż, jakbym miała może więcej czasu, rozpoznałaby ją. Jednak nie mam teraz czasu na głupoty i tym, że pewnie o niej mi kiedyś opowiadała Sher. Rozdzieliśmy się, ale byliśmy cały czas w kontakcie. Skierowałam się w stronę piosenkarki. Okazałam plakietkę, wolę dostać się do niej bez żadnego problemu. Musiałam iść bardzo wolno, ponieważ gwałtowne ruchy były ryzykowne. Kątem oka spojrzałam na tygrysa, który był przerażony. Tylko dlatego zaatakował tego chłopaka, ponieważ jest daleko od swojego bezpiecznego miejsca, bez opiekuna. Teraz tylko musimy czekać na weterynarza, aby go uśpił i Zoo mogło go na spokojnie zabrać do domu. Kucnęłam obok niej.
— Cześć jestem Audrey, nic Ci nie jest? Musisz zdjąć maskę, masz problem z oddechem. Muszę ciebie zbadać… — Powiedziałam spokojnie. Zdjęłam plecak i zaczęłam szukać maski, aby podłączyć ją do tlenu. Kiedy znalazłam ją, podałam dla dziewczyny obok mnie. — Potrzebujesz tego, uwierz mi — To całkowicie normalne, kiedy się panikuje i ciężko komuś złapać oddech. Sięgnęłam też po ciśnieniomierz.
— Zgadzasz się na badania? — Upewniłam się, bez tego nie mogę prawie nic przy niej zrobić. Dosłownie.

Seungyeon Han
moonlight_13
Wykorzystywanie AI w postach, pospieszanie co do odpisu. Resztę można wspólnie obgadać.
25 y/o
For good luck!
160 cm
solistka, członkini zespołu NOIRA Wytwórnia TRN
Awatar użytkownika
Your name grows under my skin
A rose that never sleeps.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chyba widziała plamy krwi na chodniku, gdy przypadkiem podniosła spojrzenie, by sprawdzić, czy sytuacja nieco się uspokoiła. Nic z tych rzeczy. Policjanci zabezpieczali teren, ratownicy opatrywali chłopaka zaatakowanego przez tygrysa. Była pewna, że to jego krew była na chodniku. Naprawdę nienawidziła tego widoku, robiło jej się słabo. Czując na ramieniu dłoń swojego ochroniarza, pokręciła tylko głową; bez podnoszenia jej. Ludzie dookoła za bardzo hałasowali. Rozumiała strach, ona również została przez niego zaatakowana. Momentalnie świat się skurczył do tego jednego oddechu, na którym próbowała się skupić, żeby nie odlecieć. Zwierzęta wypuszczone z ZOO, kto to słyszał, do cholery? Kto narażał świadomie mieszkańców na niebezpieczeństwo? Zwierzęta w sumie także. Sądząc po głośno warczącym tygrysie i policjantów, którzy czekali na przyjazd odpowiednich służb, dziki kot także się bał. Zaatakował, bo nie wiedział, w jaki sposób reagować. Bodźców było za dużo. Yeon miała nadzieję, że nikt więcej nie ucierpi; czułaby się za to odpowiedzialna, choć może i nie powinna. To nie był żaden zlot fanowski. Miała przyjechać tutaj do pracy — nie powinna odczuwać wyrzutów sumienia, bo szczegóły harmonogramu nie zostały udostępnione przez nią do wglądu publicznego, tylko przez dyrekcję.
Ochroniarz zabrał dłoń z jej ramienia, ustępując miejsca ratowniczce, której głos rozbrzmiał w głowie Bambi.
Azjatka uniosła głowę, by spojrzeć na blondynkę kucającą naprzeciw niej. Yeon była bledsza niż zazwyczaj, co było trudne do osiągnięcia przy porcelanowej cerze dziewczyny. Wystarczyło trochę strachu, by skóra straciła pigment, a oczy zmętniały.
— Trochę mi słabo… — przyznała szczerze, ściągając jednorazową maseczkę z twarzy. Nic dziwnego, że nie mogła złapać oddechu; wydychane powietrze zatrzymywało się na materiale maseczki, podnosząc nieco temperaturę. Po odsłonięciu ust i nosa zrobiło jej się lepiej, ale to maseczka ratownicza podana przez Audrey, pomogła w regulacji oddechu.
Wystarczyła chwila; jeden z przechodniów wykorzystał okazję, robiąc kilka zdjęć piosenkarce i ratowniczce. Oczami wyobraźni widziała ten wysryw komentarzy spekulujący zły stan zdrowia Bambi. Ochroniarz stojący obok nakazał wymownym gestem, by przechodzeń schował telefon do kieszeni. Przysłonił także dziewczyny, by uniknąć wścibskich spojrzeń.
— Mogę się zgodzić, ale nie wiem czy badanie będzie konieczne... Czuje się nieźle, ale mi zimno. Co z tym chłopakiem? — zapytała zmartwiona, wychylając głowę ponad ramię Audrey, by dzięki temu dostrzec, chociaż kawałek akcji ratowniczej. Nie krwi. Przetarła dłońmi po ramionach, jakby próbowała się ogrzać, choć temperatura na zewnątrz nie była najniższa. — To jedno ze zwierząt z ZOO? — prawdopodobnie tak właśnie było. Zdawała sobie sprawę z tego faktu, lecz nie zmieniało to tego, że próbowała nawiązać jakąkolwiek rozmowę, byleby nie skupić się na swoich dolegliwościach.

Audrey LeBlanc
Kasia (dc: hicatie.exe )
Dogadamy się, tylko nie generuj postów z chatemgpt.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Financial District”