Starał się jak diabli nie patrzeć na te jej długie nogi, kiedy ruszyła do łazienki. Ale jego wzrok sam za nią podążył, jakby był to jakiś nawyk, przyzwyczajenie, które przecież przez wiele lat mu towarzyszyło. Tylko, że wtedy to była gra, wmawiał sobie, że każdy gest, każde czułe słówko to przedstawienie. A w tym momencie już nie wiedział ile z tego było prawdą, a ile fikcją. Nie wiedział, czy gdyby tylko grał, to zdecydowałby się na taki ruch. Dopiero kiedy zniknęła za drzwiami, to kucnął przy małej lodówce przy łóżku i zajrzał do środka. Stały tam te małe buteleczki z alkoholem, horrendalnie drogie, ale jego to teraz nie obchodziło. Liczyło się, że to były procenty, jakiekolwiek. Jedna z nich prawie mu wypadła, gdy kątem oka zobaczył Ivy, a właściwie to do jakiego stanu się doprowadziła. Otworzył usta i już miał jej powiedzieć, że do końca ją popierdoliło, bo w pierwszej chwili w ogóle nie odczytał jej zamiarów, ale kiedy skierowała się do wyjścia, to nie zareagował. Zmrużył tylko powieki. O co jej chodziło? Jeśli myślała, że naśle na niego zaraz policję, to grubo się myliła. Odruchowo sięgnął po broń, którą wciąż miał przy sobie, zacisnął na niej palce, chłód stali działał na niego jakoś łagodząco, uspokajająco. Zrobił krok do przodu, zatrzymał się przy uchylonych drzwiach nasłuchując, a kiedy dotarły do niego strzępki jej rozmowy z recepcjonistką to stanął, jak wryty. To Ivenna Hawke również potrafiła grać, potrafiła coś ugrać, a nie tylko leżeć i pachnieć?
Ciekawe.
Chociaż nie na tyle ciekawe, że go to w ogóle ruszało. Zanim jeszcze wróciła to schował pod materacem pistolet, a potem odkręcił zębami mini butelkę z ruską wódą, nie była nawet zimna, parszywa i ciepła, ale pił gorsze. Wychylił ją od razu, ale to było mało. Chciał iść po następną, a wtedy Ivenna każe mu zamknąć mordę. W pierwszej chwili po prostu chciał ją uderzyć i to by był odruch, mógłby też sięgnąć po pistolet i dokonać tego, co miało się dzisiaj dopełnić, ale finalnie tylko zacisnął dłoń w pięść. Niech tylko da mu jeszcze jeden powód...
-
Jesteś pierdolnięta - pokręcił głową, kiedy wylądował na tym materacu. Jeszcze pół powodu. Czuł jak wszystkie mięśnie mu się spinają, kiedy klęknęła pomiędzy jego nogami. Mógł tylko złapać ją za włosy i szarpnąć, odepchnąć od siebie. Bo teraz przecież już wcale nie musiał grać. Tylko czy naprawdę mógłby to zrobić? Albo wyjąć broń spod materaca, miał do niej idealny dostęp.
Wzdrygnął się kiedy go dotknęła, tylko sam nie wiedział, czy tak na niego działał jej dotyk, czy raczej to, że nie potrafił jej tak po prostu odepchnąć i tego przerwać.
-
Zostaw... - wycedził przez zęby, ale gdy poczuł na swojej skórze opuszki jej palców, to po plecach znowu przeszedł mu dreszcz, tym razem zgoła inny. A potem jej usta muskające jego brzuch... tylko to jak napięła się każda komórka jego ciała, pokazywało, jak naprawdę ona na niego działa. Nie powinien jej pozwolić tego robić, powinien zareagować. Ale z drugiej strony jej widok na podłodze, te jej wielkie oczy wpatrzone w jego... brzuch, i ta rozmazana szminka na ustach, przywodziły na myśl kilka wspomnień.
Syknął z bólu, kiedy zaczęła szyć, ale w zasadzie czym był ten ból w porównaniu, do tego, który teraz trawił jego wnętrzności? Nawet wódka nie pomogła zagłuszyć myśli, które galopowały w jego głowie, które tłukły się o ściany jego mózgu. Musiałby chyba wypić całe wiadro. A i tak nie byłby pewny, czy to nie sprawiłoby, że te pytania zabrzmiałyby jeszcze bardziej dobitnie.
Dlaczego to zrobił? Co nim kierowało?
Przecież nigdy nie pokazywał swojej słabości, a teraz tak po prostu ją odkrył przed jednymi z najgroźniejszych ludzi w Kanadzie.
A najgorsze było to, że jego słabość właśnie trzymała igłę i zakładał mu szwy ciągłe na brzuchu.
Powinien jej zabronić, a on zamiast tego patrzył czy równo jej to wychodzi. Nie zrobiłby tego lepiej, nie miał takiego wykształcenia jak ona.
Ale by to zrobił.
Sam.
Tylko, że nie potrafił jej odepchnąć. Ani nawet sięgnąć po ten pistolet i dokończyć roboty. Tak teraz, jak i wcześniej, w domu jej ojca.
Jest broń i jest cel, po co tu cokolwiek komplikować? Krótka piłka, szybka robota. Wade sam nie wiedział w którym momencie Ivy przestała być tylko już tylko celem. Za bardzo wczuł się w rolę, a teraz za to płacił. Teraz przyjdzie mu za to słono zapłacić. Bo był pewny, że oni w końcu tu trafią, on by trafił. A tamta strona barykady niestety była pełna takich ludzi jak on. Teraz pozostawało tylko pytanie, ile jeszcze mają czasu.
-
Możesz się pośpieszyć - rzucił w końcu. Chociaż znał ją na tyle, że wiedział, że jest perfekcjonistką, ale nie było na to teraz czasu. Zastanowił się, w ogóle dlaczego on do niej mówi "możesz", prosił ją o to, żeby się pospieszyła? Prosił ją?
Te nawyki tak weszły mu w krew, że sam się sobie dziwił. Musiał się szybko ich pozbyć.
A może jej pozbyć?
Jeszcze wciąż się nad tym zastanawiał.
Wciąż miał jakieś złudne nadzieje, że może by potrafił?
ivenna hawke