ODPOWIEDZ
23 y/o
For good luck!
155 cm
studentka weterynarii na TVC
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

01. The long way home


Studia miały tę szczególną właściwość, że potrafiły zmęczyć człowieka nawet wtedy, kiedy właściwie nic szczególnego się nie wydarzyło. Tego dnia nie było żadnego egzaminu, nie spędziła też połowy dnia w laboratorium ani nie musiała ratować świata przed kolejną katastrofą w klinice. Były wykłady, notatki, kilka godzin siedzenia w niewygodnej ławce i zdecydowanie zbyt dużo informacji, które trzeba było zapamiętać, zanim zdążyły ułożyć się w głowie. Niby nic wielkiego, a jednak kiedy wreszcie wyszła z budynku, miała wrażenie, jakby ktoś wyjął z niej baterie i zostawił ją zaledwie z rezerwowym paskiem energii.
Zarzuciła torbę na ramię i przez chwilę stała przed uniwersytetem, pozwalając, żeby chłodniejsze popołudniowe powietrze trochę otrzeźwiło ją po całym dniu. Powinna wrócić do domu. Właściwie nie tyle co powinna, ile miała rzeczy do zrobienia, materiały do przejrzenia, a gdzieś z tyłu głowy już układała sobie wieczór tak, żeby znaleźć jeszcze trochę czasu na naukę. Wszystko miało swoje miejsce, kolejność i mniej więcej przewidywalny przebieg.
Tylko że wyjątkowo nie miała ochoty tego wszystkiego robić.
Jej Tacoma stała dokładnie tam, gdzie zostawiła ją rano, trochę niepasująca do nowszych samochodów otaczających ją ze wszystkich stron. Rocznik 2002, ten sam co Mona, z wyblakłym lakierem, kilkoma zadrapaniami i niewielkim wgnieceniem, którego od lat nie zamierzała naprawiać. Mogła już dawno wymienić ją na coś nowszego, ale nie potrafiła się z nią rozstać. Samochód miał swoje lata i swoje humory, ale był jej.
W środku jak zwykle panował kontrolowany chaos: torba na siedzeniu pasażera, kurz na gumowych dywanikach, kubek po kawie w uchwycie i kilka drobiazgów, które mogły przydać się właściwie w każdej sytuacji. Na pace, zabezpieczone pod plandeką, wciąż leżały siodło i skrzynia ze sprzętem jeździeckim.
Mona od dawna nie jeździła.
Mimo to nigdy nie przyszło jej do głowy, żeby je stamtąd zabrać.
Wsiadła, rzuciła torbę na siedzenie pasażera i odpaliła silnik. Przez chwilę siedziała bez ruchu, z dłońmi opartymi na kierownicy, jakby dawała sobie ostatnią szansę na powrót do pierwotnego planu. Zamiast tego sięgnęła po telefon.
Przez moment bezmyślnie przewijała ekran, aż w końcu zatrzymała się na jednym z kontaktów. Przygryzła lekko wewnętrzną stronę policzka i otworzyła rozmowę.
Masz coś dzisiaj po południu?
Przeczytała wiadomość jeszcze raz, po czym dopisała:
Bo pomyślałam, że możemy gdzieś pojechać.
Kciuk zawisł nad ekranem na sekundę. A potem wysłała wiadomość, odpaliła silnik starej Tacomy i nie czekając na odpowiedź, wyjechała z parkingu na ulicę.


pixie 🧚
23 y/o
PRACOWITA PSZCZÓŁKA
170 cm
studentka bologii na university of toronto
Awatar użytkownika
perfumy, które pachną na twojej skórze,
ty masz usta czerwone, a ja jestem w bluzie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

#
007.
są owady, które spędzają większość życia jako larwy, a jako dorosłe osobniki żyją zaledwie kilka godzin lub dni 🐛
Powroty na uczelnię po wakacjach nigdy nie należały do najłatwiejszych. Pixie miała jednak poczucie, że nie przebimbała całego wolnego czasu i poza wyjazdami ze znajomymi zrobiła też całkiem sporo pożytecznych rzeczy. Na przykład przygotowała projekt do badań nad pasikonikami. Pomogła też odplewić mamie ogródek, jednocześnie pilnując, żeby przypadkiem nie przyszło jej do głowy zniszczyć mrowiska na tyłach domu. Mogła więc śmiało stwierdzić, że wypoczęła. Chociaż nie pogardziłaby jeszcze tygodniem wolnego. A najlepiej dwoma.
Jesienny semestr miał jednak tę zaletę, że na początku wszystkie zajęcia były dość luźne i bardziej wstępnie przygotowywały studentów do tego, co czekało ich przez najbliższe kilka miesięcy. Dla Fontaine oznaczało to zdecydowanie za mało informacji. Miała nadzieję, że zaczną już wprowadzenie do entomologii sądowej i nauki o określaniu czasu zgonu na podstawie owadów nekrofagicznych. Albo chociaż akarologię, czyli naukę zajmującą się roztoczami i kleszczami. Ale nic z tych rzeczy! Pixie, jak na prawdziwą kujonkę przystało, trochę nad tym ubolewała. Większość studentów pewnie cieszyłaby się, że początek semestru jest spokojny i nie trzeba od razu tonąć w notatkach i zaliczeniach. Fontaine najwyraźniej nie podzielała ich entuzjazm.
Dziś wyjątkowo przyjechała na uczelnię komunikacją miejską, bo jej Vespa była na kontrolnym przeglądzie. Poza tym wielkimi krokami zbliżała się jesień, a wraz z nią plucha, a później zima ze śniegiem po kolana. Skuter i tak pójdzie wtedy w odstawkę, a Pixie będzie zmuszona poruszać się metrem. Całe szczęście, że komunikacja w Toronto była całkiem dobrze zorganizowana!
Czując wibrację na nadgarstku, automatycznie spojrzała na smartwatcha. Na widok wiadomości od Ramony uśmiechnęła się szeroko i od razu wyciągnęła telefon, żeby odpisać.
Właśnie wyszłam z uczelni. Chętnie gdzieś się z tobą wybiorę. Kupimy po drodze coś do jedzenia? Nie jadłam nic od śniadania, a chodzi za mną jakiś dobry wegański burger. Podjedziesz po mnie?
Wysłała wiadomość, ale zaraz sobie o czymś przypomniała.
Mogę też sama dojechać w umówione miejsce, żaden problem! Tylko daj znać, gdzie mam się stawić. Na końcu dodała jeszcze szeroko uśmiechniętą emotkę, która miała być potwierdzeniem tego, co napisała.
Fakt, że studiowały na różnych uczelniach, trochę komplikował sprawę, ale nie na tyle, żeby robić z tego większy problem. O tej porze nie powinno być przecież aż takich korków. Nie chciała jednak być kulą u nogi Mony. Są tramwaje, da se radę! To już i tak bardzo miłe, że chciała spędzić z nią czas. Ostatnio nie miały zbyt wielu okazji, żeby się widywać, mimo że pozostawały w ciągłym kontakcie. Czym byłby dzień bez wysyłania sobie głupich memów?

Mona Delacroix
bubek
nudy i braku zaangażowania
23 y/o
For good luck!
155 cm
studentka weterynarii na TVC
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Odpowiedź przyszła, kiedy Mona była już kilka ulic dalej. Zerknęła na telefon przy najbliższym czerwonym świetle i przeczytała wiadomość od Pixie, a potem drugą, która pojawiła się chwilę później. Na widok propozycji, że mogłaby przecież sama dojechać, uniosła lekko brwi. Oczywiście, że mogła. Pixie prawdopodobnie byłaby w stanie zorganizować sobie transport przez pół Toronto.

Mona nie zamierzała jej na to pozwolić.

Z Pixie miała tę rzadką dla siebie relację, w której nie musiała się szczególnie zastanawiać nad tym, co wypada, a co nie. Znały się wystarczająco długo, żeby ich spotkania nie potrzebowały wielkich planów ani szczególnych okazji. Wystarczała wiadomość wysłana między zajęciami, spontaniczna kawa, wspólny lunch albo zwyczajne „masz czas?” i już po chwili jedna z nich pojawiała się u drugiej. Przez ostatnie kilka tygodni życie skutecznie jednak rozciągnęło między nimi więcej obowiązków niż zwykle – zajęcia, nauka, praca, własne sprawy. Pozostawały w kontakcie, oczywiście. Wysyłały sobie wiadomości, zdjęcia, głupie rzeczy znalezione w internecie i komentarze do wszystkiego, co wydarzyło się w ciągu dnia. Ale to nie było to samo co siedzenie obok siebie i rozmawianie o wszystkim i o niczym. Chyba właśnie dlatego dzisiejsza wiadomość wysłała się tak łatwo.

Brakowało jej Pixie zajmującej miejsce na siedzeniu obok niej z nogami na desce rozdzielczej, jej faktów o owadach i spontaniczności, jaką dodawała jej życiu.
Nawet nie próbuj wsiadać do tramwaju Pix, już jadę.
Dopisała po chwili:
A burger brzmi świetnie. Daj mi jakieś 20 minut?
Wysłała wiadomość, odkładając telefon na miejsce jeszcze zanim światło zmieniło kolor na zielone. Dopiero wtedy uświadomiła sobie, że właściwie nie miała pojęcia, dokąd dokładnie jadą. Plan kończył się jak dotąd na gdzieś. Wyobraziła sobie, że znajdą jedzenie po drodze, może Harvey’s albo A&W, a potem po prostu będą jechały przed siebie, dopóki któraś z nich nie uzna, że wystarczy.
Skręciła w stronę uczelni Pixie, pozwalając starej Tacomie spokojnie pokonywać kolejne ulice. W radiu grała przypadkowa piosenka z kasety, której zupełnie nie pamiętała wypalać, a popołudniowe światło odbijało się od szyb samochodów stojących w korku. Toronto, jak zwykle, było wystarczająco zatłoczone, żeby dwadzieścia minut stało się raczej orientacyjną sugestią niż konkretną obietnicą.



pixie
23 y/o
PRACOWITA PSZCZÓŁKA
170 cm
studentka bologii na university of toronto
Awatar użytkownika
perfumy, które pachną na twojej skórze,
ty masz usta czerwone, a ja jestem w bluzie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Była już w połowie drogi na przystanek, kiedy przyszła wiadomość zwrotna. Posłusznie przystanęła w miejscu, a po chwili zawróciła na parking przed uczelnią, żeby Mona mogła zgarnąć ją z miejsca, w którym bez problemu dałoby się wykręcić samochodem. To naprawdę niesamowicie miłe z jej strony, że chciało jej się tutaj jechać. Przecież mogła po prostu powiedzieć, gdzie mają się spotkać i Pixie sama jakoś by dotarła. Od razu wysłała jej pinezkę z dokładną lokalizacją i dodała, że nigdzie się stąd nie ruszy.
Jesteś aniołem. I pamiętaj, żeby wziąć coś dla siebie!
Napisała kolejną wiadomość, po czym przysiadła na krawężniku i zajęła się scrollowaniem telefonu. Dwadzieścia minut minęło zaskakująco szybko i zanim zdążyła się obejrzeć, samochód Delacroix zatrzymał się tuż przed jej nosem. Fontaine poderwała się na równe nogi i od razu dopadła do samochodu, ładując się na fotel pasażera.
Mówiłam ci już, jak bardzo cię uwielbiam? — zapytała i nachyliła się, żeby w ramach powitania cmoknąć Ramonę w policzek. — Przysięgam, że jesteś najlepsza na świecie. Ile ci przelać za burgery? — ruchem głowy wskazała na papierową torbę, w której zapewne znajdowało się jedzenie wraz z napojami. Podejrzewała, jaka będzie odpowiedź, ale Fontaine nie lubiła wisieć nikomu kasy. Nawet jeśli ktoś robił jej coś miłego, nie oznaczało to przecież, że nagle mogła zacząć korzystać z cudzej hojności jak z darmowej karty płatniczej. Najwyżej odstawi się w drodze powrotnej i zabierze Delacroix na jakieś ciastko oraz mrożoną kawę. To powinno wystarczyć jako uczciwa wymiana przysług.
Zapięła pas i zabębniła palcami o deskę rozdzielczą, cały czas przyglądając się uważnie dziewczynie. Była bardzo ciekawa, jaki plan zrodził się w jej głowie w związku z tą podróżą.
To dokąd jedziemy? — zapytała w końcu i ściągnęła z nadgarstka gumkę do włosów, żeby związać jasne loki w kucyk. Dopiero kiedy włosy przestały wpadać jej do twarzy, spojrzała na Ramonę z jeszcze większym zainteresowaniem. Pix lubiła niespodzianki, ale tylko wtedy, kiedy przynajmniej wiedziała, czy niespodzianka obejmuje jedzenie. W tym przypadku akurat była już całkiem spokojna. Reszta mogła pozosta słodką tajemnicą, chociaż na pewno zacznie zżerać ją ciekawość.
Jak zajęcia? U nas na razie straszna nuuuda — jęknęła przeciągle, osuwając się wygodniej po oparciu fotela. Wyrzuciła nogi na deskę rozdzielczą, jak to miała w zwyczaju. Miała pewność, że Mona nie będzie miała jej tego za złe. Znały się przecież wystarczająco długo, żeby obie doskonale wiedziały, jakie mają przyzwyczajenia i dziwactwa, które trzeba było po prostu zaakceptować. Właśnie na tym polegała przyjaźń, prawda? — Niby wiedziałam, że na początku niewiele będzie się działo, ale takie wykłady powinny być nieobowiązkowe — pożaliła się, bo przecież mogłaby spożytkować ten czas zdecydowanie lepiej. Chociażby na szukanie nowych karaczanów do swojego terrarium. Albo przeglądanie artykułów naukowych, co i tak było ciekawsze niż siedzenie przez półtorej godziny i słuchanie rzeczy, które znała już z pierwszych stron podręczników.

Mona Delacroix
bubek
nudy i braku zaangażowania
23 y/o
For good luck!
155 cm
studentka weterynarii na TVC
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ramona uśmiechnęła się pod nosem, kiedy Pixie niemal od razu zaczęła urządzać się na siedzeniu pasażera. Pocałunek w policzek, który wyciągnęła w jej stronę kiedy wiadała do środka, pytanie o pieniądze za burgery, nogi lądujące na desce rozdzielczej, a chwilę później jasne loki związane w kucyk – wszystko wydarzyło się tak szybko i znajomo, że przez moment miała wrażenie, jakby nie widziały się nie przez kilka tygodni, tylko jeszcze wczoraj.
Tak, i nie musisz mi nic przelewać – powiedziała, sięgając po papierową torbę i przesuwając ją nieco bliżej Pixie. Sama sięgnęła po jeden z dwóch plastikowych kubków ze słomką umiejscowionych w konsoli między nimi i wzięła małego łyka. – To tylko burger wariacie.
Przez chwilę jeszcze obserwowała ją kątem oka, zanim ponownie skupiła uwagę na drodze. Nie miała potrzeby tłumaczyć, dlaczego po nią przyjechała. Chciała ją zobaczyć. To właściwie wystarczało.
Dopiero pytanie o cel podróży uświadomiło jej, że cały plan nadal był zaskakująco ogólnikowy, wcale nie jak na nią przystało. W głowie miała dotąd tylko kilka luźnych punktów: jedzenie, samochód, jezioro i trochę czasu poza domem. Reszta miała się jakoś ułożyć po drodze.
Scarborough Bluffs – odpowiedziała w końcu. – Pomyślałam, że możemy pojechać nad jezioro. Trochę się przejść, przeszukać ścieżki w poszukiwaniu żuków albo innych żyjątek, posiedzieć. Zobaczymy.

Nie potrzebowała bardziej szczegółowego planu. Przez ostatnie tygodnie każda wolna chwila zdawała się mieć jakieś przeznaczenie. Powrót na uczelnię, zajęcia, praca, obowiązki, rzeczy, które trzeba było zrobić przed kolejnym dniem. Tym razem nie musiała niczego odhaczać. Mogły po prostu pojechać przed siebie.
Mona zerknęła na Pixie, kiedy rozmowa zeszła na uniwersytet, i przez chwilę słuchała jej z tym samym rozbawieniem, które pojawiało się u niej zawsze, gdy entuzjazm przyjaciółki zaczynał wykraczać poza to, co większość ludzi uznałaby za normalne zainteresowanie nauką. – Ty naprawdę jesteś jedyną osobą, którą znam, która potrafi narzekać na to, że na uczelni jest za mało nauki. – Pokręciła lekko głową, po czym wróciła wzrokiem do drogi.
Podobnie. Dużo siedzenia, dużo notatek i dużo rzeczy, które powinnam pamiętać, zanim zdążę zapomnieć, po co właściwie zaczęłam je zapamiętywać. – Kącik ust drgnął jej lekko. – Czyli standard!

Za szybami samochodu Toronto przesuwało się powoli, popołudniowe światło odbijało się od szyb zaparkowanych samochodów, a ruch z każdą kolejną ulicą robił się coraz gęstszy. Stara Tacoma radziła sobie z tym wszystkim bez większego pośpiechu, a Mona położyła wygodniej dłoń na kierownicy.
Nie przeszkadzało jej nawet to, że prawdopodobnie utkną w korkach na dłużej, niż zakładała. Nie miały przecież żadnej godziny, na którą musiały gdzieś zdążyć.



pixie fontaine
ODPOWIEDZ

Wróć do „Scarborough Bluffs”