Zablokowany
23 y/o
For good luck!
183 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

sascha fontaine
louis hofmann
homeprofilebiopermits
Obrazek
data i miejsce urodzenia
01.12.2003 I berlin, niemcy
zaimki
on/jego
zawód
student sztuki (czasem kochanek na godziny)
miejsce pracy
university of toronto
orientacja
homoseksualny
dzielnica mieszkalna
west end, parkdale
pobyt w toronto
od 14 lat
umiejętności
ma oko do kompozycji i światła, doskonale czyta ludzi i potrafi dostosować się do ich potrzeb i oczekiwań w rozmowie, zachowuje zimną krew w kryzysie, jakimś cudem nadal dobrze radzi sobie z niemieckim, potrafi być niezwykle dyskretny i dotrzymuje tajemnic, zna podstawy pierwszej pomocy, dobrze orientuje się w topografii Toronto i niemal wszędzie potrafi dotrzeć na piechotę, dobrze gotuje kilka konkretnych potraw i fatalnie improwizuje poza nimi, potrafi spać praktycznie wszędzie, umie poruszać się niemal bezszelestnie, ma bardzo mocną głowę do alkoholu, dobrze tańczy i jeszcze lepiej udaje, że wcale tego nie ćwiczył, bezbłędnie rozpoznaje, kiedy należy się odezwać, a kiedy lepiej pozwolić komuś milczeć.
słabości
znajdując się w kryzysie, wpada w dysocjację i kompletnie odcina się od własnego ciała, nie ufa własnym granicom - doskonale rozpoznaje dyskomfort u innych, ale swój potrafi zauważyć dopiero długo po fakcie, umie żądać uwagi, ale nie potrafi potrafi prosić o pomoc, jeśli tylko chce, jest fenomenalny w znikaniu, kłamie przez przemilczenie i potrafi doskonale manipulować otoczenie, prawdziwa bliskość jest dla niego o wiele trudniejsza niż seks, szybko się nudzi, do przedmiotów przywiązuje się łatwiej niż do ludzi, bywa autodestrukcyjny w sposób trudny do zauważenia, ponieważ z zewnątrz nie wygląda jak ktoś, kto chce się zniszczyć.
Saszeńka

Pamiętam światło. Jego czerwone pręgi wpadające nocą przez niedomknięte żaluzje i przesuwające się po suficie, kiedy samochody przejeżdżały ulicą. Pamiętam materac na podłodze, pety pływające w brudnej wodzie na dnie ceramicznego kubka, muzykę wpełzającą do pokoju przez szparę w łuszczących się farbą drzwiach. Pamiętam zimno pierścionków ocierających się o mój policzek, gdy Klara odgarniała włosy z mojego policzka. Jej różową, puchową kurtkę, przesiąkniętą kwiatowymi perfumami i dymem. Nie pamiętam jej głosu.

Wiem, że moja matka, Klara Nachtigall, miała wtedy dwadzieścia kilka lat, parę nieudanych prób rozpoczęcia studiów artystycznych, więcej znajomych niż pieniędzy i brak absolutnej pewności jakie nazwisko powinna wpisać w moich dokumentach w rubryce Ojciec. Wiem, że mnie kochała. Tego akurat, spośród wszystkich rzeczy, których do dziś próbuję się domyślić, nigdy specjalnie nie kwestionowałem.

Sascha

Kanada miała być początkiem. Przygody. Nowego życia. Czegoś dobrego.
Nasze mieszkanie było dużo mniejsze od berlińskiego, i wyposażone w zacinający się boiler i nieszczelne okna. Angielskie słowa brzmiały w moich ustach śmiesznie i obco; osiadały na zmarźniętych wargach i chrzęściły w zębach razem z płatkami śniadaniowymi, które wyglądały prawie tak samo jak te europejskie, ale były większe i słodsze, jakby ktoś napompował je od środka.
Przez pierwsze miesiące, Klara wstawała razem ze mną. Włączała radio i dodatkowy grzejnik. Smażyła jajka na naszej jedynej patelni. Czesała włosy - najpierw moje, potem własne. Z czasem zaczęła jednak wstawać coraz rzadziej.

Dziś, oczywiście, znam odpowiednie słowa, i potrafię wypowiedzieć je bez akcentu. Uzależnienie. Nawrót. Zaniedbanie. Przedawkowanie. Ale jako dziecko rozumiałem jedynie różnice między tymi dniami, kiedy mama była mamą, a tymi, kiedy musiałem być cicho i samemu znajdować sobie coś do jedzenia.
Nie pamiętam dnia, w którym umarła. Tylko śnieżący telewizor, rozwiązaną sznurówkę u jej lewego trampka i kolorowy, patchworkowy koc, którym ją przykryłem.

Fontaine

Pierwszą rzeczą, której musiałem się nauczyć w Nowym Domu, był hałas.
Dźwięki, które w poprzednich latach stanowiły taką rzadkość, taki rarytas, były nagle wszędzie. Moje rodzeństwo często mówiło jednocześnie, i śmiało się głośno, lekko, bez obawy, że kogoś tym urazi albo zdenerwuje. W niektóre poranki, moi nowi rodzice się kłócili tylko po to, by wieczorem pytać się nawzajem, czy zrobić temu drugiemu herbatę. Kiedy ktoś był chory, ktoś inny zawsze siedział przy jego łóżku. Kiedy coś się psuło, szybko okazywało się, że da się to naprawić.

Po tym, co psychologowie nazywają okresem aklimatyzacji, moje dorastanie okazało się w zasadzie całkiem szczęśliwe. Miałem liczne rodzeństwo, które doprowadzało mnie do szału i za które jednocześnie dałbym się pokroić. Miałem naokoło siebie dorosłych, do których mogłem zadzwonić o trzeciej nad ranem i prosić o ratunek z tarapatów. W szkole radziłem sobie nieźle, z rówieśnikami jeszcze lepiej. Jak każdy zwyczajny nastolatek, zaliczyłem pierwsze miłości, pierwsze pijaństwo, pierwsze głupie decyzje i jeszcze głupsze tatuaże wydziergane na długiej przerwie przez przyjaciółkę. Rysować zacząłem późno, ale bez odwrotu. Najchętniej rysowałem ciała, choć nigdy całe. Dłoń na czyimś udzie. Kręgosłup wyrysowany na karku pod cienką warstwą skóry. Siniak z dnia na dzień zmieniający kolor.

Nachtigall

O tym, że mogę się sprzedać, dowiedziałem się w zasadzie na dwa róże sposoby niemal w dokładnie tym samym czasie. Najpierw, w wieku dwudziestu jeden lat, sprzedałem swoje pierwsze płótno. Potem po raz pierwszy sprzedałem swoje ciało.
Okazało się, że w obydwu kontekstach sukces mierzy się intensywnością pożądania. Niedługo kolejne transakcje zaczęły przeplatać się tak gęsto, że w zasadzie przestałem je od siebie odróżniać. W malarstwie - jak w seksie - najbardziej przecież liczy się zdolność odgadywania. Czego potrzebuje ta druga osoba; czego szuka; co przykuje jej uwagę; co wzbudzi uśpione od dawna emocje.
Tylko z pędzlem w dłoni, albo na kolanach, mój umysł wreszcie cichł. Ciało zawsze wiedziało co robić, a ja mogłem wreszcie odpocząć, zawisnąwszy gdzieś w cudownej nieważkości.

Tylko do ponownego kontaktu z ziemią jakoś jeszcze nie mogę się przyzwyczaić.


Ciekawostki

- Urodził się jako Sascha Nachtigall, ale po adopcji prawnie przyjął nazwisko Fontaine. Nazwisko rodowe zachował jednak jako pseudonim artystyczny, którym podpisuje swoje obrazy. Niewiele osób na uczelni wie, że to jego prawdziwe nazwisko.
- Nie zna swojego biologicznego ojca. Nie ma nawet nazwiska, które mógłby wpisać w wyszukiwarkę internetową.
- Ma imię swojej matki, Klara, wytatuowane na żebrach po lewej stronie.
- Oprócz tatuażu, zostało mu po niej niewiele. Kilka niewyraźnych wspomnień, parę fotografii z jej młodości w Berlinie (na których widać, jak bardzo jest do niej fizycznie podobny), i kaseta magnetofonowa opisana jej pismem, z nagraniem pod którego koniec słychać kilka sentencji wypowiedzianych jej głosem, po niemiecku.
- Wiecznie ma zimne dłonie i stopy. Lekarze wielokrotnie mu radzili, by lepiej zadbał o swoje zdrowie i zaczął suplementować takie rzeczy jak żelazo, ale póki co zdobył się wyłącznie na kupno wyjątkowo ciepłych skarpet na zimę, i pary wyjątkowo drogich, skórzanych rękawiczek.
- Zazwyczaj śpi zwinięty w ciasny kłębek; ma płytki sen, z wyjątkiem tych nocy, kiedy jest porządnie naćpany.
- Ma przekłute uszy i kolczyk w lewym sutku.
- Paznokcie czasem maluje na czarno, ale niemal nigdy nie zmywa potem lakieru — pozwala mu odpryskiwać aż praktycznie nic z niego nie zostanie.
- Ma bardzo niewiele wstydu dotyczącego seksualności, za to ogromnie dużo dotyczącego potrzeb emocjonalnych.
- Jego rodzina wie, że Sascha czasem aktywnie udziela się na scenie BDSM i prowadzi dość swobodne życie seksualne. Nie wie jednak, że przyjmuje klientów.
- Kiedy pija kawę (codziennie), to tylko z ekspresu, czarną, zdecydowanie za mocną i często zimną, bo zapomina, że ją w ogóle zrobił.
zgoda na powielanie imienia
nie
zgoda na powielanie pseudonimu
nie

Zgody MG

poziom ingerencji
niski
zgoda na śmierć postaci
nie
zgoda na trwałe okaleczenie
nie
zgoda na nieuleczalną chorobę postaci
nie
zgoda na uleczalne urazy postaci
tak
zgoda na utratę majątku postaci
nie
zgoda na utratę posady postaci
nie
0 y/o
KREATYWNY KOTOROŻEC
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracji
czas narracji
postać
autor

Witamy na forum Sascha Fontaine
Dobra wiadomość – Twoja karta postaci została zaakceptowana i możemy powitać Cię po tej stronie kanadyjskiej granicy! Przypominamy, że na rozpoczęcie rozgrywki masz 7 dni! W temacie kto zagra? możesz znaleźć użytkowników, którzy chętnie Ci w tym pomogą. Jednocześnie zachęcamy do założenia skarbonki, kalendarza i informatora. Powodzenia w Toronto!
gall anonim
niegrzeczni użytkownicy
Zablokowany

Wróć do „gentlemen”