23 y/o
For good luck!
155 cm
studentka weterynarii na TVC
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mona pokręciła głową z rozbawieniem, słuchając Pix. Oczywiście, że musiała znaleźć sposób, żeby obrócić wszystko na pozytyw. Dziewczyna od owadów i dziewczyna od koni. Trudno było z tym właściwie dyskutować, zwłaszcza że Fontaine miała tę przypadłość posiadania całkiem dobrych argumentów. Mo przez chwilę jeszcze udawała, że poważnie rozważa wszystkie jej słowa, po czym zerknęła na nią kątem oka.
– No dobrze, dziewczyno od owadów. Masz rację. Trochę. Nie przyzwyczajaj się.– Uśmiechnęła się pod nosem i znów spojrzała przed siebie. Właściwie jej przyjaciółka nie powiedziała niczego, czego Mona sama nie wiedziała. Konie rzeczywiście były częścią jej życia i nie miała żadnego powodu, żeby udawać, że jest inaczej. Może po prostu za bardzo próbowała wymyślić sobie, jak powinna wyglądać odpowiednia wersja jej profilu, zamiast wrzucić kilka zdjęć i przestać analizować każdy szczegół. Nie było przecież żadnego egzaminu z poprawnego przedstawiania siebie w aplikacji randkowej. Przynajmniej miała nadzieję, że nie istniał. – I może faktycznie nie ma sensu się tak nad tym zastanawiać. – Przyznała po chwili. – Po prostu nie chcę wyglądać, jakbym miała tylko jedną rzecz do zaoferowania.
Zabrzmiało odrobinę poważniej, niż zamierzała, więc szybko wzruszyła ramionami, jakby właśnie sama uznała, że zdecydowanie za dużo myśli o czymś tak głupim jak kilka zdjęć w telefonie. Nie musiała przecież wybierać jednej rzeczy i przedstawiać ją jako całą swoją osobowość. I nie musiała udawać, że znaczna część tego kim jest nie istnieje. – Ale dobra. Mogę kiedyś dodać zdjęcie z koniem. Jedno. – Zastrzegła, podkreślając ostatnie słowo z miną kogoś, kto właśnie negocjował wyjątkowo poważny kontrakt. – Żebyś nie powiedziała, że sabotuję własne życie uczuciowe.
Kiedy Pixie wskazała drogę przez las, Mona rzuciła jej krótkie spojrzenie, a potem bez większego protestu skręciła w odpowiednią stronę. Droga zrobiła się węższa, drzewa po obu stronach coraz gęstsze, a światło wpadające między gałęziami układało się na przedniej szybie w jasne, przesuwające się plamy. Przez chwilę prowadziła w ciszy, pozwalając, żeby rozmowa zeszła na dalszy plan, zanim przypomniała sobie jeszcze o jednym zarzucie Pixie.
– A co do przesuwania… pracuję nad tym. – powiedziała w końcu z całkowicie poważną miną. – I... - uniosła w górę palec prawej dłoni – ...następnym razem będę siedziała nad ekranem, aż cię znajdę. – Serio serio. I wtedy wyśle jej najbardziej romantycznie przesadzoną pierwszą wiadomość, żeby zrzucić Pixie z nóg.
Asfalt był nierówny na drodze, którą wzięły. Miejscami popękany, a pomiędzy drzewami nie było widać nikogo, ani niczego. Stara Tacoma radziła sobie bez większych problemów, choć jej silnik pracował trochę głośniej niż zwykle. Delacroix znała ten samochód wystarczająco dobrze, żeby rozpoznać, kiedy coś brzmiało inaczej, ale uznała, że skoro do tej pory nic się nie działo, nie ma sensu się tym przejmować. Dopiero kiedy przy kolejnym zakręcie silnik zakaszlał, szarpnął i nagle stracił moc, uniosła brwi. Samochód zwolnił niemal natychmiast, a po chwili zatrzymał się zupełnie na środku pustej drogi. Mona przez kilka sekund siedziała bez ruchu, z dłońmi nadal opartymi na kierownicy, słuchając cichego tykania silnika. Spojrzała przed siebie, potem na deskę rozdzielczą, jakby sama siłą woli mogła przekonać wszystkie kontrolki, żeby przestały właśnie sugerować, że ich spontaniczny wypad przybrał nieco bardziej spontaniczny obrót, niż planowała. Wygięła usta w delikatnym grymasie.
– No świetnie. – mruknęła w końcu, po czym przekręciła kluczyk jeszcze raz, licząc na cud. Tacoma odpowiedziała jej krótkim, pozbawionym entuzjazmu zakręceniem rozrusznika i niczym więcej. Chyba właśnie czekało ich siedzenie w lesie zamiast na klifach.


pixie fontaine
ODPOWIEDZ

Wróć do „Scarborough Bluffs”