ODPOWIEDZ
27 y/o
Mark your calendar for Canada Day
170 cm
Specjalistka ds. marketingu w Ironcrest Development
Awatar użytkownika
So just take it slow
'Cause I'm scared to let go
And my heart is struggling
Not to get hurt again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kawa i ciastko, które Lucien i Zoya kupili jej po drodze, w ogóle jej nie pomogły. Jeszcze w aucie na tylnym siedzeniu wygrzebała ze swojej torebeczki oba telefony i oddała Zoi ten jej, z nadzieją, że nie zalała ich za bardzo, żeby nadal miały kontakt ze światem.
Chociaż z drugiej strony… nadal uważała, że nie miała po co do Toronto wracać. Pamiętała rozmowę telefoniczną z Ree, w której wspominała mu, że zamierza tu zostać, ale nie zamierzała dłużej zatrzymywać na tym myśli w obawie przed zalęgnięciem się w niej wyrzutów sumienia. Nie, nie, nie mogła do nich dopuścić.
— W razie, jakby dzwonił Ree, pod żadnym pozorem nie odbieraj. Nie mam ochoty ani go słyszeć, ani widzieć. Nigdy więcej — zastrzegła Zoi, kiedy dotarły do swojego pokoju hotelowego.
Była tak zmęczona, że musiała zdrzemnąć się jeszcze trochę, dlatego jak stała, tak rzuciła się na łóżko i szybko zasnęła, śniąc o wydarzeniach z poprzedniej nocy.

Wejście na tor od strony padoku było fascynującym przeżyciem nawet dla Ady. Ubrana w czarną mini sukienkę i klapki od Luciena, z wejściówką przewieszoną przez szyję i ciemnymi okularami, które podwędziła z auta mężczyzny, prezentowała się wręcz nienagannie. I tak właśnie zamierzała się trzymać przez całe popołudnie.
Na miejscu było już naprawdę sporo osób, ale udało im się znaleźć miejsce na lunch przed kwalifikacjami. Kuchnia serwowała włoskie dania, z których oczywiście musiała spróbować carbonary, którą popijały, dla odmiany, białym winem w myśl zasady — czym się strułeś, tym się lecz. A przynajmniej tak właśnie planowała czynić Adeline, której już pierwsze łyki powoli zaczęły uśmierzać frustrujący ból głowy.
— Brakowało mi dobrego makaronu, tym w Toronto zawsze czegoś brakuje — westchnęła przeciągle, wkładając sobie kolejną porcję jedzenia do buzi. — Pewnie towarzystwa Włochów — zauważyła zaraz, przesuwając spojrzeniem po przechodzącym obok przystojniaku. Popatrzeć przecież mogła zawsze. — Nigdzie nie smakuje tak dobrze, jak tutaj. Tak samo, jak wino — uśmiechnęła się łobuzersko w jej stronę i upiła kolejny łyczek, czując, jak na nowo zaczyna się rozluźniać.
— Muszę przyznać, że zajebiście trafiłaś z Lucienem. Przypadkiem, bo przypadkiem, ale w gruncie rzeczy powinnaś być wdzięczna losowi za tamten incydent — powiedziała beztroskim głosem, nakładając sobie kolejną porcję makaronu na widelec. Obecnie żałowała tylko tyle, że już się kończył, bo miała ochotę na więcej. Tego dnia czuła ogromną gastrofazę.
Późno dotarły na miejsce, więc zdążyły jedynie rozeznać się pobieżnie po obiekcie i zwrócić uwagę na to, gdzie był garaż Spencera, ale jeszcze nie zdążyły go spotkać. Tymczasem czas uciekał i ludzie zaczynali opuszczać restaurację i kierować się na balkony, skąd rozciągał się widok na garaże, z których kierowcy zaraz mieli wyjeżdżać na pierwsze pomiary.
Co prawda, Adeline nie miała takiego parcia na oglądanie kwalifikacji, ale widząc minę Zoi i jej zniecierpliwienie, przewróciła z rozbawieniem oczami.
— No dobra, już dobra, idziemy — uległa pod wpływem Zoi, w pośpiechu dojadając swój makaron, by zaraz złapać za kieliszek wina i pomknąć za przyjaciółką na taras. Na szczęście ich naturalny urok sprawił, że udało im się przedostać do barierek, skąd mogły już podziwiać całą okolicę i auta na dole, przygotowujące się do startu.
— Który numer ma Spencer? — zapytała, zakładając na nos jego okulary.

Zoya Weasley
25 y/o
Welkom in Canada
168 cm
mała jędza klinika weterynaryjna
Awatar użytkownika
Skaczę sobie z kwiatka na kwiatek.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ostrożnie odebrała telefon od Adeline, przy czym spojrzała na nią z podejrzliwym wyrazem twarzy, mając wrażenie, że wydarzyło się coś jeszcze. Zaraz mimowolnie zerknęła na ekran i wielce zdziwił ją widok dwudziestu nieodebranych połączeń od Reecea oraz jednej, krótkiej wiadomości z pytaniem, czy jego siostra wyszła już z komisariatu i czy wszystko było z nią w porządku.
Wtedy jeszcze raz spojrzała na dziewczynę, która w idealnym momencie rzuciła się na łóżko. Dzięki temu Zoya mogła niepostrzeżenie, wbrew wcześniejszemu nakazowi rudowłosej, skontaktować się z mężczyzną.
Tak naprawdę nie chciała z nim rozmawiać, jednak na tyle, na ile zdążyła poznać Reecea, miała wrażenie, że przy takiej gorliwości byłby zdolny zjawić się w Misano i popsuć im resztę urlopu. Nie lubiła t y p a, więc logicznie ich rozmowa brzmiała sztywno ioraz ograniczyła się do wymuszonych uprzejmości.
Być może Murray nie powiedział, co dokładnie się wydarzyło, choć na samo wspomnienie o tym, że Adeline dzwoniła do niego z komisariatu, Zoya dopowiedziała sobie resztę historii. Ostatecznie zapewniła go, że sytuacja została opanowana, nie musi się martwić i powinien sie odpierwiastkować.
Wtedy usłyszała, że obie były jebnięte i świetnie się dobrały, a połączenie momentalnie się zakończyło.

Ubrała koszulkę od Luciena oraz krótkie spodenki. Gdzieś po drodze udało jej się kupić turkusową czapkę Mercedesa, którą z demonstracyjną dumą wsunęła na głowę i zamierzała nie ściągać jej przez resztę dnia. Zoi udzielił się dziwny nastrój wszechobecnej fascynacji, którą zdawali się emanować wszyscy dookoła, więc sama z coraz większą ekscytacją rozglądnęła się po padoku.
W restauracji wysłuchała wywodu Adeline dotyczącego włoskiej kuchni i samych Włochów. Śmiejąc się nad talerzem neapolitańskiego spaghetti, potaknęła w zgodzie. Potem, podobnie jak przyjaciółka, sięgnęła po kieliszek wina.
— Stop — Nagle wyciągnęła rękę i pomachała rudowłosej palcem przed oczami. — W tym momencie to akurat ty powinnaś być wdzięczna losowi za ten mój incydent — poprawiła Adeline, spoglądając na nią w bardzo, ale to bardzo wymowny sposób, po czym znowu złapała za widelec i zaczęła dłubać w makaronie. — Gdybyśmy go nie spotkały, prawdopodobnie musiałabym dzwonić do twojego ojca. Nawet nie wiem, ile wynosiła kaucja, ale miałaś trzy zarzuty, Ade. — Wzięła ostatni kęs dania, a następnie przysunęła miskę do przyjaciółki. Doskonale pamiętała, że po tak ekscentrycznych, zakrapianych nocach dopadała ją gastrofaza.
Gdyby nie Lucien, to Thomas Covington byłby ich ostatnią deską ratunku i Zoya nie była pewna, czy Adeline rzeczywiście zdawała sobie z tego sprawę.
Ciekawsko rozglądała się dookoła. Ale nie tyle interesowały ją przechodzodzące osoby i obiekty za oknem, co sama możliwość spotkania Luciena. Nigdzie go jednak nie zauważyła, więc co jakiś czas głośno sobie wzdychała. Nic więc dziwnego, że kiedy rozpoczęły się kwalifikacje, zaczęła posyłać przyjaciółce pośpieszające spojrzenia.

Stojąc już przy barierce, wychyliła się, aby lepiej widzieć, choć w żaden sposób nie zwiększyło to jej pola. Pomimo tego z łatwością złapała spojrzeniem samochód Luciena i czując szumiące we krwi zdenerwowanie, mocno zacisnęła palce na ogrodzeniu.
— Mów o nim Lucien. Nie po nazwisku, Clem — zaśmiała się, ale nawet na chwile nie oderwała wzroku od linii startu. Zaraz uniosła dłoń i wskazała na cyfrę na swojej nowej czapce. — 41.
Rząd samochodów gwałtownie ruszył. Wyrwali do przodu przy niesamowitym huku, na którego dźwięk Zoya, aż spięla ramiona. Mimo tego szarpnęła głową w stronę dalszej części toru i patrzyła tak długo, aż auta zniknęły za pierwszym zakrętem. Dopiero wtedy zwróciła się w stronę Adeline, choć jej serce łomotało z ekscytacji.
— Postanowiłaś coś z Sullivanem? — zaczęła ostrożnie. Odkąd wylądowały, tak naprawdę nie miały okazji porozmawiać. Urlop niedługo dobiegał końca, więc obie musiały zacząć podejmować jakiekolwiek decyzje, aby ruszyć dalej.

Adeline Covington
Pola
Sprawdź moje granice rozsądku.
27 y/o
Mark your calendar for Canada Day
170 cm
Specjalistka ds. marketingu w Ironcrest Development
Awatar użytkownika
So just take it slow
'Cause I'm scared to let go
And my heart is struggling
Not to get hurt again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Lucien zdecydowanie trafił im się w odpowiednim momencie ich włoskich wybryków. Pojawił się znikąd, ale skoro Zoya jakoś szczególnie przeciwko temu nie protestowała przy niej to Adeline postanowiła przyjąć jego obecność za coś w miarę naturalnego.
— No i jestem wdzięczna. Ale do łóżka to chyba ty powinnaś z nim iść, nie ja? — uniosła wyżej brew trochę niepewna tego, czego właściwie brunetka od niej oczekiwała. Ona w ramach wdzięczności wykonywała różne ciekawe rzeczy, w związkach było to dla niej całkowicie normalne, ale no… przespanie się z obiektem (nie)zainteresowań swojej przyjaciółki było trochę nie na miejscu. — I od razu uprzedzam — to, że byłaś z nim zeszłej nocy w jednym łóżku, w ogóle się nie liczy, bo wcale okazji nie wykorzystałaś — wtrąciła, zanim Zoya zdążyła odpowiedzieć, po czym bez skrępowania sięgnęła widelcem do jej miski, gdy ta podzieliła się z nią swoją porcją. Akurat tyle zdążyła z niej wydobyć tuż przed przybyciem na tor. Wzmianka o jej ojcu sprawiła, że mimowolnie się skrzywiła. — Mogłaś wybrać jeszcze Ree. Chociaż jemu akurat powinno być na rękę, że wylądowałam w celi — przewróciła oczami bez większej refleksji nad tym, co stało za połączeniami i smsami, które otrzymała. — Poza tym, powinnaś się cieszyć, że nie pojechałaś tam w radiowozie razem ze mną, tylko zostałaś z Lucienem. I z a t o też powinnaś mu się odwdzięczyć — zauważyła, posyłając jej wymowne spojrzenie znad swojego talerza.
Nie chciała wiedzieć, jak bardzo zmartwiła Reece’a. O wiele łatwiej było jej uważać, że był takim samym egoistą, za jakiego miała go od zawsze. Transfuzja krwi? Pff, zrobił to tylko po to, żeby mieć kartę przetargową i móc ugodzić w momencie, w którym najmniej się tego spodziewała. Nie chciała w tej chwili brać nawet pod uwagę możliwości, że jej założenia mogły być kompletnie nietrafione.
Wolała więc szybko zmienić temat z siebie na Zoyę. Ciemnowłosa o jej relacji z Lucienem nie zdążyła się jeszcze wypowiedzieć, rzucając Ade jakimiś ogólnikami, ale ta nie zamierzała już wyłącznie na to przytakiwać. Potrzebowała szczegółów, które mogłyby zająć jej umysł od własnych, wciąż nierozwiązanych problemów.

Rudowłosa była na takich wyścigach po raz pierwszy. Kompletnie nie znała zasad panujących podczas dnia mistrzostw, ale starała się dostosować, naturalnie kibicując jedynemu kierowcy, którego znała, choć wciąż było to zbyt mało trafne określenie. Właściwie powinna rzec — który miał na tyle dobre serce, żeby wpłacić za nią kaucję i wyciągnąć ją z więzienia. Ją, kobietę, która zupełnie nic dla niego nie znaczyła. Dlatego logicznym było, że wykazując się takim gestem, zrobił to wyłącznie dla Zoi.
— Bo po nazwisku to po pysku? — odparła z rozbawieniem, ale zaraz powędrowała wzrokiem na auto Luciena, chcąc śledzić jego poczynania na torze.
Ryk silników rozpędzających się aut był głośny, ale nie sprawiał Adeline takich problemów, jak się obawiała, za co zdecydowanie mogła dziękować kolejnej porcji alkoholu krążącego wartko w jej żyłach. Dzięki niemu czuła się wyśmienicie, jakby wcale nie przestała pić. Przy czym wolała nie myśleć o tym, co będzie, kiedy w końcu będzie musiała wrócić do rzeczywistości.
Myśl o niej powróciła jednak szybciej, niż się tego spodziewała, gdy tylko przyjaciółka rzuciła jedno imię.
— Nie prościej byłoby mi po prostu znaleźć sobie jakiegoś przystojnego Włocha i naprawdę tu zostać? — jęknęła w zamian, niepocieszona przebiegiem ich rozmowy, po czym podparła się przedramionami o barierkę, wyciągając tułów do tyłu. — Nie wiem, ja… — zawiesiła na chwilę głos, patrząc przed siebie bez konkretnego celu. — Nie chcę być postrzegana jako czyjaś kobieta, narzeczona czy żona, a obawiam się, że przy nim tak właśnie będzie. Ojciec mi nie daruje, jeśli nie wyjdę za kogoś o d p o w i e d n i e g o — po raz kolejny przewróciła oczami, akcentując ostatnie słowo — ale kto wie? Może to wcale nie jest mi pisane? Nie jestem już tą samą osobą, którą byłam dwa lata temu — wyznała w końcu z rozbrajającą szczerością, w którą na koniec wkradła się również nuta nostalgii.
Odnosiła wrażenie, że wcześniej jej życie miało jakiś kierunek, ale po tych wszystkich wydarzeniach życie zaczęło jej się sypać do tego stopnia, że sama już nie wiedziała, do czego zmierzała i czego chciała. Perspektywa powrotu do tego, co znała, była niesamowicie atrakcyjna, bo to zapewniało jej pewne bezpieczeństwo, ale czy rzeczywiście po jej wypadku i ogromnym rozczarowaniu Sully’m mogła dalej tak uznawać i łudzić się, że następnym razem już się nie zawiedzie? Nie miała pojęcia, czy powinna dać mu kolejną szansę. Ree pozostawał w tym temacie bezwzględny. Na domiar złego, wciąż pozostawała kwestia ciąży, której jeszcze nie zdążyła z Sullivanem poruszyć. Bała się tego i częściowo właśnie dlatego postanowiła od tego uciec. Aż do włoskiego Misano.
W tym czasie pierwsze samochody zdążyły przekroczyć linię mety i od tej pory zaczęły się prawdziwe pomiary okrążeń. Prawdziwy wyścig z czasem o zdobycie dobrych miejsc na późniejszym starcie.
Adeline upiła ostatnie łyki wina w kieliszku, a następnie wyprostowała się i skinęła głową na Zoyę, żeby weszły do środka. Tam na ogromnym ekranie mogły obserwować transmisję na żywo.
— Dobra, to teraz opowiadaj. Co się dzieje między Tobą a Lucienem? — zagadnęła, przysiadając na wolnej kanapie i spojrzała na ekran.
Według widniejącej na nim listy kierowców mężczyzna jak na razie wykręcił całkiem dobry czas, ale wciąż pozostawało jeszcze dobre kilkanaście minut do końca. Najbardziej szalone było dla niej to, że o wszystkim decydowały setne sekundy.
Zaraz odwróciła spojrzenie na Zoyę z zaintrygowaniem, ale i należytą dla tematu łagodnością. To nie była zwykła ciekawość — naprawdę troszczyła się o życie miłosne przyjaciółki.

Zoya Weasley
25 y/o
Welkom in Canada
168 cm
mała jędza klinika weterynaryjna
Awatar użytkownika
Skaczę sobie z kwiatka na kwiatek.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Za dużo czasu spędziłaś z prostytutką w celi. Seks to nie jest żadna waluta, Clem — zauważyła odrobinę rozbawiona i jednocześnie z dezaprobatą pokręciła głową.
Gdyby wszystko było takie proste, rzeczywiście mogłaby w ramach wdzięczności przelecieć Luciena. Problem w tym, że odkąd się zbliżyli i u Zoi w grę zaczęły wchodzić jakieś dziwne emocje, nie potrafiłaby potraktować go w tak przedmiotowy sposób. A przynajmniej nie na zasadach, na których funkcjonowała podczas uprawiania one night stand. W tym przypadku czuła się bardziej zablokowana.
— Nie chciałam kontaktować się z Reecem po tym, jak się pokłóciliście — odpowiedziała zgodnie z prawdą, choć z drugiej strony czuła się trochę jak zdrajczyni, skoro ostatecznie zdecydowała się do niego oddzwonić i przynajmniej poinformować, że Adeline była cała i zdrowa. — Akurat za noc z Lucienem powinnam skopać ci dupę. To nie było nic komfortowego. Chciałam się od niego odciąć, Clem, a tymczasem musiałam znosić jego towarzystwo, bo byłaś zamknięta. — Wymownie spojrzała na przyjaciółkę.
Zoya najwyrazniej starała się przekonać zarówno ją, jak i samą siebie, że mówiła prawdę; że czas spędzony z Lucienem wcale nie był dobry i przyniósł kolejną dawkę komplikacji. W końcu na znak, że sama w to nie uwierzyła, głośno westchnęła. Zaraz sięgnęła po wino i ponownie upiła łyk. Przed snem zdążyli wyjaśnić sobie kilka kwestii związanych z rozstaniem, co tak naprawdę pomogło Zoyce uporać się z wyrzutami.
To było dobre.


— Nie o to chodzi. Spencer brzmi dla mnie obco. To po prostu Lucien — odpowiedziała ogólnikowo, po czym machnęła ręką. Podobnie jak Adeline, nie znała zresztą zasad wyścigów. Wiedziała tylko, zresztą całkiem logicznie, że wygrywał ten, kto uzyskał najlepszy czas.
Kiedy auta zniknęły z linii mety, Zoya przeniosła wzrok z twarzy rudowłosej na kieliszek, który ta pieczołowicie trzymała w dłoni. Aż dziwne, że po tych wszystkich nocnych i niewyobrażalnych przebojach miała jeszcze siłę, aby pić. Jej osobiście przelewało się w brzuchu.
— Zostawiłabyś mnie w Toronto? Mnie i f i r m ę? — zapytała z lekkim, acz wyraźnie słyszalnym wyrzutem. Wszystko wskazywało na to, że sprawa z Sullivanem nadal była dla Adeline trudnym tematem, ale zdaniem Zoyi nadszedł już czas, aby powoli go poruszyć. — Przede wszystkim musisz postępować tak, abyś czuła się szczęśliwa, Clem. Nikt nie przeżyje tego życia za ciebie, a jeżeli nie czujesz się gotowa na związek, to ani Sully, ani tym bardziej stary Thomas nie mają prawa cię do niego zmuszać — powiedziała, starając się zabrzmieć pokrzepiająco. Potem delikatnie dotknęła ramienia Ade i podobnie jak ona, oparła się o barierkę.
Rozumiała rozterki, które nią targały oraz się z nimi wątpliwości. Tym bardziej uważała, że Adeline nie powinna podejmować decyzji na podstawie cudzych oczekiwań.
— Zmieniłaś się — zauważyła. — Wszyscy się zmienili. I nawet jeżeli dla Sullivana czas wciąż stał w miejscu, to nie popadajmy w obłęd. Masz prawo iść dalej, sama. Albo masz prawo zastanawiać się nad wszystkim tak długo jak chcesz. Niech on sobie teraz poczeka. — Zoya wzruszyła ramionami.
Miała nadzieję, że dziewczyna zrozumiała, co miała na myśli. Nie chciała, aby przez wzgląd na jej przeszłą relację z Sullym, która tak naprawdę rozsypała się przez tę całą intrygę, czuła się w jakikolwiek sposób zobowiązana. W dodatku wciąż mieli między sobą niewyjaśnione kwestie, jak chociażby sprawę ciąży, która również budziła sporo wątpliwości. Zniknął, kiedy Ade najbardziej go potrzebowała, a to było godne pożałowania i to niezależnie od powodów jakie nim kierowały.
Wokoło rozbrzmiał się ryk silników, więc Zoya pośpiesznie się wyprostowała, bo auta rozpoczynały kolejne okrążenie. Intuicyjnie wspięła się na palce i wyciągnęła szyję, próbując wypatrzyć samochód Luciena. Był trzeci, na co z ekscytacją przygryzła wargę.
Wewnątrz budynku czuć było emocje. Ludzie z ogromnym zaanażowaniem oglądali przebieg wyścigu oraz debatowali na temat kierowców. Kilka razy było im dane usłyszeć wzmianki o Lucienie, choć Zoya zauważyła, że miał tyle samo fanów, co krytyków. Najwięcej pochwał zbierał - jak przystało na miejsce - jego włoski rywal.
— Znasz większość historii naszego poznania się, więc... — Niby obojętnie wzruszyła ramionami, kiedy przysiadły na obszernej kanapie. — Tak naprawdę nie chciałam się z nim więcej spotykać, bo było mi wstyd za tę odwalankę z ciążą. Chyba za mocno uderzyło mi do głowy, że gdyby to się wydało, miałby kłopoty i mam wrażenie, że nie widziałam niczego poza tym. — Zoya po raz pierwszy zdecydowała się powiedzieć o tym na głos i naprawdę coraz mocniej rozumiała, jak głupio się zachowała. Zmieliła nerwowo ślinę. — W nocy trochę się pokłóciliśmy. Trochę sobie wyjaśniliśmy, ale chciałabym spotkać się z nim w Toronto i... nie wiem... porozmawiać jeszcze raz na spokojnie? — rzuciła retorycznie, po czym cmoknęła i jakby chcąc rozładować napięcie, które się w niej zaczęło gromadzic, uderzyła Adeline w ramię. — I podziękować za ratunek jednej rudej zołzy!

Adeline Covington
Pola
Sprawdź moje granice rozsądku.
27 y/o
Mark your calendar for Canada Day
170 cm
Specjalistka ds. marketingu w Ironcrest Development
Awatar użytkownika
So just take it slow
'Cause I'm scared to let go
And my heart is struggling
Not to get hurt again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Ejejej, trochę tolerancji dla osób pracujących. To jedna z najstarszych profesji na świecie! — obrzuciła Zoyę trochę krytycznym spojrzeniem, ale uśmiech igrający w kącikach jej ust zdradzał rozbawienie.
Może seks nie był walutą i nie musiały odwdzięczać się Lucienowi nocą w zamian za kilka tysięcy euro (chociaż Ade uważała, że Weasley zdecydowanie by nie wzgardził), ale rudowłosa nadal obstawała przy tym, że wynagradzał pewne niedogodności. Nie pomyślała jednak, że jej przyjaciółka żywiła do niego jakieś bliżej niezidentyfikowane uczucia, które mogłyby przeszkodzić jej w czerpaniu z tego przyjemności bez wyrzutów sumienia. Mogła się jedynie domyślać, że było to znacznie bardziej skomplikowane, niż Zoya chciała to przed nią przyznać.
— Masz rację. Nie można na niego liczyć — skwitowała, marszcząc przy tym nos z dezaprobatą. Nie dopuszczała do siebie w tym momencie myśli, jak bardzo była niesprawiedliwa, kiedy w jej głowie nadal pobrzmiewało każde z jego dotkliwych oskarżeń, o których wolała teraz zapomnieć. Kolejną osobą, która mogłaby jej pomóc, był Sullivan, ale… też nie miała pewności, czy chciałaby mieć u niego dług. — Mimo wszystko cieszę się, że to twój kolega mi pomógł i nie musiałam prosić się o pomoc nikogo z mojego kręgu. To powinien być tylko mój problem — uznała po chwili, uznając proszenie się za kolejną formę kompromitacji. Była dorosłą kobietą, a taka sytuacja świadczyłaby wyłącznie o braku dojrzałości. O ile nie wstydziła się być sobą przed Zoyą, tak obawiała się reakcji innych.
Nie była wystarczająco dobra.
— Jest nieznośnie uprzejmy, co? — obdarzyła ją powątpiewającym spojrzeniem, bo osobiście nie sądziła, że Zoi wydarzyła się taka straszna krzywda. Weasley miała gorszych byłych, a przecież była świetną, naprawdę wartościową dziewczyną.
Może Adeline nie znała zbyt dobrze Luciena, ale w y d a w a ł s i ę całkiem w porządku. Przyjaciółka ewidentnie wyolbrzymiała.

Na jej wytłumaczenie w kwestii imienia pokiwała tylko z wolna głową, ostatecznie nie wnikając w szczegóły i przyjmując do świadomości formę jego imienia. Skoro tak było jej wygodniej to nie czuła potrzeby się z nią spierać.
— Wybaczyłabyś mi to. W zamian za darmowy nocleg w mojej śródziemnomorskiej willi — wzruszyła niedbale ramieniem i uśmiechnęła się leniwie, wyobrażając sobie ten obraz. — A firma? Niech Thomas i Ree się o nią martwią. Ja zaczynam mieć tego dość — uznała zaraz obojętnym tonem, nieznaczne westchnięcie zagłuszając kolejnym łykiem wina.
Nie kłamała. Naprawdę czuła się coraz bardziej obciążona psychicznie tym, że nie potrafiła zadowolić jedynej osoby, na której zdaniu zawsze jej zależało i… chyba nadeszła najwyższa pora odpuścić. Życie było zbyt krótkie, żeby podporządkowywać się czemuś, co nie miało żadnej przyszłości.
Podobną presję odczuwała, kiedy myślała o Sullivanie. Może chciał dobrze. Może to ona zachłysnęła się świadomością, że była przez niego doceniana… w tym momencie. Chciał ją zdobyć, ale nie miała przecież żadnej pewności, że kiedy wydarzy się coś nieoczekiwanego, nie uniesie się znów honorem i nie zostawi jej na pastwę losu. Tu nie chodziło o gotowość na związek, tylko na gotowość ponownego zaufania tej samej osobie, która ją skrzywdziła. Ile razy można było wchodzić do tej samej rzeki, jeśli znało się jej zdradliwe wody? Adeline nie umiała pływać.
— Nie obawiam się związku. Obawiam się, że poza nim niczego w życiu nie osiągnę — wyznała po chwili namysłu, brzmiąc, o dziwo, spokojnie. — Chciałabym najpierw pokazać swoją wartość, zanim zostanie ona przysłonięta przez mężczyznę u mojego boku — dodała. I choć ostatnie wydarzenia nieco zatuszowały jej trzeźwy osąd swojej osoby, tak wiedziała, że koniec końców była bardzo inteligentną, zdolną kobietą, która świetnie radziła sobie w firmie. Ale to nie był jedyny jej talent.
Mówiła szczerze, bo wiedziała, że Zoya chciała dla niej dobrze i próbowała jej pomóc w rozterkach na tyle, ile potrafiła. Dlatego zarówno na jej pokrzepiający gest dotknięcia ramienia, jak i następne słowa uśmiechnęła się delikatnie, po czym pokiwała zgodnie głową.
— Nie jestem sama. Ani samotna. Mam jeszcze ciebie — poprawiła ją, pukając ją ramieniem o ramię i ostatecznie mrugając do niej z szerokim uśmiechem.
Na Zoyę mogła liczyć i to często trzymało ją na powierzchni. Patrząc na to w ten sposób, nie potrzebowała faceta na stałe. Miała przyjaciółkę, której ślubowała, że w domu starości będą miały pokoje obok siebie. To jej w zupełności wystarczyło.

Po wejściu do środka kanapa okazała się bardzo wygodnym miejscem do obserwowania wyścigu i rozmowy na temat znacznie dla rudowłosej ważniejszy. Ona zdawała sobie sprawę, czemu wyjechała aż do Włoch, w ogóle nie licząc się z kłopotami i świadomie odwlekając w czasie podjęcie pewnych decyzji., których moment nieubłaganie nadchodził. Zoya natomiast uciekała przed czymś, co ostatecznie napotkała na miejscu. Musiała więc zmierzyć się z tym wcześniej, niż zakładała. Ade musiała upewnić się, że przyjaciółka sobie z tym poradzi.
— Tak bardzo zależało ci na jego przyszłości, że postanowiłaś się odciąć? — zapytała, próbując lepiej zrozumieć powody, dla których Zoya postąpiła tak, a nie inaczej. — Przyjechał po ciebie pod klinikę, więc chyba liczył się z konsekwencjami swoich czynów? — uniosła wyżej brew, myśląc na głos. Nie krytykowała przyjaciółki i nie starała się stawać po konkretnej stronie, a jedynie zwrócić uwagę na pewne aspekty, które mogły ciemnowłosej umknąć. Nie każdy facet, który miał przed sobą tak świetlaną przyszłość, zgadzał się na takie szaleństwo. A już tym bardziej nie każdy biegał za laską po mieście przed kolejnym wyścigiem.
Czując uderzenie w ramię, parsknęła śmiechem. — No tak, to jest zawsze dobry pretekst do rozmowy. Nie musisz mi dziękować — uśmiechnęła się do niej uroczo, trzepocząc wymownie rzęsami, jakby to, że znalazła się tej nocy w areszcie, było dla niej drobnostką i służyło do pomocy Zoi w wyrwaniu mężczyzny.
Kolejne sekundy upływały w zatrważającym tempie, przeradzając się w minuty, wywołując presję wśród kierowców i napięcie wśród gapiów przed ekranami. Sesja kwalifikacyjna dla niektórych nie wyglądała na czystą, co budziło ogólne emocje. Ostatnie minuty były jednak rozstrzygające.
I właśnie na ostatnim okrążeniu Adeline udzieliła się atmosfera i mimowolnie spięła się, oglądając w napięciu wyścig z czasem oraz czarno turkusowy samochód przecinający kolejne zakręty. W pewnym momencie z jednego z nich wyjechał za szeroko, zahaczając kołem o żwir, co wywołało powszechny pomruk dezaprobaty. Sama rudowłosa skrzywiła się na komentarze rozmówców obok, że Lucien przestrzelił zakręt. Z wypiekami na twarzach oglądała ogólną klasyfikację i spadającą pozycję Spencera w chwili, gdy po czasie następne, szybsze auta przekraczały linię mety. Jego nazwisko zatrzymało się dopiero na P9.
— Myślisz, że to przez nas? — zapytała Zoyę z rosnącymi wyrzutami sumienia i przygryzła zaniepokojona wargę. Bo tak, nie była człowiekiem bez serca i… teraz było jej szalenie głupio, że przyczyniła się do słabej formy kierowcy.

Zoya Weasley
25 y/o
Welkom in Canada
168 cm
mała jędza klinika weterynaryjna
Awatar użytkownika
Skaczę sobie z kwiatka na kwiatek.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zaśmiała się niekontrolowanie na wzmiankę o tolerancji dla osób pracujących, po czym potaknęła, chociaż Adeline na pewno wiedziała, że nie do końca się z nią w tej kwestii zgodziła.
Zoya nie była aż tak wylewna, aby dzielić się z przyjaciółką wszystkimi emocjami. Zwłaszcza że sama nie rozumiała swoich uczuć wobec Luciena; nie rozumiała również, dlaczego tak bardzo, przez narastający w niej w s t y d, bała się ich ponownego spotkania. Teraz wydawało jej się to absurdalne i ostatecznie cieszyła się, że mieli to już za sobą. Fakt, wszystko przebiegło w dosyć burzliwej atmosferze, ale przynajmniej mogli albo nie pójść dalej.
— Twój problem brzmi bardzo egoistycznie, Clem — zauważyła Zoya, jednocześnie wymownie unosząc jedną brew, po czym uśmiechnęła się zadziornie. — Przecież wciągnęłaś w to całe Misano! — rzuciła ubawiona wczorajszymi wybrykami rudowłosej. W nocy może i nie było jej tak do śmiechu, ale teraz czuła się już na tyle odprężona, że mogła swobodnie o tym wspominać. Zaraz jednak ułożyła usta w podkówkę. — Jest aż za bardzo uprzejmy. Nie przywykłam do takiego traktowania.
Nie uwierzyła w ten frywolny ton Adeline (nawet jeżeli mówiła prawdę), którym przyjaciółka oświadczyła, że jej ojciec i brat mogą sami zająć się firmą. W końcu Clem poświęciła Ironcrest Development znaczną część swojego życia; praktycznie całą młodość. Czy naprawdę byłaby skłonna odciąć się od tego wszystkiego? Zoya nie wiedziała, więc po prostu westchnęła i przekrzywiła głowę, przyglądając się rudowłosej bardziej uważnie.
— Hmm... — Zastanowiła się przez chwilę i nawet skrzyżowała ramiona, po czym potaknęła. — Adeline... ale na dobrą sprawę jedno nie wyklucza drugiego. To, co powiedziałaś, to tylko pogląd twojego ojca. Tylko on widzi w twoim potencjalnym partnerze jakieś profity. Nie zachowuj się tak, jakbyś musiała zasłużyć osiągnięciami na miłość. Znajdź sobie takiego mężczyznę, który może nie pomoże ci wspiąć się na szczyt, ale zmotywuje cię, abyś zrobiła to sama — zasugerowała ostrożnie, acz z delikatnym, pokrzezpiającym uśmiechem.
Zoya nie wiedziała jak to jest pracować w korporacji i posiadać ojca, który miał sztywno wpojony patriarchat. Nikt nigdy nie podcinał jej wartości tylko dlatego, że była kobietą. Nikt nigdy nie wmawiał jej, że do czegoś się nie nadawała ze względu na płeć ani nie oczekiwał, że wyjdzie za mężczyznę, który przyniesie rodzinie dodatkową renomę.
Zoya Weasley była skromna i nie borykała się z takimi problemami jak Adeline, dlatego tym bardziej próbowała jej wytłumaczyć, że wcale nie musiała być zagorzałą feministką i że poza Thomasem inni ludzie nie postrzegaliby jej wartości przez pryzmat związku.
— A ja nigdzie się nie ruszam — Ochoczo w podobnym geście puknęła ramieniem w ramię Adeline.

,,Zoya natomiast uciekała przed czymś, co ostatecznie napotkała na miejscu”. Lepiej nie potrafiłaby tego ująć.
— Przestraszyłam się — wydusiła w końcu i nabrała głębokiego wdechu. — I właśnie dlatego to zrobiłam. Nawet jeżeli Lucien liczył się z konsekwencjami, wciąż był osobą, która w tej całej historii mogła stracić najwięcej. Co miałabym mu zaoferować, gdyby padł ofiarą mediów? Nic, Ade. Kompletnie nic nie mam. — Urwała na moment, aby przełknąć ślinę. — Nie wiem nawet, co czuję.
Może i nie każdy facet miał przed sobą świetlaną przyszłość, ale Lucien Spencer ją miał, dlatego nie potrafiła mierzyć go tą samą miarą. Chyba była masochistką, bo odnosiła wrażenie, że łatwiej przychodziło jej zbliżanie się do mężczyzn, którzy ją odpychali. Ci natomiast, którzy ewidentnie okazywali jej zainteresowanie, wzbudzali w Zoyi silne hamulce, jakby podświadomie obawiała się do nich przywiązać.
Chyba pod tym względem też była zagorzałą feministką. Podobnie jak Ade zbyt dobitnie usiłowała udowodnić, że świetnie radziła sobie s a m a. I kiedy w końcu miała chwilę, aby spokojnie to przeanalizować, właśnie tak zaczynała siebie postrzegać.
Widząc uroczy uśmiech Adeline, mimowolnie zmarszczyła nos z niezadowoleniem. Oczywiście, że pretekst do spotkania z Lucienem był dobry i oczywiście zamierzała z niego skorzystać, choć chciałaby go zobaczyć i bez tego. Nie mogła uwierzyć, że rudowłosa tak frywolnie podchodziła do całej sprawy i wręcz stroiła sobie żarty. Aż prychnęła ni to zaskoczona, ni rozbawiona, kiedy tamta zatrzepotała rzęsami, po czym ponownie skupiła wzrok na ekranie.
Tam interesował ją t y l k o Lucien. Na przemian unosiła brwi, przygryzała policzek i zaciskała dłonie to na swoim, to na kolanie Adeline, kiedy kolejne okrążenia wydawały się bardziej emocjonujące od poprzednich. Ostatecznie nazwisko kierowcy, którmu tak zażarcie kibicowała spadło na dziewiątą pozycję, a komentarz przyjaciółki nagle wybił ją z pantałyku. Spojrzała na nią mechanicznie i zanim odpowiedziała, przez dłuższą chwilę taksowała wzrokiem jej jasne oczy.
— Oczywiście, że to nasza wina — odpowiedziała w końcu z wyrzutem. Zaraz energicznie podniosła się z kanapy i podparła rękami biodra — Na pewno jest zmęczony. Niewiele spał. Chodź. Musimy go zagrzać do walki — dodała, po czym klepnęła przyjaciółkę w udo, dając jej tym samym do zrozumienia, aby wstała i podążyła za nią.
Wyszły na zewnątrz. Zoya od razu zaczęła przeczesywać wzrokiem tłum i ciągle zerkała w kolejne skupiska ludzi. W końcu zauważyła Luciena. Stał kawałek dalej, otoczony grupką kobiet. Jedna po drugiej prosiły go o zdjęcie, autograf oraz krótką rozmowę. Widząc to Zoya zwolniła, wskazała go palcem Adeline i wymownie skinęła do niej głową.
Poczekały, aż ostatnia z fanek pożegnała się z Lucienem. Kiedy wokół mężczyzny wreszcie zrobiło się już luźniej, szturchnęła Adeline łokciem w ramię, dając jej tym samym znak, aby podjęła podobną grę aktorską.
— Lucien! Lucien! Lucien Spencer! — zawołała radośnie, jak prawdziwa, podekscytowana pato-fanka, kierując się w jego stronę z olbrzymim uśmiechem oraz z iskrami w oczach.
Nie wiedziała, czy rzeczywiście w ten sposób go wesprą. Ani czy zainspirują go na tyle, aby postarał się trochę bardziej. Nie była nawet pewna, czy było to możliwe, ale rozmowa z Adeline bardzo ją otrzeźwiła i sprawiła, że z innej perspektywy spojrzała na intencje, którymi wobec niej kierował się Luciena.
Niespodziewanie zaczęła demonstracyjnie machać rękami i coraz szybciej pokonywała dzielący ich dystans. Zabawne, że do wczoraj samo spotkanie wywoływało w niej dyskomfort, a teraz przełamała w sobie wszystko, co przez ostatnie dni tak uparcie jej przeszkadzało. Ba, właśnie zamierzała przekroczyć k a ż d ą granice!
W końcu gwałtownie wybiła się do góry i nie zważając na innych ludzi ani potencjalne media, wskoczyła Lucienowi w ramiona. Prędko objęła go za szyję i mocno się do niego przytuliła.
— Bardzo mocno w ciebie wierzę — szepnęła mu do ucha, po czym pośpiesznie (aby nie kusić losu, hehe) zsunęła się na ziemię i z równą gorliwością ściągnęła sobie z głowy czapkę i podsunęła ją pod twarz mężczyzny. — Mogę prosić autograf? — Zaraz pociągnęła Adeline za nadgarstek, który również podetknęła Lucienowi. — Przyjaciółka też chce. Też ci bardzo kibicuje.


Moja ruda wiewióreczka
Pola
Sprawdź moje granice rozsądku.
27 y/o
Mark your calendar for Canada Day
170 cm
Specjalistka ds. marketingu w Ironcrest Development
Awatar użytkownika
So just take it slow
'Cause I'm scared to let go
And my heart is struggling
Not to get hurt again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Gdy usłyszała o wciągnięciu w swój problem całego Misano, aż parsknęła śmiechem, po czym przytaknęła zgodnie przyjaciółce. Nie miała czego się wypierać, Zoya jak nikt wiedziała, co działo się w trakcie ubiegłej nocy.
— I ja ci się nie dziwię, do tej pory umawiałaś się z samymi ćwokami — słusznie zauważyła w odpowiedzi na brak przywyknięcia Zoi do takiego w dupę uprzejmego traktowania.
Tymczasem Sullivan traktował Adeline jak księżniczkę. Co więcej, właśnie tak ją momentami określał, nawet podczas ostatniej randki, która miała być tylko niewinnym wyjściem, a zakończyła się niejednym skradzionym pocałunkiem. Z perspektywy czasu i z dala od problemów widziała jednak, że były to tylko pozory, w które chciałaby wierzyć. Tę samą księżniczkę przecież opuścił w kulminacyjnym momencie jej życia.
Niemal każda relacja, która coś dla niej znaczyła, prędzej czy później kończyła się odejściem tej drugiej strony. Chyba nie przetrwałaby, gdyby ponownie zawierzyła Hartleyowi i znowu została odrzucona w chwili, gdy na jej drodze pojawią się po raz kolejny kłopoty. A te najwyraźniej lubiły się jej trzymać.
Słuchała więc Zoi z uwagą, na koniec nieco się krzywiąc, bo coś w wypowiedzi przyjaciółki jej nie pasowało.
— Wieeem. Najlepiej znaleźć kogoś, z kim mogłabym iść ramię w ramię, razem podbijać świat, nie patrząc przy tym na innych, i podawać sobie pomocną dłoń przed kłodami, które rzuca pod nogi życie — udała rozmarzenie, by w następnej chwili westchnąć przeciągle. Znowu w jej głowie pojawił się zgrzyt. — Nie wiem, czy to jest właśnie to, czego oczekuję od życia. Chyba naprawdę wolę skupić się w tej chwili na sobie — przyznała po krótkiej chwili milczenia. — Właściwie… po co mi facet do szczęścia? Angażowanie się w związek kosztuje zbyt dużo energii. Może kupię sobie kota? — zastanowiła się na głos, biorąc tę możliwość pod uwagę na poważnie.
O ile też jej nie ucieknie.
Na szczęście, miała jeszcze Zoyę, która, jak rudowłosa miała nadzieję, zostanie przy niej na dobre i na złe, co potwierdziły jej następne słowa.

Pokiwała ze zrozumieniem głową. Strach potrafił doprowadzić każdą relację do ruiny. Z tego samego powodu Adeline również wyjechała do Włoch. Przestraszyła się.
— Ciekawa jestem, jak o n to widzi. Znając życie, też ma coś do powiedzenia — przyznała po namyśle. Nie chciała już dobijać ciemnowłosej faktem, że tak naprawdę po ucieczce z auta nawet nie pozwoliła mu dojść do głosu. Jednocześnie Clem cieszył fakt, że dziewczyna zdążyła przemyśleć trochę sprawę i wyjść do Luciena z propozycją wyjaśnienia choć części trapiących ją spraw. — Musicie porozmawiać. Przynajmniej po to, żeby dowiedzieć się, na czym w ogóle stoicie. Na stabilnym asfalcie — tu ruchem wskazała sugestywnie na tor — czy w grząskim błocie. Bo na razie wygląda to na błotko — ściągnęła usta w wąską linię i obdarzyła przyjaciółkę zatroskanym spojrzeniem. — Mnie też czeka rozmowa. I to niejedna — dodała, chcąc ją niejako pocieszyć, bo Adeline siedziała w większym bagnie.
Sprawy sercowe kobiet znacząco się różniły, ale miały wspólny mianownik — mężczyzn. Obie musiały poukładać sobie trochę w głowie i przygotować się mentalnie na to, co ich czekało po powrocie.
A teraz najważniejszy był doping ich wybawiciela. Gdy Zoya podniosła się z przejęciem z kanapy i wydała komendę, Covington posłusznie, z czającymi się w świadomości wyrzutami sumienia, powędrowała za przyjaciółką w stronę głównej alei.

Zoix
26 y/o
NEED FOR SPEED
185 cm
zawodowy kierowca wyścigowy w barwach Mercedesa
Awatar użytkownika
Coming for it all, going for the gold
Hot behind the wheel, I'll never lose control
Sun go down, the night unfold
Run free & wild, do anything I want!
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os., l. poj.
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

To był ciężki dzień. Niewielka ilość snu i praca od rana na pełnych obrotach nie przełożyły się na wynik kwalifikacji. Lucien zdawał sobie z tego sprawę i nie był do końca zadowolony z przebiegu sesji, ale odkąd przekroczył bramki i wrócił do swojej rzeczywistości, miał tylko jeden cel — zrobić wszystko, co było w jego mocy, żeby wykonać jak najlepszy performance i nie zawieść ani teamu, ani swoich fanów.
Nagła utrata tempa była oczywiście jego błędem, za które od razu przeprosił na łączach. Nie uniknął spadku w tabeli, po którym musiał udzielić krótkiego wywiadu mediom. Zrobił to z typowym dla siebie lekkim uśmiechem na ustach i charyzmą, przyznając się do błędu i upewniając, że podczas wyścigu zrobi, co należy i da z siebie wszystko.
Bo dziś był nowy dzień i nowe wyzwania.
Musiał zrzucić z siebie część presji, którą sam sobie postawił wczoraj, lądując na pierwszym miejscu. Po zeszłej nocy nie był w stuprocentowej formie, ale zdecydowanie nie obwiniał za to dziewczyn. W końcu sam podjął decyzję o pomocy. Liczył się z konsekwencjami.
W drodze na odpoczynek dorwało go stado fanek. Mimo zmęczenia, z uśmiechem i lekkością każdej osobie poświęcił chwilę uwagi, wiedząc, że fani stanowili dla niego ogrom wsparcia i należało im się za to odwdzięczać na miarę własnych możliwości. Gdy więc ostatniej z kobiet pomachał na pożegnanie, z ulgą już miał wejść po schodach do budynku z logo Mercedesa, aż usłyszał czyjeś nawoływanie.
Odwrócił głowę w tamtą stronę i zmrużył oczy spod swojej turkusowej czapki. Ujrzawszy znajomą twarz, która wymachiwała w jego kierunku rękami, oraz pędzącą za nią rudą towarzyszkę, kąciki jego ust momentalnie uniosły się do góry.
Nie spodziewał się tylko, z jakim impetem ciemnowłosa na niego wpadnie. Kompletnie zaskoczony, instynktownie złapał ją w pasie i przytrzymał mocno, nie tracąc równowagi i pozwalając jej się objąć. Na krótką chwilkę sycił się jej bliskością, a jej szept uwolnił w nim kojące ciepło.
— Może to przyniesie mi szczęście — mruknął tuż, zanim zsunęła się z niego i podała mu czapkę. — Macie pisak? — zapytał, spoglądając po dziewczynach. On przy sobie żadnego nie nosił, to fanki były zwykle przygotowane. W porę wyszedł po niego Johnny, którego uprzedził. — Daj mi długopis — wyciągnął do niego rękę, wiedząc, że menadżer zawsze dysponował czymś do pisania, a słysząc jego ponaglenie, skinął głową. — Już idę. — Odwrócił się do dziewczyn i przytrzymał czapkę Zoi, uśmiechając się pod nosem, że pofatygowała się kupić akcesorium akurat z jego numerem. — Mam nadzieję, że mimo wszystko dobrze się bawicie — wyznał z uśmiechem, a kiedy skończył, na sekundę dłużej zawiesił spojrzenie na Zoi, by następnie przenieść długopis na nadgarstek Ade. — Powinnyście teraz zajrzeć do boksów. Tylko nie naróbcie szkód w moim — mrugnął do nich żartobliwie, po czym na kolejne ponaglenie Johnny’ego subtelnie dotknął ramienia Zoi. — Do zobaczenia następnym razem — skinął na dziewczyny głową, po czym ruszył w stronę budynku.
Dopiero w tej chwili ciemnowłosa mogła dostrzec na swojej czapce dopisek: Dziękuję za wsparcie. Udanego dnia, Zoyu

największa fanka i jej wierna psiapsi
25 y/o
Welkom in Canada
168 cm
mała jędza klinika weterynaryjna
Awatar użytkownika
Skaczę sobie z kwiatka na kwiatek.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Będąc na miejscu Adeline, Zoya prawdopodobnie sama nie wiedziałaby, jak powinna postąpić. Z jednej strony rozumiała, że pomimo upływu wielu miesięcy jej przyjaciółka wciąż mogła coś czuć do Sullivana. Z drugiej jednak czy oznaczało to, że powinna ponownie brnąć w tę relację, niezależnie od tego, ile kosztowało ją dojście do siebie po rozstaniu?
Przez kilka chwil Zoya zastanawiała się, czy sama chciałaby po raz drugi związać się z Charlim, z którym przecież naprawdę była szczęśliwa w liceum, albo z Deanem, z którym łączyła ją relacja oparta przede wszystkim na złudnej namiętności. W obu przypadkach odpowiedź brzmiała: nie.
Bo... to była przeszłość. Piękna, momentami trudna, ale jednak p r z e s z ł o ś ć. Powrót do niej oznaczałby zrobienie kroku wstecz, a Zoya nie chciała się cofać. I być może Adeline również nie powinna. W końcu zmieniła się. Miała inne wartości i priorytety. Kierowała się innymi pragnieniami, a miłość zepchnęła gdzieś na dalszy plan. Pomimo perypetii związanych z rodzinną firmą zdawała się cenić swoją niezależność oraz wszechobecne szaleństwo we własnym, niepoukładanym życiu.
I jakby odczytała myśli Zoi, chwilę później sama o tym wspomniała.
— Nic na siłę. — Wzruszyła ramionami. Jeszcze parę sekund wertowała w głowie jej słowa o podbijaniu świata i wzmiankę o skupieniu na sobie, po czym również westchnęła. — Masz rację. Penis — jak to pieszczotliwie Zoya określiła mężczyzn — w niczym nie pomaga. Zawsze można go zastąpić, a z takim gumowym przyznajmniej się nie pokłócisz — spróbowała obrócić wszystko w żart i nawet dla lepszej wiarygodności zagestykulowała rękami.
Zoyka rzeczywiście wierzyła, że związek nie stanowił żadnej definicji szczęścia. Szczerze jednak, zważywszy na doświadczenia Adeline, wolałaby, aby prędzej czy później zaangażowała się w dobrze rokującą relację z równie dobrze rokującym facetem. Niezależność również miała swoją cenę, a jej utrzymanie potrafiło kosztować wiele emocji. Nie było przecież ludzi niezłomnych. Każdy czasem potrzebował wsparcia.
Obie nie mogły przecież zaprzeczyć, że niezależnie od tego, jak wielką siostrzaną miłością się darzyły, wsparcie osoby, z którą planowało się dzielić życie, momentami mogło być znacznie bardziej budujące.
— Ucieknie ci — zawyrokowała tym samym na głos wymawiając to, o czym pomyślała Adeline i po prostu ponownie ostentacyjnie wzruszyła ramionami.
Ciekawa jestem, jak on to widzi. Zoyę do pewnego momentu wcale to nie interesowało, a przynajmniej próbowała to sobie wmówić. Wszystko zmieniło się po minionej nocy. Niewiadome zaczęły przeistaczać się w pytania, wywołując nieprzyjemne pulsowanie głowy.
— Lubię taplać się w błotku. — W szambie i gównie już niekoniecznie; pomyślała mimowolnie. Poczuła, że najwyższa pora zakończyć ten temat i naprawdę się zrelaksować. Emocjonujący wyścig z udziałem jej faceta bez metki być może wcale w tym nie pomagał, ale przynajmniej podczas obserwowania kwalifikacji zdołała zapomnieć o tych wszystkich niejasnych wątpliwościach. — Od czego zaczniesz? Od Hartleya czy Ree? — dopytała, zanim wyszły z budynku.

Zmęczenie Luciena było oczywiste. Zoya i tak była pełna podziwu, że zdołał wsiąść za kierownicę i podjąć się wyzwania. Znowu źle czuła się z tym, że im pomógł, a jednocześnie nie mogła powiedzieć, że żałowała, że to zrobił.
W tamtej chwili liczyła się wyłącznie Adeline, a szala wartości Zoi zatrzymała się gdzieś pomiędzy nią a Lucienem. Oczywiste było, że musiała zgodzić się na wszystkie środki (no dobrze, miała trochę oporów) byle tylko uratować najlepszą przyjaciółkę.
Teraz zbierali tego żniwo i skoro istniała choć niewielka szansa, aby zmotywować mężczyznę, zamierzała to zrobić. Nie obchodziły jej spojrzenia gapiów ani nawet ten podejrzliwie wyglądający Johnny, który zawsze kręcił sie gdzieś z boku.
— Mam nadzieję — dodała pośpiesznie i kiedy stanęła już o własnych siłach, pośpiesznie odsunęła się o krok, przy czym w odpowiedzi na pytanie o pisak, zaprzeczyła ruchem głowy. Dopiero uczyła się być f a n k ą, wiec to normalne, że źle się do tego przygotowała. — Jest świetnie — rzuciła w mędzyczasie, bacznie obserwując, jak składał podpis na jej czapce. Potem przeniosła spojrzenie na mennagera, który sapał coś za plecami Luciena i raz zarazem go pośpieszał. Zoya aż cmoknęła z dezaprobatą na to zachowanie, po czym już z łagodnym uśmiechem, skupiła się na twarzy Spencera. — Będziemy grzeczne. Powodzenia. — Zdążyła musnąć opuszkami palców dłoń Luciena, kiedy w subtelny, acz krótki sposób dotknął jej ramienia.
Potem przeczytała napis na czapce, którą parę sekund później radośnie pomachała Adeline.
Przez kolejne trzy godziny dziewczyny kręciły się po padoku. Zatrzymywały się przy garażach i obserwowały mechaników uwijających się przy samochodach. Przechodziły od stanowiska do stanowiska, jednocześnie wymieniając uwagi i komentując wszystko, co działo się wokół. Co jakiś czas w rozmowę wkradał się temat źle rokującej kwalifikacji Luciena, a potem nadziei, jaką żywiła Zoya w stosunku do umiejętności mężczyzny.
W końcu atmosfera zaczęła ponownie gęstnieć, co zwiastowało nadchodzący wyścig. W końcu, zaopatrzone w kubki kawy i kilka przekąsek, przysiadły na kanapie przed telebimem.

Adeline Covington
Pola
Sprawdź moje granice rozsądku.
27 y/o
Mark your calendar for Canada Day
170 cm
Specjalistka ds. marketingu w Ironcrest Development
Awatar użytkownika
So just take it slow
'Cause I'm scared to let go
And my heart is struggling
Not to get hurt again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jak Zoya słusznie zauważyła, wibrator był o tyle dobrym wyborem, że nie sprawiał żadnych kłopotów. No, może poza wykończeniem baterii w najmniej odpowiednim momencie. I z tego właśnie założenia wychodziła również Adeline.
Tak naprawdę rudowłosa długo trwała w poważnym związku z przyszłością, która malowała się na jej oczach. Poświęciła Sullivanowi oraz pielęgnowaniu ich relacji kilka dobrych młodzieńczych lat, często patrząc z boku na swoich rówieśników, imprezujących w najlepsze przez cały tydzień, podejmujących często kiepskie decyzje, ale przede wszystkim będących wolnymi duchami, którzy przejmowali się wyłącznie tym, czy przetrwają dany semestr studiów.
Ade w tym czasie miała na głowie nie tylko związek, ale i firmę, która stanowiła dla niej kwintesencję jej poukładanego życia. Intensywność upływających wtedy dni sprawiała, że brakowało jej czasu na wybryki, na które pozwalali sobie jej znajomi. Posiadała kontrolę nad wszystkim, szła w konkretnym kierunku z mężczyzną u boku, z którym dzieliła wspólne cele i nadzieje. Wtedy nie żałowała niczego, uważając, że postępowała słusznie.
Ich gwałtowne rozstanie, wypadek i wszystko, co wydarzyło się później, zweryfikowało jej przyszłość, a także przeredagowało sposób jej myślenia oraz postępowania. Odzyskała wolność, dzięki której mogła wreszcie robić to, na co rzeczywiście miała ochotę. I właśnie z tych nowych możliwości przez ostatnie dwa lata korzystała w pełni.
To właśnie było jednym z wielu czynników, które właśnie ostrożnie formowały w jej głowie pewne nieodwracalne decyzje.
Teoretycznie wyjechała do Włoch po to, żeby uciec od problemów, ale w gruncie rzeczy wyjazd oraz przede wszystkim rozmowa z przyjaciółką otwierała jej spojrzenie na sprawy, które teraz stawały się dla niej coraz bardziej klarowne.
Chyba wolała kota od faceta. Jedyny stały związek, który jej nie ograniczał. Dlatego zaraz, usłyszawszy uwagę Zoi odnośnie ucieczki zwierzęcia, przewróciła oczami.
— Twoja wiara we mnie potrafi uskrzydlać — odparła z przekąsem, przechylając głowę na bok, żeby obdarzyć ją powątpiewającym spojrzeniem. Oczywiście udawała, czego Zoya musiała być w pełni świadoma.
Hartley czy Ree? Na myśl o obu mężczyznach westchnęła ciężko. — Hartley. Zasługuje na całą prawdę — przyznała w końcu, utwierdzając się w przekonaniu, że to, co zamierzała mu powiedzieć, choć było cholernie trudne, było właściwe.

Adeline chyba nie do końca zdawała sobie sprawę z faktu, jak bardzo Lucien był znany i, co więcej, oblegany przez fanów. Podejrzewała, że kobiety, które go napadły po drodze, śliniły się na jego widok właśnie głównie ze względu na widok, a nie jego umiejętności.
Przyglądała się temu z dezaprobatą, dopóki w końcu dały mu spokój. A wtedy, jak na przyjaciółkę przystało, przylepiła na swoją twarz najszerszy, możliwie jak najbardziej podekscytowany uśmiech i, zachowując się dokładnie tak, jak reszta dziewczyn, które chwilę temu skrytykowała w myślach, pobiegła za Zoyą się z nim przywitać.
Nie zdecydowała się na aż tak wylewny krok, jaki uczyniła Weasley, przystając obok i mimowolnie rozglądając się na boki z nadzieją, że nie przysporzy im to żadnych kłopotów, po czym cicho jęknęła, gdy Zoya szarpnęła ją za nadgarstek. Miała zamiar posłać jej chmurne spojrzenie, ale na jej znaczący wzrok i jakieś dziwnie błyszczące iskry w oczach, powstrzymała się.
— Och, taaak — zamiast tego pokiwała ochoczo głową, nie wychodząc z roli. Ona też nie wpadła na pomysł, żeby wziąć ze sobą cokolwiek do pisania, choć na wspomnienie o tym momentalnie przypomniała sobie, że widziała je na jednym z darmowych standów na górze. Na szczęście, Lucien sobie poradził.
— Jest wspaniale. A będzie jeszcze lepiej, jak podczas wyścigu ich wszystkich dopadniesz. Uśpiłeś ich czujność, genialna strategia — zapewniła ze szczerym uznaniem, starając się go wesprzeć i uśmiechnęła się do niego, bo czego nie robiło się dla przyjaciółki, prawda? W międzyczasie zerknęła na stojącego tuż przy nich Johnny’ego, którego obecność wydała jej się trochę niekomfortowa, ale po chwili usłyszała zaczepny głos Luciena i wiedziała, co miał na myśli, więc skwitowała to przewróceniem oczami i nerwowym parsknięciem śmiechem.
O ile Zoya zacznie z nim chodzić, to Clem czuła w kościach, że będzie jej to jeszcze długo wypominał.

Życie w padoku wyglądało bardzo pracowicie, a jednocześnie czas między kwalifikacjami, a wyścigiem, zapewniał im moc atrakcji. Nie tylko tych związanych z samochodami oraz jedzeniem, ale i mężczyznami, na których Adeline od czasu do czasu zawieszała oko.
Przez cały ten czas miała nadzieję, że człowiek, któremu zawdzięczała uniknięcie znacznie dłuższej odsiadki, odpocznie na tyle, że rzeczywiście da z siebie wszystko, tak, jak to powiedział podczas wywiadu, który puściła na instagramie, podstawiając Zoi przed nos, żeby razem mogły go wysłuchać.
Na czas wyścigu wszystkie samochody ustawiły się na odpowiednich polach startowych. Tym razem Ade nie miała problemu z odnalezieniem właściwego auta, na którego masce widniał numer. I trzymała mocno kciuki na czas startu, z przejęciem obserwując szereg aut, które jechały ze sobą praktycznie koło w koło.
Już na początku wśród aut zrobiło się trochę zamieszania — ktoś się o siebie otarł, ktoś nagle wysunął się naprzód, ktoś wypadł z toru, ale to pierwsze zakręty zdecydowały o zmianach pozycji wśród kierowców. Lucien, startujący z dziewiątego pola, po pierwszych dwóch zakrętach przeskoczył na siódmą pozycję. A później zaczęła się walka z czasem i innymi uczestnikami na torze, którzy rozciągnęli się sznurem samochodów. Spencer wykręcał kolejne okrążenia, próbując znaleźć luki, by wyprzedzić przeciwników, aczkolwiek, jak mówili komentatorzy, z każdą kolejną rundą i miejscem do góry robiło się coraz trudniej. Szczęście, w nieszczęściu, dwójka przed nim zderzyła się na jednym z zakrętów, wypadając z obiegu i Lucien w ostatniej chwili od nich odskoczył. Na torze zafalowały żółte flagi. A to oznaczało, że stawka znów zbiła się w sznur samochodów, zmniejszając między sobą dystans. Restart był równie dynamiczny i tylko refleks oraz spryt Spencera wysunął go na drugie miejsce. Tym samym zwiększył presję u przeciwnika z przodu i szukał chwili, w której mógłby go podejść. Na szczęście, udało mu się to na ostatnim okrążeniu, na ostatniej prostej, tuż przed metą.
Adeline, cała w napięciu, do tej pory nie odrywając wzroku od ekranu, aż podskoczyła do góry z okrzykiem triumfu, po czym objęła Zoyę i zaczęła skakać ze szczęścia nad tym niezwykle emocjonującym wyścigiem.
— O matko, Zoya, udało się! Nie ześle na nas klątwy! — krzyknęła w euforii, nie zważając na innych. Teraz mogła być już spokojna. Może nadal z pewnymi wyrzutami sumienia, ale znacznie mniejszymi, bo nie ciążyła jej przegrana Luciena.
I teraz bez obaw mogła skupić się na zabawie tego wieczoru i czekającym ich po wręczeniu pucharów, koncercie.

Zoix
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”