Talk about breaking the ice.
Uprzejmości mieli już z głowy.
Niezręczność, jaka przeważnie szła w tego typu spotkaniach również.
Bo jak może być niezręcznie po tym, jak laska właśnie wparowała się do domu w uwalonym mundurze zamiast pięknej, obcisłej sukienki, z potarganymi przez wiatr włosami, usmoloną twarzą i w dodatku zamiast zapytać o ulubiony kolor czy
czego szukał na Tinderze, ona prosiła go o spodnie.
O SPODNIE. Kurwa, całe szczęście, że Carver nie miała w sobie za grosz wstydu, bo pewnie większość lasek, które miało w sobie jakąkolwiek klasę, wybiegłoby stąd zażenowane. Chociaż trzeba przyznać, że jego reakcja również tu pomagała. Nie patrzył na nią jak na wariatkę, którą trzeba szybko wyrzucić, a raczej z
z a i n t e r e s o w a n i e m. Bardziej jak na jakiś ciekawy przypadek, z którym wcześniej nie miał styczności. I zamiast zapytać czy ją przypadkiem nie pojebało, on pytał
co się wydarzyło.
—
Zawalił się tunel przy przejeździe kolejowym — wyjaśniła spokojnie, machając przy tym ręką. Bunny robiła w straży już dobre dziesięć lat. Na tym etapie już naprawdę mało co ją dziwiło. —
Lokomotywa utknęła pod gruzem, całe szczęście udało się wyciągnąć maszynistę w jednym kawałku — trochę jakby zdawała mu raport, ale coś w tym było. Nie umiała inaczej mówić o robicie. Od razu mina robiła jej się bardziej poważna, ton opanowany i wszystko jakieś takie bardziej
poukładane. Całe szczęście zaraz kiedy skończyła, ponownie się do niego uśmiechnęła. Szczególnie, że wspomniał o wypadzie nad Niagarę na drugą randkę, w dodatku motorem.
—
No i fajnie. To jesteśmy umówieni — podniosła na niego spojrzenie, pozwalając sobie nieco dłużej zawiesić je na jego intensywnie czekoladowych oczach. Zajebiście ładnych, tak swoją drogą. —
Lubię szybką jazdę — dodała po chwili, zgodnie z prawdą. Chociaż jej prywatne auto pozostawiało wiele do życzenia i za nic nie było
diabłem prędkości, Bunny kochała
pędzić. Zapewne wiązało się to z jej wyjątkowo niezdrowym uzależnieniem od adrenaliny, które wyrobiła przez lata pracy w straży, ale kto by się tam tym przejmował? Lubiła, kiedy się działo. I lubiła też fakt, że Brain nie miał najmniejszego problemu z tym, żeby pożyczyć jej swoje ciuchy.
Oparła się o blat i przez moment po prostu go obserwowała. To jak krzątał się po pomieszczeniu, wyciągając z szafy nie tylko pewnie dużo za duże dresy ale też i koszulkę. Nawet ręcznik zakręcił się gdzieś po drodze, pewnie równie przypadkowo, co jego palce na ciepłym, usmolonym policzku Carver. Jego dotyk choć szorstki był wyjątkowo
elektryzujący. Skóra zamrowiła przyjemnie, a kącik jej ust również bezczelnie uniósł się ku górze. Kurwa. Co mogło się stać, kiedy spotka się dwójka osób bez istniejącej przestrzeni osobistej?
Strach się bać.
—
Lepiej ciekawie niż sympatycznie — wtrąciła zaczepnie, bo przecież każdy wiedział, że nazwanie kogoś sympatycznym było
o b e l g ą, tylko powiedzianą trochę bardziej miłymi słowami. —
Dzięki — skinęła głową, obierając wszystkie rzeczy, które dla niej przygotował. Czy faktycznie miała zamiast iść z tym do łazienki i się umyć? Niekoniecznie. Po co? Skoro widział ją już w całym tym smarze i mundurze, to co miałą się starać, pierwsze wrażenie już i tak zostało zrobione (albo nie), dlatego kiedy on łapał papierosy i skierował się do okna, Bunny rozgościła się na kanapie, na którą cisnęła odebranie od niego ciuchy.
—
W jakich kategoriach będziemy oceniać? — zagadała, osadzając palce na zapięciu spodni, gdy tylko Brain odwrócił się w stronę okna, odpalając peta. —
Walory smakowe czy jednak bardziej sposób przygotowania? — bo to przecież były bardzo ważne informacje! Musiała wiedzieć, jak odpowiednio przygotować się do oceny, nawet jeśli jej kulinarne skile chwilami pozostawiały wiele do życzenia. Szarpnęła ciężki materiał w dół, a wraz z nim wszystkie dodatki, które szły w pakiecie. Przy okazji nie omieszkała prychnąć na uwagę, którą podzielił się Shelby.
—
Też nie ukrywam, że nigdy wcześniej tak szybko nie skończyłam w samych majtkach u kogoś w domu — wtrąciła, przeciągając ostatni skrawek przez nogę, po czym cisnęła wszystkim na podłogę. Głośny huk wypełnił pomieszczenie, a Bunny dopiero wtedy sięgnęła po dresy. Materiał był chłodny i przede wszystkim wyjątkowo lekki, co było tak kurwa przyjemną odmianą, że aż musiała sobie westchnąć głośno pod nosem. —
I bez bluzki — znowu go zaczepiła, zmieniając koszulkę i przy okazji obserwując, jak
grzeczny był z niego facet, czy odważyłby się do niej odwrócić. Niezależnie od tego, co zrobił, Bunny w końcu skończyła ubrana od stóp do głowy w jego ciuchach. Dresy ściągnęła gumką, żeby nie spadały z tyłka, a zaś dużą koszulkę związała w pasie, gdzieś nad pępkiem, żeby chociaż
jakoś się prezentować. Tak
odstrzelona przeszła do okna i bezczelnie wcisnęła się między jego, a parapet. Przysiadła na nim, podnosząc na ciemne spojrzenie na twarz Briana.
—
To chyba czyni nas wyjątkowymi, nie sądzisz? — spytała wyzywająco, sięgając do jego ust. Palcem wskazującym wraz z kciukiem złapała za filter od papierosa i niezbyt kulturalnie wyciągnęła go spomiędzy gorących warg mężczyzny, by po chwili wsadzić pomiędzy własne. Nie była nałogowym palaczem, za to nigdy nie przechodziła obojętnie obok
okazji złapania dymka. Zaciągnęła się mocno, nie spuszczając z niego spojrzenia i może nawet zrobiłoby się
ciekawie, może padłyby jakieś kolejne zaczepki, jednak zamiast tego chwilową cisze wypełniło głośne i wyraźne
BURCZENIE w brzuchu Bunny. Jakby siedział tam co najmniej potwór, którego nie dokarmiała od tygodnia.
Romantycznie w chuj.
—
Ile będą robić się te bułki? — spytała, próbując powstrzymać uśmiech. —
Chyba już trochę zgłodniałam.
No shit, Sherlock.