ODPOWIEDZ
46 y/o
For good luck!
172 cm
adwokat Lessard LLP
Awatar użytkownika
Nie ma zakazu, nie ma pragnienia.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Znudzona zerknęła za okno w stronę wody. Towarzyszący jej pan Park, który siedział naprzeciwko przy stole, choć przystojny z twarzy nie mógł pochwalić się charyzmą. Starał się jak mógł sprzedając kolejne wydziwione opowieści, lecz w oczach Zanele był tylko kolejną osobą, z której czerpała korzyść. Spotkanie, które zaliczyć można było do towarzyskich, w rzeczywiści było jednym z wielu ważnych elementów całej układanki. Lessard wiedziała, że utrzymywanie cennych znajomości było bardzo ważne. Im więcej kontaktów posiadała i im lepsze miała z nimi stosunki tym więcej ugra w przyszłości.
To samo tyczyło się Miller, jej byłej kochanki, z którą korzyścią oczywiście był udany seks i próba otwarcia się przed drugą osobą (co Lessard szło bardzo opornie niczym zatwardzenie), lecz to niestety przepadło przez moralne odruchy pani patolog. Skończyły się łóżkowe schadzki i opowieści grozy z kostnicy. Nie było pocałunków ani czułych słówek.
Nie, Zanele nie ubolewała. Nie miała na takie bzdety czasu. Wystarczyła jej świadomość, że kontakt z panią patolog pozostał i co najważniejsze miała z niego korzyść w postaci medycznych konsultacji.
Bez tego nie byłoby spotkania, wspólnej kolacji i..
Wyprostowana, z szyją niczym u sztywnego robota przekręciła głowę w drugą stronę dostrzegając panią koroner.
..z drugiej strony nacieszenie oczu pięknymi widokami to też jakaś korzyść.
Zaylee Miller pomimo zaobrączkowania wciąż była cholernie seksowna.
- Panie Park, na dzisiaj kończymy – przerywając mężczyźnie w połowie zdania wstała i wyszła zza stołu. – Niebawem znów się odezwę.
- Może spotkamy się wspólnie z naszymi drugimi połówkami?
Zani zaraz puści pawia. Nazywanie kogoś drugą połówką było przesadnie literackie. Zbyt uczuciowe, jak na jej minimalne emocjonalne standardy.
- Może wspólna gra w tenisa?
- Porozmawiam z Sebastianem. – Mężem, którego nazwiska nigdy nie przyjęła. Z mężczyzną, którego przygruchała tylko po to aby wkurzyć ojca ślubem z białym osobnikiem.
- Wspaniale. Jesteśmy w kontakcie.
Mężczyzna zrobił dwa kroki, w trakcie których Zanele zauważyła, że jej kolejna towarzyszka stała bliżej. Gdyby jej nie znała to podejrzewałaby o podsłuchiwanie, co i tak niespecjalnie by ją obeszło może poza wizją jej samej grającej w tenisa. Miałaby latać w nimi spódniczce za piłką? Dobre sobie. Nie była już nastolatką ani studentką pozwalającą sobie na tego typu harce z ludźmi, których nawet nie lubiła.
- Piękna jak zawsze – stwierdziła bez ceregieli. – Siadaj proszę. – Wskazała miejsce niedawno zajmowane przez pana Parka. Obyło się bez zbędnego powitania i całusów w policzki. Zanele za nimi nie przepadała chyba, że znajdowała się w gronie nowobogackich osobistości. Wtedy zachowywała się należycie i choć teraz także nie wyjęła kija z tyłka to Miller mogła czuć się zaszczycona, że nie została sztucznie wycmokana przez kogoś, kto do czułości miał ogromny dystans.
Do tej pory żadna z nich nie wiedziała, jak to się stało, że na pewnym etapie ich znajomości Zanele była szczerze czuła wobec Miller.
To było jak błąd w Matrixie i niech takim pozostanie.
- Zjesz coś? Napijesz się? – Wzrokiem odnalazła kelnera i machnęła do niego dłonią. – Znowu przyszłaś bez żony. – Od zerwania ich intymnych kontaktów nie widywały się często, ale za każdym razem Lessard wspominała, że z chęcią pozna partnerkę Miller. Widywała kobietę przelotnie w sądzie, ale nigdy nie miały okazji porozmawiać, bo na pewno nie byłoby o czym. Chyba, że o tym, jak to Miller uwielbiała kiedy całowało się ją po szyi tuż pod uchem i jak to pięknie brzmiała, kiedy..
- Czy mogę przyjąć zamówienie?
Kelner przerwał jej rozmyślanie.
- Gin z tonikiem.

zaylee miller
foxy
Kwestia dogadania.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

076.
Nie lubiła być robiona w chuja. Może wszystko potoczyłoby się inaczej, gdyby Lessard od samego początku powiedziała jej, że była mężatką. I nie, nie oznaczało to wcale, że Zaylee nagle odwróciłaby się na pięcie i uznała, że nie chce mieć z nią nic wspólnego. Gdyby wiedziała od początku, prawdopodobnie i tak poszłyby do łóżka i dalej utrzymywały znajomość. Sumienie Miller nigdy nie było tutaj jakimś większym problemem. A raczej jego brak. Ale dowiedziała się o tym dopiero po fakcie, a to mocno ją podkurwiło. Bo co innego grać w otwarte karty i świadomie pozwolić drugiej osobie zdecydować, czy chce wchodzić w taką relację, a co innego przemilczeć coś tak istotnego, a potem pozwolić jej dowiedzieć się przypadkiem. I to z rozmowy telefonicznej, którą Zanele prowadziła ze swoim mężem w łóżku, w którym ona i Zaylee spędziły już razem niejedną noc. Miller poczuła się wtedy trochę tak, jakby ktoś przywalił jej obuchem w łeb. Mogła zaakceptować wiele rzeczy. Mogła nawet zaakceptować to, że ktoś był w związku i mimo tego chciał się z nią pieprzyć. Ale chciała wiedzieć, na czym stoi.
Pretensje dawno poszły w niepamięć, a one dalej utrzymywały kontakt, głównie na stopie zawodowej. Tylko czasami, tak jak dzisiaj, zdarzało im się umówić się na niezobowiązujące spotkanie. Warto jednak pamiętać, że w przypadku Lessard zawsze miała w tym jakiś interes. Zaylee miała to z tyłu głowy i właśnie z takim przeświadczeniem pojawiła się w hotelowej restauracji.
Widząc, że Zanele kończy rozmowę z mężczyzną, którego Miller znikąd nie kojarzyła, poczekała kulturalnie z boku, zastanawiając się, czy to jej kolejny klient, współpracownik, czy może jakiś blisko znajomy. Biorąc pod uwagę sposób, w jakiś się pożegnali, natychmiast wykluczyła ostatnią opcję. Pod tym względem były do siebie bardzo podobne.
— Bezczelna jak zwykle — odparła, kiedy podeszła do stolika i zajęła wskazane przez Zanele miejsce. — Kim był tamten gość? Powiedziałaś mu, że masz męża? — rzuciła, uśmiechając się zawadiacko. I kto tu teraz był bezczelny.
W zastanowieniu ściągnęła brwi. W sumie to tak, zjadłaby coś. I wypiła. Nie będzie przecież tak siedzieć o suchym pysku.
— Nigdy tutaj nie byłam, ale ty wyglądasz na stałą bywalczynię, to może coś mi polecisz? — zasugerowała i przeniosła wzrok na kelnera, który odczytał gest Lessard i zareagował na nim skinieniem głowy, dając do zrozumienia, że już do nich idzie. — Chciałaś, żebym przyszła z żoną? Trzeba było powiedzieć. Nie jesteśmy z Eviną jednym organizmem. Właściwie to lubimy spędzać czas osobno — wyjaśniła pokrótce, choć wcale nie musiała jej się z niczego tłumaczyć. Nie spodziewała się jednak, że Zanele chciała spotkać się również ze Swanson. — Dla mnie to samo — zwróciła się natychmiast do kelnera, który przyjął zamówienie kobiety. — I na pewno coś zjemy. Prawda? — przeniosła wzrok na Lessard. Obiecała jej obiad. Albo kolację. Kiedyś skończyłoby to się śniadaniem w łóżku, ale te czasy miały już za sobą. Teraz pozostawała im jedynie obiadokolacja w fancy restauracji hotelowej.

Zanele Lessard
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
46 y/o
For good luck!
172 cm
adwokat Lessard LLP
Awatar użytkownika
Nie ma zakazu, nie ma pragnienia.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Z uwagą przyjrzała się siadającej naprzeciw kobiecie. Raz jeszcze przyjrzała się jej ubraniom, włosom i przede wszystkim postawie ciała. To jak siadała, jakimi mięśniami twarzy poruszała pytając o Parka wiele o niej mówiło. Przede wszystkim to, że bezwstydnie przekraczała granice i wcale się tym nie przejmowała, co Lessard na swój dziwny sposób uważała za ujmujące.
- Tak, bo nie jest w moim typie. – Nigdy nikomu wprost nie przyznała, że każdy facet na świecie nie był w jej typie. Nie pociągali jej, nie kręcili w ten istotny dla jej ciała sposób, ale udawała, że było inaczej. Z niektórymi flirtowała, z mężem wyglądała jak na obrazku i bywało, że zmyślała historie o byłych facetach byleby nikt nie domyślił się, że miała jedną konkretną preferencję. – Za to jego żona jest niczego sobie. Ma więcej taktu od ciebie, ale to.. raczej na minus. – Umyślnie nawiązała do żony Parka, której w rzeczywistości nigdy nie poznała. Jeszcze nie miała ku temu okazji, lecz wykorzystała moment z jednej strony wbijając Miller szpilkę a z drugiej wciąż trochę z nią flirtując.
Zanele nigdy nie ukrywała, że cięty język Zaylee był czymś, co jej się podobało.
- Z chęcią porozmawiam z nią o tym, co lubisz. – Skoro nazwano ją bezczelną to zamierzała taka być. Wprawdzie to stały element jej repertuaru, ale gdyby tylko chciała się postarać, to mogłaby być mniej wyszczekana.
Poczuła na sobie wzrok kelnerka, kiedy wymieniała spojrzenie z panią patolog.
- Kiedyś mi powiedziałaś, że smród zwłok wzmaga apetyt na czerwone mięso. – Wciąż wpatrywała się w kobietę ani na chwilę nie zerkając na zdezorientowanego pracownika restauracji. – Zamówimy steki. Półkrwiste. – Zgodnie z kartą podawany był on z puree z ziemniaków i szparagami.
Kelner jeszcze przez chwilę stał w miejscu spodziewając się, że obie kobiety zaczną się śmiać. Był tu nowy, zaledwie trzy razy obsługiwał Lessard, więc nie wiedział, że to ostatnia osoba, która bawiłaby się w głupie żarty.
- Jeszcze tu stoisz?
Mężczyzna wyrwany z zamyślenia niespodziewanie natrafił na surowy wzrok prawniczki.
- Przepraszam. – Tak się speszył, że prawie się pokłonił kajając. – Niebawem przyniosę drinki.
Lessard wzięła głęboki wdech, czego po jej ciele nie było widać. Nozdrza nie powiększyły się a klatka piersiowa nie uniosła. Była sztywna kontrolując każdy mięsień swojego ciała, bo nie chciała aby ktokolwiek zauważył w niej najmniejsze zmiany. Coś, co można wykorzystać na jej niekorzyść.
- Więc Zaylee – Mogłaby jej mydlić oczy. Mogłaby dopytywać o jej życie, przez kolejnych piętnaście minut rozmawiać o polityce lub wydarzeniach z miasta, potem przez pięć pytać o pracę i może przy drugim drinku wyznałaby po co to wszystko było. Tak na pewno byłoby grzeczniej, ale Lessard wiedziała, że z panią koroner wcale nie musiała być nadmiernie uprzejma. Dlatego nim dokończyła swoje słowa wyciągnęła z torby teczkę z dokumentami i położyła ją na stole (na razie bliżej siebie). – jak się miewa moja ulubiona pani koroner? – Wbrew pozorom to co zrobiła było okazaniem szacunku. Wykładając dokumenty wprost pokazała, po co chciała spotkać się z Miller i choć od razu mogłaby przejść do rzeczy skracając czas ich interakcji, to najpierw zapytała o życie towarzyszki.
Czy to nie miłe z jej strony?


zaylee miller
foxy
Kwestia dogadania.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Na śmierć zapomniała, że Zanele nie mówiła o swoim mężu wyłącznie kobietom, którymi była zainteresowana. Jak mogło jej to wylecieć z głowy, skoro sama padła ofiarą tego kłamstwa? Nie, zaraz. Lessard za nic w świecie nie uważała, że Zanele ją oszukała. Ona po prostu nie powiedziała jej wszystkiego. Jakby to, kurwa, cokolwiek zmieniało. Zaylee do tej pory uważała, że gdyby kobieta od początku postawiła na szczerość, ich znajomość mogłaby potoczyć się zupełnie inaczej. Może Miller nawet zaakceptowałaby fakt, że Zanele była mężatką. Może potrafiłaby się z tym pogodzić, gdyby od początku wiedziała, na czym stoi. Ale nie miała przecież możliwości sprawdzenia tego, skoro Lessard postanowiła przemilczeć tak istotny szczegół. A w takim wypadku Zaylee pozostawało jedynie unieść się dumą.
— Ma więcej taktu ode mnie? Ale nuda — skwitowała krótko. Kto wolał miłe i grzeczne kobiety od tych sarkastycznych i zadziornych? Na pewno nie Miller.
Parsknęła pod nosem, patrząc na Zanele z lekkim pobłażaniem. Chyba nie miała pojęcia, że jej żona z przyjemnością opowiedziałaby jej o tym wszystkim. I to w dodatku z nieukrywaną dumą. Pod tym względem naprawdę nieźle się dobrały.
— Miałaś już swoją szansę, żeby przekonać się o tym, co lubię. Przeleciała ci koło nosa — oznajmiła z łobuzerskim uśmiechem, nie chcąc pozostać jej dłużna. Jeśli prawniczka chciała z nią pogrywać, musiała sobie w końcu uświadomić, że nie mogła trafić gorzej.
Stek był zajebistym wyborem, ale stwierdzenie, że smród zwłok wzmagał apetyt na czerwone mięso, nawet nie leżało obok żartu. Szkoda, że biedny kelner tego nie wyłapał. Nie zrozumiał nawet aluzji, że powinien zapierdalać z ich zamówieniem na kuchnię i to w podskokach. Dopiero kiedy Lessard wyraziła się dosadniej, Miller odprowadziła go wzrokiem, by zaraz przenieść spojrzenie z powrotem na twarz dawnej kochanki.
Jak się miewa moja ulubiona pani koroner?
Przesadnie miły głos Zanele kompletnie do niej nie pasował. Mogły od razu darować sobie takie życzliwości. Zaylee nie była idiotką i dobrze wiedziała, że nie spotkały się tutaj wyłącznie na obiad i drinka. Lessard nigdy nie była szczególnie bezinteresowna. Nie przeszkadzało jej to. Właściwie sama lubiła czerpać korzyści z różnych znajomości.
— Wyśmienicie — oznajmiła, nie wdając się w szczegóły. — Nie mam żadnych powodów do narzekać. Przypuszczam, że u ciebie podobnie? — zapytała, ale nie wykazywała specjalnego zainteresowania. Jej uwagę natychmiast przykuły wyciągane na stół dokumenty. — Skąd pomysł, że będę skora ci w czymkolwiek pomóc? — zapytała, unosząc jedną brew. Teczka jasno dawała jej do zrozumienia, że kobieta miała do niej jakąś sprawę. Nie było jednak powiedziane, że Miller przyjmie ją z otwartymi ramionami. Wszystko zależało od jej obecnego nastroju, układu gwiazd i tego, jak bardzo Zanele zamierzała działać jej dzisiaj na uzębienie. Mogła być przecież skłonna do współpracy albo mogła równie dobrze wstać i wyjść, zostawiając Lessard z dokumentami oraz rachunkiem za kolację. Zaylee nie wykluczała żadnej z tych opcji.

Zanele Lessard
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
46 y/o
For good luck!
172 cm
adwokat Lessard LLP
Awatar użytkownika
Nie ma zakazu, nie ma pragnienia.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Miałaś już swoją szansę
Lessard zamiast cokolwiek powiedzieć to długo wpatrywała się w towarzyszkę. Wbiła w nią wnikliwe spojrzenie czekając na minimalną reakcję, na którą.. cóż, nawet nie chciała teraz reagować. Jedynie poświęciła Zay uwagę, swoje skupienie i przede wszystkim pokazała, że choć szansa przeszła jej koło nosa to niespecjalnie ją to ruszało.
Miała wiele szans.
Dostała wiele okazji aby poczuć miłość do drugiej kobiety, być w związku, który miałby na nią większy wpływ niż posiadany aktualnie mąż. Mogła mieć go przed nim i w trakcie gdyby tylko zdecydowała się na rozwód lub – co najważniejsze – na jawne przyznanie się przed światem, że uwielbiała płeć piękną.
Nie zrobiła tego.
Pomimo odwagi, którą posiadała, patrząc w oczy najgorszym oblechom, tyranom i przytakując politykom pragnącym usidlić całe społeczności, nie umiała zrobić tej jednej rzeczy.
Być szczera w tej jednej kwestii.
- Obie nie lubimy malkontentów – stwierdziła w odpowiedzi na pytanie. Ani jedna ani druga nie przyzna, że coś było nie tak. Że dziś wstały lewą nogą, kawa była za słaba, ciśnienie w oponie spadło lub zatkała się rura w zlewie. Nie mówią już o trudnych do zbadania zwłokach lub klientach (tych bardziej rozmownych), których trzeba było znosić. Nie narzekały.
- Pomysł? – Oh, nie. To nie był pomysł a fakt. – Zay.. – Uśmiechnęła się szerzej, bo choć wiele osób podejrzewało ją o brać jakiejkolwiek ekspresji to Lessard potrafiła się uśmiechać zwłaszcza przy kimś, kogo kiedyś mogła całować. Tak jakby wspomnienie ów pocałunków aktywowało u niej dodatkowe mięśnie na twarzy. – ..obie dobrze wiemy, że dług wdzięczności u mnie to coś, co każdy chciałby mieć. – Skromność. – Ty pomóż mi a ja pomogę tobie albo twojej żonie. Zrobisz z tym co zechcesz. – Zanele mogła pomóc nawet teściowej Miller albo jej kuzynce z drugiego pokolenia matki chrzestnej dziadka. Osoba nie grała roli. Wystarczyło, że pani koronerka o to poprosi a będzie załatwione. Proste.
Kelner czując presję odkupienia przed oczami klientem w trymiga przyniósł im drinki. Jego obecność znów zmusiła je obie do zaniechania dalszej rozmowy, co nie wybiło Lessard z rytmu. Milczała, lecz znów z uwagą wpatrywała się w kobietę, z którą wymiana spojrzeć zawsze była satysfakcjonująca.
- Opowiadałyśmy o swojej pracy – odezwała się, kiedy kelner odszedł. – i choć nie od razu – Miała ograniczone zaufanie. – to zaczęłam wierzyć, że wiesz co robisz. – W ustach Zanele to był komplement wysokich lotów. – Jestem tu, bo wierzę w twoją wiedzę i wiem, że mnie nie udupisz. – Była pewna siebie, ale doskonale pamiętała co je łączyło i że teraz pomimo interesownego powodu spotkania Zaylee doceni, że Lessard przyszła właśnie do niej. Że była tutaj i wciąż w ciszy wpatrywała się w kobietę tak samo, jak wcześniej.
Bo tak – nadal uważała ją za atrakcyjną - i nie miała żadnych powodów aby zmienić swoje podejście względem niej. Wręcz uważała, że konflikt z powodu posiadanego męża był zbędny i choć zakończył ich potajemne schadzki to nie odbierał Zanele prawa do flirtowania.
- To jak? Pomożesz mi? - Sięgnęła po szklankę z drinkiem i uniosła ją chcąc zwieńczyć ich umowę toastem bez dodatkowego zbędnego komentarza.


zaylee miller
foxy
Kwestia dogadania.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Starała się jakkolwiek zrozumieć podejście Zanele, ale trudno było jej postawić się w jej sytuacji, kiedy sama wyszła z szafy prawie dwie dekady temu. Nie wpłynęło to w żaden sposób na jej ścieżkę zawodową. Nikt nie podważał jej kompetencji dlatego, że miała żonę. Za to fakt, że była kobietą, w zupełności wystarczał. Przeszła naprawdę długą drogę, żeby traktowano ją na równi z mężczyznami. A przecież była najlepszą koroner­ką w prowincji. Miała wykształcenie, doświadczenie i wyniki, których trudno było się czepiać. Ale to wciąż było za mało. Nadal musiała udowadniać swoją wartość, choć poprzednie sześćdziesiąt dziewięć razy powinno już dawno wystarczyć.
— Nie mogę się nie zgodzić — stwierdziła z lekkim wzruszeniem ramion. Nie lubiła narzekać i nie miała w zwyczaju użalać się nad sobą, nawet w najbardziej patowych sytuacjach. Nie była nie do zdarcia, bo w jej życiu zdarzyło się kilka momentów, które naprawdę ją złamały, ale żaden z nich nie sprawił, że została na dłużej na dnie.
Wyprostowała się na krześle. A więc interesy. Coś za coś. Wymiana handlowa. Najwyraźniej Lessardowie, tak jak Lannisterowie, zawsze spłacali swoje długi. Tymi słowami Zanele zyskała jej uwagę. Tylko na chwilę przeniosła wzrok na kelnera, który przyniósł drinka. Miller sięgnęła po swoją szklankę i zamoczyła usta w ginie z tonikiem.
— Och, to bardzo odważne stwierdzenie — parsknęła pod nosem. Gdyby chciała, jak najbardziej mogła ją udupić. Bywała pizdą i wcale szczególnie się z tym nie kryła. Musiała jednak przyznać, że połechtało jej ego, że Lessard przyszła właśnie z tym do niej. Z czym? Tego koronerka jeszcze nie wiedziała. Sam fakt, że Zanele zdecydowała się jej zaufać, był jednak wystarczająco wymowny. Każdy, kto ją znał, wiedział przecież, jak trudno było zaskarbić sobie jej zaufanie. Miller najwyraźniej sobie na nie zasłużyła. Jak? Poprzez chodzenie z nią do łóżka? Niewykluczone. Ale znacznie bardziej prawdopodobne było to, że po prostu była dobra w swoim fachu. Nieskromnie mogła stwierdzić, że nawet bardzo dobra. Właściwie najlepsza.
— Nie biorę kota w worku — oznajmiła, zwilżając usta językiem. Zamiast przypieczętować niepisaną umowę toastem, odstawiła szklankę na stół. — Może ci pomogę. Ale najpierw chcę wiedzieć, o co chodzi. Muszę mieć pewność, że jestem w stanie ci pomóc, zanim obiecam coś, z czego nie będę w stanie się wywiązać — wyjaśniła, uznając to za całkiem rozsądny układ.
Nie zamierzała składać obietnic w ciemno. Mogła powiedzieć, że się tym zajmie, dopiero kiedy będzie wiedziała, z czym właściwie przyszła do niej Lessard i czego od niej oczekuje. Zaylee nie była gołosłowna. Jeśli coś obiecywała, zawsze dowoziła. A skoro już miała komuś pomóc, wolała najpierw wiedzieć, na co dokładnie się pisze. Zwykle nie oczekiwała niczego w zamian. Pomagała i nie potrzebowała za każdym razem wyciągać ręki po przysługę w zamian. Skłamałaby jednak, gdyby powiedziała, że nie lubiła, kiedy coś z tego miała. Jeśli mogła przy okazji coś ugrać, nie zamierzała udawać, że jest jej wszystko jedno.

Zanele Lessard
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
ODPOWIEDZ

Wróć do „Pan Pacific Hotel”