- Finn, no rusz się! Pomóż nam!
- Już, już! Próbowałem zapamiętać kombinację! El! Jest dobrze! Jeszcze trochę i odkryjesz wszystko do końca!
Głosy ludzi z dołu docierały do Eleanor niewyraźnie i z opóźnieniem, stłumione przez szum wiatru i skupienie, z jakim próbowała utrzymać się w pionie. Grzecznie odkrywała kolejne kafelki w tej szalonej grze na zapamiętywanie, ale… cóż, czas nie był ich sprzymierzeńcem. Zadanie zakończyło się klapą, przez co przez całe popołudnie Leanor chodziła wściekła jak chmura gradowa. Wszystko przez Prajeeta, który zachowywał się jak mądrala i w kółko powtarzał to swoje nudne "Gdybyśmy zrobi tak, a nie inaczej, to byśmy wygrali te dziesięć tysięcy!" (tylko za każdym razem zmieniał wymówkę).
Tsaaa, jasne. Gdyby po prostu szybciej ciągnął za liny zamiast się mądrzyć, może wtedy udałoby im się wygrać zadanie.
Wieczorem nadszedł czas na to, co Ela lubiła najbardziej - uroczystą kolację. Lubiła się stroić, lubiła elegancję, nic więc dziwnego, że to właśnie na ten wieczór czekała najbardziej. W starannym makijażu i swojej ulubionej, czarnej sukience kroczyła korytarzem, zmierzając do jadalni. Jej szyję zdobił sznur białych pereł, który zakładała na każdy Okrągły Stół, przez co w reżyserce szybko przylgnęło do niej przezwisko
damy z perłami. Podejrzewała, że lektor podczas montażu uczyni z tego jej znak rozpoznawczy i z rozkoszną wręcz niecierpliwością czekała na moment, gdy program trafi do emisji i obcy ludzie na ulicy zaczną tak się do niej zwracać. Z rozmyślań o przyszłej sławie wyrwał ją jednak… Finn, no bo któżby inny? Podbiegł do niej od tyłu, zanim w ogóle zdążyła przekroczyć próg jadalni. Położył dłoń na jej biodrze i wciągnął ją do pomieszczenia obok.
Zabijemy księdza. Aha? Ależ on był bezpośredni! Spojrzał w jej oczy z tak poważną miną, że Eleanor zaśmiała się uroczo. I z satysfakcją. -
A gdzie twoje hamulce moralne? - odparowała natychmiast, wydymając usta w udawanym oburzeniu. Jednak wiedziała, że Finn miał stuprocentową rację - ksiądz kompletnie nie pasował do dynamiki ich grupy, a jego podejrzliwość zaczynała im zagrażać.
Pocałujesz go, płomyczku? Jejku, Finn był taki… Och. I ach. Przygryzła dolną wargę i posłała mu długie spojrzenie, udając, że się zastanawia. Cholera, z każdym dniem spędzonym na zamku Leanor doceniała coraz bardziej, że miała go po swojej stronie; był bystry, bezczelny i... czarujący. Gdzieś pomiędzy przelotnymi uściskami w cieniu kamer a spiskowaniem na uboczu, Ruda łapała się na myśli, że cholernie się do niego
przywiązała. Nawet nie była tym faktem zaskoczona. Podobno jeśli przeżywało się z kimś pełne adrenaliny wydarzenia, to ta druga osoba automatycznie stawała się kimś ważnym. No i nie dało się ukryć, że już dawno przestało ich łączyć tylko i wyłącznie pożądanie. Zaczynało jej na nim
zależeć.
Zlustrowała Ardena od stóp do głów, pochłaniając wzrokiem każdy detal jego idealnie skrojonego garnituru i starając się ze wszystkich sił ignorować czerwone światełka kamer w kącie sali. Jejku, tak bardzo miała ochotę go pocałować… Ale nie mogła. -
No dobrze, pocałuję go, przed pójściem do nieba zgrzeszy w myślach - zażartowała ze słodkim uśmiechem, zanim Finn poprawił krawat i z błyskiem w oku wymknął się na korytarz, zostawiając ją samą. Eleanor odczekała chwilę, poprawiła perły i również zaczęła wychodzić, ale… wpadła prosto na Rusty’ego. Stanęła jak wryta i zmierzyła go spojrzeniem. Czy on ich podsłuchiwał?! -
Kto zgrzeszy w myślach? Znowu romansujecie z Finnem? - prychnął Rusty, krzyżując ramiona. -
Dajcie spokój, jesteśmy w finale, i tak wszyscy wiedzą, że jesteście razem, nie musicie się ukrywać po kątach - powiedział po chwili, a Eleanor odetchnęła z ulgą. Rusty naprawdę był taki głupi, na jakiego wyglądał, w ogóle ich nie podejrzewał! Posłała mu najbardziej uroczy uśmiech, na jaki było ją stać, starając się ukryć poirytowanie pod słodką maską. -
Rusty, po prostu musiałam przypomnieć Finnowi, gdzie jest jego miejsce - wyjaśniła z gracją, odrzucając rude włosy do tyłu i śmiejąc się krótko. Bardzo
krótko. -
A tak w ogóle, jeśli przez was wystygnie nam kolacja, to jedyną osobą, która zgrzeszy w myślach, będę ja - kontynuował Rusty, łapiąc Elę niezdarnie za rękę i ciągnąc ją w stronę jadalni. ALEŻ ON SIĘ POCIŁ! -
Chodź już, bo książulek zaraz sam odmówi modlitwę i zje wszystkie przystawki - dodał naburmuszony, dalej prowadząc ją do jadalni jak do ołtarza. FUJKA.
Leanor nic już na to nie odpowiedziała, ale wyswobodziła dłoń z jego uścisku, gdy przepuścił ją w drzwiach. W jadalni już panował gwar - Finn siedział wygodnie między Prajeetem a Velourem, a dla Leanor przygotowano miejsce naprzeciwko, po drugiej stronie stołu, między księdzem Matthew a Rustym. Masakra. Jednak, hola, hola, Eleanor miała zadanie do zrealizowania i wpadła właśnie na świetny - w jej mniemaniu - pomysł. -
Przepraszamy za spóźnienie! Mam nadzieję, że ojciec jeszcze nie odmówił modlitwy? - zawołała od progu z promiennym uśmiechem, ale zamiast od razu usiąść, podeszła do księdza i w ramach wylewnego powitania
pocałowała go w oba policzki. Tak po francusku. Mua. Mua. Trzy muśnięcia. Zadanie wypełnione, eliminacja przypieczętowana. A żeby nikt przy stole nie powiązał faktów, chwilę później z takim samym entuzjazmem przytuliła na powitanie lekko zdziwionego Prajeeta oraz wystrojonego Veloura.
Cholera, ciekawe, jak to wypadnie w telewizji…? Hehe. Te myśli wracały do niej jak bumerang i nie mogła się wyluzować. Księdza chyba też zatkało od tej wylewności, bo nie odpowiedział Eli ani słowem, mierząc ją tylko tępym, zdezorientowanym wzrokiem. Pewnie ostatnią kobietą, która go pocałowała, była jego matka, lol. -
No nareszcie! Dobry wieczór, robaczki, rozwijajcie czerwony dywan, królowa wreszcie łaskawie zasiada do stołu! - obwieścił Velour, przebierając nogami pod stołem. -
Eleanor, wyglądasz obłędnie, a te perły… Normalnie zazdrość mi dupę ściska! Ach, Finn, mam nadzieję, że wiesz, jak zajmować się taką perełką, hihi - dodał, dając Finnowi kuksańca w bok. -
Ach, dziękuję, Velour, też wyglądasz fantastycznie. Co powiecie na toast? - zagaiła Eleanor, przejeżdżając dłonią po ramieniu i karku Finna w ramach przywitania. Nie mogła go pominąć, prawda? W tym czasie Prajeet zaczął nalewać wszystkim do kieliszków czerwone wino. -
Eleanor, usiądź już, proszę… ostatnia wieczerza przed nami… - wymruczał w końcu ksiądz, poprawiając się na krześle.
No dobrze. Eleanor obeszła stół i zajęła swoje miejsce, posyłając Finnowi zadziorne i odrobinę maślane spojrzenie.
Zrobione, kochanie. Pod stołem odszukała jego nogę i trąciła jego łydkę czubkiem szpilki, uśmiechając się słodko i unosząc kieliszek do góry. Ciekawe, czy był z niej dumny? Już miała coś powiedzieć, gdy Rusty westchnął głośno, skupiając na sobie uwagę wszystkich zebranych. -
Jezuuu, dajcie spokój z tymi toastami i udawaniem wielkiego świata - warknął, po czym bez żadnych ceregieli rzucił się na steka, którego kelner akurat postawił mu przed nosem. -
Kolacja jest od jedzenia, a nie od gadania. Smacznego i bez zbędnego pierdolenia, błagam - dodał. W tym czasie Eleanor odchyliła delikatnie głowę do tyłu i rozsiadła się wygodniej; jeju, czuła taką niesamowitą ulgę i radość, że to całe show zmierzało już do końca - Rusty nie mógł zepsuć jej humoru. Wiedziała, że jutro z Finnem wyeliminują ostatnią osobę - wyglądało na to, że Rusty’ego - a potem zostanie im już tylko finałowe głosowanie przy ognisku. -
Rusty, kochanie, ty naprawdę potrafisz wnieść do tego zamku powiew świeżego powietrza - skomentowała słodko, powoli wkładając do ust kawałek chrupiącej fasolki szparagowej. Spojrzała po twarzach zebranych i prawie nie parsknęła śmiechem, bo naprawdę zanosiło się na to, że razem z Finnem mieli wygraną w kieszeni. Rusty był poczciwy, ale głupi jak but i chłonął każdą ich bajeczkę. Velour za bardzo skupiał się na wyglądzie i stylizacjach, na pewno nie podejrzewał nikogo z ich dwójki, a Prajeet… na sam widok Eleanor dostawał rumieńców i nie potrafił rozmawiać z kobietami. Szansa, że rozgryzłby duet
Arden & O’Cahallan i wskazał zdrajcę przed kamerami, była bliska zeru. Leanor upiła łyk wina i ponownie skrzyżowała spojrzenie z Finnem.
Ciekawe, czy smakował mu stek?
Partner in crime