33 y/o
For good luck!
157 cm
crisis counselor 988: Suicide Crisis Helpline
Awatar użytkownika
[white noise]
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Misty odmówiła szampana niemal odruchowo. Grzecznie, z tym swoim lekkim uśmiechem, który pojawiał się na twarzy wtedy, kiedy chciała zaznaczyć, że docenia propozycję, ale zdecydowanie nie zamierza z niej skorzystać. Kawa — tak. Kolejna kawa, najlepiej mocna — zdecydowanie. Może właśnie dlatego, kiedy siedziała teraz na białej sofie, z papierowym kubkiem opartym o kolano, nie była już pewna, czy drżenie palców jest wyłącznie skutkiem kofeiny.
Przez kilka minut zza drzwi garderoby dobiegały ją pojedyncze uwagi Hazel, szelest materiału i ciche przesuwanie klipsów. Misty zdążyła już zerknąć na zegarek, potem na własne odbicie w jednej z lśniących powierzchni, a w końcu bez większego zainteresowania przesunąć wzrokiem po kolejnych fotografiach ślubnych.
Była zmęczona. Bardzo. Nocna zmiana wciąż siedziała jej gdzieś pod powiekami, a organizm coraz wyraźniej upominał się o sen. Jeszcze kilka godzin temu marzyła wyłącznie o prysznicu, własnym łóżku i czymś, co nie wymagałoby od niej żadnego kontaktu z drugim człowiekiem.
A teraz czekała. Czekała na Hanę i dopiero, kiedy przesuwane drzwi się rozsunęły, Misty podniosła wzrok. Zamarła. To było niemal absurdalne, jak szybko senność ustąpiła miejsca czemuś zupełnie innemu.
Hana wyglądała... inaczej.
Nie jak kobieta siedząca kilka godzin wcześniej przy stoliku w Baddies, z trzema saszetkami cukru wsypanymi do kawy i śladami po całym emocjonalnym trzęsieniu ziemi jeszcze świeżymi na twarzy. Nie jak ktoś, kto przed chwilą wyrzucił własne druhny ze swojego ślubu, a potem pozwolił Misty ciągnąć się przez Toronto w nieznanym kierunku. Po prostu stała przed nią w sukni.
Misty aż wyprostowała się na sofie.
— O. — Tyle udało jej się powiedzieć w pierwszej chwili. Kubek z kawą niebezpiecznie przechylił się w jej dłoni, więc szybko odstawiła go na stolik. Palce miała zdecydowanie zbyt niespokojne jak na kogoś, kto jeszcze chwilę temu przekonywał samą siebie, że jest tylko zmęczonym obserwatorem całej tej sytuacji.
Przyjrzała się Hanie uważniej. Jedwab układał się miękko, bez żadnego z tych problemów, które jeszcze przed chwilą wydawały się Nilsinger tak oczywiste. Drapowany dekolt, rękawy, linia pleców — wszystko miało w sobie coś jednocześnie eleganckiego i bardzo prostego. Suknia nie próbowała Hany zmienić. Po prostu pozwalała jej w niej być i chyba właśnie to uderzyło Misty najmocniej.
— Nie — powiedziała w końcu, zdecydowanie, choć nadal patrzyła na nią trochę zbyt długo. — Nie. Absolutnie nie. — Przerwała, jakby sama przestraszyła się własnego tonu. — Jest... naprawdę piękna. — Kąciki jej ust uniosły się szerzej. To nie był ten uprzejmy uśmiech, którym przez ostatnie miesiące obdarzała ludzi, żeby zaznaczyć, że wszystko jest w porządku. Ten pojawił się sam. Prawie dziecięco szczery i zdecydowanie bardziej entuzjastyczny, niż Misty sama podejrzewała, że potrafi jeszcze z siebie wykrzesać po nieprzespanej nocy. — Ty też. — Zawahała się na sekundę. — Znaczy... wiesz. Wyglądasz świetnie. — Dopiero wtedy zauważyła, że jej własne dłonie znowu zaczynają drżeć. Zacisnęła więc palce na kolanach, jakby tym prostym gestem mogła przywrócić sobie pełną kontrolę. Kofeina. Na pewno kofeina. Albo zmęczenie. Albo to wszystko razem. — I zanim zaczniesz się zastanawiać, czy mówię to dlatego, że siedzę tu od godziny i nie wypada mi powiedzieć czegoś innego... — dodała, zerkając na nią z rozbawieniem. — Nie. Naprawdę mówię serio.
Misty podniosła się z sofy, jakby dopiero teraz dotarło do niej, że powinna podejść bliżej. Zatrzymała się jednak w bezpiecznej odległości, zostawiając Hanie przestrzeń. Jej spojrzenie jeszcze raz przesunęło się po sukni. Coś w jej twarzy złagodniało. Przez krótką chwilę nie widziała już salonu, białych ścian ani drogich projektantów. Widziała Hanę, która jeszcze niedawno siedziała obok niej na ławce i próbowała przekonać samą siebie, że przełożenie ślubu jest tylko niedogodnością. Widziała tę samą kobietę, która przez lata potrafiła mówić innym, że wszystko da się naprawić, wystarczy tylko spróbować jeszcze raz. Misty znała ten mechanizm aż za dobrze. Sama kiedyś w nim tkwiła. Teraz jednak nie zamierzała psuć tej chwili.
— Powinnaś ją zobaczyć jeszcze raz w lustrze — powiedziała ciszej. — Ale tym razem bez szukania rzeczy, które są nie tak. — Na moment zawiesiła wzrok na sukni i… przekrzywiła głowę. — Bo ja żadnej nie widzę.

✨Hana Nilsinger✨
gall anonim
29 y/o
For good luck!
161 cm
menadżerka eventowa w Guild Inn Estate
Awatar użytkownika
so let's say it's working out, you pretend to love his mother, lying to your friends about how he's such a goddamn good lover
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitry/me
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jest naprawdę piękna.
W pierwszym odruchu skromności — czy fałszywej, czy odruchowej, czy faktycznej, trudno powiedzieć — chciała bezwarunkowo zaprzeczyć. Suknia… podobała jej się. To była chyba jedyna rzecz dotycząca całej oprawy ślubnej, którą postanowiła wybrać sama i naprawdę postawiła na swoim. I może dlatego wszyscy wokół tak krytykowali ten wybór; a może Hana słyszała jedynie krytyczne głosy, bo te były najgłośniejsze?
Ty też.
Nie pierwszy raz tego poranka poczuła, jak na jej twarz wypływa rumieniec. Tym razem nie był to burak powodowany wściekłością, nie zrobiła się czerwona od stóp do głów; ot, krągłę policzki nabrały odrobinę więcej koloru, a wzrok mimowolnie uciekł gdzieś w bok.
Czyli…
Czyli naprawdę dało się powiedzieć coś niewymuszenie miłego bez ubierania tego w towarzyszące kąśliwe uwagi. Chwilowe przyjemne łaskotanie, spowodowane tym odkryciem, za chwilę ustąpiło miejsca chłodnemu niedowierzaniu. Misty tak zaciekle ją zapewniała, że nie jest to wymuszone, że przecież nie mogło to być prawdą, musiała mówić po prostu z uprzejmości, prawda?
Uśmiech Hany na moment się rozmył, ale wtedy uderzyło ją wspomnienie sprzed niemal dwóch godzin, kiedy Misty kategorycznie sprzeciwiła się życzeniu zostania jej druhną. Wtedy nie próbowała być miła ani ubierać swoich myśli w delikatniejsze słowa, by jej nie zranić. Nie odpowiedziała jej z braku laku, więc czemu teraz miałaby…?
— Dziękuję, Misty. Uspokoiłaś mnie — powiedziała w końcu Hana, kiedy głos jej powrócił. Faktycznie uniosła wzrok z niego większą pewnością niż wcześniej i zmierzyła swoje odbicie w lustrze. Ustawiła się tak, że nie było widać spinających materiał klipsów… i musiała przyznać, że podoba jej się to, co zobaczyła. — Według matki Nate’a jest ordynarnie prosta — dodała jeszcze, unosząc ręce i ukazując zgrabne rozcięcie po wewnętrznej części rękawów. — Podoba mi się, że materiał tak spada na dłonie. Paradoksalnie wydają się przez to smuklejsze. I podoba mi się ta ordynarna prostota przełamana drobnymi detalami. Nie wydaje mi się na przykład, żeby to drapowanie dekoltu było aż takie oklepane… — rzuciła jeszcze, przenosząc na moment spojrzenie na Misty, jakby sprawdzała jej reakcję. Jakby szukała potwierdzenia, że jej zdanie naprawdę ma sens nie tylko dla niej.
— Ależ pani Nilsinger! — wtrąciła Hazel, która przez dłuższą chwilę wydawała się zupełnie niewidoczna. — To jest tegoroczny projekt, nie ma prawa być oklepany. Danielle Frankel oddaje w swoich projektach hołd tradycji, ale z nowoczesnym twistem, dzięki czemu stroje są takie wyjątkowe. Zadowala zarówno tradycjonalistów, jak i…
— Hazel — ton Hany momentalnie się zmienił na nieco chłodniejszy i jakby… bardziej profesjonalny. — Wydaje mi się, że zapominasz, z kim rozmawiasz. Myślisz, że nie zorientuję się, że cytujesz słowo w słowo broszurkę z ostatnich targów mody ślubnej w Ontario? Bez urazy, ale mogłabyś dodać coś od siebie.
Hazel zmarkotniała i wycofała się, zanim zdążyła podejść bliżej. Miała chyba zamiar schować się w gabinecie, ale wtedy Hana zatrzymała ją gestem.
— Zaczekaj. Powiedz mi coś od siebie. Szczerze.
Dziewczyna przestąpiła z nogi na nogę, wyglądając ewidentnie jak uczennica pod tablicą. Otworzyła usta kilka razy, jak ryba wyciągnięta z wody, zanim w końcu się odezwała.
— Uważam, że nie powinna pani słuchać pani teściowej. Ta suknia wygląda, jakby była stworzona dla pani. — Uśmiechnęła się z lekkim zakłopotaniem. — Tego nie znajdzie pani w katalogu. To zbyt proste stwierdzenie. Ordynarnie proste, niektórzy by rzekli.

😊Misty Sloane😊
cute bimbo
nie lubię narracji pierwszoosobowej, niechlujnych postów i prowadzenia rozgrywki w kilku czasoprzestrzeniach jednocześnie
ODPOWIEDZ

Wróć do „Baddies”