Green Goblin, vol. 1
Juan zetknął się z komiksem po raz pierwszy gdy miał dwa lata, choć wówczas nie miał jeszcze świadomości, że ma do czynienia z horrendalnie drogim egzemplarzem Batmana z 1940 roku. Ośliniony, miejscami naddarty tomik wciąż znajduje się w rodzinnej kolekcji w pudle na strychu, podobnie jak stare albumy ze zdjęciami, zapomniane sprzęty, których nie wyrzucono bo „jeszcze mogą się przydać” i przedawnione dokumenty.
W świat superbohaterów wprowadził go starszy o dziesięć lat brat - José. Razem stworzyli pierwsze figurki z masy solnej, wymyślali paralelne światy i biegali po domu w pelerynach z tego, co znaleźli pod ręką. Wyobraźnia rozwijała się u Juana w zawrotnym tempie, co niestety nie szło w parze z nauką przedmiotów ścisłych. Uznano jednak, że podobnie jak nieobecna w życiu rodzinnym matka, ma po prostu artystyczną duszę i należało to zaakceptować.
Ich rodzice nie do końca mieli pojęcie o wychowywaniu dzieci. Starszy José przyszedł na świat, gdy ich matka, dziewiętnastoletnia wówczas Fatima, była w trakcie serii przesłuchań do serialu, natomiast ojciec Carlos domykał ostatni etap projektu jednego z najwyższych wieżowców w Meksyku. Czas im nie sprzyjał, mimo to zdecydowali się spróbować i ponieważ prowizorka jest zwykle rozwiązaniem z jakim trudno się pożegnać, ich model rodziny pozostawiał wiele do życzenia.
Juan, podobnie zresztą jak José, widywał swoją matkę częściej na ekranie telewizora niż na żywo, a nad wszystkim pieczę starał się sprawować ojciec, który szybko zaczął siwieć i przejmować obowiązki domowe. Ich sytuacja finansowa pozwalała na wygodne życie, było jednak wyraźnie czuć, że pomimo starań pana Arellano, czegoś im brakowało.
José jako starszy regularnie przejmował część obowiązków, zwłaszcza gdy chodziło o opiekę nad młodszym bratem, Juan natomiast szkodził na potęgę być może wierząc, że w ten sposób sprowadzi nieobecną matkę do domu.
Daredevil, vol. 2
Wydawało im się, że są nierozłączni.
Szkoła przyniosła więcej rozczarowań niż powodów do radości, a chociaż nikt mu specjalnie nie dokuczał, Juan trzymał się z boku żyjąc bardziej we własnym świecie niż tym rzeczywistym. Rysował swoje pierwsze koślawe komiksy, poznawał anatomię z atlasów i ćwiczył szkice, gwiżdżąc sobie na matematykę, fizykę i biologię. Jego brat poszedł w zupełnie innym kierunku, planując iść w ślady ojca i aplikować w przyszłości na architekturę.
Różnica wieku pomiędzy braćmi zaczęła stawać się zauważalna, gdy José przestał interesować się komiksami, a wolny czas poświęcał znajomym znikając na długie godziny, a czasami i noce. Weekendy zwykle spędzane wspólnie przed telewizorem lub na malowaniu figurek stały się okresem samotności, więc próbował odzyskać je w inny sposób. Starając się zaimponować bratu wpadał na coraz to nowsze pomysły, zadręczał go gdy tylko nadarzyła się okazja i niejednokrotnie próbował towarzyszyć mu podczas wyjść z kolegami, co za każdym razem kończyło się sprowadzeniem urażonego Juana z powrotem do domu, pod ojcowską pieczę. Nie podobało mu się, że José niegdyś poświęcający mu cały swój czas znikał z jego życia, więc postanowił udowodnić, że zasługiwał aby dołączyć go do nowej puli znajomych.
To był maj, a José niedawno osiągnął pełnoletniość. Juan czekał na ósme urodziny w czerwcu, aczkolwiek uważał się za wystarczająco dorosłego by uczestniczyć w imprezie, o której słyszał od ponad dwóch tygodni. Nie pomogło przekonywanie, wyliczanie powodów, dla których można go było uznać za stuprocentowo odpowiedzialnego, dojrzałego ponad wiek sensownego członka grupy, więc przez pół dnia bardzo dorośle boczył się na José i zdemolował mu pół pokoju. Liczył na rewanż w postaci kłótni, na reakcję, która poruszyłaby coś w ich zastanej, spłycającej się relacji; otrzymał jedynie westchnienie.
WESTCHNIENIE. I odwrócenie wzroku, jakby machnięcie ręką mówiło samo za siebie.
To wtedy Juan wpadł na fantastyczny pomysł ukrycia się w bagażniku ich leciwego mercedesa, co o mało nie zakończyło się tragedią.
José nie wziął tego wieczoru ich rodzinnego samochodu. Nieświadom, że Juan zamiast siedzieć na strychu i rysować nowe postaci do swoich raczkujących komiksów wyszedł z domu w pośpiechu wiedząc, że znajomi czekali na niego od ponad godziny i tracili cierpliwość. Nie miał ochoty po raz kolejny zmieniać planów i chociaż obiecał ojcu, że zaopiekuje się bratem, stwierdził być może, że tak jak w przypadku paru innych podobnych okazji, nic złego się nie stanie, jeśli spuści go z oka na jakiś czas.
Tymczasem zatrzaśnięty w bagażniku przez własną głupotę Juan na zmianę budził się i tracił przytomność przez ograniczony dostęp do tlenu. Udar przyszedł później, choć nie pamiętał go wcale poza tym, że było mu niedobrze z gorąca i był tak słaby, że nie miał już siły kopać na oślep. Uratowało go tylko to, że temperatura z czasem zaczęła spadać gdy słońce zaszło, a stojący w garażu mercedes nie nagrzał się tak, jak inne auta zaparkowane na ulicy.
Dopiero wracający po północy do domu ojciec zaalarmowany nieobecnością Juana zaczął szukać go na własną rękę.
W szpitalu zadecydowano o wprowadzeniu go w stan śpiączki farmakologicznej zważywszy na silny wzrost ciśnienia wewnątrzczaszkowego. Stracił miesiąc życia i nic z tego okresu nie pamiętał, poza stale czuwającym przy łóżku ojcem i matką, którzy praktycznie nie odstępowali go na krok. Szczęśliwie nie odniósł żadnych trwałych fizycznych obrażeń, ale trauma i paniczny lęk przed zamknięciem pozostały z nim na resztę życia ciągnąc się latami, zmuszając do podejmowania kolejnych terapii i wywołując stan wojenny w domu, który niegdyś był aż zbyt cichy.
Teen Titans, vol. 3
Po powrocie do domu sytuacja uległa gwałtownej zmianie. Matka odwiesiła karierę aktorską tymczasowo na kołek, co zmusiło resztę domu do nauczenia się codziennego życia na nowo. Nie było ani łatwo ani przyjemnie, szczególnie dla José, który ciężar odpowiedzialności za incydent wziął na siebie. Bez względu na to ile razy i w jaki sposób Juan próbował zainicjować z nim rozmowę, starania kończyły się niepowodzeniem, pytania pozostawały bez odpowiedzi, a jego przeprosiny odbijały się bez echa tak, jakby mówił do ściany.
Terapeutka do której rodzice zabierali go dwa razy w tygodniu sugerowała by dał bratu trochę czasu i przestrzeni, jednak kolejne lata pokazały, że ich relacja miała pozostać w tym stanie zawieszenia.
Równie kiepsko prezentował się obraz małżeństwa pomiędzy państwem Arellano, którzy kłócili się o najmniejszą głupotę, a zważywszy na temperament Fatimy, często były to pełne sesje krzyków, pretensji o rzeczy, które miały miejsce na długo przed urodzeniem się któregokolwiek z braci, oraz litanie żali których adresatem przeważnie był Carlos. W powietrzu wisiało widmo rozwodu i właśnie wtedy Juan postanowił coś zrobić.
Nie wiedział co mogłoby pomóc, miał dziewięć lat i żadne pojęcie na temat prawdziwie zdrowej relacji, aczkolwiek wierzył głęboko, że jeżeli posiadał jakąś ukrytą supermoc, był to najwyższy czas aby się zamanifestowała.
Zaczęło się od jednej karteczki przyklejonej na tosterze. Prosty rysunek z całą ich czwórką walczącą z Kapitanem Niezgodą i domazanym na boku sercem odnalazł ojciec, który rano wyręczał żonę z obowiązków domowych. Kolejna karteczka pojawiła się w torebce matki, a ta znalazła ją płacąc za zakupy. Wkrótce podobnych rysunków znalazło się więcej w całym domu, a chociaż Juan nie ma o tym bladego pojęcia, wszystkie zostały zebrane i nadal leżakują w pudle obok pożółkłego komiksu z Batmanem.
Finalnie państwo Arellano doszli do porozumienia i obyło się bez rozwodu, natomiast podjęto decyzję o wspólnej przeprowadzce do USA, by Fatima mogła wrócić do zawodu i jednocześnie częściej bywać w domu.
Captain America, vol. 4
Pomimo poprawiającej się sytuacji ogólnej, José nie udzieliła się aura umacniania rodzinnych więzów. Niedługo po zamieszkaniu w Los Angeles, José podjął decyzję o rozpoczęciu studiów i wyjechał na drugi koniec kraju, pomimo obietnic dzwoniąc dość rzadko. Juan po raz drugi odczuł dotkliwą stratę bliskiej osoby, gdy po matce znów musiał się z kimś rozstać. Miał jedenaście lat i nie rozumiał dlaczego wciąż czuł jakby był rozczarowaniem dla każdego wokół.
Dom znów stał się cichy gdy zostali w nim tylko on i jego ojciec. W tym czasie ich relacje uległy znacznemu zacieśnieniu, między innymi dzięki wspólnej nauce gry na gitarze, filmowym weekendom i rozmowom o niczym. Wtedy nauczył się również, że maskowanie problemu przez humor i bezpodstawną pewność siebie było dobrym sposobem, aby nie martwić dodatkowo i tak siwiejącego przedwcześnie ojca.
Przed ukończeniem szkoły średniej Juan miał już na koncie kilka sukcesów z komiksem w tle. Tworzył praktycznie bez przerwy rezygnując do minimum z aktywności towarzyskich, poznawał nowe techniki i szkolił się z obsługi podstawowych programów graficznych, choć po dziś dzień jest zwolennikiem tradycyjnego rysunku.
Transmetropolitan, vol. 5
Wybór kierunku studiów był oczywisty od dłuższego czasu, aczkolwiek nikt chyba nie spodziewał się, że Juan zapragnie przeprowadzić się tak daleko. Wybór Toronto był poniekąd przypadkowy; zaaplikował na kilka uczelni oferujących przyzwoite kształcenie i bogate portfolio absolwentów, którzy osiągnęli sukces w swoich dziedzinach, aczkolwiek kierował się przede wszystkim odległością od rodzinnego domu.
Od kilku lat miał nieodparte wrażenie duszności i zastania, a perspektywa utknięcia w Los Angeles z ojcem utyskującym na stawy, matką wchodzącą w etap wczesnej emerytury i nagle znów obecnej oraz sztywno zaplanowanym kalendarzem spotkań z terapeutą przypominała mu zamknięcie w ciasnym, pozbawionym okien pokoju.
Potrzebował przestrzeni, własnego miejsca na oddech i świeżego startu. Miasta, w którym arterie ulic pozostawały niezbadane, twarze obce, a nowe wyzwania kazały wyjść poza strefę komfortu i szukać rozwiązań. Uniwersytet z Toronto odpowiedział na jego aplikację jako pierwszy i tylko dlatego Juan finalnie wylądował w Kanadzie w 2025 roku.
Pierwszy rok studiów zapamiętał głównie z imprez, potyczek z wykładowcami i wydrukowanego za własne pieniądze, wąskiego nakładu autorskiego komiksu o tytule
Void. W tym czasie zupełnie zrezygnował z terapii uważając, że skoro po tylu latach nie przyniosła efektu, nie było sensu jej kontynuować, aczkolwiek tą informacją nie podzielił się z rodzicami. Dzwonili często, rekompensując sobie w ten sposób umiarkowany kontakt z José, opowiadali o odkrywanych na emeryturze hobby i utyskiwali na cichość w domu, a jemu pozostało co najwyżej kiwać głową, przewracać oczami i zerkać na zegarek, gdy rozmowy przeciągały się zanadto.
Wonder Woman, vol. 6
Mniej więcej pod koniec pierwszego semestru, podczas noworocznej imprezy Juan w końcu mógł powiedzieć, że ktoś wpadł mu w oko.
Niewiele o niej wiedział - w jego wyidealizowanej, romantycznej wizji nie musiał zresztą. Wystarczyło, że widząc ją po raz pierwszy i słuchając głosu pobocznie prowadzonej przez nią rozmowy pomyślał wpierw, że zmieszał coś przypadkiem i stracił poczucie przestrzeni. Serce i płuca zachowały się tak, jakby ktoś zamknął go w zbyt ciasnym pomieszczeniu i dlatego Juan z odruchu błędnie założył, że przeszedł przez przypadkowy atak paniki. Gdy zrozumiał, że reakcja nie miała nic wspólnego z jego klaustrofobią zapragnął zrobić wszystko, byle móc utrzymać się w jej otoczeniu, nawet jeżeli kosztowało go to niekiedy jego własną godność.
Podobno był oczywisty (zdaniem każdej osoby postronnej, mimo że sam był przekonany, że w swoim zauroczeniu był wybitnie incognito), z pewnością niezwykle uparty i zdeterminowany, dzięki czemu udało mu się przetrwać szereg odmów, nie zrażał się gdy zbywała go żartem, a nawet gdy po paru miesiącach zdał sobie sprawę, że jego uczucie mogło być w całości jednostronne, wciąż upierał się by zachować kontakt, choćby miał być wyłącznie koleżeński.
Z tym podejściem wyjechał po pierwszym roku na wakacje z powrotem do Kalifornii, wierząc że może zmiana otoczenia pomoże mu poukładać sobie tę sytuację tak, by załagodzić złamane serce.
Ciekawostki
➪ Ma klaustrofobię o ciężkim stopniu nasilenia. W ciasnych, zamkniętych pomieszczeniach zaczyna się dusić, w następstwie dochodzi do paraliżu i ataku paniki.
➪ Zarzucił terapię zaraz po przyjeździe do Toronto. Odciął od tej informacji rodziców wiedząc, że nie wsparliby takiej decyzji.
➪ Ma bardzo słaby kontakt ze swoim starszym bratem José. Widują się mniej więcej raz do roku przy świętach, z przyzwoitości zamienią ze sobą parę słów, ale ich relacja nigdy nie odzyskała charakteru sprzed incydentu z bagażnikiem.
➪ Poza klaustrofobią, w związku z pracą matki i dystansem ze strony starszego brata, Juan rozwinął silny lęk przed odrzuceniem oraz wypracował unikający styl przywiązania. W swojej historii relacji z innymi ludźmi nie posiada ani jednej, którą można by uznać za głębszą.
➪ Jest przekonany o własnej samowystarczalności, nawet gdy wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazują, że sobie nie radzi. W towarzystwie uważany za odstającego w granicach normy, z poczuciem humoru (będącym często mechanizmem obronnym maskującym aktualne problemy) i sporymi pokładami pewności siebie.
➪ Jest również niepoprawnym romantykiem, co w połączeniu z jego tendencją do wycofywania się z każdej potencjalnej relacji złożonej bardziej niż koleżeńska, zaowocowało łatką tego
wygadanego, ale bez pokrycia w czynie.
➪ Nie potrafi długo podróżować autem bez postojów, korzysta ze schodów zamiast windy, a jego szafa nie ma drzwi.
➪ Jest tak samo temperamentny jak swoja matka, choć ma znacznie dłuższy lont. Ponieważ język angielski nigdy nie był jego mocną stroną, często zastępuje trudniejsze słowa hiszpańskimi odpowiednikami i bywa, że myli znaczenie tych, które powinny być mu znane.
➪ Jest zerojedynkowym altruistą. Jeżeli w coś się angażuje, robi to w stu procentach, nigdy na pół gwizdka.
➪ Jego dłonie bardzo często poplamione są tuszem, zdarza się również, że nieświadomie chodzi pooklejany fragmentami rastrów.