ODPOWIEDZ
20 y/o
For good luck!
178 cm
sex worker, thief, hustler ✨ wherever pays ✨
Awatar użytkownika
You're so pretty, think I forgot too fuckin' breathe.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiczas przeszły
postać
autor


Won't believe what I'ma say roarin' down the interstate

Miał niezbyt zdrowy zwyczaj wydawania więcej, niż miał. Były lepsze i gorsze miesiące, a w tym udało mu się zapłacić rachunek za prąd za zeszły i obecny miesiąc, więc nie musiał ładować telefonu w miejscach publicznych i mógł na spokojnie popisać z ludźmi w swojej klitce i jeszcze sobie w tym czasie coś na elektrycznej kuchence ugotować. Zapłacił też zaległy czynsz, więc nie groziło mu wyrzucenie na ulicę.
Pod adresem, który podała mu Coven, pojawił się niedługo po wymianie z nią wiadomości. Zdążył wziąć tylko szybki prysznic (w zimnej wodzie) i zarzucić na siebie czyste ciuchy. Tych miał akurat sporo i wcale nie należały do najtańszych. Na ciuchy i buty wydawał sporo kasy, a zaniedbywał to, czego na pierwszy rzut oka widać nie było, czyli na przykład rachunki.
Aurelian uczył się żyć po swojemu i chociaż nie było idealnie i miał ogromne braki w zdrowym postrzeganiu rzeczywistości, to uważał, że wiodło mu się lepiej, niż w okresie dorastania, kiedy najpierw obrywał od patologicznych rodziców biologicznych, a potem przerzucano go z rąk do rąk rodzin zastępczych, głównie nastawionych na zysk. On również kierował się właśnie tym — zyskiem. To podobno było najważniejsze. Odbijał sobie braki emocjonalne wydawaniem pieniędzy w knajpach i pubach albo na ciuchy, które na dobrą sprawę powinien wrzucić na regularne płacenie czynszu i rachunków czy rat za telefon i laptop z wyższej półki.
Coven od razu mu się spodobała, a nie każdy potrafił go tak szybko zainteresować. Nie był pewien jaki miał typ, ale ona w nim była, przynajmniej dzisiaj. Kiedy mu otworzyła, uśmiechnął się lekko, bo dziewczyna okazała się nie tylko tym kimś ze zdjęć, ale nawet spodobała mu się jeszcze bardziej, a to nie było aż tak często, jak mogłoby się wydawać. Wszedł do środka, zdjął buty i rozejrzał się szybko po wnętrzu, od razu wyłapując szczegóły. Był w tylu różnych mieszkaniach, że przychodziło mu to naturalnie.
— Jak kolorowo — zauważył, bo to była pierwsza rzecz, która autentycznie mu się spodobała. Większość mieszkań, w których bywał była raczej urządzona chłodno i minimalistycznie. Trochę jak hotele, w których swoją drogą też często sypiał. — Sama urządzałaś? Lubisz ciepłe kolory? — zapytał, odwracając się do niej i mierząc ją wzrokiem od góry do dołu. Był ciekawy czy nosiła czerwoną bieliznę. Pasowałaby do niej.
— Mogę zapalić? — zapytał zaraz, co w jego przypadku było pytaniem bardzo ważnym. Niby rzucał, ale nie potrafił zrezygnować z palenia tak do końca. Cofnął się w stronę okna, zaraz przy łóżku, nie spuszczając dziewczyny z oczu. Odsłonił całkowicie ciemną zasłonę, żeby wpuścić do środka więcej słońca. Wolał jak było jaśniej, lubił wszystko dobrze widzieć. Chciał ją dobrze widzieć. Rozpiął bluzę, zdjął ją z siebie i położył na brzegu drewnianego mebla. Było wystarczająco ciepło, więc został w samym podkoszulku.

coven bremers
Ostatnio zmieniony pt paź 02, 2026 7:37 pm przez Ariel Lockwood, łącznie zmieniany 1 raz.
Myre
posty z ai, brak interpunkcji w postach i zaangażowania w fabułę, jak ktoś kieruje moją postacią bez uzgodnienia, jakieś paranoje
27 y/o
SPRING TIME
163 cm
sprzedawczyni w secondhandzie
Awatar użytkownika
mówisz mi "zostań" i jestem dziś pewien, że chcę z tobą tańczyć i zostać u ciebie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

017.
Obrazek
Nie miała w zwyczaju umawiać się z kimś po zaledwie kilku wymienionych wiadomościach. Nie no, kogo ona chciała oszukać. Oczywiście, że miała. To tak jak z wychodzeniem z baru z jakimś randomowym gościem. Albo gościówą. Coven była trochę puszczalska, ale też nie jakoś przesadnie. Jej koleżanka Jezbel była pod tym względem o wiele bardziej rozwiązła! Potrafiła zaliczyć kilku typów na jednej imprezie, podczas gdy Bremers wiernie gziła się tylko z jednym.
Ariel wydawał się miły. Na zdjęciach wyszedł też strasznie słodziutko. Miała tylko nadzieję, że nie okaże się jakimś sześćdziesięcioletnim dziadygą, który podawał się za młodego chłopaka, żeby wyrwać jak najwięcej panienek na Maplinderze. Niby człowiek znał już różne historie, ale nie zamierzała przekonywać się na własnej skórze, jak wygląda randka z kimś, kto mógłby być jej ojcem.
Nie mogła urwać się z pracy wcześniej, więc w mieszkaniu pojawiła się dosłownie na styk. Zdążyła jednak wziąć szybki prysznic, wysuszyć włosy i nałożyć makijaż. Narzuciła na siebie zwiewną, kwiecistą sukienkę i spryskała się ulubionymi perfumami, mając pewność, że spodobają się Arielowi. W końcu podobały się każdemu. Dlaczego jemu miałyby nie przypaść do gustu?
Powitała go szerokim uśmiechem, szczerze uradowana, że nie okazał się żadnym catfishem. Przepuściła go w drzwiach, pozwalając, żeby rozejrzał się po wynajęte mieszkaniu, które dzieliła z kilkoma innymi osobami, ale wszyscy byli albo w pracy, albo w rozjazdach do rodzinnych domów.
— Tylko swój pokój — wyjaśniła, kiedy Ariel pochwalił jej wystrój. Pomieszczenie było wyjątkowo przestronne i dzieliło się na dwie części - dzienną i sypialnianą. — Starałam się, żeby było tutaj przytulnie i żeby każdy, kto tutaj wchodzi czuł się tutaj przytulnie — wyszczerzyła się, a potem zerknęła na swoją pomarańczową sukienkę w czerwono-żółte kwiaty. Czy lubiła ciepłe kolory? Sam musiał odpowiedzieć sobie na to pytanie.
Skinęła głową, dając mu do zrozumienia, że śmiało może sobie zapalić. Jej też zdarzało się zakurzyć, ale raczej sporadycznie i najczęściej po alkoholu. A właśnie, alkohol!
— Chcesz piwo? — zagadnęła, kiedy już odsunął zasłonę. — Mam też prawie całą pizzę z wczoraj — dodała, bo może był głodny, a ona i tak jej nie przeje. Szkoda, żeby się zmarnowała.
Podeszła bliżej chłopaka i po prostu spojrzała mu w oczy. Były tak niebieskie, że można było w nich utonąć, niczym w odmętach oceanu. No, może trochę przesadzała, ale trudno było jej się powstrzymać. W końcu nie codziennie trafiał się ktoś z takimi oczami.
— Fajne masz włosy — powiedziała, sięgając dłonią do jasnego pasma. — Miękkie — dodała elokwentnie.
Umówmy się, Coven nigdy nie uważała, żeby inteligencja była jej najmocniejszą stroną. Nie udawała też mądrzejszej, niż była w rzeczywistości. Jeśli już miała kogoś oczarować, to wolała robić to na własnych zasadach. A głaskanie faceta po włosach i częstowanie go wczorajszą pizzą wydawało jej się całkiem niezłym początkiem.

Ariel Lockwood
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
20 y/o
For good luck!
178 cm
sex worker, thief, hustler ✨ wherever pays ✨
Awatar użytkownika
You're so pretty, think I forgot too fuckin' breathe.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Oczywiście pierwszą myślą Ariela wcale nie było to, że Coven jest łatwa. To było jego drugą myślą. Po mieszkaniu, w drodze do pokoju dziewczyny, rozejrzał się oszczędnie, bo przede wszystkim interesowało go miejsce, które należało do jego randki. Wcześniej nie wiedział, że mieszkała ze współlokatorami, co nie było w zasadzie niczym dziwnym, skoro jej nawet o to nie zapytał. W końcu byli dla siebie w zasadzie obcymi ludźmi.
Pokiwał na jej słowa głową i uśmiechnął się sympatycznie, bo dziewczyna była nie tylko ładna, ale wydawała się też miła i wręcz urocza. Szczególnie w tej sukience w kwiatki. Była to nawet miła odmiana, bo osoby, z którymi zazwyczaj się spotykał w znacznej większości nosiły spodnie. Nawet nie potrafił sobie przypomnieć kiedy ostatnio jakaś kobieta założyła sukienkę na spotkanie z nim. Chociaż była taka jedna w średnim wieku, ale ona chyba miała spódnicę i to taką bardziej elegancką, jak do biura, nie uroczą i kolorową, jak sukienka Coven.
— Tak, to od razu widać. Masz rękę do wystroju, no i sama pięknie wyglądasz — pochwalił ją, nie spuszczając z niej zadowolonego spojrzenia. Z ulgą przyjął wiadomość, że nie przeszkadzało jej palenie wewnątrz i że generalnie jej nie przeszkadzało. Sięgnął do bluzy, wyciągnął z niej paczkę szlugów i wysunął jednego z nich wargami, a potem odpalił czarną zapalniczką. Tylko opakowanie było od oryginalnych papierosów, a wewnątrz znajdowało się kilkanaście skręconych własnoręcznie fajek, takich z najtańszego tytoniu. Bibułki i filtry też zbyt wiele nie kosztowały.
Kiedy zaciągał się dymem przez jego twarz przebiegł wyraz ulgi. Powoli wypuścił dym w bok, słuchając o piwie i pizzy. Uśmiechnął się szerzej, bo nigdy nie odmawiał, kiedy ktoś chciał mu coś dać. Niby czemu by miał? Za darmo to uczciwa cena (tylko w przypadku, kiedy on coś otrzymywał, nie odwrotnie).
— Jasne. Piwo i pizza? Chyba się zakochałem — zażartował, sięgając do okna, żeby je otworzyć i strzepywać popiół na zewnątrz. Nie zauważył niczego w rodzaju popielniczki, a przecież nie będzie jej brudził podłogi. Może nie należał do chłopców z wyższych sfer, ale nie był też aż tak dużą patologią. Odwrócił się zaraz, opierając plecami o parapet i przyglądał się Coven, kiedy ta podeszła bliżej. Można było się w niej zauroczyć i być może kręciło się w jej pobliżu więcej osób, wcale by się nie zdziwił. Pozwolił jej dotknąć swoich włosów i nawet nieznacznie się do niej nachylił.
— A ty ślicznie pachniesz — odpowiedział i zbliżył się jeszcze trochę, żeby zaciągnąć się mocniej zapachem jej perfum. Było je czuć bardzo wyraźnie, nawet pomimo dymu papierosowego. Spodobały się mu. Perfumy na ogół miały przyjemne zapachy, a on lubił jak ktoś dobrze pachniał. Chyba nie było wielu zapachów, których szczerze by nie znosił. Podobała mu się również jej otwartość i powoli dochodził do wniosku, że ich spotkanie może być dużo przyjemniejsze, niż zakładał.
— Czy jest ktoś oprócz nas w mieszkaniu? — zapytał jeszcze zanim Coven wyszła po żarcie i piwo. Nie zaglądał do każdego pokoju i chociaż nikogo oprócz nich nie słyszał, to wcale nie znaczyło, że nikogo nie było. Szczerze wolałby być z nią sam, chociaż ostatecznie pogodziłby się i w innym wariantem. O ile obecność kogoś jeszcze na chacie nie onieśmielałaby samej Coven, Chociaż wtedy chyba by go nie zaprosiła do siebie, a przynajmniej tak wydedukował na szybko.

coven bremers
Myre
posty z ai, brak interpunkcji w postach i zaangażowania w fabułę, jak ktoś kieruje moją postacią bez uzgodnienia, jakieś paranoje
27 y/o
SPRING TIME
163 cm
sprzedawczyni w secondhandzie
Awatar użytkownika
mówisz mi "zostań" i jestem dziś pewien, że chcę z tobą tańczyć i zostać u ciebie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie wiedzieli o sobie właściwie nic, a mimo to nie przeszkadzało to Coven zaprosić chłopaka do własnego mieszkania. Co było skrajnym idiotyzmem, bo przecież równie dobrze mógł okazać się seryjnym mordercą. Albo kimś znacznie mniej spektakularnym, ale wciąż wystarczająco niebezpiecznym, żeby pożałowała swojej decyzji. Jakoś niespecjalnie brała pod uwagę żadną z tych możliwości. Była po prostu zbyt ufna. Z góry zakładała, że ludzie mają uczciwe zamiary, dopóki nie udowodnili jej czegoś przeciwnego. Życie już niejednokrotnie pokazywało jej, jak kiepska była to metoda. Mimo wszystko najwyraźniej niewiele się nauczyła. Pewnie dlatego, że poza łatwowiernością była też zwyczajnie naiwna.
Uśmiechnęła się szeroko na jego komplement. Lubiła ładnie wyglądać. Była strojnisią, chociaż nie wydawała na ubrania jakichś chorych pieniędzy. Praca w lumpeksie zdecydowanie ułatwiała jej sprawę. Często odkładała sobie jakieś rzeczy, zanim jeszcze zdążyły trafić na sklep. Zawsze starała się za nie zapłacić, ale nie zawsze jej to wychodziło, więc w takich sytuacjach po prostu nie wspominała o nich szefowej. Znajomi uważali, że to była zwyczajna kradzież. Bremers miała na ten temat zupełnie inne zdanie. Twierdziła, że należało jej się to jak psu buda i chłopu ziemia. Nie po to harowała za nędzne grosze od rana do wieczora, żeby nie mieć absolutnie żadnych benefitów z pracy. Poza tym trudno było jej uwierzyć, że kilka bluzek czy para spodni, mogłyby doprowadzić jej szefową do bankructwa. W jej własnym rozrachunku wszystko się więc zgadzało!
Patrzenie na Ariela sprawiało jej przyjemność. Był przystojny i miał śliczny uśmiech. No i te oczy! Oczami to od razu skradł jej całe niebo.
— Niewiele trzeba ci do szczęścia, co? — zażartowała, dochodząc do wniosku, że chłopak nie miał szczególnie wygórowanych wymagań. Wystarczyło poczęstować go piwem, nakarmić i ładnie pachnieć. Coven mogła zapewnić mu cały ten pakiet. Ba, mogła zaoferować mu nawet znacznie więcej, jeśli tylko miał ochotę skorzystać z jej gościnności.
Wygładziła materiał kwiecistej sukienki, obserwując, jak Ariel dociska papierosa do ust. Palenie zawsze wydawało jej się cholernie seksowne. Sama paliła rzadko, najczęściej po alkoholu, ale absolutnie nie przeszkadzał jej ten nałóg u innych. Zwłaszcza kiedy ktoś robił to z taką swobodą, jakby papieros od zawsze był naturalnym przedłużeniem dłoni.
— Jesteśmy sami — odparła zgodnie z prawdą. Odwróciła się na pięcie i ruszyła do kuchni. Po chwili wróciła z pudełkiem napoczętej pizzy i dwiema butelkami piwa. Obie podała Arielowi, żeby otworzył je przy pomocy zapalniczki. Albo kluczy. Albo czymś, czym potrafił podważać kapsle. Coven miała gdzieś w domu otwieracz, ale znalezienie go zajęłoby jej prawdopodobnie całą wieczność. Łatwiej było wykorzystać to, co akurat miała pod ręką. A właściwie kogoś.
Stanęła przy parapecie i zaparła się dłońmi, żeby podciągnąć się i usiąść. Tym sposobem znalazła się bliżej swojej randki.
— Przyznaj się, ile osób poderwałeś już na tej aplikacji? — sprzedała mu kuksańca w bok, majtając nogami w powietrzu i wyciągnęła rękę w stronę jego papierosa, licząc na to, że pozwoli jej się zaciągnąć.

Ariel Lockwood
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
20 y/o
For good luck!
178 cm
sex worker, thief, hustler ✨ wherever pays ✨
Awatar użytkownika
You're so pretty, think I forgot too fuckin' breathe.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Przyglądał się przez chwilę jej uśmiechowi i musiał przyznać, że był naprawdę ładny. Wiadomo, że uśmiechy zazwyczaj były bardzo pozytywnym akcentem, ale niektórzy po prostu uśmiechali się piękniej od innych. Przesunął spojrzeniem po jej sukience i przypomniał sobie, że miała w apce informacje o pracy w second handzie. Lubił tam robić zakupy, chociaż szukał głównie wartościowszych rzeczy albo dla samego albo żeby sprzedać drożej w sieci. To była jedna z głównych informacji, które go zainteresowały, poza wyglądem Coven rzecz jasna.
— Chyba tak. To źle? — zapytał zaciekawiony, dalej się jej przyglądając. Miał wrażenie, że mogli dobrze się dogadać, a przynajmniej dziewczyna zrobiła na nim już miłe wrażenie, dzięki czemu naprawdę mógł się rozluźnić. Aurelian był dosyć prostą osobą i faktycznie niewiele było mu trzeba, aby go zadowolić. Chociaż w jego przypadku nie bardzo chodziło o to co, a bardziej o to w jakich okolicznościach, jakiej atmosferze i przy kim. To samo z jedną osobą mogło być czymś fantastycznie przyjemnym, podczas gdy to samo z inną mogło okazać się totalnym dnem.
Uśmiechnął się do siebie, odprowadzając wychodzącą z pokoju dziewczyną wzrokiem, w tym samym momencie unosząc papierosa do ust i zaciągając się powoli dymem, który wypełnił mu płuca na kilka krótkich chwil. Wycofał się też swobodnie do okna i przysiadł na parapecie. Wyciągnął dłoń na zewnątrz i strzepnął popiół, podczas gdy strużki dymu leniwie opuszczały jego nozdrza. Jeszcze raz rozejrzał się po pokoju, a potem znowu uraczy dymem, kciukiem za to przesunął po policzku, jakby nad czymś się zastanawiał. Kiedy jego wzrok padł na jego bluzę, leżącą obok, przypomniał sobie o czymś i sięgnął do niej.
Po powrocie, Coven, znowu zyskała całą jego uwagę. Wziął od niej butelki piwa w zamian podając papierosa, nie mając nic przeciwko, aby z niego skorzystała. Charakterystyczny dźwięk odskakującego kapsla wypełnił pomieszczenie raz, a potem drugi, kiedy sprawnie otworzył butelki zapalniczką. Zaśmiał się krótko na jej słowa i wzniósł oczy ku sufitowi z pomrukiem zastanowienia.
— Być może więcej, niż powinienem — przyznał całkowicie szczerze. — A ty? — zapytał zaraz, domyślając się, że pewnie też mogła to być imponująca liczba, bo przecież Coven była śliczna, no i pewnie rzucała jakieś czary miłosne, w końcu jej imię zobowiązywało. Podał jej piwo, a potem uniósł własne i upił spory łyk. Było dobre, bo chłodne. Oblizał wargi, po a potem wsunął dłoń pod kolana dziewczyny i przysunął ją bliżej do siebie, aby mogła się o niego opierać. Mniejsze były szanse, że się zsunie, a Ariel który sam bał się wysokości, mógł być nieco spokojniejszy, bo nie był fanem spadających rzeczy, a tym bardziej spadających ludzi.
— Prawie zapomniałem, ale mam coś dla ciebie — powiedział nagle, sięgając do przedniej kieszeni bluzy, w której tkwił zwinięty w rulon komiks. Zdjął gumkę, rozprostował odrobinę pognieciony pierwszy tom Sagi Briana K. Vaughana i Fiony Staples, po czym podał go Bremers. Komiks nie był nowy, znalazł go w rzeczach poprzedniego lokatora, które nadal przechowywał w mieszkaniu upchnięte w kartonach lub dalej porozstawiane po pułkach, jak na przykład zatrważająca liczba winyli. Sam nie bardzo znał się na komiksach, ale z jakiegoś powodu wybrał akurat ten (ze sporej kolekcji) na prezent dla swojej randki. Miał jakieś dziwnie zakorzenione przekonanie, że na takie spotkania nie wypada przychodzić z pustymi rękami, szczególnie jeżeli miał spotkać się z dziewczyną. W przypadku chłopaków stawiał się na pozycji osoby obdarowywanej, nie obdarowującej.
— Widziałem, że lubisz komiksy... — dodał, spoglądając na jej twarz, aby wyłapać czy jej się to spodoba, czy może w ogóle nie trafił w jej gusta albo znała akurat ten tom na pamięć i wrażenia to na niej absolutnie nie zrobiło. Ryzykował, ale lubił ryzyko. Inaczej by go tutaj nie było. — Jeżeli jeszcze nie udało mi się oczarować czarodziejki, to będę próbował dalej — dodał, posyłając jej ciepły uśmiech.

coven bremers
Myre
posty z ai, brak interpunkcji w postach i zaangażowania w fabułę, jak ktoś kieruje moją postacią bez uzgodnienia, jakieś paranoje
27 y/o
SPRING TIME
163 cm
sprzedawczyni w secondhandzie
Awatar użytkownika
mówisz mi "zostań" i jestem dziś pewien, że chcę z tobą tańczyć i zostać u ciebie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pokręciła głową, nie przestając się uśmiechać. Nie widziała niczego złego w tym, że człowiek nie wymagał zbyt wiele od życia. Ona również nie potrzebowała szczególnie dużo do szczęścia. Była raczej prostą dziewczyną i potrafiła cieszyć się małymi gestami, drobnymi sukcesami czy zwyczajnie dobrym dniem. Nie wymagała też, żeby chłopak czy dziewczyna, z którymi przyszło jej się umawiać, byli nie wiadomo jak inteligentni i mieli ogromne ambicje. Coven sama nie miała przecież zbyt wiele w głowie. I właściwie niespecjalnie jej to przeszkadzało. Nie każdy musiał być geniuszem, żeby dobrze się bawić albo po prostu dobrze czuć się w czyimś towarzystwie. Czy miało to jakieś znaczenie? Pewnie dla niektórych tak. Ale wtedy tacy ludzie umawiali się z kimś, kto mógł pochwalić się wyjątkową inteligencją i czymś więcej niż kilkoma użytecznymi informacjami, które Bremers przypadkiem zapamiętała. Nie z Coven. Ona miała za to inne zalety. I całkiem dobrze zdawała sobie z nich sprawę.
Zaciągnęła się papierosem, zastanawiając się, ile osób z aplikacji randkowej do niej napisało. Nie było ich aż tak dużo, ale mało też nie.
— Skąd pomysł, że w ogóle kogoś poderwałam? — przycisnęła do piersi rękę w teatralnym geście, jakby Ariel właśnie oskarżał ją o bycie puszczalską. Zaraz jednak parsknęła zduszonym śmiechem. Przecież była puszczalska. Kogo ona chciała czarować? Zaprosiła nieznajomego chłopaka do swojego mieszkaniu po tym, jak wymienili zaledwie kilka wiadomości. — Pięć, może sześć. Ale nikt nie był tak spontaniczny, żeby umówić się ze mną od razu — zaznaczyła, dając chłopakowi, że był pierwszy. Nie wnikała, dlaczego inni z tym zwlekali. Może nie mieli czasu albo po prostu obawiali się, że Bremers jest jakimś dziadersem po pięćdziesiątce?
Przystawiła szyjkę swojej butelki do jego piwa. W pokoju rozległ się charakterystyczny dźwięk obijającego się o siebie szkła. Dała się przyciągnąć bliżej, opierając się wygodnie o ramię Ariela. Zaraz jednak uniosła w zaskoczeniu brwi i zastygła z butelką przy ustach. Czy on naprawdę miał prezent? Dla niej? Poczuła się trochę jak Harry Potter, który dostał na Gwiazdkę sweter od pani Weasley. Niby drobiazg, a jednak cholernie miły. Odstawiła butelkę i wzięła do ręki komiks, przyglądając mu się uważnie. Takiego jeszcze nie miała! Owszem, słyszała o tej serii, ale do tej pory jakoś nie rzuciła jej się w oczy w żadnym z antykwariatów. A przecież Coven nie kupowała nowych komiksów. Szkoda było jej na to pieniędzy. Wolała polować na używane egzemplarze i szukać najlepszych okazji. Czasami była gotowa przetrząsnąć pół miasta, żeby znaleźć komiks kosztujący kilka dolarów mniej.
— Lubię i to bardzo! Też lubisz? — podniosła rozmarzony wzrok na chłopaka. — Nie czytałam jeszcze Sagi, więc jestem totalnie oczarowana — uśmiechnęła się jeszcze szerzej i nachyliła, żeby musnąć ustami jego policzek. Był ciepły i miły w dotyku. — Czekaj, ale ja nic dla ciebie nie mam — uświadomiła sobie po chwili. Właściwie nie wpadła na to, że piwo i pizza mogły być upominkiem. Albo zdjęcie sukienki i pokazanie mu cycków. Jakoś tak się zafiksowała na na tym, że Ariel coś jej podarował, że nagle poczuła ogromną chęć, żeby jakoś się odwdzięczyć. Jeszcze nie wiedziała jak, ale na pewno coś wymyśli!

Ariel Lockwood
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
20 y/o
For good luck!
178 cm
sex worker, thief, hustler ✨ wherever pays ✨
Awatar użytkownika
You're so pretty, think I forgot too fuckin' breathe.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Uśmiechnął się lekko i wzruszył ramionami, bo to, że na pewno poderwała ludzi w aplikacji randkowej było dla niego dosyć oczywiste. Spodobało mu się, że postanowiła się z nim jednak droczyć, to było ciekawsze, niż gdyby przebijała przez nią nieśmiałość albo gdyby w ogóle milczała. Takie spotkania też mu się zdarzały. Przesunął językiem po wargach i wzniósł na moment wzrok, jakby mocno zastanawiał się nad odpowiedzią.
— Mnie poderwałaś — zauważył w końcu, przykładając dłoń do swojej klatki piersiowej. Potem sięgnął do kartonu po kawałek pizzy. — To by mi na pewno schlebiało, gdybym był jedynym, ale jestem realistą. Na pewno więc osób widziało twój zgrabny tyłeczek — dodał, po czym wgryzł się w pizzę i zaczął przeżuwać. Mimo, że nie była prosto z pieca, to smakowało świetnie, co sprawiło, że poczuł się jeszcze bardziej zadowolony. Zamruczał cicho z aprobatą, pokazując tym samym, że mu smakuje. Nie krępował się wyrażania swoich odczuć, przychodziło mu to całkiem naturalnie.
— Mhm? — wymruczał zdziwionym tonem, kiedy oznajmiła, że z nikim innym nie spotkała się tak szybko. Zrobił wielkie oczy, a potem pokręcił głową, przełykając kolejne kęsy pizzy i oblizał lśniące od tłuszczu wargi. — Tego się nie spodziewałem. Zapewniam, że nie wahałem się ani chwili — oznajmił całkowicie poważnie, po czym uniósł piwo i popił nim posiłek. Nie był pewien czy to ta kombinacja smaków, czy miłe towarzystwo, ale dawno nie zjadł tak dobrze. Poza tym pokój Coven był suchy, ciepły i przytulny, a to bardzo dobre otoczenie, szczególnie że często mieszkał w dużo gorszych warunkach, przez co być może nauczył się docenia małe, proste rzeczy.
Jakoś nie pomyślał o tym, że Coven mogłaby w rzeczywistości być kimś innym. Chociaż właściwie zdawał sobie ogólnie sprawę z tego, że tak może się zdarzyć. Słyszał i czytał o bardzo różnych historiach zarówno w internecie, jak i realu. Nie przeszkadzałoby mu to. Dogadałby się z każdym, nawet typem po pięćdziesiątce. Może najpierw czułby się trochę zaskoczony, bo pewnie nastawiałby się na coś innego, ale ostatecznie tylko zły rzemieślnik wini swoje narzędzia. Aurelian potrafił dogadać się dosłownie z każdym.
Ucieszył się, że prezent się jej spodobał. Lubił dawać trafione prezenty i obserwować reakcje obdarowywanych osób. Może dlatego, że sam nigdy nic nie dostawał i był ciekawy jak działało to na innych. Poza tym trochę też tym punktował, a wychodził z założenia, że żeby coś zyskać, warto było w to najpierw cokolwiek zainwestować. Wydawało mu się też, że nie przesadza, bo jakoś specjalnie nie zmuszał się do dawania. Czasami po prostu akurat tak się składało, że coś do kogoś pasowało i jak mógł, to się z tą osoba tym dzielił.
— Jasne, kociaku. Są w porządku — powiedział, po czym znowu uniósł butelkę do ust. Nie był jakimś zagorzałym fanem komiksów i nie jarały go jakoś przesadnie, ale czasami z nudów zaglądał do pudła poprzedniego lokatora i trochę czytał. Co prawda bywało, że nad jakimś zasnął, ale to też traktował jako plus. Taka dobranocka, która nie jest ekranem telefonu albo laptopa i może nie zniszczy mu wzroku. Odstawił pustą butelkę na parapet. Nawet nie był pewien kiedy wcisnął w siebie aż trzy kawałki pizzy i wydawało mu się, że narazie wystarczy. Odchrząknął cicho i zwrócił się przodem do dziewczyny, a kiedy się zbliżyła, przekręcił głowę tak, aby pocałunek wylądował na jego ustach, a nie policzku. Miała pełne, miękkie wargi i spodobał mu się ich smak.
— Na pewno coś wymyślisz — rzucił, unosząc kącik ust w zachęcającym uśmiechu. Nie wspomniał o jedzeniu i piwie, bo skoro dziewczyna poczuła, że była mu coś winna, czy może że chce się odwdzięczyć, to czemu miał ją od tego odwodzić? Sugestywnie dotknął dłonią jej talii, ulokował na jej ciele palce, a potem łagodnym ruchem lekko ją do siebie przyciągnął.

coven bremers
Myre
posty z ai, brak interpunkcji w postach i zaangażowania w fabułę, jak ktoś kieruje moją postacią bez uzgodnienia, jakieś paranoje
ODPOWIEDZ

Wróć do „#20”