ODPOWIEDZ
35 y/o
For good luck!
164 cm
wykłada entomologię na University of Toronto
Awatar użytkownika
it's probably nothing. it's just a little neighbourhood murder.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

004.
Chrissy Williams


Plotka przypominała czasem pleśń. Nie pojawiała się od razu, nie miała jednego konkretnego momentu, w którym można było powiedzieć: oto jest. Najpierw była tylko wilgocią gdzieś pod powierzchnią, ledwie wyczuwalną zmianą zapachu, czymś, co można było zignorować, dopóki nie zaczęło wracać. Potem wychodziła na wierzch w najmniej odpowiednim miejscu. Mała plama na ścianie. Ciemniejszy ślad przy suficie. Coś, czego wcześniej nie było i czego nikt oficjalnie nie chciał zauważyć.
Tak samo było z Claire.
Na początku Ginny słyszała jej imię przypadkiem. Pojedynczo. W półsłówkach. Rzucone gdzieś między pogodą a rachunkami, między drzwiami windy a skrzynką na listy. Potem zaczęło pojawiać się częściej. Najpierw dwa razy w ciągu tygodnia, później kilka razy dziennie. Claire przestała być kobietą z mieszkania obok. Stała się tematem. A kiedy człowiek przestawał być człowiekiem i zaczynał być tematem, reszta przychodziła już zaskakująco łatwo.
Pojawiały się szczegóły, których nikt nie pamiętał, skąd zna. Ktoś widział ją późnym wieczorem. Ktoś inny twierdził, że od kilku dni zachowywała się dziwnie. Jeszcze ktoś wspominał o samochodzie zaparkowanym przed budynkiem, choć nie potrafił powiedzieć, jakiej był marki. Zwykłe, nieistotne drobiazgi, które w odpowiednim towarzystwie zaczynały układać się w coś przypominającego historię.
Ginny zawsze uważała, że ludzie mają niepokojącą potrzebę dopowiadania końcówki tam, gdzie brakuje im początku.
Może dlatego zaczęła zwracać uwagę.
Nie na tyle, żeby pytać. Jeszcze nie. Raczej obserwowała. Z własnego mieszkania, przez szybę okna, przez krótkie spojrzenia rzucane przy wychodzeniu z budynku. Zbierała drobne fakty tak, jak zbierało się martwe owady do pudełek – ostrożnie, bez emocji, nadając im miejsce i nazwę, choć czasami nazwa była jedyną rzeczą, której naprawdę brakowało.
Tego popołudnia wyszła na korytarz tylko po przesyłkę.
Korytarz był pusty i cichy w ten specyficzny sposób, w jaki ciche bywają miejsca zamieszkałe przez zbyt wielu ludzi. Gdzieś za jednymi drzwiami pracował telewizor. Za innymi ktoś przesuwał mebel. Winda buczała gdzieś piętro niżej, zatrzymując się kolejno tam, gdzie nikogo nie było.
I wtedy ją zobaczyła.
Kobietę stojącą przy windzie.
Znała ją. A właściwie znała jej twarz, jedną z tych twarzy, które przez lata stają się częścią krajobrazu budynku, choć nigdy nie udaje się przypisać do nich właściwego imienia. Mijała ją wystarczająco często, by rozpoznawać sposób, w jaki poprawiała włosy, sposób, w jaki trzymała telefon, nawet ten charakterystyczny ruch głową, kiedy czekała na windę. Ale imię pozostawało gdzieś poza zasięgiem pamięci.
Ginny zwolniła.
Mogła przejść obok. Właściwie powinna.
Jeszcze kilka kroków i znalazłaby się przy schodach. Jeszcze kilka i cały pomysł zniknąłby równie łatwo, jak się pojawił. Mogła wrócić do mieszkania, rozpakować przesyłkę, postawić wodę na herbatę i pozwolić, żeby budynek dalej żył własnymi historiami.
Zamiast tego zatrzymała się.
– Przepraszam.
Kobieta odwróciła głowę.
Ginny podeszła bliżej i przez krótką chwilę szukała w pamięci jej imienia. Nic. Pusta półka. Miała twarz, głos, kilka przypadkowych wspomnień, ale imię gdzieś się rozmyło.
– My... chyba mieszkamy w tym samym budynku od jakiegoś czasu, prawda?
Zdanie zabrzmiało jeszcze gorzej, kiedy już wyszło z jej ust.
Oczywiście, że mieszkały. Ginny niemal poczuła, jak jej własna inteligencja opuszcza korytarz przez najbliższe okno.
– Kojarzę panią, tylko... przepraszam. Zupełnie wyleciało mi z głowy imię.
Krótka pauza.
– Chrissy?
I właśnie wtedy rozmowa powinna była się skończyć.
Ginny mogła się uśmiechnąć, rzucić jakieś niezobowiązujące „miłego dnia” i odejść. Byłoby normalniej. Rozsądniej. Bardziej zgodnie z zasadami, których przez lata nauczyła się przestrzegać – nie pytać ludzi o rzeczy, które nie należą do niej, nie zaglądać za cudze drzwi, nie próbować naprawiać świata, który nawet nie prosił o naprawę.
Tyle że Claire nie była już tylko cudzym światem.
Jej imię zaczęło pojawiać się zbyt często.
Ginny opuściła wzrok na chwilę. Zobaczyła w swojej dłoni kopertę, którą przez cały ten czas ściskała mocniej, niż było to potrzebne. Papier był lekko zagięty przy rogu.
Nie była nawet pewna, czy to ciekawość.
Może chodziło o ten szczególny rodzaj dyskomfortu, który pojawia się wtedy, kiedy wszyscy wokół zachowują się tak, jakby coś wiedzieli, a ty jesteś jedyną osobą, która nie dostała odpowiedniej części układanki.
Podniosła wzrok.
Chrissy milczała.
Ginny również.
Przez kilka sekund korytarz wypełniały tylko odległe dźwięki budynku – szum wentylacji, czyjeś kroki na schodach, pojedyncze piknięcie windy jadącej gdzieś w górę.
– Słyszałaś plotki o Claire? – Niewinne pytanie zabrzmiało między nimi. Kolejne, które padło w ostatnim czasie na korytarzach tego budynku.
27 y/o
For good luck!
173 cm
rejestratorka w Mount Sinai Dental
Awatar użytkownika
i like your soul when it's shirtless
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjizazwyczaj przeszły
postać
autor

Od jakiegoś czasu Chrissy bała się wsiąść do windy. Mniej więcej tydzień temu utknęła w niej razem z jednym z najmniej pożądanych ludzi świata i powiedzmy, że miała po tym wydarzeniu małą traumę. Nie bała się, że utknie ponownie. Wiedziała już, jaki guzik należy nacisnąć, aby wezwać pomoc, i uznała, że zapobiegawczo powinna wychodzić z domu najedzona. Ewentualnie, z batonem w kieszeni. Nie, chodziła w górę i w dół po tysiącach schodów, bo absolutnie nie miała ochoty ponownie spotkać Teddy Darling. Przemądrzałe byłe zdecydowanie należały do kategorii persona non grata, także w publicznej windzie. Chrissy zatem marnowała każdego dnia jakieś jakieś kilkanaście minut, by zbiec po schodach, a potem się po nich wspiąć, robiąc przerwy mniej więcej co sześć schodków, by złapać oddech, a na koniec wspomagając się rękami przy unoszeniu nóg. Czy to wpłynie pozytywnie na jej zdrowie? Może, gdyby skupiła się na tym, co robi, by tak było, ona jednak walczyła o przetrwanie, więc prędzej nabawi się zwyrodnienia kolan.
Dziś jednak przyszedł sądny dzień. Chrissy zrobiła zakupy - taszczyła dwie ciężkie torby pełne pierdół potrzebnych jej do przeżycia i ostatnie, czego chciała, kiedy stała patrząc ze łzami w oczach na wznoszące się przed nią schody, to wspinanie się na jej buk-wie-które piętro objuczona niczym osioł. Trzy razy zmieniała zdanie, trzy razy podchodziła do windy i kapitulowała w ostatniej chwili przed wciśnięciem guzika. Gdy winda zjeżdżała na dół, odskoczyła jak oparzona i schowała się za winkiel korytarza, modląc się w duchu, by to nie była Teddy i by przypadkiem nie chciała urządzić sobie spaceru po klatce schodowej. Nie była. Chrissy uznała to za idealną okazję, by wsiąść do windy i odjechać, nim ktokolwiek inny zdąży się dosiąść.
Gdyby tylko ta jedna jędza jej nie zaczepiła.
Williams raczej była miła dla ludzi. Był to już pewnego rodzaju wyuczony nawyk, prawdopodobnie wynikający z pracy w klinice dentystycznej. Obsługiwała pacjentów, więc musiała być dla nich miła, cierpliwie odpowiadać na ich pytania i wątpliwości dotyczące leczenia, ściemniając, że absolutnie wie, o co chodzi. Na co dzień ciągnęło się to za nią jak na wpół odczepiony ogon za jaszczurką, a ona nie zawsze potrafiła postawić wyraźną granicę. To był ten moment. Powinna udać, że nie słyszała, wsiąść do windy i odjechać prosto do nieba bram; zamiast tego odwróciła głowę w stronę kobiety, uniosła pytająca brwi, a po chwili słysząc, że winda rusza w górę, podczas gdy ona wciąż stoi na zewnątrz niej, westchnęła ciężko.
- Możliwe? - odpowiedziała, ani nie znając odpowiedzi na to pytanie, ani nie mając pojęcia, do czego to właściwie zmierza. Znała tylko kilku ze swoich sąsiadów. Przede wszystkim była to Teddy, której aktualnie z całych sił starała się unikać; była to para gejów mieszkająca pod nią, których kiedyś niefortunnie zalała, gdy zepsuła się jej pralka, a odkąd wyczuła przez okno, że regularnie palą zielsko, wpada do nich w odwiedziny; byli to też staruszkowie z na przeciwka, którzy ledwo mieli siłę wychodzić z domu, ale zawsze powiedzieli jej coś niemiłego, gdy ich spotkała na klatce. Przypominali jej ciotkę Maggy, z tą jedynie różnicą, że tamta miała problemy z poruszaniem się przez otyłość, a nie wiek.
- Mhm. A pani godność? - spytała podejrzliwie, czując się nie zbyt komfortowo, gdy okazało się, że kobieta zna jej imię.
A potem zadała pytanie tak kompletnie od czapy, że Chrissy musiała uruchomić swoją zapasową komórkę mózgową, by skonstruować sensowną odpowiedź.
- A miała psa? - no, względnie sensowną.
Wbrew pozorom jednak, to pytanie nie było wcale takie głupie. Chrissy nie rozróżniała sąsiadów po imieniu, rzadko nawet po wyglądzie, ale zwracała na nich uwagę (przynajmniej odrobinę), jeśli mieli psy. Kochała psy i każdym się zachwycała - czarnym Brunem spod ósemki, który uwielbiał się z nią witać, czarnym Kajtkiem z ostatniego piętra, który wyglądał trochę jak Bruno, ale jasną plamkę na pyszczku, i nawet brzydką Łajką z mieszkania obok, która wyglądała jak niedorozwinięty świniak i ujadała prawie co ranek. Zwracanie uwagi na ich właścicieli było efektem ubocznym. Jeśli Claire, kimkolwiek była, miała psa, ewentualnie inne godne uwagi zwierzątko, które wyprowadzała na spacery, to istniała spora szansa, że Chrissy coś na jej temat wie.

Ginny Wheeler
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
konewka
lanie wody, sterowanie moją postacią, brak tworzenia punktów zaczepienia dla odpowiedzi, stanie w miejscu z akcją
35 y/o
For good luck!
164 cm
wykłada entomologię na University of Toronto
Awatar użytkownika
it's probably nothing. it's just a little neighbourhood murder.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chrissy Williams


Ginny właściwie nie planowała zaczepiać żadnego z sąsiadów. Od kilku dni chodziła jej jednak po głowie Claire, a im dłużej o tym myślała, tym bardziej irytował ją brak jakiegokolwiek punktu zaczepienia. Wiedziała, że kobieta mieszkała w budynku, kojarzyła jej sylwetkę, czasem widywała ją na korytarzu, ale na tym kończyła się jej wiedza. Nie znała nazwiska, nie wiedziała, czym się zajmuje, nie wiedziała dlaczego zniknęła. Jak na kogoś, kto przez ostatnie tygodnie mimowolnie zwracał na nią uwagę, było to zaskakująco mało informacji.
Możliwe?
Sama nie była nawet pewna, co dokładnie miało oznaczać to pytanie, kiedy wypowiedziała je na głos. Miała nadzieję, że druga kobieta domyśli się z kontekstu, choć kontekst był właściwie żaden. Ginny nie należała do osób, które z łatwością zagadują obcych. O wiele lepiej radziła sobie z wykładem przed setką studentów niż z jednym przypadkowym człowiekiem stojącym obok niej przy windzie. Tam przynajmniej wiedziała, co mówić.
Na szczęście sąsiadka nie odjechała, zostawiając ją z pytaniem. Ginny uniosła lekko brwi, kiedy usłyszała pytanie o jej godność. Przez sekundę zastanawiała się, czy Chrissy robi sobie z niej żarty. Potem jednak uznała, że prawdopodobnie po prostu nie znała jej imienia. To akurat było zrozumiałe. Ginny również nie znała większości ludzi mieszkających w budynku. Była tu wystarczająco długo, żeby rozpoznawać twarze, ale zdecydowanie za krótko, żeby przypisać do nich wszystkie nazwiska.
– Ginny. Ginny Wheeler – przedstawiła się spokojnie. Nie zdążyła jednak rozwinąć pytania o Claire, bo Chrissy najwyraźniej postanowiła podejść do sprawy z zupełnie innej strony.
A miała psa?
Ginny zamrugała. Tego się nie spodziewała. Przez krótką chwilę tylko jej się przyglądała, próbując zrozumieć, jak rozmowa z pytania o sąsiadkę płynnie przeszła do ewentualnego psa. Później przypomniała sobie, że sama przecież zaczęła tę rozmowę bez szczególnie precyzyjnego wstępu, więc trudno było mieć pretensje do drugiej osoby o brak logiki.
– Nie wiem – odpowiedziała po chwili, przyglądając się Chrissy z nieco większym zainteresowaniem. – Nie kojarzę, żeby miała.
Przesunęła spojrzeniem po jej twarzy, próbując przypomnieć sobie, czy wcześniej widywała ją z Claire. To było możliwe. Budynek był ogromny, ale ludzie siłą rzeczy mijali się na korytarzach, w windach, przy skrzynkach na listy. Ginny po prostu nigdy nie przykładała do tego większej wagi.
– Czemu pytasz?
Dopiero po wypowiedzeniu tych słów uświadomiła sobie, że zabrzmiało to trochę zbyt bezpośrednio. Nie chciała być wścibska. Po prostu była ciekawa, a ciekawość od dawna była jedną z tych cech, których nawet nie próbowała już u siebie zwalczać. W końcu była entomologiem. Przez większą część życia obserwowała rzeczy, które innym ludziom wydawały się zupełnie nieistotne, i zadawała pytania tylko po to, by sprawdzić, dokąd ją doprowadzą.
Spojrzała na sąsiadkę jeszcze raz. Może jednak dobrze trafiła. Chrissy nie wyglądała na osobę, która miała problem z rozmową. Wręcz przeciwnie – w jej zachowaniu było coś chaotycznego, ale jednocześnie swobodnego. Ginny odniosła wrażenie, że gdyby tylko dać jej odpowiedni temat, mogłaby dowiedzieć się znacznie więcej o mieszkańcach tego budynku, niż sama zdołała ustalić przez ostatnie tygodnie.
27 y/o
For good luck!
173 cm
rejestratorka w Mount Sinai Dental
Awatar użytkownika
i like your soul when it's shirtless
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjizazwyczaj przeszły
postać
autor

Ostatnią rzeczą, jaką można było powiedzieć o Chrissy, to że była domyślna. Nie była. Zazwyczaj jej pięć niezwykle leniwych komórek mózgowych nawet nie zadawało sobie trudu, aby łączyć fakty i zgadywać, co autor pytania miał na myśli, ale kiedy już im się to zdarzyło, najczęściej trafiały błędnie.
Zatem - możliwe, że mieszkają w tym samym budynku, skoro spotkały się na klatce schodowej, do której postronni ludzie nie mają dostępu, a w której mieszka Williams. Ale czy ta kobieta też? Tego nie mogła wiedzieć. Równie dobrze mogła mieszkać po drugiej stronie miasta, tu odwiedzać kogoś znajomego i uznać, że ktoś, kto wygląda jak Chrissy, jest jej sąsiadem. Odpowiedź na to pytanie nie była więc wcale taka oczywista.
- Okej. Chrissy Williams - pokiwała głową, odwzajemniając się podaniem swojego nazwiska.
Ściągnęła usta w dzióbek, słysząc, że w sumie to nic ciekawego o tej Claire nie wiadomo. Mogła być kimkolwiek, nawet nie wiadomo, czy była człowiekiem z psem. Stara, młoda, gruba, chuda?
- Noo... nie bardzo wiem, kto to jest Claire. Ale jakby miała psa, to może bym ją skojarzyła. A o jakie plotki chodzi? - wróciła do samego początku, bo właściwie o to chodziło, że były jakieś plotki. Z jednej strony Chrissy niespecjalnie była na bieżąco, zwłaszcza jeśli chodziło o ludzi, których zwyczajnie nie znała, ale skoro plotki same do niej przyszły, to chyba by sobie nie wybaczyła, że nie dowiedziała się, co i jak. Oby to było coś ciekawego! Claire ma dziecko z tajskim transwestytą? Oddaje nerkę Selenie Gomez? Randkuje z burmistrzem? Jeśli Ginny Wheeler powie jej, że Claire kupiła dziś na obiad wątróbkę i kapustę kiszoną, i to będą wszystkie plotki, jakie ma jej do zaoferowania, to Chrissy już nigdy więcej się do niej nie odezwie - a jej twarz zapamięta wyjątkowo dobrze, by na przyszłość unikać jakichkolwiek interakcji.

Ginny Wheeler
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
konewka
lanie wody, sterowanie moją postacią, brak tworzenia punktów zaczepienia dla odpowiedzi, stanie w miejscu z akcją
35 y/o
For good luck!
164 cm
wykłada entomologię na University of Toronto
Awatar użytkownika
it's probably nothing. it's just a little neighbourhood murder.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chrissy Williams


Ginny przez moment przyglądała się Chrissy, próbując ustalić, czy rzeczywiście nie wiedziała, o kogo chodziło, czy może po prostu potrzebowała nieco więcej szczegółów. Szybko jednak doszła do wniosku, że sama niewiele mogła jej pomóc. W gruncie rzeczy jej wiedza na temat Claire nie była szczególnie imponująca, co stanowiło zresztą główny powód, dla którego postanowiła zagadnąć sąsiadkę. Liczyła na to, że może dowie się czegoś przy okazji, ale najwyraźniej zaczęła rozmowę od niewłaściwej strony.
– To jest... Nie jestem do końca pewna, czy to plotki... – urwała i przygryzła delikatnie wnętrze policzka, zastanawiając się, jak wyjaśnić sytuację, żeby nie zabrzmieć przy tym jak osoba, która ukradkiem śledzi pozostałych mieszkańców. – Po prostu od jakiegoś czasu jej nie widuję.
Wzruszyła lekko ramionami, jakby nie przywiązywała do tego większej wagi, choć w rzeczywistości właśnie to nie dawało jej spokoju. Nieobecność Claire nie musiała oznaczać niczego szczególnego. Ludzie wyjeżdżali, odwiedzali rodziny, zmieniali plany, a czasami zwyczajnie przez kilka tygodni nie mieli okazji przeciąć się z sąsiadami na korytarzu. Ginny doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Mimo to jej umysł uparcie wracał do tej samej kwestii, jakby brakujący element układanki miał w końcu sam wskoczyć na właściwe miejsce.
Nie potrafiła nawet powiedzieć, kiedy dokładnie zaczęła zwracać na Claire większą uwagę. Początkowo była po prostu jedną z wielu twarzy, które mijała w budynku czy widziała po drugiej stronie ze swojego okna. Dopiero z czasem jej obecność stała się czymś na tyle znajomym, że Ginny zaczęła odnotowywać jej brak. Teraz zaś, kiedy próbowała dowiedzieć się czegokolwiek konkretnego, odkrywała, jak niewiele zapamiętała z ich przypadkowych spotkań.
Przesunęła dłonią po włosach i założyła pasmo za ucho. Nie była przyzwyczajona do zaczepiania obcych ludzi, a tym bardziej do rozpoczynania rozmów na temat osób, których właściwie nie znała. Przed salą wykładową potrafiła bez większego wysiłku przemawiać do całej grupy studentów, ale tutaj, w zwyczajnej rozmowie na klatce schodowej, brakowało jej gotowego scenariusza. Każde kolejne zdanie wymagało zastanowienia się, czy nie zabrzmi przypadkiem zbyt ciekawsko.
– Pomyślałam, że może coś o niej słyszałaś. – dodała po chwili. I być może zabrzmiało nieco bardziej bezpośrednio, niż zamierzała, dlatego natychmiast odwróciła wzrok, udając zainteresowanie czymś w głębi korytarza. Nie chciała sprawiać wrażenia, że usiłuje zdobyć czyjś adres czy wypytywać o prywatne sprawy. Sama nie potrafiłaby zresztą sensownie wytłumaczyć, dlaczego zależało jej na tych informacjach. Claire po prostu ją intrygowała, a niewyjaśnione kwestie miały irytującą właściwość pozostawania w pamięci znacznie dłużej, niż powinny.
Na wzmiankę o psie uniosła lekko brwi, po czym pokręciła głową.
– No ja nie kojarzę żadnego. – Przyznała. – Ale też nigdy specjalnie nie zwracałam na to uwagi.
Nie zamierzała na siłę wymyślać szczegółów, których nie była pewna. Zresztą, gdyby Claire rzeczywiście miała psa, Ginny mogła go zwyczajnie nie zauważyć. Nie każdy spacer z czworonogiem musiał przecież odbywać się w porach, w których spotykała sąsiadkę. Przez chwilę rozważała, czy powinna powiedzieć coś jeszcze, ale ostatecznie uznała, że lepiej nie komplikować sprawy kolejnymi wyjaśnieniami.
Spojrzała ponownie na Chrissy, tym razem z nieco większą swobodą. Młoda kobieta sprawiała wrażenie kogoś, kto nie miał szczególnych oporów przed zadawaniem pytań, co dla Ginny stanowiło pewną odmianę. Sama zwykle potrzebowała więcej czasu, by przejść od uprzejmego powitania do rozmowy wykraczającej poza pogodę czy awarię windy. Być może właśnie dlatego zdecydowała się ją zaczepić. Skoro już zdobyła się na ten niewielki wysiłek, szkoda byłoby kończyć rozmowę, zanim dowiedziała się czegokolwiek.
Oparła ciężar ciała na jednej nodze i wsunęła dłonie do kieszeni, zastanawiając się, czy nie powinna po prostu dać sobie spokoju. Było przecież mnóstwo powodów, dla których ktoś mógł zniknąć na jakiś czas z pola widzenia. Żaden z nich nie wymagał interwencji sąsiadów, a już na pewno nie przypadkowej rozmowy na korytarzu. Z drugiej strony, gdyby Chrissy wiedziała cokolwiek, mogłaby przynajmniej rozwiać jej wątpliwości. Ginny odetchnęła cicho i raz jeszcze podjęła próbę, tym razem starając się nie brzmieć jak wykładowczyni zadająca studentom pytanie kontrolne.
– Długo tu mieszkasz? – zapytała, po czym zaraz dodała: – Może po prostu wcześniej się nie mijałyśmy.
To wyjaśniałoby przynajmniej, dlaczego Chrissy nie potrafiła rozpoznać Claire po samym imieniu, ani nawet Ginny, która zresztą sama znała przecież zaledwie garstkę sąsiadów, choć mieszkała tu już wystarczająco długo, by przestać gubić się w korytarzach. Być może oczekiwała od innych zbyt wiele, zakładając, że skoro ona kojarzyła znajomą sylwetkę, pozostali mieszkańcy również powinni ją rozpoznawać.
Zamilkła, pozwalając rozmowie potoczyć się własnym rytmem. Nie chciała zasypywać Chrissy kolejnymi pytaniami, zanim ta zdążyła odpowiedzieć na poprzednie. Wystarczająco niezręcznie czuła się z tym, że sama zainicjowała spotkanie, a teraz usiłowała wyciągnąć z niego informacje na temat kobiety, z którą nie łączyła jej właściwie żadna relacja. Mimo to pozostała na miejscu, zerkając od czasu do czasu na sąsiadkę. Skoro już przełamała pierwsze opory, mogła przynajmniej sprawdzić, czy ten wysiłek przyniesie jakikolwiek rezultat.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#39”