26 y/o
Welkom in Canada
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie była dobra w relacjach, w kontaktach z ludźmi. Uważała, że wszyscy są przeciwko niej, a gdy tylko pozna kogoś bliżej, ta osoba za chwilę ją odrzuci albo narobi jej wystarczająco dużo nadziei, żeby zaczęła się otwierać... tylko po to, by później udowodnić jej, że tak naprawdę do niczego się nie nadaje. I że… zostanie sama. Tak po prostu. Bez nikogo. Pozostawiona sama sobie, swoim myślom, z jedynym stworzonkiem, które ją tolerowało - bo de facto nie miało innego wyjścia. W końcu to ona je karmiła. Tak było i tym razem. Na dobrą sprawę ten koleś, któremu niejedna kobieta pozazdrościłaby cery i odcienia włosów, pomógł jej tachać rzeczy, a ona atakowała go coraz bardziej chamskimi odzywkami. Próbowała pokazać mu, że to ona tutaj rządzi, choć tak naprawdę potrzebowała pomocy.

Dlaczego nie umiesz zapytać o pomoc jak normalny człowiek, Holloway?

Ta myśl przemknęła jej przez głowę dopiero wtedy, gdy zobaczyła zupełnie inny wyraz twarzy, który nagle spowił jego oblicze. To było coś innego. Wiedziała już wtedy, że przegięła. Dosłownie narobiła sobie wroga. Otworzyła czeluści piekła, do których zaraz zostanie wepchnięta. Czuła swój koniec. I zbliżał się on kurewsko szybko. Zmarszczyła brwi, a w momencie gdy usłyszała wyzwisko opuszczające jego usta, niemal zamarła. Spięła się automatycznie, widząc jego bicepsy, które - swoją drogą - w innym scenariuszu cholernie by jej się spodobały. Teraz jednak wyglądały zajebiście groźnie. Prosiła się o wpierdol i zaraz go dostanie. Przeżegnała się w myślach, choć nie wierzyła w Boga, po czym szybko podniosła się z kanapy, odbijając się od niej jak spłoszony kot. Kogut nastroszył się jak do walki i zaraz miał ją rozdziobać. Bez słowa ruszyła po Milo, rozglądając się po mieszkaniu, gdzie się schował. Nie chciała wylądować za chwilę na ziemi z roztrzaskaną głową, tylko po to, żeby później usłyszano o niej w kolejnym odcinku podcastu kryminalnego... gdzie jej ciało znaleziono w wannie, o mały włos nie rozpuszczone jakimiś chemikaliami.

Słysząc, jak otwiera wszystkie okna, wiedziała już, że to jej pora. Nie chciał jej tutaj. Zasłużyła sobie na to... nie było żadnych wątpliwości. W dalszym ciągu nie ważyła się nawet odezwać. Było jej cholernie głupio i wstyd. Dopiero teraz, słysząc co do niej mówił, zobaczyła z boku, że faktycznie zachowywała się jak jakaś pizda. Usłyszawszy jego rozkaz, akurat w tym samym momencie złapała Milo i wzięła go pod pachę. Idąc w kierunku drzwi, już widziała porozrzucane na zewnątrz rzeczy. Przeszła obok niego, a z jej ust wydobyło się tylko ciche przepraszam po ukraińsku. Nie oczekiwała, że to zrozumie. To było bardziej do niej samej niż do niego. Ledwo postawiła drugą nogę na klatce schodowej, gdy usłyszała huk zamykanych drzwi. No surprise. Zgarnęła wszystkie swoje rzeczy i wjechała windą na górę. W mieszkaniu nadal kręcili się pracownicy zajmujący się kaloryferem. Poszła z Milo do swojej sypialni, zamknęła się tam, wypuściła go z transportera, a sama położyła się na łóżku, zastanawiając się, jak teraz naprawić tę sytuację.

Koniec
sąsiad
owca
She is smiling like heaven is down on earth.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Artisans’ Alley”