Tajemniczość to było coś, co idealnie pasowało do pana Marshalla. Blair zawsze postrzegała go w ten sposób — z jednej strony nie wychylającego się, a z drugiej siedzącego na szczycie wpływowej rodziny. Człowiek, co miał naprawdę wiele na głowie, a mimo to czasami wyglądał, jakby świat nie robił na nim szczególnego wrażenia. Niektóre rzeczy jednak były rodzinne i czasami tę samą minę widziała u Charliego, kiedy zdarzyło im się mijać gdzieś podczas pracy. Miała wtedy świadomość, że gdzieś z tyłu jego głowy siedziało milion myśli, które musiał przerobić lub kilka pożarów, które trzeba było ugasić. W takie dni zazwyczaj tylko krótko zagaiła o tym, jak minął mu dzień, ale nie skupiała ich rozmowy na pracy, aby mógł choć chwilę odpocząć od ciężaru problemów, które trzeba było dźwigać przez cały dzień. Teraz było podobnie, lecz jednak inaczej; nie chciała zamęczać go pytaniami, ale musiała, bo jak inaczej mogłaby mu pomóc, gdyby nie była doinformowana? Mimo wszystko, dotyczyło to rodziny, którą za niedługi czas będą wspólnie dzielić, ale poza tym to zawsze byli sobie bliscy i jakakolwiek krzywda uderzała również w nią. Znała tych ludzi całe swoje życie, więc i bez ślubu byli dla Blair jak krewni.
— Dawkowanie to jedno, do niektórych informacji trzeba będzie mu odciąć dostęp — zauważyła, bo wiedziała jak to działa; z niektórych wiadomości zdaje się raporty, o niektórych sprawach się nie wspomina, ale obydwoje mieli jednak świadomość, że Marshall, gdyby chciał, uzyskałby dostęp do wszystkiego i to bez pokolorowanych informacji. Była to trudna sytuacja, tym bardziej jeśli znało się upartość staruszka. Najlepszą sytuacją byłoby odcięcie go od własnej firmy, choć to z pewnością wydarzy się dopiero, gdy jego oczy zamkną się już na wieki.
— Może trzeba będzie mu zagrać nieco na emocjach. Na pewno sam się wystraszy całą tą sytuacją, więc istnieje szansa, że zwolni… na chwilę — stwierdziła po chwili intensywnego myślenia. Bądź co bądź, byli jego dziećmi, więc mogli mu zrobić nieznaczny wjazd na psychikę — w końcu jeśli o siebie nie zadba, to zostawi gromadkę Marshall samych z wieloma sprawami dotyczącymi firmy, o których nawet mogą jeszcze nie wiedzieć, a przede wszystkim, pozostawi ich w osłupieniu i w rozgoryczeniu rozdzierającym serce, że mimo świadomości o swojej chorobie, nie postawił swojego zdrowia na pierwszym miejscu. Trzeba było to przemyśleć. Na spokojnie, bez gwałtownych ruchów, najlepiej nie na świeżo, nie podczas bycia pośrodku całego bałaganu. Przekierowanie jego myśli na inne tory było o wiele lepszym rozwiązaniem niż rozbijanie problemu na śrubki i próbowanie rozwiązać go w tej chwili. Niektóre rzeczy potrzebowały po prostu czasu. Teraz z ulgą obserwowała, jak nieco się rozluźniał, troski schodziły na drugi plan, a jego śmiech sprawił, że mimowolnie od razu uśmiechnęła się. Ten dźwięk sprawił, że jej ściśnięte ze smutku serce nieco poluzowało ucisk i dawało jej przestrzeń, żeby skupić się na obecnej chwili, gdzie liczyli się tylko oni, jako para ludzi, którzy współdzielili emocje, złe chwile, ale też wspólny spokój, który pochłaniali od drugiej osoby. Dla niej obecność Charliego była jak balsam na duszę w tych najgorszych momentach. Wiedziała, że jeśli nie miała siły albo była emocjonalnie rozwalona to był — czasami z gotowymi rozwiązaniami, a czasami po prostu trzymał ją w swoich objęciach i to było dla niej wystarczające, a nawet i najważniejsze. Kiedy biorąc kilka głębokich oddechów, czując zapach jego perfum, wiedziała, że świat nie był taki zły, dopóki przy niej był. Stąd też jej pewność o tym, że razem byli w stanie przejść przez wszystko. Żadne z nich nie przechodziło obok siebie obojętnie, nie zostawiali siebie na pastwę losu, stojąc na wspólnym froncie, okazywali sobie w ten sposób nie tylko lojalność, ale również bezwzględne wsparcie. Uwielbiała to wszystko, stąd i teraz również miał rację — kochała tę jego kontrolę, choć czasami niesamowicie ją denerwowało, że niektóre niespodzianki były wręcz niemożliwe do wykonania przez jego zorganizowanie. Nawet jeśli czasami chciałaby w nich więcej spontaniczności, mniej przewidywalności, to jednak doceniała to poczucie stabilności, które byli w stanie sobie zagwarantować. Bo nad niektórymi rzeczami można było popracować, prawda?
— Kręci, to prawda — przyznała z uśmiechem na ustach, w rozbawieniu lekko trącając go swoim nosem o ten jego.
— Choć to tylko kropla w morzu. Trzeba przyznać, że jest pan całkiem pociągający — zażartowała, drocząc się z nim, bo
całkiem to było spore niedopowiedzenie. W końcu wiedziała, że Charlie był przystojny nie tylko w jej oczach i podziwiały go również inne kobiety. Czasami najchętniej przeteleportowałaby je gdzieś daleko od niego, byle oszczędzić sobie powodu do ewentualnej zazdrości, choć nieczęsto się to u niej zdarzało, bo na co dzień nie dawał jej ku temu powodu.
— Nareszcie, bo nie lubię dzielić się tobą z innymi — zaśmiała się cicho. Niestety, w tym świecie potrzebowało go jeszcze więcej osób niż ona sama, jednak w momentach jak ten miała siłę przebicia większą niż inni, ponieważ wieczory były ich, a wtedy uwaga Charliego skupiała się na niej; Northland Power odchodziło na dalszy plan, tak samo jak cały ten pokręcony świat, wymagania, odpowiedzialności i wszystko o czym pragnęli zapomnieć. Nie potrzebowała większych potwierdzeń o jego potrzebach, bo pogłębiony pocałunek, a przede wszystkim sposób, w jaki ją całował, był dla niej wystarczającą odpowiedzią. Oplotła nogi wokół jego bioder, przytrzymując się go chwilowo, choć zaraz czuła się pewnie w silnych ramionach, z których wiedziała, że nie groził jej upadek. Droga do ich sypialni nie wydawała się długa, choć nagle okazała się przeogromnym dystansem do pokonania. Opierając się o drzwi, chwyciła go za już lekko rozpięty kołnierzyk koszuli, przyciągając bliżej siebie i oddając intensywne pocałunki, jakby od tego właśnie zależało jej życie. I poniekąd tak było, czuła się pochłonięta jego osobą i nie zwracała uwagi na boży świat, bo liczyły się teraz ich szybko bijące serca i emocje, przekazywane w każdym kolejnym muśnięciu ust. Korytarz nie był złym miejscem, w pewnym momencie zapomniała, że coś może po prostu blokować im dalszą drogę.
— Zajmę się tym trudnym zadaniem — odpowiedziała z krótkim śmiechem, traktując to jako idealną przerwę na zaczerpnięcie oddechu. Ale po co aż tak długo? Złączyła ich usta, jedną z dłoni krótko szukając klamki, aby finalnie mogli wejść do środka. Poczuła materiał pościeli pod swoimi plecami, choć nie taki był jej zamysł. Po krótkiej serii pocałunków w nowej scenerii, lekko popchnęła go na miejsce obok siebie, samej umiejscawiając się na wysokości jego bioder i pochylając się nad nim, aby od kącika jego ust wyjść z pocałunkami wzdłuż jego szyi, a następnie zjeżdżając na klatkę piersiową, w miejsca gdzie materiał ustępował, odsłaniając skórę, gdy rozpinała kolejne guziki jego koszuli.
Charlie Marshall