27 y/o
Welkom in Canada
165 cm
Kelnerka Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
Where'd you wanna go?
How much you wanna risk?
I'm not looking for somebody
With some superhuman gifts
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOna/jej
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

- Zapamiętam i dziękuję - odpowiedziała szczerze Catherine i odwzajemniła uśmiech. Być może potrzebowała wsparcia, ale duma i upór nie pozwalały jej o nie prosić. Część osób w jej otoczeniu starało się ją hamować i pomagać, ale Cath czuła w takich sytuacjach, że zawodzi. Nawet nie tyle resztę świata co samą siebie: obiecała sobie wszak kiedyś, że będzie silna i da radę to wszystko dźwignąć. Miała jednak wrażenie, że ta obietnica jest niebezpiecznie bliska złamania. Dobrze było jednak wiedzieć, że w razie czego ma kogoś do zwierzenia się.
- Nawet bardzo - powiedziała brunetka, zaciskając lekko palce na materiale scrubsa blondynki. Dobrze było moc kogoś przytulić bez obciążenia psychicznego czy dla odmiany - nie próbując pocieszyć innych ani zapewnić ich o swojej obecności. Zdawała sobie sprawę, że Harrison mogła być przyzwyczajona do pocieszania rodzin pacjentów i że mogło to być z jej strony czysto zawodowe. Tyle że nie przeszkadzało jej to we wtulaniu się. W tej jednej chwili mogła się oszukiwać, że było to przyjacielskie z obu stron. W końcu jednak odsunęła się, czując się tylko nieco lepiej. Spojrzała na matkę. I tak nie mogła nic zrobić: mogła jedynie czekać i modlić się o cud. Nawet jeśli bóstwa już dawno przestały jej słuchać.
Powstrzymała się od podziękowania.
- Jedyne co mogę powiedzieć to abyś przypadkiem nie stała się zbyt odpowiedzialna - uśmiechnęła się delikatnie, chociaż w środku nie było jej zbyt wesoło. Nauczyła się na własnej skórze, że czasami bycie odpowiedzialną było wyniszczające. Wiele by dała za to, aby kiedyś gdy była na to pora powiedzieć nie i się wycofać. Postawiła sobie chyba w tym samym momencie cel, aby nie pozwolić na to samo Ivy.
- Da się zrobić. Przypilnuję cię czy coś - mruknęła i kiwnęła głową Catherine. W zasadzie może tego było jej trzeba? - Lekki wypadek przy pracy, kiedyś ci opowiem - machnęła dłonią Cath. - Leć do innych jeśli musisz. Ja się stąd i tak nie ruszę. Zdzwonimy się - uśmiechnęła się Bennett i skierowała wzrok na szybę, wiedząc, że to będzie długa noc. Nie mogła jednak zatrzymywać blondynki zbyt długo - już i tak zajęła sporo czasu. Musiała zmierzyć się ze swoimi demonami po raz kolejny - a cisza szpitala temu sprzyjała.

Koniec


Ivy Harrison
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
szyszata
Do dogadania/uzgodnienia
ODPOWIEDZ

Wróć do „Mount Sinai Hospital”