30 y/o
Welkom in Canada
170 cm
Jubiler, żigolo Zakład jubilerski, ulica
Awatar użytkownika
Zalękniony, niepewny siebie mały ćpun
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn/ono
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Saul patrzył na Salvadora jakiś czas, trawiąc w myślach to, co usłyszał.. Z jednej strony wyobraził sobie rzeczywiście to, jak Meksykanin zdziera z niego ubrania i coś drgnęło mu w dolnych partiach ciała; zrobiło mu się cieplej i jemy też rumieńce wypłynęły na policzki. Z drugiej - mimo, że sam miał wtedy na to ochotę, mimo, że sam chciał zerwać z Salvadora ubrania, to jednak czuł, że to byłoby złe. Owszem, był dziwką, pieprzył się w wielu równych miejscach - również w kiblu - i nie stanowiło to dla niego żadnej przeszkody. Tyle, że tamten seks był za pieniądze. Nie był dla przyjemności Saula - nawet jeśli czasem rzeczywiście mu się podobało. Czasem. Zwykle jednak były to doświadczenia mające niewiele wspólnego z przyjemnością, dlatego Devlin ćpał: żeby się znieczulić i żeby świat był nieco lepszy.
Nie, zrywanie z siebie ubrań w toalecie w tym konkretnym przypadku byłoby niewłaściwe, bo Salvador był dla niego kimś ważnym, kimś, z kim Saul nie chciał się pieprzyć. Chciałby raczej się z nim kochać, chciałby, żeby to było miłe, piękne, żeby obaj czerpali z tego przyjemność i żeby to nie było "na odwal". Chciał też... się tego nie bać. Wiedział, że nieraz w takich sytuacjach wracały do niego demony przeszłości, więc miewał różne odruchy lękowe (na które zwykle klienci nie zwracali uwagi: brali to, za co zapłacili i tyle). Chciałby ich nie mieć przy Salvadorze. Poza tym - nie bardzo chciał iść do łóżka od razu po pierwszym pocałunku, bo to było... niewłaściwe. Płytkie. Sugerujące, że to chwilowe, że tylko zachcianka. Prawdopodobnie to myślenie było błędne i możliwe, że się zmieni niedługo (bo bardzo go ciągnęło do Meksykanina i chciał czuć jego ciepło i dotyk), ale w tym momencie miał tego typu wątpliwości, mimo, że znali się od bardzo dawna i mimo, że od trzech lat mieli regularny, częsty kontakt, od kiedy Salva zamieszkał w Toronto.
Wreszcie spojrzał półprzytomnie na ekran, wciąż właściwie nie widząc filmu, który włączył jego przyjaciel, tylko mając przed oczami sceny z łazienki i sprzed baru. Bliskość twarzy Salvadora, smak jego ust, dotyk jego warg, gorąco, które wtedy poczuł, te przyjemne zawroty głowy. Piękne, czarne, wielkie oczy Menendeza tak blisko niego, patrzące prosto na niego, wgłąb jego duszy...
- Nie wiem, czy zrywanie z siebie nawzajem ciuchów w kiblu to dobry pomysł... zwłaszcza na pierwszy raz - powiedział po jakimś czasie cicho i trochę niewyraźnie - ale tak, też miałem na to ochotę. Ale wolałbym, żeby to nie tak wyglądało. Nie za pierwszym razem. Nie chcę cię po prostu przelecieć.

Salvador Menendez
call me by my name
> Wielbię dramy :D > Lubię grać na ostro ;) Uszkodzenia fizyczne i psychiczne na propsie > Nie lubię typowo bekowych sesji (raz na jakiś czas mogę taką zagrać i dobrze się bawić, ale nie ciągle). Poza tym gram wszystko > Nie kieruj moją postacią. Jeśli potrzebujesz jakiegoś jej zachowania do posta - zapytaj
33 y/o
NARRATORSKI PIESEK
182 cm
tancerz, pan do towarzystwa w The Spoke Club
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimieszane
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Salva nie miał problemu z milczeniem Saula w tym momencie - wciąż był pod wpływem działania zażytej substancji i jego pojęcie czasu i przestrzeni było nie do końca jasne. Wpatrywał się w ekran telewizora, widząc na nim głównie masę kolorów, świateł i ruchu, natomiast jeśli chodziło o dźwięk, to docierał on do niego jakby z oddali. Teraz słyszał przede wszystkim oddech Saula u swojego boku, co działało na niego uspokajająco. Nie czuł się jednak senny, wydawało mu się, że był w pełni przytomny, ale fakt był taki, że nadal trochę momentami odpływał.
W pewnym momencie, gdy usłyszał głos Saula, który przebił się w jego głowie przez cały ten wir dźwięków i kolorów, obrócił się powoli w jego stronę i zmrużył oczy, próbując przetworzyć konkretne słowa na język hiszpański - po narkotykach trudniej mu było się komunikować po angielsku, ale starał się jak mógł. Słowa Saula przekładał więc sobie na hiszpański, a z kolei odpowiedź, której chciał mu udzielić, przekładał z hiszpańskiego na angielski.
- Też nie uważam, że zdzieranie z siebie ubrań w kiblu to buena idea - przyznał po chwili, uśmiechając się do niego łagodnie i kładąc dłoń na jego przedramieniu, w okolicy łokcia. - Też nie chcę cię po prostu przelecieć. Odniosłeś wrażenie, że tak jest? To znaczy... że ja chcę po prostu seksu? - zawahał się chwilę zanim zadał to pytanie i słychać było, że trochę go ono kosztuje, ale uznał, że jeśli nie zapyta, to będzie się nad tym zastanawiał i sam sobie odpowie, a to raczej nie był dobry sposób na zaczęcie związku - dopowiadanie sobie czegoś w oparciu o swoje przypuszczenia czy założenia.

Saul Devlin
30 y/o
Welkom in Canada
170 cm
Jubiler, żigolo Zakład jubilerski, ulica
Awatar użytkownika
Zalękniony, niepewny siebie mały ćpun
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn/ono
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Saul drgnął lekko, gdy poczuł dotyk dłoni Salvadora na swoim przedramieniu. Tego typu odruchy lękowe były dla niego normalne - zdarzały się dość często i w losowych okolicznościach - niezależnie od tego, czy ufał komuś, kto go dotykał, czy nie; zależne to było wyłącznie od tego, czy się tego dotyku spodziewał i na ile był przytomny - a w tym momencie jego przytomność umysłu była gdzieś okolicach połowy skali, a może nawet jeszcze niższa. Nie wystraszył się jednak, a jedynie drgnął i to drgnienie chyba nawet nie dotarło do jego świadomości. Popatrzył na przyjaciela półprzytomnym spojrzeniem, ale z poważną miną i pokręcił głową, patrząc mu w oczy.
- Nie, nie sądzę, że chcesz mnie tylko przelecieć - odpowiedział cicho, czując, że serce zaczyna mu bić mocniej i powoli podjeżdża do gardła - Gdybyś tylko tego chciał, to byś to po prostu zrobił. Zdarłbyś ze mnie te ciuchy i mnie wziął...
Urwał na chwilę, jakby chciał coś więcej powiedzieć i rzeczywiście w jego głowie była dalsza część tego zdania: "jak wielu innych przed tobą, niezależnie od tego, czego ja bym chciał." Powstrzymał się jednak przed wypowiedzeniem tych słów na głos.
- Chodziło mi tylko o to, że gdybyśmy wtedy popłynęli, to to by było... - poruszył dłonią i przewrócił oczami, szukając odpowiednich słów - To by było właśnie takie. Do tego by się sprowadzało i... prawdopodobnie mogłoby coś między nami zniszczyć. A ja tego nie chcę. Wolałbym, żeby to było bardziej... uczuciowe. Romantyczne.
Zamknął usta uświadamiając sobie, co powiedział i aż zabrakło mu tchu. Przełknął nerwowo ślinę i uciekł wzrokiem gdzieś w bok, bojąc się reakcji Menendeza.
- Znaczy... - zaczął niepewnie i znacznie ciszej - No, nieważne. Chodziło mi tylko o to, że w kiblu nie powinno tak być. Nie tak, nie... Nieważne.
Nie był wcale pewien, czy Salvador czuje do niego coś więcej - owszem, całował go i mówił, że mu się podobało, chyba też wspomniał, że o tym marzył - a może to się Saulowi teraz tylko wydawało? Może dopowiedział sobie w wyobraźni...? Tak czy inaczej, to nie oznaczało, że chciałby czegokolwiek romantycznego - a Devlin tu już wyjeżdża z takimi rzeczami jak jakiś idiota.

Salvador Menendez
call me by my name
> Wielbię dramy :D > Lubię grać na ostro ;) Uszkodzenia fizyczne i psychiczne na propsie > Nie lubię typowo bekowych sesji (raz na jakiś czas mogę taką zagrać i dobrze się bawić, ale nie ciągle). Poza tym gram wszystko > Nie kieruj moją postacią. Jeśli potrzebujesz jakiegoś jej zachowania do posta - zapytaj
33 y/o
NARRATORSKI PIESEK
182 cm
tancerz, pan do towarzystwa w The Spoke Club
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimieszane
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Menendez był przyzwyczajony do lękowych odruchów Saula; starał się ich nie wywoływać, to jasne, ale wiedział, że nie zawsze miał na to jakiś wpływ. Wiedział to tym bardziej, że sam też miał takie odruchy, ale najczęściej w sytuacjach, w których czuł się zagrożony, jeśli czuł się np. osaczony, jeśli dookoła było zbyt wielu facetów, jeśli byli zbyt głośni, za bardzo przeklinali, zbliżali się za bardzo do niego... Mimowolnie stawało mu wtedy przez oczami więzienie i choć raczej o tym nie wspominał, to Saul, spędzając z nim raczej dość dużo czasu, na pewno też zauważył, że Salva czasem wydawał się rozkojarzony, wystraszony albo drgał na niespodziewany dotyk lub choćby na zbyt głośne bodźce, które go otaczały. Teraz jednak nie czuł się w taki sposób - byli w jego własnym mieszkaniu, towarzyszył mu tylko Saul i Salvador nie czuł się przez niego atakowany czy jakkolwiek zagrożony w jego obecności.
Skinął głową, zgadzając się ze słowami przyjaciela - faktycznie, wziąłby go wtedy, w tym kiblu, gdyby chciał go jedynie przelecieć. Nie przejmowałby się otoczeniem i ewentualnym późniejszym kacem moralnym, zwłaszcza będąc na prochach i tak podnieconym, jak był wtedy, czując go tak blisko siebie. Uznał - i Saul najwyraźniej też - że skoro tego nie zrobił, to jednak znaczyło, że mu zależało i że nie chodziło wyłącznie o seks.
Po kolejnych słowach, gdy Devlin uciekł wzrokiem, zasłonił usta i ewidentnie wyglądał na zawstydzonego, zamrugał oczami, zaskoczony, nie bardzo rozumiejąc co się stało i za co Saul go właściwie przepraszał. Sięgnął po swój kufelek i upił z niego parę łyków, uznając, że może alkohol pomoże mu zebrać myśli na tyle, żeby wymyślić coś mądrego, tak się jednak nie stało. I mimo że Saul nie przepraszał go dosłownie, bo nie użył tego słowa, to cała jego postawa to właśnie mówiła, a akurat na czytaniu ludzkich emocji z ciała był całkiem niezły. Nie był pewien czy nauczyło go tego więzienie, gang czy może sam Meksyk per se, ale rzadko kiedy się mylił, jeśli chodziło o odczytanie czyjegoś nastroju na podstawie tego, jak się zachowywał. Saul ewidentnie żałował swoich słów i chciałby je cofnąć.
- Oye, oye, mírame - wyszeptał cicho, ujmując łagodnie jego twarz w dłonie i skłonił go tym samym, żeby skupił wzrok na nim; jeśli nawet nie chciał i uciekał wzrokiem, to i tak teraz miał przed sobą twarz Salvadora, łagodną i z lekko zmarszczonymi brwiami, bo nadal nie bardzo rozumiał za co konkretnie Devlin tak bardzo przepraszał i co takiego powiedział, że teraz żałował. - Todo está bien. No pasa nada. - szeptał dalej, spokojnie i kojąco, przysuwając się do niego delikatnie i całując go ostrożnie w czoło. Kciukami gładził delikatnie policzki mężczyzny, próbując go uspokoić. - Masz rację. Gdybyśmy to zrobili w klubie, to byłby to po prostu tylko seks. A ja nie chcę, żeby to był tylko seks. - trącił nosem o nos Devlina. - Chciałbym dać ci przyjemność, szczęście, poczucie bezpieczeństwa. Chciałbym się z tobą kochać, nie pieprzyć. - przytulił policzek do jego policzka, a potem przyciągnął go do siebie i przytulił, zamykając w ramionach i chcąc ochronić go teraz przed całym światem. - Está bien, está bien... - powtórzył jeszcze cichutko do jego ucha.

Saul Devlin
30 y/o
Welkom in Canada
170 cm
Jubiler, żigolo Zakład jubilerski, ulica
Awatar użytkownika
Zalękniony, niepewny siebie mały ćpun
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn/ono
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Lubił, kiedy Salvador mówił do niego po hiszpańsku - wydawało mu się to bardzo seksowne i fascynujące. Podobał mu się ten język, a w ustach Meksykanina brzmiał jak muzyka i natychmiast przywoływał wspomnienie Meksyku: to dobre wspomnienie gorącego słońca, pustynnej bryzy na twarzy i całej tej egzotyki.
Odwrócił posłusznie głowę w stronę Menendeza, ale bał się spojrzeć w jego oczy mimo, że ten mówił, że wszystko jest dobrze. Jego serce tłukło się teraz w piersi jak oszalałe, a emocje Saula zrobiły jakiegoś dziwnego fikołka, mieszkając się ze sobą i tworząc mieszankę wybuchową, z której nigdy nie było wiadomo, co wyniknie. W tym momencie był tak napięty, że czuł, że zaraz dosłownie eksploduje. Kiedy więc usłyszał, że Salvador chciałby się z nim kochać, Devlin zamrugał zaskoczony, czując się, jakby ktoś sprzedał mu mocnego liścia. Popatrzył wreszcie w oczy przyjaciela na moment przed tym, jak ten przytulił do niego policzek. Saul nie mógł się w tym momencie poruszyć, ale poczuł łzy napływające mu do oczu (dobrze więc, że Meksykanin teraz na niego nie patrzył). Gdy jeszcze go przytulił, tego było dla Saula za dużo - tama puściła i emocje wylały się rzeką, objawiającą się łzami cieknącymi po policzkach. Starał się teraz nie oddychać, żeby Meksykanin nie zorientował się, że Devlin ryczy jak idiota - tym bardziej, że sam nie potrafił określić, dlaczego tak się poczuł, dlaczego płakał. A prawda była taka, że po prostu dlatego, że przez narkotyki trudniej było mu nad sobą panować: miał mniej hamulców, a te, które były, działały znacznie mniej sprawnie.Kłębiące się w nim emocje nagle odpuściły, pozostała radość, ulga i poczucie bycia dla kogoś istotnym. Bardzo dawno - o ile kiedykolwiek - nie słyszał, że ktoś chciałby się z nim kochać. Dawno też nikt nie traktował go tak delikatnie i czule, jak teraz Salvador. W końcu Saul objął go ramionami i wtulił się w niego, nadal próbując nie oddychać, żeby tylko Salva nie zauważył tego piekielnego płaczu.

Salvador Menendez
call me by my name
> Wielbię dramy :D > Lubię grać na ostro ;) Uszkodzenia fizyczne i psychiczne na propsie > Nie lubię typowo bekowych sesji (raz na jakiś czas mogę taką zagrać i dobrze się bawić, ale nie ciągle). Poza tym gram wszystko > Nie kieruj moją postacią. Jeśli potrzebujesz jakiegoś jej zachowania do posta - zapytaj
33 y/o
NARRATORSKI PIESEK
182 cm
tancerz, pan do towarzystwa w The Spoke Club
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimieszane
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Początkowo Salva faktycznie nie zorientował się, że Saul płacze - przytulał go mocno, trzymał w ramionach jak coś bardzo cennego i pocierał lekko policzkiem o pliczek i włosy kanadyjczyka. W pewnej chwili dopiero, gdy Saul już objął go za szyję i wtulił się w niego niczym ufne dziecko, a Salva po raz kolejny wtulił policzek w policzek chłopaka, poczuł na skórze wilgoć. Nie bardzo wiedział jak na to zareagować, bo zwykle w ogóle nie wiedział za bardzo co robić w sytuacji, gdy ktoś płacze, więc ostatecznie jedynie pogłaskał go czule po karku. Domyślił się, że Devlin wolałby żeby Salva na niego nie patrzył, bo on sam też nie chciałby, żeby ktoś patrzył na jego łzy, więc wciąż trzymał go w ramionach, nie nawiązując kontaktu wzrokowego i po prostu go tuląc. Dopiero po jakimś czasie, znów zamiast sobie dopowiadać i rozgrywać w głowie nieistniejące scenariusze, zapytał cicho:
- Powiedziałem coś nie tak...?
Bał się, że uraził czymś przyjaciela, a nie chciałby tego robić, więc jeśli powiedział coś co sprawiło mu przykrość wolał o tym wiedzieć, żeby przypadkiem tego niechcący nie powtórzyć. Nie pomyślał, że łzy mogą być objawem szczęścia, raczej zinterpretował je klasycznie jako smutek. Pomyślał, że pewnie musiał coś palnąć, nawet jeśli kompletnie nieświadomie, co sprawiło że Saul się rozpłakał. Znając jego byłoby to całkiem prawdopodobne, bo nie raz i nie dwa powiedział coś szybciej, niż pomyślał. A że dodatkowo zawsze widział winę głównie w sobie, to już mimowolnie zaczął sobie układać scenariusz w kolorach ciemnych i "brzydkich".

Saul Devlin
30 y/o
Welkom in Canada
170 cm
Jubiler, żigolo Zakład jubilerski, ulica
Awatar użytkownika
Zalękniony, niepewny siebie mały ćpun
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn/ono
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

W odpowiedzi na jego pytanie, Saul tylko potrząsnął głową. Nie był teraz w stanie mówić, bo nie chciał, żeby chłopak usłyszał jego drżący i łamiący się głos - wciąż próbował powstrzymywać swoje łzy i ogarnąć się. Do diabła, przecież faceci nie płaczą!
Po chwili pociągnął nosem i odetchnął głęboko, co przyniosło mu pewną ulgę i trochę go uspokoiło, jednak wciąż tulił się do Salvy, nie pozwalając mu na siebie spojrzeć. Dobrze, może i Meksykanin zorientował się, że Devlin ryczy, trudno - jakoś trzeba będzie to przeżyć. Ale nie musiał tego jeszcze dodatkowo widzieć.
- Nie powiedziałeś nic złego - odezwał się wreszcie po dłuższej chwili, kiedy udało mu się opanować płacz. Przetarł twarz dłonią i w końcu odsunął się od niego na tyle, żeby móc na niego spojrzeć - Przepraszam, nie wiem, co we mnie wstąpiło. Nic złego nie powiedziałeś.
Opuścił wzrok, pochylając nieznacznie głowę, ale wciąż był zwrócony przodem do Salvadora.
- Ja... nie wiem. To chyba to, że powiedziałeś, że chciałbyś się ze mną... kochać - poczuł, jak ciarki przechodzą mu po plecach i skroniach - Bo jeśli traktujesz to słowo tak, jak ja, to... chyba znaczy, że ci na mnie zależy.
Nawet nie wiedział, że zacisnął palce mocniej na jego koszuli, trzymając go teraz za ramię. Bał się tej rozmowy i miał ochotę od niej uciec, miał wrażenie, że za dużo gada i że nie powinien. Powinien zostawić ten temat w spokoju: według niego czasem lepiej było czegoś nie dopowiadać do końca, niż powiedzieć i usłyszeć za dużo.
- Nie musisz na to odpowiadać, jeśli nie chcesz, nie mów mi, że tak, że zależy, jeśli tego nie czujesz - odwrócił głowę znowu gdzieś w bok - Znaczy: nie czuj się do tego nakłaniany i jeśli nie chcesz, to naprawdę nic nie mów. Zakończmy ten temat, przepraszam.
Poruszył się, chcąc zerwać się z podłogi i uciec gdzieś, choćby do kuchni pod pretekstem chęci przyniesienia kolejnego piwa albo do łazienki, żeby się ogarnąć, uspokoić i wrócić do Salvadora po jakiejś tam chwili, kiedy już będzie spokojniejszy.

Salvador Menendez
call me by my name
> Wielbię dramy :D > Lubię grać na ostro ;) Uszkodzenia fizyczne i psychiczne na propsie > Nie lubię typowo bekowych sesji (raz na jakiś czas mogę taką zagrać i dobrze się bawić, ale nie ciągle). Poza tym gram wszystko > Nie kieruj moją postacią. Jeśli potrzebujesz jakiegoś jej zachowania do posta - zapytaj
33 y/o
NARRATORSKI PIESEK
182 cm
tancerz, pan do towarzystwa w The Spoke Club
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimieszane
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Patrzył na niego uważnie, gdy Saul już się odsunął i gdy w ogóle pozwolił na siebie spojrzeć; wcześniej nie robił tego, doskonale rozumiejąc to, że chłopak przytulał się do niego w taki sposób właśnie, żeby utrudnić Salvadorowi spoglądanie na swoją twarz. Nie chciał tego robić na siłę, bo to też nie była dobra droga, żeby Saula uspokoić, a przecież na tym mu zależało.
- Nie musisz mnie przepraszać - pokręcił głową, uśmiechając się do niego łagodnie i pogłaskał go po wilgotnym jeszcze nieco policzku, przy okazji pomagając mu się wytrzeć.
Na słowa o tym, że chyba to, że powiedział, że chciałby się z nim kochać oznaczało chyba, że zależy mu na Saulu nie odpowiedział, ale to głównie dlatego, że po prostu nie zdążył, bo Devlin zaczął panikować. Salva uśmiechnął się szerzej, mimowolnie rozbawiony i rozczulony przeogromnie tym, jak Saul reagował i jak bardzo przepraszał go za swoje istnienie, gdy już zaczynali rozmawiać o uczuciach. Pokręcił głową, powstrzymując się jednak przed śmiechem - nie chciał mu przecież sprawiać przykrości, więc to akurat odpadało. Nie mógł jednak nic poradzić na to, że całe zachowanie Saula wydawało mu się przeurocze, przesłodkie i troszeczkę też zabawne, a sam Salva czuł, że zakochuje się w nim coraz bardziej.
- Hej, Sa-ul, popatrz na mnie - znów ujął jego twarz w dłonie, gdy po kolejnym potoku słów Devlin wyglądał, jakby miał zamiar zaraz uciec albo zapaść się pod ziemię. - Me preocupo por ti. - odezwał się po chwili, gdy znów udało mu się złapać kontakt wzrokowy z przyjacielem. Zaraz jednak uświadomił sobie, że to może zbyt skomplikowane zdanie i że Saul może nie zrozumieć, więc dodał, już po angielsku. - Zależy mi na tobie. Naprawdę. I nie mówię tak tylko dlatego, żeby ci nie było przykro. Mówię tak, bo tak czuję.

Saul Devlin
30 y/o
Welkom in Canada
170 cm
Jubiler, żigolo Zakład jubilerski, ulica
Awatar użytkownika
Zalękniony, niepewny siebie mały ćpun
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn/ono
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Zamarł, patrząc na niego posłusznie, ale z niepokojem w oczach, dopóki mężczyzna się nie odezwał. Bezwiednie zacisnął zęby, nie będąc pewnym, co zaraz usłyszy i obawiając się, że coś niekoniecznie przyjemnego dla siebie. Zobaczył rozbawienie w oczach przyjaciela, ale nie skomentował tego; starał się również nie interpretować tego w żaden sposób (choć to nie było proste, bo przez jego głowę natychmiast zaczęły przepływać myśli o tym, co to może oznaczać i czy nie stanie się zaraz dla Meksykanina męczący, skoro teraz był śmieszny).
Zmarszczył brwi, próbując przełożyć sobie na angielski pierwsze usłyszane zdanie. Nie mówił Salvadorowi, że korzystał z Duolingo, żeby nauczyć się jego języka, ale "preocupo" zabrzmiało mu jak "martwię się o ciebie" - a dlaczego Salvador miałby się o niego martwić w tym momencie? Czy zrobił coś złego? Coś, co świadczyłoby o nim w jakikolwiek sposób tak, że trzeba by było się o niego martwić...? Na szczęście jednak zaraz Menendez przetłumaczył mu to zdanie na angielski, co wywołało na twarzy Saula lekki uśmiech i ponowne opuszczenie oczu, ale tym razem z pewną ulgą. Potarł nos wierzchem dłoni i przyłożył czoło do jego czoła.
- Mi na tobie też - wymamrotał cicho i niewyraźnie, czując się teraz jak szczeniak, który pierwszy raz w życiu przerabiał taką rozmowę. Prawda jednak była taka, że być może to faktycznie był pierwszy - lub jeden z pierwszych takich razów w jego życiu, mimo, że miał już trzeci krzyżyk na karku - Naprawdę. I dlatego zachowuję się jak idiota.
Po chwili wahania wtulił się w niego, chowając się w jego ramionach i przytulając policzek do jego klatki piersiowej.
- Dziękuję, ze znosisz tę moją głupotę i jeszcze się nie zniechęciłeś, po tylu latach.

Salvador Menendez
call me by my name
> Wielbię dramy :D > Lubię grać na ostro ;) Uszkodzenia fizyczne i psychiczne na propsie > Nie lubię typowo bekowych sesji (raz na jakiś czas mogę taką zagrać i dobrze się bawić, ale nie ciągle). Poza tym gram wszystko > Nie kieruj moją postacią. Jeśli potrzebujesz jakiegoś jej zachowania do posta - zapytaj
33 y/o
NARRATORSKI PIESEK
182 cm
tancerz, pan do towarzystwa w The Spoke Club
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimieszane
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dla Salvadora była to druga podobna rozmowa w życiu - pierwszą odbył ze swoim pierwszym i właściwie jedynym poważnym chłopakiem, z którym spotykał się w okolicy szkoły średniej. Kochał go i widział się u jego boku na dłuższą metę, więc tym bardziej bolesne było dla niego rozstanie i fakt, że ten rzucił go, gdy dowiedział się o tym, że Salva kręci się po okolicy w towarzystwie gangu. Próbował mu tłumaczyć, że przecież niczego to między nimi nie zmienia, że naprawdę go kocha i chce z nim być i że bycie w gangu nie czyni go nagle innym człowiekiem, ale tamten nie chciał słuchać. Nie zamierzał spotykać się z kimś, kto kręci się w półświatku.
Poczuł ulgę, gdy zobaczył uśmiech na twarzy Saula i gdy ten oparł czoło o jego czoło; źle mu się patrzyło na smutek przyjaciela i na jego łzy. Układał sobie jednak w głowie całą tą rozmowę, całą sytuację i powoli dochodził do wniosku, że te łzy nie pojawiły się u Devlina dlatego, że był smutny, tylko raczej właśnie ze szczęścia.
Uśmiechnął się szeroko, patrząc na niego z bliska z błyskiem w oczach. Niby domyślał się, że Saulowi też na nim zależało, skoro tak bardzo przeżywał całą ich rozmowę, ale co innego się domyślać, a co innego to usłyszeć. Splótł palce na jego karku, przy okazji uciskając go delikatnie i rytmicznie, żeby pomóc mu się chociaż trochę rozluźnić.
- Nie zachowujesz się jak idiota, głuptasie - przytulił policzek do jego włosów i objął go ciasno ramionami, gdy Saul wtulił się w jego pierś. Palce jednej dłoni wsunął w jego włosy, drapiąc lekko skórę jego głowy, żeby go uspokoić i kołysał go w swoich ramionach, bujając się z nim w przód i w tył, trochę jakby uspokajał płaczące dziecko. - I tym bardziej nie jesteś głupi. Nawet jeśli nazywam cię głuptasem to nie dlatego, że myślę, że jesteś głupi, tylko... - zawahał się chwilę, wciąż tuląc go do siebie. - No, chyba po prostu z czułości. Myślę o tobie zawsze jako o "moim głuptasku". - wzruszył lekko ramionami, uśmiechając się nieco niepewnie. - Tak naprawdę wcale nie sądzę, że jesteś głupi.

Saul Devlin
ODPOWIEDZ

Wróć do „#4”