-
Zalękniony, niepewny siebie mały ćpun
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOn/onotyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Zamilkł, widząc, jak blisko niego stanął Meksykanin - trochę się tego wystraszył, ale starał się tego w żaden sposób nie okazać, Nie bardzo mu to wychodziło, bo ciarki, które przeszły mu po plecach, odbiły się w jego szerokich teraz oczach. Kiedy w dodatku poczuł jego dłoń na swoim biodrze, a usta tuż przy uchu, poczuł się trochę osaczony, nieświadomie przełykając nerwowo ślinę. Wszystkie jego mięśnie się napięły, a on znieruchomiał, nie bardzo wiedząc, jak ma się zachować - owszem, sprzedawał swoje ciało, ale bywały sytuacje, w których się obawiał swoich klientów, choć nie zawsze zdawał sobie sprawę z tego, dlaczego tak się boi: czasami to był jedynie odruch, cień dawnych przeżyć, a czasami ten strach przypisywał wyłącznie zachowaniu danego mężczyzny i nie doszukiwał się w nim nic więcej.
- Em... A jaką chciałbyś dostać? - zapytał, zaraz uznając to pytanie za głupie: wiedział przecież dobrze, po co został tu zaproszony i czego ten chłopak może od niego chcieć, to było przecież oczywiste. Saul prychnął, kręcąc głową i opuszczając wzrok zawstydzony - Tak, głupio pytam. Może więc inaczej.
Zebrał w sobie całą swoją odwagę, wyprostował się, założył maskę kogoś pewnego siebie, prawdziwej, rasowej dziwki i spojrzał prosto w oczy chłopaka, wydobywając z siebie całą swoją zalotność.
- Co konkretnie chciałbyś dostać jako nagrodę? - zapytał niższym, wibrującym głosem, kładąc dłoń na jego klatce piersiowej. Nadal się go bał, ale zmuszał się, żeby zachowywać się profesjonalnie.
Nieco go zaskoczyła odpowiedź, że chłopak odpowiedział, że odpędził tamtego faceta, bo ten nie chciał traktować Saula jak człowieka, tylko jak przedmiot. Devlin nie był przyzwyczajony do bronienia go przed podobnymi rzeczami.
- O... - odpowiedział jedynie, nie bardzo wiedząc, jak na to zareagować.
Salvador Menendez
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Saula za to w jakimś sensie polubił - albo przynajmniej wpadł mu chłopak w oko, co pewnie było dostrzegalne, zwłaszcza dla postronnych obserwujących tę dwójkę, dla tych, którzy znali Salvę i wiedzieli, że nie zwykł zachowywać się w ten sposób, nawet na imprezach i nawet, gdy był wstawiony. Nie flirtował raczej otwarcie, nie kładł nikomu dłoni na biodrze, nie pochylał się, by mruczeć coś komuś do ucha. Gdy z kolei ktoś podrywał jego Salva również był raczej wycofany; nie chodziło o nieśmiałość, raczej po prostu nie czuł potrzeby, żeby obściskiwać się z kimś publicznie. Być może była to kwestia wynikająca z tego, że podrywały go głównie dziewczyny, a on jakoś niespecjalnie oglądał się za płcią piękną...? No, może; w każdym razie Salvador flirtujący z kimś tak jawnie, jak tego wieczora, był raczej widokiem niespotykanym, więc wiele osób obecnych na imprezie niemal w ogóle nie spuszczało z Salvadora i Saula wzroku.
Ten niski, wibrujący ton w połączeniu z oparciem dłoni o pierś Salvy sprawił, że Menendez wyprostował się minimalnie, samoistnie właściwie, nieświadomie wciągając głośniej powietrze. Oczy mu się rozszerzyły, w taki sposób, jakby właśnie chwilę temu przyjął konkretną dawkę mocnego towaru - w tym wypadku jednak tym towarem ewidentnie był niepełnoletni Kanadyjczyk, którego żądza przygód przywiała do gorącego Meksyku.
Widząc, że go zaskoczył swoją odpowiedzią, Salva znów się uśmiechnął, tym razem delikatniej, bardziej nieśmiało i intymnie, po czym wyciągnął dłoń w jego stronę (choć nadal stał bardzo blisko niego, więc niespecjalnie musiał ją wyciągać, bardziej po prostu uniósł ją nieco wyżej, w taki sposób, że znalazła się teraz pomiędzy ich klatkami piersiowymi, oddzielając ich od siebie w pewnym sensie).
- Mi nombre es Salvador. - skinął nieco głową, przez co ich oczy na chwilę znalazły się na tej samej wysokości, a spojrzenia zderzyły się ze sobą niemalże z trzaskiem, który praktycznie dosłownie Menendez usłyszał. - ¿Bailarías conmigo?
Sa-ul
-
Zalękniony, niepewny siebie mały ćpun
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOn/onotyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
- Saul.
Popatrzył na ich złączone ręce i zmarszczył brwi, poruszając szczęką.
- Co to znaczy "bailaras konmigo"? - zapytał z wyraźnym angielskim akcentem - Przepraszam, nie znam hiszpańskiego, tylko część zdań czy pojedynczych słów potrafię wywnioskować z kontekstu albo znam z filmów, ale tak, to nie bardzo...
Podrapał się w głowę, nieco zakłopotany i uśmiechnął, nieco zawstydzony, że przyjechał do kraju, którego języka nie zna i jeszcze wbił tam na imprezę.
Cholera, jemu się również ten chłopak podobał. Owszem, Saul się go bał, ale jednocześnie jego uroda była zniewalająca i Devlin mimo obaw chciał spędzić z nim więcej czasu. Miał nadzieję, że chłopak się nie zniechęci faktem, że średnio mogą się dogadać, bo jeden nie bardzo zna angielski, a drugi hiszpański. Mimo wszystko miał ochotę bliżej go poznać - niekoniecznie cieleśnie, tylko po prostu był zainteresowany nim.
- Chodzi ci o to, czy z tobą zatańczę? - domyślił się po chwili, a jego oczy urosły - E... Nie bardzo umiem tańczyć. Zwłaszcza te latynoskie tańce, wiesz... Pewnie bym cię podeptał, chyba, że chcesz się po prostu pobujać...
Tak, fakt, że Salvador wyraźnie znał angielski w podobnym stopniu, jak Saul hiszpański, nie przeszkadzało Devlinowi nawijać jak nakręcony - tak miał, kiedy się stresował.
Salvador Menendez