35 y/o
Mark your calendar for Canada Day
192 cm
white dove | wydział zabójstw Toronto Police Service
Awatar użytkownika
so many invisible strings tie me to the way that you bleed
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Drugi mężczyzna wkroczył w ich sytuację kompletnie nieświadomy decyzji, która nie została jeszcze podjęta, ale dostrzegał w jego oczach, że Evans wiedział. Nie wiedział co ich łączyło, nie miał prawa dostrzec tej wątłej nitki splatającej ich losy ze sobą, ale tak, jak każdy człowiek, posiadał swoją intuicję - a ta szeptała mu, że coś było na rzeczy.
Widział to w jego spojrzeniu, intensywnym i dociekającym, jakby próbował dostrzec na twarzy Rhysa wymalowaną winę. Maska obojętności, która przykryła jego prawdziwe emocje pojawiła się niemal automatycznie, w bezwarunkowym odruchu - ale nie przykrywała tego, czego usiłował znaleźć pod nią Daniel.
Ponieważ nie czuł żadnej winy.
Może powinien, może to ten jego kręgosłup moralny, który skrzywił się przez lata zaniedbań i teraz przypominał karykaturę tego, czym był kiedyś. Może powinna obudzić się w nim męska solidarność, każąc mu odpuścić kobietę, która ewidentnie była już przez kogoś zajęta.
Ale wierzył, że Mercer posiadała własną wolę, a akurat miał pewność, że z jej kręgosłupem moralnym wszystko było w jak najlepszym porządku. Nie zbliżała by się do niego jeśli obiecała Evansowi wyłączność, lub traktowała go w pełni poważnie. Wiedział, że był tym okienkiem, które sobie zostawiła - okienkiem, do którego mogła zaglądać, jeśli miała na to ochotę.
Gratulacje nawet nie cisnęły mu się na usta. Kątem oka wciąż widział dłoń na jej talii, która zasiewała w jego wnętrzu iskierkę złości. Nie miała żadnego sensu, lecz wierzył, że może wydostać się na zewnątrz, więc milczał, pragnąc usunąć się z tej konwersacji.
- Twoja dziewczyna jest detektywem - odrzucił beznamiętnie, pozwalając sobie spojrzeć w bok - w jej stronę, stojącej obok niego, niepotrzebnie tłumaczącej się przed osobą, która tego tłumaczenia oczekiwała. - Przykro mi, że nasza robota nie trwa od dziewiątej do siedemnastej, Evans. Może następnym razem poprosisz sprawców, żeby wstrzymali swoje przestępstwa do tego przedziału i nie przeszkadzali ci w ceremonii?
Nie skomentował jej wymówki, pracowej kwestii, która tylko wręczyła broń do ręki jej chłopaka. Ale zanotował sobie fakt tego, że czuła potrzebę skłamania. Wymyślenia jakiegokolwiek powodu, który nie był podejrzany, byle tylko uśpić jego czujność.
Uniósł szklankę do ust, haustem opróżniając resztkę zawartości. Odstawił ją na tacę przechodzącego obok kelnera, czując potrzebę ewakuacji. Zniknięcia z tego miejsca, skąd miał doskonały widok na j e g o dłoń na j e j talii.
- Miłego wieczoru - rzucił uprzejmie, choć jego ton pozostał nieprzychylny. Skinął głową kobiece, zawieszając na niej wzrok na ułamek sekundy, nim ruszył w innym kierunku, z dala od szczęśliwej pary.
Gdyby mieli czas na decyzję, nie był pewien, jaka by była. Ale bliskość, jaką publicznie dzieliła z Evansem sprawiała, że gotował się od środka - co było być może odpowiedzią samą w sobie.
koniec
margo mercer
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”