36 y/o
Welkom in Canada
168 cm
work it faster, make it better at nilsinger's.
Awatar użytkownika
When I think about you I touch my head with a gun, due to the constant headaches you give me, sweetheart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitoster/wanna
typ narracjitrzecioosobowy narrator omniscjentny
czas narracjiprzeszły, czasem teraźniejszy
postać
autor

Słuchała. Nie tylko słów — tego, jak je dobierał. Gdzie się zawahał, a co uznał za warte dopowiedzenia lub za zbędne. Korea Południowa i Ojciec z Litwy — zestawienie, które zostawało w głowie na chwilę dłużej. Jak Koreanka wpadła na kogoś z Europy? Albo jak Litwin wpadł na Azjatkę? Osoba Erica budziła więcej pytań niż z początku sądziła. To dobrze. Nie będą się nudzić i razem mogą ćwiczyć kłanianie się w pas, choć akurat tego nie potrzebowali.
Inari ułożyła pałeczki na ceramicznej podstawce, kiedy Eric skończył mówić, jakby jego odpowiedź musiała najpierw w niej osiąść, zanim bez rozstroju będzie żołądka będzie mogła jeść dalej. Nietypowo, jak dla niej, oparła podbródek na nadgarstku. Przyglądała się pracującemu Hattoriemu, choć w rzeczywistości widziała w jego miejscu kogoś innego.
Bywałam — odpowiedziała w końcu, nieco głucho. — Mój ojciec pochodzi z Czedżu. — Jej ton pozostał równy, niemal rzeczowy, jakby mówiła o czymś, co zostało już dawno niezmienne. — Interesy. Raczej krótkie wyjazdy.— Na moment zatrzymała spojrzenie na powierzchni bulionu. — Pusan częściej niż Seul. — dodała po chwili. — Seul tylko wtedy, kiedy trzeba było.
Nie rozwinęła tego. Nie było potrzeby. Inari na moment zamilkła dłużej, niż wynikało to z samej rozmowy, ale nie dlatego, że nie miała odpowiedzi. Raczej dlatego, że odpowiedź, którą już wypowiedziała, pociągnęła za sobą coś jeszcze — obrazy, które zwykle trzymała poza zasięgiem bieżących rozmów.
Czedżu nie było dla niej miejscem w klasycznym sensie. Nie należało do "domów", "powrotów" ani nawet "nostalgii", tylko do zbioru wspomnień — fragmentów: zapach soli osiadającej na skórze szybciej niż gdziekolwiek indziej; powietrze cięższe względem lądu; kamienie — wszędzie kamienie, czarne, porowate, układające się w niskie mury, które wyglądały, jakby powstały same z siebie, bez udziału człowieka. Pamiętała, że jako dziecko próbowała je policzyć i stworzyć bazy lęgowe dla rodzimych kotów bengalskich nieopodal wybrzeża. Bez sensu. Nigdy nie było początku ani końca tych cholernych kamieni, a koty kociły się głównie w mieścinach, u szczytu wodospadu Cheonjiyeon lub w cieniu góry Halla.
Na Czedżu ojciec znikał na długie godziny. Rozmowy, których nie słyszała, ale zawsze mające swoją wagę — wyczuwalną nawet dla kogoś, kto siedział gdzieś obok, zbyt młody, żeby rozumieć szczegóły, ale wystarczająco uważny, by zauważyć napięcie u dorosłych. Zostawała sama albo z kimś, kto mówił do niej półsłówkami, mieszając języki tak płynnie, że granice między nimi przestawały mieć znaczenie. Hangul był wtedy czymś więcej niż alfabetem. Był wzorem i układem. Systemem, który dawał się rozłożyć i złożyć od nowa na podstawie kilku prostych — dla Koreańczyków — zasad.
Jej spojrzenie wróciło do Erica, ale było w nim coś cięższego niż wcześniej — nie emocja, raczej głębia skupienia, które na sekundę odpłynęło gdzieś dalej.
Hangul jest prosty — powiedziała cicho. — I przez to użyteczny. — Przesunęła palcem po pałeczkach. — Można nim zapisać więcej niż się wydaje. Wystarczy zmienić kontekst. — Nie patrzyła już na niego. — Albo odbiorcę. — W jej głowie litery układały się inaczej niż u większości ludzi — nie tylko jako dźwięki, ale jako struktury, które można było przestawiać, zagęszczać, upraszczać. Kod nie musiał być skomplikowany, żeby działał. Musiał być wystarczająco przejrzysty dla właściwej osoby i wystarczająco nijaki dla wszystkich innych. Komunikacja nie zawsze polegała na tym, żeby być zrozumianym. Czasem chodziło o to, żeby być zrozumianym tylko raz. — Gdyby trzeba było — dodała spokojnie, podnosząc w końcu wzrok — użyłbyś go w ten sposób?
Pytanie padło lekko, choć wcale nie należało do wagi piórkowej.

Eric Stones
Anonim's Gal
pierwsza osoba, absurdalne przecinki i jeśli za dużo się dzieje bez ładu i składu
25 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
176 cm
młodszy inżynier oprogramowania AG
Awatar użytkownika
We can keep it simple, no need to overthink it
Just give me one night to show you I'm different
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-ecio osobowa
czas narracji-
postać
autor

Eric uniósł brew, kiedy usłyszał, że Inari bywała w Korei, zastanawiając się, jakie były powody wizyt w państwie z którego pochodziła jego mama. Na zaspokojenie swojej ciekawości nie musiał zbyt długo czekać, ponieważ po krótkiej chwili usłyszał coś, co uważał za logiczne i sensowne.
- Oo! Byłem dwa razy na Czedżu. Bardzo ładna wyspa z fajnymi miejscami do zwiedzania. - stwierdził, przypominając sobie wycieczkę nad wodospad Cheonjiyeon, plażę Geumneung oraz park z rzeźbami z kamienia. Szczerze? Z chęcią poleciałby tam jeszcze raz, przy okazji zahaczając o Seul, by odwiedzić dziadków, których, jakby nie patrzeć, dawno nie widział… znaczy rozmawiał z nimi przez facetime'a jakoś przed świętami w grudniu.
- Odpowiesz, jeśli będziesz chciała, ale jestem ciekaw… Ty robiłaś interesy, czy Twój tata je robił? - spytał, bo oczyma wyobraźni i próbując to poskładać według swojej logiki rozumiał to tak, że to ojciec Nilsinger coś załatwiał, a ona mu pomagała albo ona je załatwiała, by pomóc ojcu... dwie wersje wydawały mu się sensowne, choć oczywiście mogło być jeszcze inaczej. Pusan częściej niż Seul...
- O, czyli chyba bywałaś też i w Seulu. Moi dziadkowie tam mieszkają. Kiedyś mieszkali w Incheon, ale się przeprowadzili. - wyjaśnił, choć czy to była jakaś kluczowa informacja? Raczej niekoniecznie, no ale uznał, że powie, dlaczego tak entuzjastycznie zareagował na stolicę Korei Południowej.
Cóż, on miał raczej dobre wspomnienia z podróży do Korei i swego czasu zastanawiał się nawet, czy gdyby mu nie wyszło w Toronto, przeprowadziłby się tam. Albo na Litwę, choć miał wrażenie, że w Korei szybciej by się odnalazł, bo bądź co bądź był małym dzieciakiem, chodzącym do podstawówki, kiedy z całą rodziną przeniósł się z Litwy do Kanady i niewiele stamtąd pamiętał.
Zaraz przestał jednak myśleć nad swoimi korzeniami lub po prostu miejscami, z którymi miał coś wspólnego, ponieważ z ust Inari padły słowa, które go zaskoczyły.
Hangul.
Język, którym posługiwali się jego dziadkowie, jego rodzina od strony mamy i sama mama, gdy jeszcze niezbyt umiała angielski. Gdy czuła się przytłoczona. Gdy miała dość i próbowała pokazać dzieciom, że wszystko jest w porządku. Shibal! padało niejednokrotnie podczas rozmowy telefonicznej i po którymś razie, Eric zaczął podejrzewać, kto był po drugiej stronie słuchawki.
Miał przyjechać, a znowu nie przyjedzie, bo spotkanie się przedłużyło; musi się przygotować na WAŻNĄ konferencję albo po prostu nie odbierał. Eric nie raz widział też, jak jego mama płakała i naprawdę nie pojmował, dlaczego ojciec tak traktował własną żonę. Czy on w ogóle pamiętał, że ma rodzinę? Że jego rodzina w ogóle istnieje? Te pytania zadawał sobie wielokrotnie i zazdrościł swego czasu dzieciakom, których ojciec potrafił wysłuchać, nie sprowadzając jedynie do osiągnięć, statystyk oraz porównań. Może właśnie dlatego sam osobiście wolał koreański od litewskiego, o czym niewiele osób wiedziało.
- Masz rację. Jest bardzo prosty. - zgodził się z uśmiechem, bo naprawdę nie uważał go za skomplikowanego.
Lecz jej chyba chodziło o coś więcej.
Przez cały czas patrzył uważnie na Inari, a po dłuższej chwili skinął głową.
- Tak. - odpowiedź krótka, ale stanowcza. Ciekawiło go, dokąd zostanie po niej zaprowadzony. A może nigdzie? Nagle zaczął kontynuować jedzenie ramenu, jakby przed chwilą nie poruszyli jakiegoś ważnego tematu. No ale z drugiej strony, kiedyś należało go w końcu zjeść, nieprawdaż? A był dopiero w połowie...

Inari Nilsinger
ODPOWIEDZ

Wróć do „Zakkushi”