30 y/o
NIE MA LIPY, JEST ODLEGŁOŚĆ
169 cm
detektyw Toronto Police Service
Awatar użytkownika
i can tell you there's no place we couldn't go
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przez ułamek sekundy, ten jeden, krótki moment pomiędzy jego ruchem a jej reakcją, mogła jeszcze się wycofać. Odsunąć się, zatrzymać go, przypomnieć im obojgu gdzie są i co właśnie robią. Powinna była to zrobić. Każda zasada, którą kiedykolwiek sobie narzuciła, każda granica, którą tak uparcie stawiała w pracy, krzyczała teraz gdzieś z tyłu jej głowy.
Ale ten głos był zbyt cichy, zagłuszony przez coś znacznie silniejszego.
To uczucie pojawiło się wcześniej, gdzieś pomiędzy jego pierwszym słowem a momentem, w którym Alessia zaczęła pękać. Niewłaściwe, nie na miejscu, zupełnie niepasujące do sytuacji. A jednak rosło, rozlewało się pod skórą, pulsowało w rytmie, którego nie potrafiła ignorować. Może to była tęsknota nagromadzona przez te kilka dni ciszy, przez unikanie się, przez wszystko to, czego nie powiedzieli. Może to była frustracja, która znalazła inne ujście. A może po prostu o n.
Nie próbowała tego już analizować. Opadła na jego kolana z cichym, urwanym oddechem, bardziej zaskoczona własną reakcją niż jego ruchem. I zamiast się cofnąć - została. Nie napięła się, nie zaprotestowała. Jej ciało zareagowało zupełnie inaczej, miękko dopasowując się do jego, jakby to było najbardziej naturalne miejsce na świecie. Uśmiech pojawił się na jej ustach powoli, ledwie zauważalny, ale pełen tej samej iskry, która zapalała się między nimi za każdym razem, gdy przekraczali granice.
Nie zatrzymała jego dłoni, wręcz przeciwnie, odchyliła lekko głowę, odsłaniając szyję, jakby zapraszała go do tego, by poszedł dalej. Jej palce uniosły się same, odnajdując jego twarz w tym niemal instynktownym geście. Przesunęła nimi po jego policzku, wolno, uważnie, sprawdzając czy naprawdę tu jest, czy to nie jest tylko kolejna chwila, która zaraz się rozpadnie. - To brzmi jak kusząca propozycja - mruknęła cicho z lekkim rozbawieniem, które nie było w stanie ukryć niczego, co działo się pod powierzchnią.
Pochyliła się odrobinę bliżej, na tyle, by jej oddech musnął jego usta. - Ale chyba powinieneś najpierw ładnie poprosić - dodała z błyskiem w spojrzeniu, który był jednocześnie zaczepny i niebezpiecznie szczery.
Przyciągając go lekko do siebie, zamknęła tę niewielką przestrzeń między nimi krótkim, miękkim pocałunkiem. - Wiesz, że ktoś może tu zaraz wejść - szepnęła przy jego ustach, zupełnie bez przekonania, jakby sama nie wierzyła w wagę tych słów. - Będziemy mieć znacznie większy problem niż wcześniej - dodała ciszej, przesuwając palcami po jego karku, zatrzymując je tam na moment. Nie odsunęła się ani o c e n t y m e t r.
- Zapraszasz mnie na randkę, detektywie? - uniosła lekko brew, przyglądając mu się uważnie z tym samym cieniem uśmiechu, parafrazując jego własne słowa, użyte kiedyś i tak dobrze przez nią zapamiętane. Zawahała się tylko na ułamek sekundy, zanim dodała, już spokojniej, ale bez wycofywania się: - Powinnam przyznać, że twoje przesłuchanie było niesamowicie przekonujące - nie potrzebowała mówić więcej. Sposób w jaki na niego patrzyła, robił całą resztę. - I że odkryłam w sobie okropną słabość do tego, jak to robisz.

Rhys Madden
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
diosmio
nuda i przesadna życioza
35 y/o
marked by sin
192 cm
white dove | wydział zabójstw Toronto Police Service
Awatar użytkownika
so many invisible strings tie me to the way that you bleed
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czas pokazywał, że żadna wytyczona przez nich granica nie była niemożliwa do przekroczenia. Wszystkie prędzej czy później stawały się rozmazane, zatarte, trudne do dostrzeżenia, łatwe do zignorowania. Miała rację mówiąc, że w każdej chwili ktoś mógł tutaj wejść - mógł sprawdzić, czy sala jest wolna, potrzebować jej do własnych celów i przesłuchania innego świadka. Choć mikrofon był wyłączony, a drzwi zamknięte, daleko było im do jakichkolwiek pozorów prywatności - w dodatku znajdowali się w tym jednym miejscu, w którym niekiedy nie chciała na niego choćby p a t r z e ć. W miejscu ich p r a c y, która dla Mercer była świętością ponad wszystkie inne, a ta jedna z granic - wyryta w betonie.
A jednak nie odsunęła się.
Ucieczka z jego ramion byłaby prosta, wręcz automatyczna, lecz zamiast niej, wyczuł, jak jej ciało odrobinę rozluźnia się. Opada, wpasowując idealnie w jego, każda wypukłość sięgała do korespondującego zagłębienia, jej ciężar przesuwał się lekko w miejscu. Ta obojętność, która malowała się na jego twarzy jeszcze chwilę temu, teraz pękała pod wpływem jej bliskości, zadziornych słów odbijających się echem od ścian stojących w kontraście do wygiętej szyi, do której zyskał całkowity dostęp.
- Czyżby? - cichy pomruk wydostał się z jego ust w odpowiedzi, jedna z dłoni oderwała od kobiecej talii - teraz, gdy miał pewność, że nie wstanie z jego kolan. Powędrowała w górę, wzdłuż jej kręgosłupa, wsuwając się w idealnie ułożone włosy, spływające falami po jej ramionach. Palce zacisnęły się lekko, na miękkich włosach, niewystarczająco by sprawić jakikolwiek dyskomfort - na tyle, by jej głowa uniosła się jeszcze trochę, odsłaniając linię szczeki. - Mam cię prosić, Margo?
Wbrew pozorom był świadom tego, że ktoś w każdej chwili mógł ich tutaj nakryć. Jego słuch był wyczulony na nadciągające kroki, na potencjalne szarpnięcie za klamkę. Jego umysł był gotowy na natychmiastowe odsunięcie się od kobiety, sprawianie pozorów wspólnego przeglądania akt - ale jego ciało nie chciało nawet zakładać takiego scenariusza.
- Nic przecież nie robię - odpowiedział niewinnie i, w natychmiastowym zaprzeczeniu własnych słów, pozwolił, by jego dłoń wsunęła się powoli pod materiał kobiecej koszuli, odnajdując gorącą skórę pod spodem.
Była r o z p r a s z a j ą c a. Czuł ją całym sobą, czemu pragnął poświęcić zdecydowanie większą część uwagi niż nasłuchiwaniu tego, czy ktoś mógł w tej chwili nadchodzić. Jego usta wodziły po kobiecej szyi, składając drobne pocałunki w miejscach, w których przystawały na dłużej. Dotarły już do linii jej obojczyka, odginając nieco kołnierz jej koszuli w bok gdy jej następne słowa sprawiły, że na chwilę się zatrzymał, starannie je analizując.
- Co ci się takiego w nim podobało? - zapytał zaczepnie, z rozbawieniem majaczącym na ustach. Jego twarz lgnęła do niej, do gorąca jej skóry i jej zapachu, wypełniającego teraz powietrze, którym oddychał, dłoń sunęła niezobowiązująco po jej plecach, choć bardzo pragnął przesunąć ją w inne miejsce. - Zawsze wiedziałem, że lubisz, gdy zachowuję się podle - dodał z westchnieniem, i tym przebiegłym błyskiem w oczach, który mogła dostrzec gdy na krótką chwilę odsunął się nieco do tyłu by móc na nią spojrzeć.

margo mercer
30 y/o
NIE MA LIPY, JEST ODLEGŁOŚĆ
169 cm
detektyw Toronto Police Service
Awatar użytkownika
i can tell you there's no place we couldn't go
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wiedziała, że nie powinni. Ta świadomość była gdzieś z tyłu głowy, cicha, uparta, próbująca się przebić przez wszystko to, co właśnie się działo. Przez jego dłonie, przez ciepło jego ciała, przez sposób w jaki potrafił jednym ruchem rozbroić każdą jej decyzję, każdą zasadę, której tak kurczowo się trzymała.
Rozsądek ustąpił miejsca czemuś znacznie silniejszemu, temu niepokojącemu, pięknemu napięciu, które Rhys budził w niej od samego początku. Temu magnetyzmowi, którego nie potrafiła ani nazwać, ani zatrzymać. Przy nim wszystko przestawało być czarno-białe, granice traciły ostrość, a rzeczy niemożliwe nagle stawały się n a t u r a l n e.
Nie myślała o konsekwencjach, gdy jej oddech przyspieszył nieznacznie, bo jego usta sunęły po jej skórze, a palce odnalazły drogę pod materiał koszuli. Każdy impuls rozchodził się po ciele z niepokojącą intensywnością, każda sekunda pogłębiała to uczucie, którego nie chciała już tłumić. - Wciąż się nie zgodziłam - wymruczała cicho gdzieś pomiędzy jednym a drugim muśnięciem, z lekkim uśmiechem błąkającym się na ustach.
Nie odsuwała się od niego, wręcz przeciwnie - jej dłoń przesunęła się po jego klatce piersiowej, odnajdując guziki koszuli. Zaczęła je odpinać powoli, jeden po drugim, jakby robiła to bez większego namysłu, a jednak z pełną świadomością każdego ruchu. - Nie poprosiłeś ładnie - dodała ciszej, unosząc na niego spojrzenie spod rzęs, w którym czaiła się przekora i coś znacznie bardziej miękkiego. Prawda była taka, że nie potrzebowała tej prośby. Decyzję podjęła już dawno, może jeszcze zanim w ogóle ją do siebie przyciągnął.
Pozwalała mu na wszystko, chłonąc każdą sekundę, dotyk, każde drżenie, które rozchodziło się po jej ciele z niepokojącą łatwością; jej ekscytacja była wyraźna, obecna w sposobie w jaki reagowała oraz w tym, jak nie cofała się ani o krok. - Hm? - mruknęła, dopiero po chwili łapiąc sens jego pytania. - Ach... to - palcami zahaczyła o materiał, wyciągając go lekko zza paska, chcąc zaburzyć tę jego uporządkowaną, kontrolowaną wersję, którą tak dobrze znała.
Pochyliła się na tyle b l i s k o, by jej usta znalazły się tuż przy jego uchu. - Byłeś tak bezczelny… - szepnęła miękko, przeciągając słowa. - że aż niebezpiecznie pociągający - pozwoliła, by to wybrzmiało, a potem nagle się odsunęła. Wyślizgnęła się z jego ramion płynnie, niemal niespodziewanie, zostawiając po sobie tylko ciepło i niedopowiedziane napięcie. Stanęła na nogach, poprawiając ubranie, przeczesując palcami włosy, jakby naprawdę zamierzała po prostu wyjść. Zrobiła krok w stronę drzwi, potem drugi.
Zatrzymała się dopiero przy nich, odwracając powoli, opierając plecy o chłodne drewno, nie oderwawszy od niego spojrzenia ani na sekundę. Jej dłoń sięgnęła do klamki, a cichy klik zamka przeciął ciszę. Z uśmiechem zamknęła drzwi na klucz.
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

Rhys Madden
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
diosmio
nuda i przesadna życioza
35 y/o
marked by sin
192 cm
white dove | wydział zabójstw Toronto Police Service
Awatar użytkownika
so many invisible strings tie me to the way that you bleed
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Było tak wiele rzeczy, których nie powinni byli zrobić, że ta powinność - a raczej jej brak - stała się czymś na wzór fundamentów ich całej relacji. Od pierwszego dnia ich znajomości zasady były wyraźnie zapisane w przestrzeni, którą dzielili - poczynając od braku spoufalania się między partnerami, przez trudność ich charakterów aż po sekrety, które trzymał, głęboko zakopane w jego wnętrzu.
Dystans był skutecznym narzędziem, ale jego końce miały dwie, ostre krawędzie. Potrafił skupiać się na wytyczonym celu, spychać Margo na bok po to, by spróbować zawalczyć o posiadanie z nią prawdziwej przyszłości - nie takiej, która funkcjonowała wyłącznie w sferze wyobraźni i marzeń. Ale ceną tego było tłamszenie tej p o t r z e b y, potrzeby jej bliskości, czucia jej oddechu na swojej skórze, brzmienia jej głosu w pomieszczeniu, spojrzenia, którym nawiązywała z nim nić porozumienia.
Odsuwanie jej na dystans przypominało ignorowanie potrzeby jedzenia. Brak śniadania, obiadu i kolacji nie doskwierał z początku, gdy umysł człowieka był skupiony na konkretnych czynnościach - lecz gdy nagle w głowie pojawiała się świadomość pustego żołądka, umysłem władały pnącza głodu, uniemożliwiając skupienie się na czymkolwiek innym.
Tym było jego uczucie do Margo w tym momencie - g ł o d e m.
Potrzebą, której brak zaspokojenia mógł mieć katastrofalne skutki. Potrzebą, przy której bledły konsekwencje, znikało ryzyko bycia nakrytym, cztery ściany komisariatu stawały się tylko ścianami. Trzymając ją na dystans potrafił tkwić z boku, przy własnym biurku, zwieszony nad swoimi aktami - ale gdy znalazła się o b o k, gdy poczuł jej ciężar na swoich kolanach, świadomość tego, jak bardzo za tym tęsknił i jak bardzo tego pragnął, zabrała jego przytomność umysłu z falą rosnącego pożądania.
- Uważaj - mruknął w odpowiedzi, gdy jej dłonie sięgnęły do guzików koszuli, którą miał na sobie. Realność tego, co właśnie się działo, dolewała benzyny do płonącego w nim ognia, którego języki sięgnęły ciemnego spojrzenia, przyjmując postać łobuzerskiej iskry. - Jeszcze pomyślę, że podoba ci się mój charakter.
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


margo mercer
30 y/o
NIE MA LIPY, JEST ODLEGŁOŚĆ
169 cm
detektyw Toronto Police Service
Awatar użytkownika
i can tell you there's no place we couldn't go
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Rhys Madden
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
diosmio
nuda i przesadna życioza
35 y/o
marked by sin
192 cm
white dove | wydział zabójstw Toronto Police Service
Awatar użytkownika
so many invisible strings tie me to the way that you bleed
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


margo mercer
30 y/o
NIE MA LIPY, JEST ODLEGŁOŚĆ
169 cm
detektyw Toronto Police Service
Awatar użytkownika
i can tell you there's no place we couldn't go
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Rhys Madden
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
diosmio
nuda i przesadna życioza
35 y/o
marked by sin
192 cm
white dove | wydział zabójstw Toronto Police Service
Awatar użytkownika
so many invisible strings tie me to the way that you bleed
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


margo mercer
30 y/o
NIE MA LIPY, JEST ODLEGŁOŚĆ
169 cm
detektyw Toronto Police Service
Awatar użytkownika
i can tell you there's no place we couldn't go
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Rhys Madden
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
diosmio
nuda i przesadna życioza
35 y/o
marked by sin
192 cm
white dove | wydział zabójstw Toronto Police Service
Awatar użytkownika
so many invisible strings tie me to the way that you bleed
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


margo mercer
ODPOWIEDZ

Wróć do „Toronto Police Service Headquarters”