-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiPrzeszłypostaćautor
To były naprawdę piękne czasy.
— No dobra. To w takim razie będę czekać jak prawdziwa królowa na śniadanie do łóżka… — wymruczała trochę rozmarzona na samą myśl, że mogłaby się lenić i czekać na posiłek pod ciepłą kołdrą. Tylko pytanie czy by w ogóle potrafiła, tak bezczelnie leżeć i totalnie nic nie robić, nie uczyć się, nie pracować, nie bawić się z psami, nic. Zero. Spoiler. Nie potrafiłaby. Chyba że w nocy dopadłaby ją gorączka spowodowana urazem dłoni, wtedy istniała minimalna szansa, że nie obudziłaby się wcześniej niż przed siódmą rano.
Nie zamierzała naciskać na historię zerwania Dantego i jego byłej. Uznała, że gdy będzie chciał jej powiedzieć to faktycznie to zrobi. Słuchanie i opowiadanie tej zawiłej fabuły mogłoby jeszcze bardziej popsuć im humoru, a znając Else i jej przypadłość nadmiernego analizowania każdego przecinka, przed końcem historii dopowiedziałaby sobie przynajmniej cztery różne zakończenia. I niestety, ale najprawdopodobniej żadne z nich nie kończyłoby się happy endem… dla niej.
Sprawa była świeża, rany jeszcze nie do końca zasklepione, a jeśli Dante zamierzał wytrzymać z nią i zostać na dłużej niż tydzień czy dwa, to odrabiała szansa, że w końcu opowiedziałby jej wszystkie szczegóły — na chłodno, z czystą głową i myślami nakierowanymi tylko na tego kolorowego stworka.
Nie wiedziała co mogłaby mu odpowiedzieć na to, że najprawdopodobniej spotkanie z dziewczyną zakończyłoby się kolejną kłótnią, więc tylko pokiwała głową. To było okropne z jej strony, ale chyba trochę ją to cieszyło, że ich relacja była aż tak burzliwa. Gdyby nie to, najprawdopodobniej nie spotkałaby wtedy Dantego w klubie, a nawet jeśli to z pewnością nie pozwoliłby się zawieźć do domu swojej pierwszej bylej jeśli tak zaszczytnie mogłaby się tytułować. Bo choć Casper Eriksen wygadywał wiele na temat chłopaka to nigdy nie mógłby mu zarzucić, że był niewierny. Zresztą, gdyby próbował skoczyć w bok to z pewnością dowiedziałaby się o tym od Sher, która pajała taką niechęcią do Levasseur’a, że byłaby w stanie znaleźć na niego milion haków, żeby tylko Elsa z nim zerwała. Dowodów na niewierność nie przyniosła jednak nigdy.
Zamrugała zdezorientowana, kiedy wspomniał, że przez ten czas siedział w aucie i myślał nad czymś tak głupim i nieistotnym… aż w końcu parsknęła głośnym śmiechem.
— Tak… zdecydowanie. Koniec… z myśleniem — wymamrotała tuż przy jego wargach , a kiedy w końcu złączył je w czułym pocałunku, jęknęła w nie głucho, pełna tęsknoty i niecierpliwości. Ale gdy zjechał ustami na jej szyję, wyrwało jej się słodkie westchnienie. Czuła jak kolana jej się uginają, bo przecież to tam była najwrażliwsza, to tam właśnie wystarczyła najdelikatniejsza pieszczota, żeby totalnie się rozpadła.
— Dante…
Wsunęła zdrową dłoń w te ubóstwiane loczki i delikatnie za nie ciągnąc, nakierowała go z powrotem na swoje usta. Odważnie wysunęła język, aby od razu rozchylić jego wargi i znaleźć swojego towarzysza zabaw i partnera do zdecydowanie bardziej namiętnego tańca niż te, które już dziś uprawiali. Z kolei zabandażowana ręka mimowolnie zakradła się pod koszulkę chłopaka, aby palcami zacząć badań każdą krzywiznę jego klatki piersiowej, mostka i brzucha.
Zdecydowanie to nie był czas na myślenie.
Dante Levasseur