25 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
Stylistka włosów Studio Lush Locks
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Na pierwsze korepetycje sama przyszła z mieszanymi uczuciami. Ojciec zawsze jej powtarzał, że nie należało oceniać nikogo po pozorach, ani po tym co się usłyszało od osób trzecich, a samemu wyrobić sobie opinię. Tylko problem był w tym, że jak pytał ją czy pomoże synowi jego znajomego to zareklamował Dantego jako leniwego i niefrasobliwego chuligana. I fakt, był leniwy i nie docierało do niego początkowo nic, co Elsa próbowała mu przekazać, ale z czasem zmienił nastawienie. Może to przez upór dziewczyny, może przez to, że faktycznie nie patrzyła na niego przez pryzmat tych wszystkich milutkich epitetów, którymi określał go Casper. No i sama chyba nie była wcale taka brzydka z buzi. Chociaż spodziewała się, że swoimi kolorowymi włosami i stylizacjami prędzej odstraszałaby niż przyciągała do siebie jakichkolwiek chłopaków. A tu proszę, trafiło jej się jak ślepej kurze ziarno. A on jeszcze bronił tą swoją ślepą kurę! Oczywiście, że dotarło do niej, że Dante pobił się z jakimś mięśniakiem z drużyny hokejowej, któremu groziło wywalenie z drużyny jakby nie poprawił na czas swoich ocen. Od razu do niego pobiegła z kupionym lodem na patyku w szkolnym bufecie, aby mieć co przyłożyć do jego spuchniętej wargi. Nawet poszła wtedy na wagary, żeby tylko spędzić z nim jak najwięcej czasu i wynagrodzić mu, że to z jej powodu wdał się w bójkę.
To były naprawdę piękne czasy.
— No dobra. To w takim razie będę czekać jak prawdziwa królowa na śniadanie do łóżka… — wymruczała trochę rozmarzona na samą myśl, że mogłaby się lenić i czekać na posiłek pod ciepłą kołdrą. Tylko pytanie czy by w ogóle potrafiła, tak bezczelnie leżeć i totalnie nic nie robić, nie uczyć się, nie pracować, nie bawić się z psami, nic. Zero. Spoiler. Nie potrafiłaby. Chyba że w nocy dopadłaby ją gorączka spowodowana urazem dłoni, wtedy istniała minimalna szansa, że nie obudziłaby się wcześniej niż przed siódmą rano.
Nie zamierzała naciskać na historię zerwania Dantego i jego byłej. Uznała, że gdy będzie chciał jej powiedzieć to faktycznie to zrobi. Słuchanie i opowiadanie tej zawiłej fabuły mogłoby jeszcze bardziej popsuć im humoru, a znając Else i jej przypadłość nadmiernego analizowania każdego przecinka, przed końcem historii dopowiedziałaby sobie przynajmniej cztery różne zakończenia. I niestety, ale najprawdopodobniej żadne z nich nie kończyłoby się happy endem… dla niej.
Sprawa była świeża, rany jeszcze nie do końca zasklepione, a jeśli Dante zamierzał wytrzymać z nią i zostać na dłużej niż tydzień czy dwa, to odrabiała szansa, że w końcu opowiedziałby jej wszystkie szczegóły — na chłodno, z czystą głową i myślami nakierowanymi tylko na tego kolorowego stworka.
Nie wiedziała co mogłaby mu odpowiedzieć na to, że najprawdopodobniej spotkanie z dziewczyną zakończyłoby się kolejną kłótnią, więc tylko pokiwała głową. To było okropne z jej strony, ale chyba trochę ją to cieszyło, że ich relacja była aż tak burzliwa. Gdyby nie to, najprawdopodobniej nie spotkałaby wtedy Dantego w klubie, a nawet jeśli to z pewnością nie pozwoliłby się zawieźć do domu swojej pierwszej bylej jeśli tak zaszczytnie mogłaby się tytułować. Bo choć Casper Eriksen wygadywał wiele na temat chłopaka to nigdy nie mógłby mu zarzucić, że był niewierny. Zresztą, gdyby próbował skoczyć w bok to z pewnością dowiedziałaby się o tym od Sher, która pajała taką niechęcią do Levasseur’a, że byłaby w stanie znaleźć na niego milion haków, żeby tylko Elsa z nim zerwała. Dowodów na niewierność nie przyniosła jednak nigdy.
Zamrugała zdezorientowana, kiedy wspomniał, że przez ten czas siedział w aucie i myślał nad czymś tak głupim i nieistotnym… aż w końcu parsknęła głośnym śmiechem.
— Tak… zdecydowanie. Koniec… z myśleniem — wymamrotała tuż przy jego wargach , a kiedy w końcu złączył je w czułym pocałunku, jęknęła w nie głucho, pełna tęsknoty i niecierpliwości. Ale gdy zjechał ustami na jej szyję, wyrwało jej się słodkie westchnienie. Czuła jak kolana jej się uginają, bo przecież to tam była najwrażliwsza, to tam właśnie wystarczyła najdelikatniejsza pieszczota, żeby totalnie się rozpadła.
— Dante…
Wsunęła zdrową dłoń w te ubóstwiane loczki i delikatnie za nie ciągnąc, nakierowała go z powrotem na swoje usta. Odważnie wysunęła język, aby od razu rozchylić jego wargi i znaleźć swojego towarzysza zabaw i partnera do zdecydowanie bardziej namiętnego tańca niż te, które już dziś uprawiali. Z kolei zabandażowana ręka mimowolnie zakradła się pod koszulkę chłopaka, aby palcami zacząć badań każdą krzywiznę jego klatki piersiowej, mostka i brzucha.
Zdecydowanie to nie był czas na myślenie.

Dante Levasseur
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Badum
25 y/o
Enjoy the simplest things
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nawet gdyby próbował, prawdopodobnie nie byłby w stanie jednoznacznie stwierdzić, co dokładnie przyciągnęło go w tych licealnych latach do Elsy. Możliwe, że faktycznie chodziło po części o jej upór i o to, że nie dała mu tak łatwo zrealizować początkowego założenia, jakim miało być jak najszybsze zniechęcenie jej do dalszej pomocy i w efekcie uwolnienie się od idiotycznego pomysłu korepetycji. Tyle, że wcale nie zniechęcał jej jakoś szczególnie ani całkowity brak współpracy z jego strony, ani początkowe złośliwości – z którymi zresztą całkiem umiejętnie potrafiła sobie poradzić, zwykle wcale nie zostając dłużną… – ani nawet opuszczenie kilku kolejnych spotkań bez wcześniejszego informowania jej o tym. Nie miał pojęcia, w którym momencie zaczął na te korepetycje przychodzić znacznie chętniej, z czasem starając się nawet nie spóźniać jakoś dramatycznie. Tak samo jak nie miał pojęcia, czy stało się to za sprawą tych kolorowych włosów, które od początku przyciągały wzrok, a z czasem zaczęły przyciągać również dłonie, czy może jednak uśmiechu, który z każdym kolejnym spotkaniem udawało mu się przywoływać na jej twarz częściej niż dobrze wcześniej poznany wyraz zniecierpliwienia. Nie wiedział kiedy i dlaczego, ale faktem pozostawało, że w czasach liceum kompletnie stracił dla niej głowę. Na tyle, by rzeczywiście nie pomyśleć nawet o tym, że miałby zaprzepaścić ich relację na rzecz jakiejkolwiek innej dziewczyny. I przy okazji na tyle, by bezmyślnie dać się poobijać tępemu osiłkowi z drużyny hokejowej tylko dlatego, że ten powiedział na jej temat o parę słów za dużo…
I… chyba znowu to robił. Znów gotów był zapomnieć przy niej o całej reszcie świata. Mógł przygotować jej śniadanie i rzeczywiście pozwolić, żeby jak prawdziwa królowa zaczekała na nie bezczynnie w łóżku. Nawet jeśli z dużą dozą prawdopodobieństwa powinien zakładać, że takie czekanie miałoby przerosnąć ją dość szybko i że w międzyczasie zdążyłaby pewnie znaleźć sobie co najmniej kilka różnorodnych zajęć. Mógł spędzić z nią cały kolejny dzień, upewniając się, że poparzona dłoń nie dokuczała jej aż tak bardzo i że miała obok siebie kogoś, kto w razie potrzeby mógłby pomóc jej ze wszystkim, z czym trudno byłoby poradzić sobie za pomocą jednej ręki.
Bo chyba wreszcie po raz pierwszy od naprawdę długiego czasu nie czuł potrzeby, żeby uciekać od dość jednostajnej codzienności i poszukiwać czegoś więcej. I nawet jeśli należałoby spodziewać się, że nie mogło to potrwać zbyt długo… teraz nie zamierzał zawracać sobie tym głowy.
Właściwie… nie zamierzał zawracać sobie głowy niczym poza jej bliskością, palcami wplecionymi w jego włosy, czy tym kolejnym, znacznie głębszym, bardziej namiętnym pocałunkiem, na który odpowiedział jej bez choćby odrobiny wahania. Na jakiekolwiek zawahanie nie pozostało zresztą pomiędzy nimi zbyt wiele miejsca, kiedy mimowolnie lekko uśmiechnął się w reakcji na to jej westchnięcie i wypowiedziane jego imię, jednocześnie mocniej zaciskając dłoń na jej talii i przyciągnął do siebie jeszcze bliżej. Jakby rzeczywiście wraz z pozbyciem się jakiegokolwiek dystansu pomiędzy nimi, mogli pozbyć się również przestrzeni na zbędne myślenie, czy wątpliwości. I… chyba rzeczywiście to działało.
Wiesz… – od jej ust oderwał się tylko na moment, a i to nie do końca, skoro z każdym kolejnym słowem nadal drażnił jej wargi własnymi – chyba jednak mogę chcieć widywać cię w kuchni trochę częściej…
Nie zostawił sobie nawet czasu na lekki uśmiech, którym powinno zakończyć się to zdanie – niemal od razu ponownie łącząc ich usta w kolejnym pocałunku, a językiem raz jeszcze poszukując tego jej. A skoro rzeczywiście wciąż byli w kuchni, niewiele myśląc i ani na moment nie przerywając pocałunku, odwrócił się razem z nią, by w kolejnej chwili podsadzić ją lekko i pomóc jej ulokować się na kuchennym blacie. Dłonie przesunął wzdłuż jej ud, choć to tylko po to, by na moment zacisnąć je na nich lekko i powędrować nimi w górę, wzdłuż talii i jeszcze dalej, w poszukiwaniu zapięcia tego cholernego fuksjowego kombinezonu, który z całą pewnością nie dawał zbyt łatwej możliwości, by bezpośrednio pod palcami móc poczuć jej skórę.

Elsa Eriksen
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
marchew
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
25 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
Stylistka włosów Studio Lush Locks
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Dante Levasseur
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Badum
25 y/o
Enjoy the simplest things
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Elsa Eriksen
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
marchew
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
25 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
Stylistka włosów Studio Lush Locks
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Dante Levasseur
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Badum
25 y/o
Enjoy the simplest things
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Elsa Eriksen
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
marchew
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
25 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
Stylistka włosów Studio Lush Locks
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Dante Levasseur
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Badum
25 y/o
Enjoy the simplest things
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Elsa Eriksen
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
marchew
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
25 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
Stylistka włosów Studio Lush Locks
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

— Wiesz… — Podniosła głowę i tym razem to ona oparła swoje czoło o jego, wpatrując się w niego świecącymi od łez oczami. Nie była smutna, wręcz przeciwnie! Ale to napięcie między nimi wreszcie zeszło, a do tego cała ta burza hormonów związana z samym seksem i osiągniętym szczytem… —Jeśli to sen… to zabiję tego, kto mnie z niego obudzi. Przysięgam, zrobię z Olive rękawiczki na zimę jeśli tym swoim porannym buziakiem zabierze mnie stąd… od ciebie — Z jej ust wyrwał się cichy chichot. Zaraz jednak otarła resztki łez i wstała, pozwalając także i jemu podnieść się z krzesła. Wzięła z podłogi bokserki chłopaka i rzuciła w jego stronę, samej wsuwając zaraz własną bieliznę, aby nie świecić swoim nie najgorszym tyłkiem i zdecydowanie nieidealnym biustem.
— Weźmiesz psy z ogrodu? Już robi się chłodno… jak Olive nie zareaguje to pewnie zasnęła już na huśtawce. Możesz ją przenieść na kanapę. Ja nam zrobię gorącą kąpiel. Chyba zasłużyliśmy — wydała zalecenia i upewniwszy się, że Dante nie miał żadnych pytań i wątpliwości, poszła do łazienki, aby napuścić do wanny wodę z relaksującą solą o zapachu truskawek.
I kiedy tak z kranu sączyła się woda, ona zabrała się za zmywanie makijażu. Przez chwilę zapomniała o tym, że miała świeżo poparzoną rękę i próbowała nią operować najnormalniej na świecie, dopiero piekący ból przypomniał jej o tym jak wielką była sierotą. I może gdyby właśnie nią nie była, on by nigdy tutaj nie wszedł. Nigdy by jej nie pocałował przy tym blacie i nigdy by nie sprawdzili nowej funkcji krzesła, które dostała w prezencie od ojca na nowe mieszkanie.


Dante Levasseur
Ostatnio zmieniony wt maja 05, 2026 1:37 pm przez Elsa Eriksen, łącznie zmieniany 2 razy.
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Badum
25 y/o
Enjoy the simplest things
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dalej nie wiem, czy przekonuje mnie to związywanie, ale… możemy to wypróbować następnym razem, skoro aż tak ci zależy – w swoim krótkim, rozbawionym parsknięciu nie zamierzał najwyraźniej precyzować, czy miał na myśli następny raz, gdy znów wpadnie mu do głowy idiotyczny pomysł ucieczki, czy może jednak następny raz, gdy będą się ze sobą kochać. Zdecydowanie mogłoby to pasować do obu tych wersji. Choć to raczej tę drugą opcję można byłoby potraktować jako niewypowiedzianą wprost deklarację, że rzeczywiście miał zamiar z nią zostać i nigdzie nie uciekać. I to być może nie tylko w kontekście tej jednej nocy, którą miał spędzić w jej domu – bo to chyba powinno być już jasne dla obydwojga.
Chociaż… może wciąż nie do końca, o czym mogłyby świadczyć jej kolejne słowa. Nie wiedział, czy krótki całus złożony na jej ustach miałby przekonać ją, że zdecydowanie nadal nie śniła – choć jeśli emocje sprzed ostatnich paru chwil tego nie zrobiły, to również teraz wydawało się to dość mało prawdopodobne – jednak spróbować warto było mimo wszystko.
Czyli na szczęście nic jej raczej nie grozi – uśmiechnął się, w ślad za nią podnosząc się z krzesła, kiedy pozbawiła go swojego całkiem przyjemnego ciężaru. – Mówiłem ci już, że nigdzie się nie wybieram, do rana na pewno się to nie zmieni.
Zakładając na siebie rzuconą przez nią bieliznę, wysłuchał instrukcji – dość jasnych i nieskomplikowanych, by nie mieć do nich absolutnie żadnych zastrzeżeń. Podobnie zresztą zadanie zabrania psów z ogrodu nie było szczególnie wymagające. Zwłaszcza, że oba zdążyły ulokować się na wspomnianej przez Elsę huśtawce, toteż oba wystarczyło po prostu przenieść do salonu. Bez zbędnego wnikania w przyczynę podejrzanie ubłoconych łapek Murphy’ego, który najprawdopodobniej w międzyczasie miał okazję odkryć w sobie pasję do kopania. Ale… potencjalne dziury w ogrodzie chyba można było uznać za problem, który za zamkniętymi drzwiami balkonowymi mógł poczekać do rana…
W przeciwieństwie do przygotowanej przez Elsę kąpieli, która pod każdym względem wydawała się być znacznie bardziej atrakcyjna niż poszukiwanie wykopanych przez psa dołów… Nawet jeśli miała okazać się mimo wszystko zajęciem dość wyczerpującym. Na tyle, by chyba żadne z nich nie miało najmniejszego problemu z zaśnięciem krótko po położeniu się do łóżka – oraz ponownym opatrzeniu tej nieszczęsnej ręki niewiele wcześniej. Najwyraźniej tym razem to najbardziej klasyczne miejsce, w którym mogłoby dojść między nimi do zbliżenia, miało okazać się świadkiem co najwyżej spokojnego snu dwojga wtulonych w siebie osób…

O dziwo, miał okazję obudzić się przed nią. I tym razem budząc się w jej domu, potrzebował zdecydowanie mniej czasu, by uświadomić sobie gdzie – i co najważniejsze z kim – się znajdował. Ledwie tych kilka pierwszych sekund, podczas których wciąż jeszcze zaspany umysł mógł zarejestrować jedynie tyle, że nie budził się tam, gdzie zwykle. W kolejnej chwili Dante mógł jednak z uśmiechem odwrócić głowę w stronę wciąż śpiącej Elsy. I to śpiącej najwyraźniej dość mocno, by nie obudzić się nawet w momencie, kiedy uniósł się lekko na łokciu, by w kolejnej chwili nachylić się nad nią i pocałować krótko w odkryte ramię. A skoro tak… nie było sensu próbować jakichś bardziej zdecydowany sposób. I choć pewnie bezczynne leżenie obok i przyglądanie się jej podczas snu mogłoby być całkiem romantyczne, uchodząc najpewniej za klasykę wszelkiej maści romansideł, to… nie było opcji, by mógł na podobnej bezczynności spędzić dłużej niż ledwie minutę, może dwie. Zamiast tego podniósł się więc z łóżka i, starając się nie robić po drodze zbyt wiele hałasu, wyszedł z jej sypialni.
Wchodząc do kuchni nie mógłby nie uśmiechnąć się lekko na widok wciąż porozrzucanych na podłodze ubrań. Chociaż wśród tych najwyraźniej brakowało jego koszulki, którą prawdopodobnie zdążył już sobie przywłaszczyć i rozszarpać Murphy. Mimo wszystko strata stosunkowo niewielka, którą można było jakoś przeboleć. Resztę ocalałych części garderoby zebrał, niedbale rzucając na oparcie krzesła. Zaskakująco wielofunkcyjnego, jak się okazywało…
W poszukiwaniu niezbyt hałaśliwego zajęcia zdążył również napełnić psie miski oraz przelotnie wyjrzeć na ogród, na którym rzeczywiście w dziennym świetle można było całkiem wyraźnie zauważyć kilka świeżych wykopalisk. Próby ich ukrywania wymagałyby jednak założenia na siebie czegoś więcej niż same tylko bokserki, a to najwyraźniej nie mieściło się wśród planów na tak wczesny poranek. Nowa architektura ogrodu musiała więc jeszcze poczekać – najpewniej do znanego już nigdy… – on zaś zdecydował się wrócić do kuchni. Bo przecież można było przypuszczać, że również Elsa niedługo wstanie, a obiecane śniadanie nie zamierzało raczej przygotować się samo… Choć mogłoby. Zakładając, że w jej lodówce miało w ogóle znaleźć się coś, z czego rzeczywiście dałoby się skomponować jakiś posiłek…

Elsa Eriksen
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
marchew
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
ODPOWIEDZ

Wróć do „#6”