36 y/o
For good luck!
179 cm
psychoterapeuta online i we własnym gabinecie
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3.os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Słuchał Ward w milczeniu, nie rozwijając nowych wątków nawet wtedy, gdy odpowiedzi Cynthii stawały się coraz krótsze i bardziej urywane. Widział też a może bardziej wyczuwał? jak z każdą minutą coraz mocniej walczy sama ze sobą. Jak kontroluje oddech, ucieka spojrzeniem, żeby zaraz wrócić wzrokiem do zegara, jakby oczami mogła przyspieszyć obrót minutnika wokół tarczy, który i tak nieubłaganie zbliżał się ku końcowi. Widział to wszystko, ale zachował spokój, pozostając nieporuszonym w fotelu. Jakikolwiek gwałtowny ruch mógłby zostać odebrany jako próba zatrzymania jej w klatce, z której desperacko próbowała… uciec, o ironio.
Matthew analizował w milczeniu jej słowa o bracie, o “innych”, a przede wszystkim ciche wyznanie o przyjaciołach: oni nie mogą. To była kotwica Cynthii, jej jedyny punkt stały w świecie, który nieustannie dachował. Zrozumiał, że dla niej “pokazanie wszystkiego” nie jest aktem odwagi, ale aktem najwyższego ryzyka, że ostatnie osoby, które ją trzymają przy powierzchni, puszczą tę linę.
Doświadczenie nauczyło go, że najważniejsze momenty terapii najczęściej wyglądały właśnie tak - rzucone cicho, z zaskoczenia, w ostatnich minutach sesji, które dawały wentyl bezpieczeństwa, zgodnie z błędnym schematem myślenia: zaraz i tak koniec, jak rzucę teraz bombę, będę mieć tydzień na zastanowienie się nad tym, a on może w tym czasie zapomni?
Matthew nie zapominał. Ale teraz nie odpowiedział od razu. Dał ciszy chwilę wybrzmieć, choć wyczuwał już w Cynthii napięcie człowieka stojącego jedną nogą za progiem. Dopiero po kilku sekundach odchylił się minimalnie w fotelu i powoli rozluźnił dłonie zaciśnięte wcześniej na podłokietnikach.
Rozumiał ulgę związaną z końcem sesji. Dzisiaj weszli głębiej niż podczas wcześniejszych spotkań, a Cynthia najwyraźniej nie była jeszcze przyzwyczajona do pozostawania tak długo w miejscu, w którym ktoś naprawdę próbował zobaczyć ją pod warstwą kontroli i wyuczonego dystansu.
- Tak, na dziś to wszystko - odpowiedział spokojnie, powoli prostując plecy, ale wciąż pozostając w fotelu, by nie stwarzać presji fizycznej bliskości. Celowo nie powiedział “koniec”, tak jak Cynthia. “Wszystko” wydawało mu się łagodniejsze. Mniej domykające i jednoznaczne.
Przez moment obserwował ją jeszcze uważnie, jakby zastanawiał się, ile z tego spotkania zostanie z nią po wyjściu z gabinetu. Wiedział, że takie rozmowy często wracały później - pod prysznicem, podczas jazdy samochodem, w trakcie obowiązków zawodowych. Nagle, bez zapowiedzi. Nie chciał wypuszczać jej z gabinetu w stanie kompletnego rozbicia, choć podejrzewał, że Cynthia prawdopodobnie i tak spędzi wieczór z kieliszkiem prosecco, próbując zapić to, co tutaj dzisiaj zostało powiedziane.
- Powiedziała pani dzisiaj coś bardzo ważnego o lęku przed znikaniem ludzi. I o tym, jak bardzo stara się pani chronić te nieliczne relacje, które przetrwały - podsumował krótko, nie wchodząc już w analizę. Wiedział, że jej umysł jest już za progiem. Gdziekolwiek, byle nie tutaj.
- Chciałbym zostawić panią z jedną myślą do następnej sesji. - Przesunął się nieznacznie na brzeg fotela, dając tym samym znać, że spotkanie jest w fazie zakończenia i niedługo będzie mogła wyjść. Ale zanim to… - Proszę spróbować przyjrzeć się jakiejś relacji z pani przeszłości. Takiej, w której ktoś “uciekł” lub “zniknął” bez pani wpływu na to. Nie musi pani tego analizować. Wystarczy, że zastanowi się pani, czy byłaby gotowa spróbować opowiedzieć mi o niej na naszym kolejnym spotkaniu. - Zatrzymał na niej wzrok przez ułamek sekundy, po czym lekko skinął głową, dając jej niewerbalne pozwolenie na wstanie. Sam również podniósł się do pionu. Powoli, bez gwałtownych ruchów.
- Dziękuję za dzisiejsze spotkanie, pani Ward. Do zobaczenia za tydzień. - Pożegnał się z lekkim uśmiechem i powoli zamknął drzwi, wiedząc, że następna sesja może okazać się dla niej znacznie trudniejsza.

zt

Cynthia A. Ward
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
ładnie
dam znać, jak coś mi się nie spodoba
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ First Canadian Place”