-
Sk*wiel, jakich mało
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Zerknął na odstawioną szklankę brata, również stwierdzając, że chyba za szybko pije, ale nie odstawił swojego naczynia. Obrócił je tylko w palcach, starając się nie wlać znów płynu w swoje usta i nie upić się za szybko.
Teraz już nie był zły na Sala, więc jego dotyk raczej dodał mu otuchy i wręcz zrobiło mu się nieco przykro, kiedy jego dłoń się cofnęła. Przez jego myśl przemknęły wspomnienia z dzieciństwa, kiedy przychodził do Salazara się wyżalić ze swoich bolączek - jeszcze za czasów, kiedy w ogóle to robił - i wtulał się w niego, co zawsze przynosiło mu ulgę i poczucie bezpieczeństwa. Teraz też miał ochotę zniknąć w jego ramionach i usłyszeć zapewnienia, że wszystko będzie dobrze.
Z tych myśli jednak wyrwało go pytanie Sala o ślub. Tiago zamrugał zaskoczony, parząc na Martineza wielkimi oczami.
- Yyy... nie wiem - poczuł, że robi mu się gorąco, a na policzki chyba wypełza rumieniec - Nie rozmawialiśmy o tym - podrapał się w głowę, zakłopotany, po czym jednak wziął kolejny łyk whisky - Nie wiem, czy jestem żonaty, skoro oficjalnie nie żyję. I... nie wiem, czy on by tego chciał. No i nie jestem pewien, czy ja się w ogóle do tego nadaję - za każdym razem po ślubie wszystko brało w łeb...
Westchnął ciężko i odwrócił głowę, wysuwając nerwowo szczękę do przodu.
- Nie wiem, czy branie kolejnego ślubu byłoby z mojej strony rozsądne. Nie chcę, żeby ten związek się spieprzył.
Salazar Martinez
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkidowolnetyp narracji3 os. l.p.czas narracjiprzeszłypostaćautor
- O mój boże, ty się rumienisz! - zaśmiał się, ale nie był to śmiech sugerujący, że się z niego nabija, raczej śmiech szczęśliwego brata, który widzi, że jego młodszy braciszek jest zakochany. Sięgnął znów po swoją szklankę (długo bez niej nie wytrzymał, to fakt) i upił łyka, zanim znów się odezwał. - Wiesz, mam wrażenie, że to nie chodzi o to, że po ślubie wszystko brało w łeb, chociaż znam facetów, którzy tak twierdzą: że dopóki nie wzięli ślubu, to wszystko było pięknie, ładnie, kobieta im się podobała, a potem nagle jakby spadły im klapki z oczu. Tylko że wy znacie się od wieków, od wieków też ze sobą mieszkacie, no i może faktycznie od dość niedawna jesteście razem, bo pół roku to nie jest nie wiadomo jak długo, ale... są małżeństwa, które pobrały się i w krótszym czasie, niż pół roku od poznania się, a wszystko jest między nimi dobrze i nie planują ani skoków w bok, ani rozwodów. Zresztą, ani ty ani on chyba nie jesteście typem, który szukałby pocieszenia u kogoś na boku - przesunął wzrokiem po sylwetce brata, opierając się plecami o kanapę. - Ale ja też nie wiem, czy jesteś jeszcze żonaty, to fakt. Wydaje mi się, że logicznie rzecz biorąc, to już nie: skoro teoretycznie wszyscy myśleli, że nie żyjesz, to ona zapewne też, a więc mogła albo się z tobą rozwieść jakoś tam formalnie - chociaż to chyba bardziej wtedy, jakby nie było pewności co do twojej śmierci tylko jakbyś figurował jako zaginiony, tak myślę - albo po prostu została uznana za wdowę. Ale nie wiem, nie miałem z nią później kontaktu szczerze mówiąc, bo ani ja o to nie zabiegałem, ani ona. - wzruszył lekko ramionami i znów się napił, chwilę później obejmując go za ramiona i przygarniając do siebie. - Ale wiem jedno: widzę, że się kochacie, więc odkładanie ślubu chyba niespecjalnie ma sens, zwłaszcza w Twoim wieku. - puścił do brata oczko i poczochrał mu włosy, zupełnie jak wtedy, gdy byli jeszcze dzieciakami.
Santiago de la Serna