52 y/o
Enjoy the simplest things
182 cm
złodziej bankowy
Awatar użytkownika
Sk*wiel, jakich mało
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Santiago zaśmiał się na stwierdzenie, że Sergio kazałby Salazarowi meldować się z ewentualnego szpitala, żeby udowodnić, że nie jest na jakichś Bahamach. Tak, tego typu numer byłby w stylu również starego Tiago, choć obecnie nawet nie myślał o tym, żeby wybywać gdzieś z tamtego szpitala - uznał, że jak już tam pojedzie, skoro się zgodził, to czystą głupotą byłoby uciekanie stamtąd i jedynie udawanie, że tam nie siedzi. To już lepiej byłoby w ogóle się na to nie zgadzać. Ale odczuwał coraz większą niechęć przed tym wyjazdem po prostu dlatego, że bał się tego, co tam usłyszy. Jednocześnie też miał silne postanowienie, że tam pojedzie i zostanie, bo jeśli istniał choć cień szansy na zahamowanie choroby, to chciał tę szansę wykorzystać.
Zerknął na odstawioną szklankę brata, również stwierdzając, że chyba za szybko pije, ale nie odstawił swojego naczynia. Obrócił je tylko w palcach, starając się nie wlać znów płynu w swoje usta i nie upić się za szybko.
Teraz już nie był zły na Sala, więc jego dotyk raczej dodał mu otuchy i wręcz zrobiło mu się nieco przykro, kiedy jego dłoń się cofnęła. Przez jego myśl przemknęły wspomnienia z dzieciństwa, kiedy przychodził do Salazara się wyżalić ze swoich bolączek - jeszcze za czasów, kiedy w ogóle to robił - i wtulał się w niego, co zawsze przynosiło mu ulgę i poczucie bezpieczeństwa. Teraz też miał ochotę zniknąć w jego ramionach i usłyszeć zapewnienia, że wszystko będzie dobrze.
Z tych myśli jednak wyrwało go pytanie Sala o ślub. Tiago zamrugał zaskoczony, parząc na Martineza wielkimi oczami.
- Yyy... nie wiem - poczuł, że robi mu się gorąco, a na policzki chyba wypełza rumieniec - Nie rozmawialiśmy o tym - podrapał się w głowę, zakłopotany, po czym jednak wziął kolejny łyk whisky - Nie wiem, czy jestem żonaty, skoro oficjalnie nie żyję. I... nie wiem, czy on by tego chciał. No i nie jestem pewien, czy ja się w ogóle do tego nadaję - za każdym razem po ślubie wszystko brało w łeb...
Westchnął ciężko i odwrócił głowę, wysuwając nerwowo szczękę do przodu.
- Nie wiem, czy branie kolejnego ślubu byłoby z mojej strony rozsądne. Nie chcę, żeby ten związek się spieprzył.

Salazar Martinez
call me by my name
> Wielbię dramy :D > Lubię grać na ostro ;) Uszkodzenia fizyczne i psychiczne na propsie > Nie lubię typowo bekowych sesji (raz na jakiś czas mogę taką zagrać i dobrze się bawić, ale nie ciągle). Poza tym gram wszystko > Nie kieruj moją postacią. Jeśli potrzebujesz jakiegoś jej zachowania do posta - zapytaj
55 y/o
Welkom in Canada
178 cm
emerytowany sportowiec, czasem złodziej, aktualnie głównie pisarz na home office
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkidowolne
typ narracji3 os. l.p.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przyjrzał się bratu z szerokim uśmiechem, widząc jego reakcję.
- O mój boże, ty się rumienisz! - zaśmiał się, ale nie był to śmiech sugerujący, że się z niego nabija, raczej śmiech szczęśliwego brata, który widzi, że jego młodszy braciszek jest zakochany. Sięgnął znów po swoją szklankę (długo bez niej nie wytrzymał, to fakt) i upił łyka, zanim znów się odezwał. - Wiesz, mam wrażenie, że to nie chodzi o to, że po ślubie wszystko brało w łeb, chociaż znam facetów, którzy tak twierdzą: że dopóki nie wzięli ślubu, to wszystko było pięknie, ładnie, kobieta im się podobała, a potem nagle jakby spadły im klapki z oczu. Tylko że wy znacie się od wieków, od wieków też ze sobą mieszkacie, no i może faktycznie od dość niedawna jesteście razem, bo pół roku to nie jest nie wiadomo jak długo, ale... są małżeństwa, które pobrały się i w krótszym czasie, niż pół roku od poznania się, a wszystko jest między nimi dobrze i nie planują ani skoków w bok, ani rozwodów. Zresztą, ani ty ani on chyba nie jesteście typem, który szukałby pocieszenia u kogoś na boku - przesunął wzrokiem po sylwetce brata, opierając się plecami o kanapę. - Ale ja też nie wiem, czy jesteś jeszcze żonaty, to fakt. Wydaje mi się, że logicznie rzecz biorąc, to już nie: skoro teoretycznie wszyscy myśleli, że nie żyjesz, to ona zapewne też, a więc mogła albo się z tobą rozwieść jakoś tam formalnie - chociaż to chyba bardziej wtedy, jakby nie było pewności co do twojej śmierci tylko jakbyś figurował jako zaginiony, tak myślę - albo po prostu została uznana za wdowę. Ale nie wiem, nie miałem z nią później kontaktu szczerze mówiąc, bo ani ja o to nie zabiegałem, ani ona. - wzruszył lekko ramionami i znów się napił, chwilę później obejmując go za ramiona i przygarniając do siebie. - Ale wiem jedno: widzę, że się kochacie, więc odkładanie ślubu chyba niespecjalnie ma sens, zwłaszcza w Twoim wieku. - puścił do brata oczko i poczochrał mu włosy, zupełnie jak wtedy, gdy byli jeszcze dzieciakami.

Santiago de la Serna
palermo
nie lubię kierowania moją postacią i wiecznych śmieszków w grach, ale poza tym piszę dosłownie wszystko
ODPOWIEDZ

Wróć do „Pan Pacific Hotel”