30 y/o
For good luck!
168 cm
zabijam na zlecenie i znam się na cybersecurity
Awatar użytkownika
In the mirror I see my biggest fear but silence is almost here. So I'll tell him how I feel. What am I fighting for? Never understood this world. Oh, Lord! Can you save my soul?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Beretta wylądowała w jej dłoni zanim zdążyła o tym pomyśleć.
Magnus podał jej broń jednym płynnym ruchem, a Sierra przyjęła ją naturalnie, sprawdziła magazynek odruchowo, a jej nóż powędrował w drugą stronę, w jego dłoń. Żadnego tłumaczenia, a wymiana trwała może dwie sekundy i mówiła więcej niż jakakolwiek rozmowa, którą do tej pory odbyli.
Wiedziała, że on ją teraz widzi.
Nie tę Sierrę ze wspólnych nocy, z zamkniętymi oczami i błogim spokojem na twarzy. Tę drugą. Tę, którą przez większość życia była. I gdzieś z tyłu głowy, za całą tą precyzją i skupieniem, przemknęła jej myśl, że nie boi się tego, co zobaczy w jego oczach.
Magnus otworzył drzwi.
Sierra obserwowała z boku jak wciągnął mężczyznę do środka z techniką kogoś, kto robił to setki razy - kolano, dźwignia, upadek. Mężczyzna wylądował na kolanach z nożem przy mostku i jedną ręką wykręconą za plecami.
Kobieta podeszła powoli i stanęła przed nim. Beretta opuszczona wzdłuż uda, palec przy spuście, wzrok spokojny. Przyjrzała mu się uważnie i szukała czegoś znajomego. Munduru, tatuażu, blizny, gestu, jakiegokolwiek śladu.
Nic.
Obcy. Jednak wystarczająco pewny siebie, żeby zapukać w środku dnia i wystarczająco nie wytrenowany, żeby dać się zaskoczyć Magnusowi zamiast uciec. To nie był przypadkowy człowiek.
- Zaczniemy od czegoś prostego - powiedziała spokojnie. Głos miała niski i równy, zupełnie pozbawiony emocji, jakby rozmawiała o czymś nudnym. - Kto cię wysłał?
Mężczyzna uniósł głowę. Spojrzał na nią z pogardą, którą widywała już wcześniej u ludzi przekonanych, że strach po ich stronie byłby poniżeniem.
- Puta colombiana — warknął przez zęby. - No te voy a decir nada.
Sierra nie mrugnęła.
Przykucnęła przed nim powoli, tak żeby byli na tym samym poziomie. Beretta spoczęła na jej kolanie lufą skierowaną lekko w bok. Jeszcze nie w niego, ale wystarczająco blisko, żeby była obecna w polu widzenia.
- Está bien - odpowiedziała po hiszpańsku, miękko, niemal uprzejmie. - Tenemos tiempo.
Zrobiła krótką pauzę.
- Tylko ty nie masz go tyle co ja.
Mężczyzna milczał. Szczęka napięta, oczy twarde. Trenowany. Ktoś mu powiedział, żeby się nie odzywał albo sam to sobie powiedział wystarczająco wiele razy, żeby uwierzyć, że potrafi.
Sierra wpatrywała się w niego przez chwilę bez słowa, tak jak patrzy się na coś, co się dokładnie ogląda przed podjęciem decyzji.
Coś przeszło przez twarz mężczyzny. Ledwo zauważalne, napięcie wokół oczu, krótki zacisk żuchwy.
- Veronica está muerta - powiedział cicho, z naciskiem, jakby to miało być czymś więcej niż faktem. - Deberías haberte quedado muerta.
Sierra nie ruszyła się z miejsca.
Przez sekundę w pokoju panowała absolutna cisza.
Potem uniosła powoli wzrok na Magnusa - tylko na chwilę i delikatnie skinęła głową, jakby wyrażała zgodę na to o czym oboje w tej chwili myśleli.
Wróciła spojrzeniem do mężczyzny.
- - powiedziała cicho. - Y aún así aquí estoy.
Wstała.
- Kto wie, że żyję?

Magnus Grimstad
gall anonim
Mało co mnie rusza.
47 y/o
For good luck!
190 cm
Biznesmen Northern Buck Investments
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Minęło już wiele lat odkąd musiał uciec się do dawnych nawyków, jednak pewnych rzeczy się nie zapominało. W czasach swojej świetności swojej kariery był samotnikiem. Rzadko pracował z kimkolwiek przy swoich zleceniach. Sierra była wyjątkiem. Nie musieli formułować żadnego planu. Oboje doskonale wiedzieli, co mieli zrobić. Taka wiedza przychodziła z doświadczeniem. Doświadczeniem, które oboje musieli nabyć osobno. Jedno spojrzenie. Tylko tyle potrzebowali. Nie było w nim żadnego oceniania. Oboje wiedzieli kim byli, bądź w jej przypadku są. Nie traciła nic w jego oczach. Nawet jeśli Sierrę zabójczynię widział po raz pierwszy, nie wpływało to na to jak ją traktował. Potrafił oddzielić tę kobietę od tej dziewczyny, która zasypiała w jego ramionach. To dwie strony tej samej monety. Monety, w którą był już zainwestowany. Uczuciowo. Chciał ją obronić i doskonale wiedział, jak to zrobić.
Nawet jeśli był już trochę zardzewiały jeśli chodziło o walkę w zwarciu, obalenie intruza przyszło mu cholernie łatwo. To świadczyło o tym, że nie jest doświadczony. W końcu coś, co przychodziło bez większych komplikacji.
Oddał jej pełną inicjatywę. Odpowiadał jedynie za to by przesłuchiwany im się nie wymsknął. Zanotował sobie by dać Sierrze jeszcze jedną lekcję o przebywaniu w pobliżu wroga. Wiedział, że ufała w to, że będzie potrafił obezwładnić mężczyznę, aczkolwiek nie powinna spuszczać go z celownika. Na wszelki wypadek gdyby stało się coś zupełnie niespodziewanego. Zbyt wiele razy widział jak fałszywe poczucie bezpieczeństwa kosztowało kogoś życie. Na razie jednak nic nie mówił. Nie był w stanie zrozumieć o czym dokładnie rozmawiali. Znał pojedyncze słowa, wyczytywał wiele z mowy ciała, lecz nie znał języka. Zrozumiał natomiast kiedy potrzebne było nieco przekonywania również z jego strony.
- Radzę odpowiadać na jej pytania. - mruknął cicho za plecami mężczyzny - Znam większość nerwów w ludzkim ciele, ból neuropatyczny jest tym najgorszym. - wyjaśnił chłodno przesuwając dłoń na jego łokieć uciskając w odpowiednim miejscu by wywołać promieniujący ból aż do podstawy czaszki.
- Możemy to zrobić stosunkowo bezboleśnie, nawet szybko. Albo możemy przeciągać to przez najbliższe kilkanaście godzin. Twój wybór. - puścił łokieć rozcinając przy okazji jego koszulę tuż nad splotem słonecznym - Tortury to ostatnie, do czego się uciekam. Nudzi mnie to. Jednak dla niej zrobię wyjątek. - podniósł wzrok na Sierrę ponownie przekazując to, że nie jest mu obojętna.
Pokazał jej już, że mu na niej zależy. Zabił by ją ochronić, teraz torturowałby by dostała informacje, których potrzebowała. Doskonale wiedział, w co się pakował. Był w tej branży o wiele dłużej niż ona. W momencie, gdy zabił tego pierwszego intruza dotknął palcem powierzchni tego świata, a ten miał to do siebie, że sięgał po niego od razu całą dłonią. Był świadom tego, jakie będą konsekwencje. Pomimo to nie przestawał. Zamierzał doprowadzić tę sprawę do końca. To właśnie mogła zobaczyć teraz w jego spojrzeniu. Spokój, przekonanie, doświadczenie. Wszystko, czego mogła w tej sytuacji potrzebować. Choć klęczał w tym momencie fizycznie przed nią, tak w ich świecie stała za nią właśnie jego sylwetka. Cała przeszłość, reputacja. Wszystko, czego młoda zabójczyni mogłaby chcieć w tym świecie.

Sierra Valencia
30 y/o
For good luck!
168 cm
zabijam na zlecenie i znam się na cybersecurity
Awatar użytkownika
In the mirror I see my biggest fear but silence is almost here. So I'll tell him how I feel. What am I fighting for? Never understood this world. Oh, Lord! Can you save my soul?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sierra patrzyła na Magnusa przez sekundę.
Tylko sekundę, ale wystarczającą, żeby coś między nimi przeszło. Nie uśmiech, nie kiwnięcie głową. Tylko spojrzenie, które mówiło: widzę co robisz i wiem dlaczego. Coś ciepłego i twardego jednocześnie.
Wróciła wzrokiem do mężczyzny. Klęczał teraz inaczej niż chwilę temu.
Ból neuropatyczny robił swoje - Sierra widziała to po oddechu, który stał się płytszy, po tym jak bark opadł mu nieznacznie do przodu. Ciało zdradzało. Znała ten moment. Granicę, za którą wytrenowany człowiek zaczyna przeliczać, czy informacja, którą chroni, jest warta tego, co właśnie czuje.
Przykucnęła ponownie. Tym razem bliżej.
- Mira - powiedziała cicho po hiszpańsku, niemal łagodnie. - Él no necesita entenderte. Yo sí.
Pochyliła się odrobinę, żeby mężczyzna nie mógł uciec jej wzrokiem.
- Jesteś posłańcem - stwierdziła po angielsku, jakby myślała na głos. - Zbyt słabo wytrenowanym na egzekutora, zbyt pewnym siebie na przypadkowego człowieka. Ktoś cię tu przysłał z konkretną wiadomością i konkretnym zadaniem. I ta osoba - urwała na ułamek sekundy - doskonale wie, że jeśli nie wrócisz, to nic nie straci.
Mężczyzna milczał, ale oddech miał teraz urwany, nierówny.
- Więc pytam ostatni raz. - Sierra wyprostowała się powoli, Beretta uniosła się naturalnie, lufa wycelowana precyzyjnie między jego oczy. - Kto wie, że żyję?
Cisza.
Potem Magnus przesunął dłoń.
I mężczyzna pękł.
Nie od razu, nie spektakularnie, po prostu nagle skończyło się w nim coś, co trzymało go w pionie. Ramiona opadły o milimetr. Szczęka rozluźniła się wbrew woli.
- Grupo Operación Ceniza - wydusił przez zęby, gardłowo, jakby samo wypowiedzenie tego kosztowało go fizycznie. - Saben que Veronica vive. Siempre lo supieron.
Sierra nie poruszyła się.
Beretta nie drgnęła.
Ale gdzieś w okolicy szczęki, tuż przy kąciku ust, coś się zacięło na ułamek sekundy, napięcie mięśnia, które przyszło i odeszło zanim stało się czymkolwiek widocznym. Rysa, która natychmiast zasklepiła się z powrotem.
Ceniza
Znała to słowo. Znała je z miejsca, które zakopała tak głęboko, że przestała sprawdzać czy jeszcze tam jest. Kolumbia. Jednostka. Ludzie, którzy zlecili wysadzenie jej oddziału i którzy najwyraźniej nigdy nie uwierzyli w oficjalny komunikat o jej śmierci.
Albo wiedzieli od początku, że przeżyła.
To drugie było gorsze.
Wyprostowała się w pełni. Twarz miała zamkniętą i spokojną. Maska wróciła szybko, bezbłędnie, tak jak zawsze. Spojrzała na Magnusa ponad głową klęczącego mężczyzny. Wiedziała, że mógł zauważyć. Była dla niego jak otwarta księga.
Nic nie powiedziała. W jej oczach było wszystko, czego potrzebował: powaga sytuacji, jej głębokość i jedno niewyraźne, ale wyraźne pytanie - co dalej z nim robimy.

Magnus Grimstad
gall anonim
Mało co mnie rusza.
47 y/o
For good luck!
190 cm
Biznesmen Northern Buck Investments
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Prawdą było, że nie przepadał za torturowaniem swoich ofiar. Nigdy nie sprawiało mu to najmniejszej przyjemności, a w dodatku był świadom tego, że człowiek podczas tortur w końcu powie wszystko tylko po to by ból ustał. Niezależnie od tego czy będzie to prawda, czy nie. Niemniej dla Sierry był w stanie nagiąć niektóre ze swoich zasad. Robił to właściwie od samego początku. Do tej pory po prostu nie sięgali do swoich życiorysów w taki sposób.
Oddał jej kontrolę nad przesłuchaniem. Do czego też nie był przyzwyczajony. Całą swoją karierę pracował sam. Tak było dla niego prościej. Logiczniej. Nie miał wtedy problemów związanych ze swoim partnerem bądź partnerką. Wszystko, czego starał się w swoim życiu unikać właśnie go dogoniło za sprawą Sierry.
W tym jednak momencie nie zamierzał się nad tym pochylać. Potrafił świetnie odciąć swoje emocje, których już naturalnie nie miał za dużo, w czasie, gdy był na jakiejś akcji. A tak to właśnie traktował. Jako kolejne zlecenie, nawet jeśli był już na zasłużonej emeryturze.
Języki latynoskie zdecydowanie nie były jego mocną stroną. Kojarzył pojedyncze słowa czy wyrażenia. Głównie dlatego, że były podobne do innych języków, które akurat znał. W tym jednak przypadku nie miał pojęcia o czym dokładnie rozmawiają. Z kontekstu rozumiał jedynie, że mężczyzna nadal nie chciał się poddać, więc musiał go do tego trochę mocniej zachęcić.
Patrząc na reakcję dziewczyny na następne słowa ich intruza, nie było to coś, co chciała usłyszeć. Trwało to zaledwie ułamek sekundy, lecz wychwycił to jak jej mimika się zmieniła. To oznaczało tyle, że ta sprawa jeszcze nie jest zakończona. Pamiętał jej akta, pamiętał jak nazywają się jednostki specjalne w jej języku. Jasnym było, że w końcu ją odnaleźli. To było do przewidzenia, lecz miał nadzieję, że tym razem sprawy w jego życiu będą nieco prostsze. W końcu był na emeryturze, prawda? Przed jej poznaniem nawet dobrze się jej trzymał.
Złapał jej spojrzenie. Nie musiała zadawać tego pytania, chyba doskonale wiedziała, co należało z nim zrobić. Wystarczył jeden pewny ruch by złamać kręgi doprowadzając do całkiem szybkiej, lecz dość bolesnej śmierci. Doskonale wiedział gdzie złapać, jak to zrobić. Jego twarz pozostała niezmienna. Powieka nawet mu nie drgnęła. Ludzkie życie naprawdę nie miało dla niego zbyt dużej wartości. Przekonał się na własnej skórze o tym, że w tej pracy nie ma miejsca na litość. Gdyby zostawili go przy życiu był prawie pewien, że odbiłoby im się to czkawką. Każdy, kto wchodził w ten świat musiał być świadom tego, jak się z niego wychodzi.
- Zrozumiałem, że Cię znaleźli. - przerwał w końcu ciszę wstając z klęczek puszczając wiotkie ciało mężczyzny na podłogę - Będą Cię chcieli zabić czy schwytać? - patrzył na nią dość chłodno, bardzo logicznie - Operowaliście kiedyś jako grupa na terenie obcego państwa? - musiał wiedzieć czy ma spodziewać się całej grupy komandosów którzy napadną ich w tranzycie.
Ponieważ z całą swoją sympatią do niej nie sądził by była dla nich wystarczająco ważna by ryzykowali międzynarodowym incydentem napadając na nich z bronią automatyczną w hotelu. Pewnie dlatego wysłali jego. Młody, głupi pewnie chciał się wykazać. Na razie Magnus nie był pod wrażeniem ich wyszkolenia.

Sierra Valencia
30 y/o
For good luck!
168 cm
zabijam na zlecenie i znam się na cybersecurity
Awatar użytkownika
In the mirror I see my biggest fear but silence is almost here. So I'll tell him how I feel. What am I fighting for? Never understood this world. Oh, Lord! Can you save my soul?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sierra spojrzała na ciało przez sekundę.
Nie z żalem, nie z odrazą. Po prostu patrzyła, tak jak się patrzy na problem, który przestał być aktywny i stał się informacją do przetworzenia. Magnus zrobił to szybko i czysto, tak jak się tego po nim spodziewała. W ich świecie litość była luksusem, na który nie można było sobie pozwolić, a człowiek, który wiedział że ona żyje, był zbyt kosztowny żeby go zostawić.
Gdzieś z tyłu głowy, bardzo daleko, odnotowała że jeszcze kilka minut temu siedziała na jego kolanach z zamkniętymi oczami. Ta kobieta i ta, która teraz stała nad ciałem z Berettą w dłoni, były tą samą osobą. Dlaczego przy Magnusie były zawsze dwie wersje Sierry? Kiedy urodziła się ta druga, która z taką łatwością zasypiała przy jego boku?
Odwróciła wzrok spoglądając na mężczyznę.
- Zabić - odpowiedziała krótko na jego pytanie. - Jestem błędem, który nie powinien był przeżyć.
Zrobiła delikatny krok w stronę okna, odruchowo sprawdzając ulicę poniżej, ale pozostając poza linią widzenia z zewnątrz. Niektóre nawyki są już jak osobna komórka w ciele. Nie wymagają myślenia, po prostu działają, zanim świadomość zdąży wydać rozkaz.
- Grupo Operación Ceniza to nazwa mojej jednostki na czas tamtej operacji, w której mieliśmy być wszyscy poświęceni. Może oprócz mnie przeżył ktoś jeszcze. Wtedy nie byłam w stanie tego sprawdzić. Chciałam tylko przeżyć.
Opowiadała o wszystkim rzeczowo, tak jak robi się raport operacyjny. Nie drżał jej głos i nie wahała się w przekazywaniu suchych i precyzyjnych informacji. Nie dlatego, że jej to nie dotyczyło, ale dlatego, że nauczyła się dawno temu, że emocje w tym zawodzie są jak krew w wodzie. Przyciągają wszystko, czego nie chcesz. Przez ostatnie lata ten mechanizm działał bezbłędnie.
Spojrzała na Magnusa przez ułamek sekundy dłużej niż wymagała tego sytuacja.
Zastanawiała się, czy on to widzi. Tę wersję jej - nie operacyjną, chłodną, precyzyjną, lecz tę drugą, która jeszcze nie ostygła zupełnie. Przy nim ta druga warstwa istniała. Tylko przy nim. I Sierra nie wiedziała czy powinna się tego bać, czy może właśnie przestać.
- Nigdy nie operowaliśmy poza Kolumbią ani pojedynczo, ani jako pełna grupa - kontynuowała, wracając do jego pytania. - Na pewno ja nigdy nie byłam poza krajem.
Wpatrywała się w Magnusa, próbując zrozumieć jaki proces myślowy zachodzi teraz w jego głowie. Lubiła to w nim, że myślał tak jak ona. Logicznie, bez paniki, z zimną kalkulacją, którą rozumiała lepiej niż cokolwiek innego. To było paradoksalnie jedną z rzeczy, przez którą mu ufała. Znała ten tryb. Rozpoznawała go jak własny oddech.
- Co nie znaczy, że jesteśmy bezpieczni. On miał czas żeby... - Telefon zmarłego mężczyzny zawibrował na podłodze.
Raz. Dwa. Wiadomość.
Sierra znieruchomiała. Wpatrywała się w kieszeń, w której było urządzenie i przez sekundę wszystko w niej skupiło się na tym jednym małym wibrującym prostokącie, który mógł właśnie zmienić każdy kolejny ruch. Nie ruszyła się, żeby go podnieść.
Spojrzała na Magnusa.
- Sprawdź co tam jest - powiedziała cicho z prośbą w głosie.
Czekała nieruchomo, obserwując jego twarz. Beretta w dłoni, oddech równy, ciało gotowe.
Ale jej oczy śledziły tylko jego. Bo to na jego twarzy za chwilę przeczyta wszystko, co musiała wiedzieć. I dlatego właśnie, w tej konkretnej chwili, nie patrzyła na drzwi ani na okno, ani na telefon.
Patrzyła na niego.

Magnus Grimstad
gall anonim
Mało co mnie rusza.
47 y/o
For good luck!
190 cm
Biznesmen Northern Buck Investments
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Prawie niewidocznie, ale jednak lekko się skrzywił gdy odpowiedziała na jego pytanie. Bynajmniej nie dlatego, że było to dla niego w jakiś sposób bolesne. Wiedział w jakim świecie żyła. Znał doskonale wszystkie jego mechanizmy. To po prostu była kolejna komplikacja. Wolałby usłyszeć, że będą próbowali ją schwytać. To znaczyło, że mieli o wiele więcej możliwości. Mogli być nieco mniej uważni, a gdyby utknęli w potrzasku wiedział, że będą mogli się rozdzielić. Zlecenia na zabójstwo... Te były o wiele prostsze. Można było użyć jakichkolwiek środków. Każde wyjście na otwartą przestrzeń mogło wiązać się z ryzykiem snajpera. To naprawdę było cholernie ciężkie. Dlatego zawsze wybierał właśnie takie roboty. Nigdy nie brał się za ochronę. Normalnie pewnie powiedziałby, że musi radzić sobie sama, ale ich sprawy zaszły już nieco za daleko żeby tak po prostu się od niej odsunął.
Zawsze potrafił dobrze szufladkować swoje emocje. Dokładnie to robił w tym momencie. Nie potrzebowała teraz tego bardziej czułego Magnusa, u którego boku coraz częściej zasypiała. Potrzebowała tej wersji. Zimnego i logicznego zabójcy, dla którego odbieranie ludzkiego życia było tak naturalne jak oddychanie. Wiedział, że powrót do tego świata będzie się wiązał z poważnymi konsekwencjami. Dla niej był jednak w stanie zaryzykować. Tak naprawdę nie miał już wyboru. Od momentu, w którym zabił jej pierwszego niedoszłego zabójcę już zanurzył palec. Świat, po prostu zamierzał zabrać od razu całą rękę.
- Poświęceni brzmi jak religijny fanatyzm. - może tylko tak mu to się kojarzyło ponieważ sam pochodził z kultury, która wieki temu się tym parała - Nawet jeśli przeżył ktoś prócz Ciebie szansa, że nadal żyją jest dość znikoma. - nie próbował być szorstki, to były po prostu fakty.
Ona miała po prostu dużo szczęścia i samo zaparcia. Przynajmniej tyle mógł wywnioskować z teczki, którą dała mu przeczytać. Gdyby ktoś przeżył i dołączył do ich świata, pewnie przez te kilka lat już by się znaleźli. Wieści szybko się rozchodzą. Każdy miał jakąś reputację. Dlatego wolał nie robić jej nadziei. Jego priorytetem było teraz utrzymanie jej przy życiu. Niestety jacykolwiek jej znajomi schodzili po prostu na dalszy plan, a wręcz w ogóle ich w takim planie nie było.
- To powinno nam to wszystko nieco ułatwić, ale nie możemy zakładać, że to się nie zmieniło. - spojrzał w jej stronę nadal nie okazując większych emocji - Wątpię by mieli środki i chcieli je przeznaczyć żeby do Ciebie dotrzeć, jednak nie możemy tego całkiem wykluczyć. W końcu on pewnie nie jest tutaj przypadkiem. Chociaż... To by wiele tłumaczyło. - spojrzał na nieboszczyka u swoich stóp.
Może nie mieli w Stanach swojej jednostki specjalnej, ale pojedynczych agentów... Niewyszkolonych, niewtajemniczonych. To naprawdę mógł być jeden wielki przypadek. Nadgorliwy chłopak, który chciał się wykazać. Takie rzeczy się zdarzają. Magnus potrafił być bardzo pragmatyczny.
Zmarszczył lekko brwi na jej prośbę. Odczytał to jako pewną słabość, za którą jej nie oceniał, po prostu nie widział jej jeszcze w takim wydaniu. Dla niego ten telefon był bardzo dobrą wiadomością. Może się w końcu czegoś dowiedzą. Schylił się wyciągając wibrujące urządzenie z kieszeni. Zdążył zobaczyć tylko kilka powiadomień na ekranie, zanim zażądało identyfikacji. Na szczęście wszystkie palce mieli pod nosem, więc odblokowanie telefonu nie zajęło mu więcej niż kilka sekund. W końcu odnalazł wiadomości. Nadawców było kilku w osobnej grupie na komunikatorze, którego nie kojarzył.
- Niestety zdążył kogoś powiadomić, że żyjesz. Mają twoje zdjęcie. - mruknął z wyraźnym niezadowoleniem, kolejne komplikacje - Resztę musisz zobaczyć sama. Wszystko jest po hiszpańsku. - obszedł nieboszczyka i podał jej telefon patrząc jeszcze przez sekundę czy dwie na to czy będzie to dla niej problemem.
Sam odszedł kawałek by wziąć swój telefon ze stolika i z nieco ciężkim sercem odkurzyć swoje dawne kontakty i aplikacje, których będzie potrzebować by posprzątać ten bajzel.
- Powiedź czego się dowiedziałaś, a ja załatwię nam nowy lokal. Musimy zakładać, że wiedzą gdzie mieszkasz. - poinformował ją spoglądając tylko na nią przez ramię zanim wrócił do wertowania kolejnych apartamentów.

Sierra Valencia
30 y/o
For good luck!
168 cm
zabijam na zlecenie i znam się na cybersecurity
Awatar użytkownika
In the mirror I see my biggest fear but silence is almost here. So I'll tell him how I feel. What am I fighting for? Never understood this world. Oh, Lord! Can you save my soul?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sierra przyjęła telefon z jego dłoni bez słowa.
Spojrzała na ekran. Wiadomości w grupowym czacie, kilka osób, wszystko po hiszpańsku. Przewijała szybko, wzrok poruszał się sprawnie po linijkach, tak jak skanuje się raport pod kątem konkretnych słów kluczowych — daty, nazwiska, lokalizacje.
Zatrzymała się.
Jedno nazwisko w nagłówku rozmowy.
Castillo.
Coś w jej klatce piersiowej drgnęło może nie tak jak przy słowie Ceniza, lecz inaczej, głębiej, jakby ktoś nacisnął na bliznę, o której zapomniała, że wciąż boli. Sebastián Castillo był jednym z dwóch dowódców jej dawnej jednostki. Pamiętała go z poligonu, z odpraw przed wyjściem w teren, z głosu który wydawał ostatnie rozkazy zanim wszystko poszło nie tak. Pamiętała też, jak brzmiał jego głos przez radio tej nocy, kiedy padł rozkaz o zmianie priorytetów. Był na liście poległych razem z resztą.
Najwyraźniej nie do końca.
- Castillo żyje - powiedziała w końcu, a następnie szybko wyjaśniła kim jest Sebastian. - Albo ktoś używa jego nazwiska, co byłoby równie złą wiadomością.
Przewinęła dalej. Ekran rzucał na jej twarz blade, niebieskawe światło, a ona czytała każdą linijkę tak, jakby uczyła się jej na pamięć. Pamięć była jej jedynym bezpiecznym schowkiem na informacje, których nie mogła zostawić w żadnym pliku.
- Wysłał moje zdjęcie do trzech kontaktów. Jeden z nich ma numer z prefiksem Bogoty. Pozostali, nie mam pojęcia, kod kraju nieznany, prawdopodobnie zaszyfrowane proxy.
Odłożyła telefon na blat, ekranem do dołu. Dłoń na chwilę pozostała na urządzeniu, jakby chciała się upewnić, że to się naprawdę wydarzyło, że nie wyobraziła sobie tego nazwiska.
Co do przemyśleń o religijnym fanatyzmie - nie skomentowała go na głos, choć przeszło jej przez głowę, że nie był aż tak daleko od prawdy. Operacje, w które ich wciągano, miały w sobie coś z rytuału. Poświęcenie. Lojalność płacona krwią. Tylko że bogiem nigdy nie był żaden bóg, tylko system, który decydował kto jest zbędny.
Na jego stwierdzenie, że szansa na to, że ktoś jeszcze przeżył, jest znikoma, nic nie odpowiedziała. Fakty się zgadzały. Sama by to powiedziała komuś innemu w tej sytuacji. Tylko że teraz miała w ręku dowód, że przynajmniej jeden człowiek przeżył i przez te wszystkie lata wiedział, gdzie jej szukać i przez te wszystkie lata nic z tym nie zrobił. Aż do teraz.
- To nie był przypadek - powiedziała. - Castillo wysłał go specjalnie. Posłaniec miał potwierdzić, że żyję, zanim wyślą kogoś poważniejszego.
To była logika, którą rozumiała aż za dobrze, bo sama operowała według tych samych zasad. Najpierw rozpoznanie. Potem egzekucja. Tylko tym razem to ona była celem, nie obserwatorem stojącym z boku z karabinem w dłoniach.
- Mój dom odpada - dodała, podejmując wątek o nowym lokalu. - Mieszkanie, biuro, każde miejsce powiązane z moją legalną tożsamością. Jeśli mają zdjęcie i Castillo krąży po ich kanałach, to kwestia godzin, może dni.
Patrzyła przez moment na trupa na podłodze nim podniosła wzrok na Magnusa
- Mam gotówkę i dokumenty w trzech różnych miejscach w mieście. Mogę zniknąć w ciągu godziny. Pytanie brzmi, czy chcesz, żebym zniknęła sama, czy zostajemy w tym razem.
To pytanie wybrzmiało chłodno, rzeczowo, bez żadnej emocji w głosie, ale Sierra nie pytała go wyłącznie o logistykę.

Magnus Grimstad
gall anonim
Mało co mnie rusza.
47 y/o
For good luck!
190 cm
Biznesmen Northern Buck Investments
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pewnie powinien był obserwować jej reakcje by wiedzieć w jak głębokie bagno właśnie wdepnęli, ale nie potrafił. Nie wiedział czy to dlatego, że coś zaczynało się między nimi tworzyć. Coś czego nie chciał jeszcze do końca nazywać. Sierra mogła zdawać się na pierwszy rzut oka twardą zabójczynią, lecz jeszcze kilkadziesiąt minut temu była zaledwie przestraszoną dziewczyną drżącą w jego ramionach. Więc cokolwiek wyczytała w tych wiadomościach ze swojej przeszłości chciał jej dać chociaż namiastkę prywatności kiedy on zajmował się dalszym planowaniem. Zasługiwała na to by pokazać się mu z takiej strony, z jakiej chciała. On i tak miał wystarczająco dużo do przemyślenia. Zwłaszcza to, czy powinien się w to pakować. Z drugiej strony, czy rzeczywiście miał wybór? Nie odkąd zabił jej pierwszego zabójcę.
- Nie widzę dlaczego ktoś miałby używać jego nazwiska. Chyba, że chcieliby grać z Tobą w jakieś gierki. Z drugiej strony nie mogli przewidzieć, że przejmiemy ten telefon. Myślę, że to błąd nowicjusza. - skinął na trupa na podłodze, w końcu kontakty zależały zazwyczaj od telefonu, ale to ona była lepsza w te techniczne rzeczy niż on. Nie miał pojęcia jak mógł działać akurat ten komunikator.
Podobnie jak nie wiedział jak działało to całe szyfrowanie. Był już na swój sposób przeżytkiem w ich świecie. Wiedział, kiedy powinien zejść ze sceny. Ten świat się zmieniał. Za szybko, robiąc z niego przeżytek. On nadal polegał na kontaktach z żywym człowiekiem. Telefonach. Nie znał już tego świata, do którego należała ona. Znał jedynie podobne relikty, jak on sam.
- Czyli tak jak mówią. Nadgorliwość gorsza od faszyzmu. - pokręcił głową opierając się o blat stołu nadal ze swoim telefonem w dłoni.
Widział zbyt wielu młodych zabójców, którzy odeszli przedwcześnie za sprawą swojej brawury, ego, arogancji. To był dla niego po prostu kolejny tego typu przypadek. Po potwierdzeniu powinien był uciekać z miasta. Sierra powinna go szukać zamiast chować się u niego w pokoju. Dopaść go, zabić i dowiedzieć się kto jeszcze wiedział o jej istnieniu. On był niepotrzebną komplikacją. Dokładnie tym, co sprawiało, że odchodziło się z tego świata przedwcześnie. Ona pewnie też to wiedziała, a jeśli nie to szybko się o tym przekona.
- Ufam, że dobrze się zabezpieczyłaś, więc pewnie dni. - skrzyżował ręce na piersi emanując spokojem i pewnością siebie, to wszystko nie było dla niego problemem a po prostu niedogodnością - Musimy założyć, że twoje przygotowane tożsamości też mogą być spalone skoro to wszystko nie było przypadkiem. - powiedział na przeczekanie, bo jej ostatnie słowa sprawiły, że na chwilę się uciszył.
Patrzył na nią. Widział ją, a w jego głowie pojawiały się kolejne kalkulacje pomiędzy logiką, a pewnymi uczuciami do których nie chciał się przyznawać, albo po prostu nie potrafił. Logika mówiła by nie mieszać się dalej w te sprawy. Już raz zapłacił wysoką cenę za wchodzenie w relację z zabójczynią. To nigdy nie kończyło się dobrze. Zarówno z jego doświadczenia, jak i innych znajomych. Wszystko, czym kierował się przez większość swojego życia mówiło odejdź.
Coś innego tliło się w nim i mówiło by nie zostawiać jej z tym wszystkim samej. Pamiętał te wszystkie noce, które spędzili razem. Małe uprzejmości, które między sobą wymieniali. Zaczynało mu na niej zależeć. Samo to, że zastanawiał się nad tym czy odejść mówiło o tym, że mu zależało. Stał na krawędzi swojego dawnego świata oraz tego, co zbudował na emeryturze. Ten krok mógł zadecydować o reszcie jego życia i nie powinien podejmować go lekko.
- Ja pierdolę... - mruknął do siebie kręcąc głową i głośno wzdychając.
Podjął decyzję, która w tym momencie wydawała mu się błędna. Sięgnął po swój telefon, wybrał numer i odczekał całe dwa sygnały zanim kobiecy głos odezwał się po drugiej stronie.
- Sally, wyszukaj mi najbliższy lot do Finlandii. Tak. Pierwsza klasa. - mówił to patrząc jej w oczy - Nie. Dwoje pasażerów, Sally. Wyślę Ci dane mojej pasażerki. - zakończył rozmowę odkładając telefon na blat.
Sierra Valencia
30 y/o
For good luck!
168 cm
zabijam na zlecenie i znam się na cybersecurity
Awatar użytkownika
In the mirror I see my biggest fear but silence is almost here. So I'll tell him how I feel. What am I fighting for? Never understood this world. Oh, Lord! Can you save my soul?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dwoje pasażerów.
Sierra stała przy drzwiach i patrzyła na mężczyznę. Magnus odkładał telefon na blat z tym samym spokojem, z którym robił wszystko inne. Jakby właśnie wcale nie podjął decyzji, która mogła go kosztować więcej niż przyznawał na głos.
Podeszła do niego nie mówiąc nic.
Nie miała słów, które byłyby wystarczające, a nawet gdyby miała to nie umiałaby ich teraz wypowiedzieć. Ujęła jego dłoń, cicho i bez ostrzeżenia, i ścisnęła ją mocno, patrząc mu prosto w oczy. To była jej wersja dziękuję. Nie chciała być z tym sama. Mogła, ale nie chciała
Tak mu dziękowała i to w tym momencie musiało wystarczyć.
Finlandia. Jego teren. Magnus za pewne miał już w głowie jakiś plan, a ona - może błędnie - w pełni mu zaufała oddając stery i tak naprawdę swoje życie w jego ręce.
On ogarniał ich ucieczkę, a ona zabrała się za sprzątnięcie trupa.
Przez chwilę stała nad ciałem, oceniając sytuację tak samo chłodno jak oceniała wszystko inne - wagę, wymiary, opcje. Nie był duży. To ułatwiało sprawę.
Z szafy przy łóżku wyjęła dwa białe hotelowe prześcieradła. Rozłożyła jedno na podłodze obok ciała i bez zbędnych ruchów przetransportowała je na materiał, pracując sprawnie i po cichu, tak jak przesuwa się meble, nie ludzi. Żadnej ceremonii. Żadnego zatrzymywania się. To był problem logistyczny i traktowała go jak problem logistyczny.
Zawinęła szczelnie, zabezpieczyła paskami wyciętymi z drugiego prześcieradła - ciasno, tak żeby nic się nie przesuwało. Sprawdziła dywan pod spodem. Zero plam - Magnus działał precyzyjnie, jak zawsze.
Wstała, otarła ręce o uda odruchowo, rozejrzała się po pokoju.
Zadzwoniła pod numer, który znała na pamięć - jeden z kontaktów w Toronto, człowiek bez nazwiska i bez pytań, który rozumiał pewien rodzaj próśb bez szczegółów. Krótka rozmowa, trzy zdania, adres i godzina. Za cztery godziny ciało zniknie razem z prześcieradłami i dowodami. Tyle wystarczyło.
Rozłączyła się.
Wzięła plecak z laptopem, sprawdziła zawartość: dokumenty, gotówka, dysk, nie miała nic oprócz tego cholernego noża z którym przyszła. Wszystko na miejscu. Zarzuciła go na ramię i wyciągnęła z kieszeni telefon, kasując historię rozmów, wiadomości, wszystko co zdążyła na nim zobaczyć, zanim wytarła ekran i włożyła urządzenie zmarłego z powrotem do jego kieszeni.
Czysto.
Stanęła przy drzwiach i spojrzała na Magnusa.
Pokój wyglądał prawie normalnie. Łóżko nieruszone, poduszki ułożone, okno zamknięte.
- Gotowe - powiedziała cicho - jedną z kart do pokoju przekażemy pewnej osobie po drodze. Obejdzie się bez dowodów.
Wyszli razem. Magnus pierwsze, ona sekundę za nim. tak jak się wychodzi z miejsca, które zostawia się za sobą bez oglądania, bo oglądanie się niczemu nie służy.
Korytarz był pusty. Winda przyjechała cicho.
Sierra stanęła obok niego i patrzyła przed siebie na zamknięte drzwi windy, kiedy ta zaczęła zjeżdżać w dół. Czuła na skórze ten sam zapach jego perfum co wcześniej, kiedy siedziała z głową przy jego szyi i miała zamknięte oczy.
To było kilkanaście minut temu, a wydawało się znacznie dalej.
Hol hotelowy był o tej porze spokojny - jedna recepcjonistka, dwóch gości przy barze, bramkarz przy wejściu. Sierra przeszła przez niego z tym samym krokiem co zawsze - równym, nieśpiesznym, niewidocznym. Obok Magnusa, ale nie za blisko. Dwoje ludzi wychodzących z hotelu o późnej porze, nic więcej. Złapała go za rękę, tak jak zdarzało im się wychodzić już nie raz dokładnie tymi drzwiami.
Teraz on musiał przejąć dowodzenie.

z/t x2
gall anonim
Mało co mnie rusza.
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Ritz-Carlton”