Czy powinna go w jakikolwiek sposób dziwić jej
specjalna walizka…? Najpewniej nie. A będąc w nieco lepszej formie, prawdopodobnie mógłby znaleźć na tę okoliczność odpowiedni komentarz. Tymczasem musiało wystarczyć posłane jej spojrzenie, w którym swego rodzaju niedowierzanie mieszało się z rozbawieniem. A także krótkie, równie rozbawione parsknięcie.
–
No jasne… – stwierdził krótko, wywracając wymownie oczami. Bo chociaż ta wspomniana przez nią
specjalna walizka z pewnością mogła całkiem sporo ułatwiać – choćby pod względem bezproblemowego doboru odpowiednich kosmetyków do włosów… – to wciąż pozostawała mimo wszystko na swój sposób
zabawna. Nawet w tych okolicznościach i nawet bez jakiegoś
błyskotliwego komentarza ze strony Dantego.
W kwestii tego, czy jej pomysły
zawsze były najlepsze, również nie zamierzał się z nią – tym razem! – spierać. Ten konkretny rzeczywiście mógł uznać za lepszy od własnego. Choćby dlatego, że chyba nawet w tych wyjątkowych sytuacjach, gdy rozpaczliwie potrzebowało się solidnej dawki kofeiny, nie dałoby się uznać kawy z automatu za jakkolwiek kuszącą. W przeciwieństwie do podzielenia się łóżkiem – nawet jeśli miało to być szpitalne łóżko, niekoniecznie szczególnie wygodne i raczej nie do końca przystosowane do mieszczenia na sobie dwóch osób. Wciąż przynajmniej dawało możliwość przytulenia jej do siebie i utwierdzenia się, że rzeczywiście
była cała.
Nawet mimo tej uporczywie powracającej myśli, jak niewiele brakowało, by wszystko potoczyło się
o wiele gorzej.
–
Utrata –
funkcji życiowych –
przytomności to chyba nie do końca sen. Chcesz się o to licytować, czy masz zamiar po prostu mnie posłuchać i iść spać…?
Możliwe, że ta charakterystyczna, nieco rozbawiona nuta w tej wypowiedzi, skręciła na moment w nieco fałszywe tony. Mimo wszystko, tak samo jak on postanowił udawać, że zupełnie nic nie zauważył po tym, gdy zbyt mocno pociągnęła ręką z podpiętą kroplówką, być może również ona mogłaby udawać, że nie dopatrzyła się niczego nienaturalnego w jego słowach.
I oczywiście, że bez większego problemu dałoby się pewnie wymienić te jego pomysły, które na głowę biły wpakowanie się do szpitalnego łóżka – nawet jeśli wykluczyłoby się te, o których Elsa nie wiedziała lub o których sądził, że nie wiedziała. Jak choćby pamiętny wyścig ze znajomymi w sklepowych wózkach, absolutnym
przypadkiem zakończony akurat na samochodzie Douglasa… Albo wyjątkowo nieudana próba zawinięcia ze sklepu alkoholu na imprezę, która w efekcie nie miała prawa się odbyć – zarówno przez brak odpowiedniego asortymentu, jak i większej części uczestników, którzy zamiast tego musieli spędzić czas na komisariacie… Tak,
zdecydowanie zdarzało mu się odstawiać
nieco gorsze akcje. A jednak mimo wszystko nie podchwycił tym razem jej żartu, być może rzeczywiście dochodząc do wniosku, że to – wraz ze świadomością, jak bardzo
trafiona mogła okazać się ta wypowiedź – mogłoby w tym momencie przerosnąć jego zdolności do udawania, że wszystko miałoby być jak najbardziej w porządku.
Uśmiechnął się za to, czując jej dłoń pod swoją koszulką – nawet jeśli miałby to być dźgający go palec, to wciąż przecież była to
jej dłoń. Może i wciąż niepokojąco chłodna, jak na panującą w sali temperaturę, ale… nadal
jej. I to chyba w zupełności wystarczyło.
–
Przynajmniej na pewno nie jest nudno… – stwierdził cicho, nieświadomy tego, że tej odpowiedzi nie miała już okazji usłyszeć. Zresztą, chyba nawet nie było to szczególnie istotne. Tym bardziej, że jej bliskość, spokojny oddech, a także jego zmęczenie wystarczyło, by wkrótce sam również mógł zapaść w dość płytki, choć niewątpliwie potrzebny sen.
Chociaż… ten może jednak wcale nie był aż tak płytki, skoro wchodząca do sali pielęgniarka – nie ta sama co poprzednio, jak zdążył zauważyć – musiała się odezwać, by mógł się obudzić. Jak można było się domyślić, niekoniecznie była zachwycona tym przekształceniem łóżka na wersję dwuosobową, ale… najwyraźniej
pewne wieści musiały się już rozejść, skoro jej sugestia pozostawienia w nim samej pacjentki, nie była w żaden sposób podszyta złośliwością, czy wyraźnymi pretensjami. Wystarczyło przynajmniej, by nie wdawać się z nią w żadną zbędną dyskusję.
A zanim jeszcze zebrał się do wyjścia, na moment raz jeszcze nachylił się nad łóżkiem, żeby krótko cmoknąć Elsę w policzek. Może i wspominał wcześniej o tym, że nie będzie jej w razie czego budził, ale… przecież nie mógł tak po prostu wyjść i zostawić jej bez słowa. A nawet jeśli niekoniecznie sobie tego życzył, na wyjście chyba faktycznie był już czas najwyższy…
–
Wrócę później z twoim telefonem. I… odpoczywaj – zanim zawahał się przed końcówka swojej wypowiedzi, chciał powiedzieć coś innego? Prawdopodobnie tak. Ostatecznie trzeba było to jednak zostawić ewentualnym domysłom, których on najwyraźniej nie zamierzał póki co rozwiewać. Zamiast tego rzeczywiście wyszedł wreszcie z jej sali, wracając do mieszkania. W końcu… pies też mimo wszystko potrzebował przynajmniej krótkiego spaceru i uzupełnienia misek, raczej nie mogąc czekać z tym dłużej – niezależnie od okoliczności.
Elsa Eriksen