35 y/o
marked by sin
192 cm
white dove | wydział zabójstw Toronto Police Service
Awatar użytkownika
so many invisible strings tie me to the way that you bleed
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Było w tym coś głęboko satysfakcjonującego.
Nie zamierzał się do tego przyznawać. Czy nie od tego był, by ustanawiać porządek i wymagać przestrzegania prawa? Czy nie powinien zachowywać się l e p i e j i być p o n a d to, ponad ludzi takich jak Hall? Był przecież pieprzonym p o l i c j a n t e m, jego odznaka coś znaczyła - powinna coś znaczyć.
Ale jego dusza od dawna była skorumpowana.
Jej części wycięte z obrazka, który pasował do odznaczeń na jego galowym mundurze. Ręce splamione krwią, której nie przelał w imię prawa. Kontakty w telefonie należące do osób, wokół których nadgarstków powinien zamknąć kajdanki. W szufladzie dwie pary broni - jedna służbowa, druga nierejestrowana.
Na wielu podłożach był dokładnie takim samym człowiekiem jak Alexander Hall.
Na innych zaś - był gorszym.
Dlatego uderzenie, które rozlało się kaskadą bólu po jego czaszce, wygięło jego usta w bezczelnym uśmiechu. Krew spłynęła z pękniętej wargi gdy butnie zadzierał podbródek, spoglądając na efekt s w o i c h działań.
Ponieważ szał, w który wpadł Hall, był właśnie tym - celową prowokacją, celnie oddanymi strzałami, trucizną wlaną prosto w serce dobrego człowieka. Widział to, nawet pomimo krwi na jego knykciach i rozszalałego spojrzenia. Widział, że właśnie dlatego jego słowa doprowadziły go do takiego stanu.
Bo były paliwem dla wszystkich obaw, które już tkwiły, zakorzenione w jego głowie.
Obaw, których nie mieli źli ludzie.
Wiedział, jak działali, w jaki sposób myśleli. Zatrzymywał ich w swojej pracy w świetle dnia, współpracował z nimi w mroku nocy. Hall z pozoru wyglądał jak oni - jak kolejny, wściekły pies szarpiący na uwięzi, kierowany gwałtownością, skłonny do brutalności.
Ale Madden znał się na ludziach.
Tym bardziej to, co robił, było podłe. Gdyby Margo była obok, nigdy nie pozwoliłaby, by to eskalowało do tej sytuacji. Była jego sumieniem.
Bez niej pozostawała mu wyłącznie bezwzględność.
- Już mówiłem ci, czego chcę, Hall - warknął w odpowiedzi, gdy znaleźli się już na ziemi, wyczuwał jej chłód przez cienki materiał kurtki, za której poły szarpał bokser. - Ale może powinienem zaczekać, aż pogrążysz się jeszcze dalej, nim wyjaśnię ci ponownie?
Jego dłoń zacisnęła się na chłodnym metalu - gdzieś w trakcie tej szamotaniny, w nagłej wątpliwości, czy przypadkiem nie zepchnął chłopaka z krawędzi, ku której zamierzał go tylko poprowadzić. Wyjęta zza paska broń teraz uniosła się, szturchnęła go w żebra - gdzieś pod jego wyciągniętymi ku niemu ramionami, w groźbie, która powinna go o s t u d z i ć.
- Mam pozwolić moim kolegom na odprowadzenie cię do twojej celi? - wycedził, słysząc okrzyki policjantów gdzieś za ścianą, przeczesujących kolejne pomieszczenia. - Czy może zamkniesz mordę i ze mnie zejdziesz?

:lepa:
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”