26 y/o
For good luck!
173 cm
part time legal assistant | | part time bartender
Awatar użytkownika
i can get real cold when I need you and you don't show up
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Phi, no chyba nie sądził, że ona da się tak szybko wyrzucić z tej planszy, jaką była impreza? Pomimo bycia kobietą, co czasami innym mogło się wydawać stratną pozycją, Rosenhall była silnym graczem. Zwłaszcza jeżeli chodziło o alko. - Vanberg, co to ma być! Nie znasz mnie? Będziemy ostatnimi żywymi osobami na tej imprezie - odparła niemalże oburzona. - Zeszmacimy się, najebiemy, wybierz sobie jakikolwiek przymiotnik, którym chciałbyś opisać tę przepiękną noc. - Uśmiechnęła się szeroko, po czym przewróciła oczami i wydobyła z siebie długie, dramatyczne westchnięcie. - MHM... Nie sprawdzałam - wytknęła język, bo to było takie oczywiste, że musiał rzucić tekstem o pytonie w bokserkach. Nie miała jednak zamiaru tego sprawdzać. Przynajmniej nie teraz. - Idź robić ten challenge, chop chop. - Parsknęła śmiechem, opierając się o ścianę. Trzymała butelkę w dłoniach i przyglądała się całej sytuacji z oddali, chociaż z każdą sekundą zaczęła przesuwać się trochę bliżej, starając się wyłapać jakikolwiek dialog, który miał tam teraz miejsce. Jak na najlepszą psiapsi, która lojalnością aż grzeszyła, nie upiła ani łyczka, bo przecież mieli się tym trunkiem dzielić, co nie? Taka dobra była. Jak na złość albo szczęście, muzyka trochę się ściszyła pomiędzy jednym setem a drugim i wtedy usłyszała Dino wspominającego coś o spragnionym pieszczot kotku. No padła. Starała się opanować, zakrywając usta dłonią i przyglądając się temu, co tamten koleś zrobi, ale kiedy zobaczyła, jak się zamachnął, prawie się zapowietrzyła. Fucking hell!

Rosenhall wzięła długi łyk alkoholu, żeby przygotować się psychicznie do zadania, które wyznaczył jej przyjaciel. Cholera, dobrze wiedział, jak rozłożyć karty, bo ona zawsze zajebiście lubiła grać swoją fizycznością, a nie słowami, więc to było całkiem ciekawe wyzwanie. Wsunęła butelkę w ręce Vanberga i spojrzała na niego z powaga - Napij się na zdrówko i wykonanie zadania, a ja śmigam działać - Podeszła do kowboja, uśmiechając się uroczo. - Cześć, mam na imię Thalia. Dobrze się bawisz? - zapytała, wysuwając dłoń i powoli przejeżdżając palcami po jego ramieniu. - Mhm, czekam na kumpli - odparł typek. Thalia tylko uśmiechnęła się szerzej, bo to znaczyło, że był otwarty na pogadankę. Dobra, był progres - Chciałbyś posłuchać o tym, czym się zajmuję? - spojrzała na niego bardzo intensywnie, zbliżając się niebezpiecznie blisko - Um, sure - dodał niepewnie. - Wiesz, nie wiem, czy słyszałeś o tej innowacyjnej metodzie hodowania zwierząt, ale ja robię to od kilku lat. A prawdziwy szkopuł tkwi w tym, że to jest w chuj niskobudżetowe, tylko nikt nie chce się za to brać. A wiesz czemu? - Stanęła na palcach, kładąc dłonie na jego ramionach, po czym zadarła głowę, żeby wyszeptać mu do ucha, - Bo te zwierzęta są niewidzialne. - Parsknęła śmiechem, a koleś aż się wzdrygnął, patrząc na nią niemalże z obrzydzeniem. Wziął długi łyk alkoholu, jakby musiał przetrawić to, co właśnie usłyszał, po czym rzucił niskim głosem, - Wariatka. - Odwrócił się i odszedł.

Rosenhall tylko wzruszyła ramionami, odwracając się do Vanberga, po czym wybuchnęła śmiechem i podbiegła do niego. - Dobra, pijemy! - zawołała rozbawiona. - Kolejne zadanie dla nas! Chodźmy do łazienki udawać, że uprawiamy seks, a przy okazji spalimy tam blancika, dobra?! - Dodała to podekscytowana, chwytając go za dłoń i ciągnąc w kierunku łazienek. Drugą ręką wyrwała mu z reki butelkę i upiła trochę po drodze. Alkohol spłynął jej po brodzie, ale cholera, bawiła się tak dobrze, że kompletnie jej to nie obchodziło.

podobno koleś z pytonem
vitka
you're right, i know we love to argue, let's get at it
ODPOWIEDZ

Wróć do „Casa Loma”